banner ad

Charles A. Coulombe: O dwóch królach zamordowanych w styczniu

| 20 stycznia 2026 | 0 Komentarzy

Styczeń stanowi część okresu Bożego Narodzenia, w którym świętujemy narodziny Króla Królów. Szóstego stycznia, zgodnie z tradycją, wspominamy Trzech Króli. Być może z tym okresem wiąże się również fakt, że pod koniec stycznia — w odstępie dziewięciu dni — przypadają rocznice związane z innymi władcami, którzy wierzyli, iż naśladowanie Chrystusa we własnym posłannictwie może zaprowadzić ich na ich własne Kalwarie — i tak się rzeczywiście stało.

Rzecz jasna współcześnie przywykliśmy myśleć o królach jako o tyranach i nie czujemy się komfortowo w obliczu królewskiej godności Chrystusa. W wyniku jednego z tych historycznych zbiegów okoliczności, które sprawiają, że kontemplowanie ironii dziejów bywa tak pouczające, właściwy średniowieczu porządek Kościoła i państwa został zachowany — co prawda jako struktura pozbawiona żywotności — w Wielkiej Brytanii i Skandynawii (odzwierciedlając protestancki instynkt kompromisu), podczas gdy w krajach katolickich uległ on niemal całkowitemu unicestwieniu za sprawą iście katolickiego dążenia do prawdy absolutnej, charakterystycznego dla antykatolickich rewolucjonistów. Ten ironiczny rozwój wydarzeń utrudnia amerykańskim katolikom, zasymilowanym w najbardziej protestanckim — lub postprotestanckim — narodzie na Ziemi, zrozumienie idei monarchii katolickiej.

Tym niemniej 21 stycznia nadciąga nieubłaganie. Tego dnia, w roku 1793, Ludwik XVI został ścięty na gilotynie – co papież Pius VI określił mianem męczeństwa. Zgodnie z powszechnie przyjętym, choć błędnym przeświadczeniem, Ludwik był królem słabym i głupim – rzecz nieprawdziwa, lecz ogólnie akceptowana. I taka właśnie musi pozostać, gdyż w przeciwnym razie Rewolucja Francuska utraciłaby swoją legitymację: gdyby bowiem Ludwik nie był tym, za kogo przyjęto go uważać, cały mit założycielski rewolucji ległby w gruzach. Jako że wszystkie republikańskie reżimy (być może z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych, i to tylko częściowo) wywodzą swoją ideologię z tamtych wydarzeń, to samo dotyczy większości establishmentów nękających współczesny świat.

W rzeczy samej największym błędem, jaki popełnił Jego Arcychrześcijańska Mość [król Francji], było wtrącenie się w rewolucję amerykańską w roku 1778. Jakkolwiek interwencja ta umożliwiła zwycięstwo buntowników, doprowadziła ona zarazem do bankructwa Francji i otworzyła drogę do wymuszenia na królu zwołania Stanów Generalnych, uruchamiając tym samym serię wydarzeń, które ostatecznie doprowadziły do unicestwienia jego samego, jego kraju, a w końcu – pokoju na kontynencie. Opowiedzenie się przez Ludwika po stronie rebeliantów zakończyło również zainteresowanie Jerzego III sprawą emancypacji katolików – za to za sprawą poczucia zdrady, której, zdaniem tego króla, dopuścił się jego współbrat.

Tak czy inaczej, do Rewolucji Francuskiej doszło, a jej melancholijny przebieg wieńczył mord sądowy dokonany na Ludwiku XVI. W czasach Restauracji ciało króla, a wraz z nim szczątki Marii Antoniny, przeniesiono do opactwa Saint-Denis, gdzie godnie złożono je w pobliżu poprzedników Ludwika. Na pierwotnym miejscu pochówku, niedaleko Place des Pyramides, wzniesiono Kaplicę Pokutną. Pomimo przekonania Piusa VI o męczeńskim charakterze śmierci króla, jego procesu kanonicznego nigdy nie wszczęto, gdyż legitymizacja każdego rządu we Francji po roku 1848 zakorzeniona była w Rewolucji; z kolei Stolica Apostolska unikała wszystkiego, co mogło rozdrażnić władze. Mimo to w roku 2017 rozpoczęto proces kanoniczny siostry króla, madame Élisabeth, zamordowanej przez rewolucjonistów 10 maja 1794 roku.

Niezależnie od tego, Requiem odprawiane za Ludwika i jego królową w rocznicę ich śmierci na trwałe wpisało się już we francuski kalendarz i pozostaje w nim po dziś dzień. Istnieją dwaj pretendenci do tronu Francji: legitymista Ludwik, książę Anjou, oraz Jean, hrabia Paryża. Nie wnikając w to, który z nich ma większe prawo do tronu św. Ludwika, około 21 stycznia ich zwolennicy w całej Francji zamawiają liczne msze żałobne za wspólnego przodka obu pretendentów. W tym roku Action Française organizuje upamiętniającą Ludwika procesję z pochodniami, która przejdzie z Place des Pyramides, w pobliżu miejsca jego pierwotnego pochówku, na Place de la Concorde, gdzie został ścięty. W najbliższą niedzielę, o godzinie 10.00, odprawiona zostanie msza w Kaplicy Pokutnej. Zwolennicy księcia d’Orléans zapowiadają kolejną – w kościele Saint-Germain-l’Auxerrois. Podobnie rzecz ma się w innych częściach kraju, a także poza jego granicami. W Nowym Jorku co roku odprawiano mszę w kościele św. Anny; niestety zaprzestano tej praktyki, gdy archidiecezja zamknęła świątynię i odsprzedała ją – co, niestety, zaczyna przeradzać się w miejscowy zwyczaj.

W trakcie mszy – czy to odprawianych w rycie trydenckim, czy też Novus Ordo, odczytuje się zwykle trzy dokumenty. Pierwszym jest testament Króla. Jest to tekst niezwykły, z którego emanuje głęboki katolicyzm zamordowanego władcy:

Z całego serca wybaczam tym, którzy uczynili się moimi wrogami, mimo, że nie dałem im do tego żadnego powodu, i modlę się, by Bóg raczył im wybaczyć, jak również tym, którzy przez fałsz lub nierozumną gorliwość wyrządzili mi wiele szkody.

To tylko jedno z wyrażeń jakże typowych dla tego poruszającego dokumentu.

Drugim dokumentem jest dokonany przez Ludwika prywatny akt poświęcenia królestwa Najświętszemu Sercu Jezusowemu, stanowiący próbę spełnienia przez mającego ponieść męczeńską śmierć władcę prośby św. Małgorzaty Alacoque, skierowanej do Ludwika XIV. Tekst rozpoczynają uwagi króla o przyczynach niepokoju we Francji:

Widzisz, Boże mój, wielki smutek, który uciska moje serce, żal, który je rani i głębię otchłani, w którą zostałem wrzucony. Jestem atakowany przez zło, które nęka mnie ze wszystkich stron. Ucisk, jakiego doznaje moja dusza oraz straszliwe tragedie, które dotknęły mnie i moją rodzinę, zlewają się w jedno z tymi, które stały się udziałem całego królestwa. Krzyki uciśnionych i jęki naszej uciskanej religii docierają do moich uszu, a wewnętrzny głos podpowiada mi, że być może Twoja sprawiedliwość czyni mnie odpowiedzialnym za wszystkie te nieszczęścia, za to, że w dniach mojej władzy nie powstrzymałem ich głównych przyczyn, którymi są rozwiązłość ludu i duch bezbożności, i za dostarczenie triumfującej dziś herezji oręża za sprawą korzystnych dla niej praw, dających jej zdwojoną siłę i wystarczającą śmiałość, by poważyć się na wszystko.

W dalszej części Ludwik przechodzi do poświęcenia Francji Najświętszemu Sercu i ślubuje, że w razie swojego uwolnienia dokona tego publicznie.

Trzecim dokumentem jest alokucja Piusa VI Quare Lacrymae, zawierająca uwagi papieża na temat śmierci króla i rewolucji w ogólności:

Za sprawą knowań ludzi bezbożnych król arcychrześcijański, Ludwik XVI, został skazany na śmierć, za czym wyrok wykonano. Przybliżymy pokrótce co to był za wyrok, a także z jakiego powodu go wydano: uczynił to bezprawnie, nie dysponując żadnymi upoważnieniami, Konwent Narodowy, który wobec zniesienia doskonalszej formy ustroju monarchicznego oddał wszelką władzę publiczną do dyspozycji Ludu, który nie kieruje się żadnym rozumem ani radą; który nie rozróżnia; który niewiele rzeczy osądza według prawdy, a wiele podług opinii; który jest niestały i który łatwo oszukać lub przekonać do udziału w niegodziwości; który jest niewdzięczny, arogancki i okrutny; który raduje się na widok przelewu ludzkiej krwi, masakr i pogrzebów, przepełniony przyjemnością z powodu bólu umierających, tak, jak widać było w starożytnych amfiteatrach.

Papież wyraża następnie swoje przekonanie o męczeńskim charakterze śmierci Ludwika XVI, a w ramach uzasadnienia przywołuje m. in. Służebnicę Bożą, krewną Króla, Marię, królową Szkotów.

W nocy poprzedzającej jego drogę na szafot, Ludwik XVI poprosił o dwie książki: jedną był modlitewnik Zakonu Ducha Świętego, najważniejszego zrzeszenia szlachty francuskiej; drugą – żywot przodka jego samego, oraz królowej – Karola I, króla Anglii, Szkocji i Irlandii, a także przynależnych im kolonii w Ameryce. Tak się składa, że rocznica ścięcia tego króla przypada dokładnie 9 dni po rocznicy egzekucji jego potomka, 30 stycznia. Podobnie jak w przypadku Ludwika, większość tego, co wiemy o królu Karolu, składa się z kłamstw. W ogromnym stopniu to jednak na tych właśnie kłamstwach oparta jest legitymacja współczesnych rządów Wielkiej Brytanii i krajów Commonwealth’u, a częściowo nawet Stanów Zjednoczonych.

Istnieją trzy zasadnicze powody, dla których król Karol został zamordowany z rozkazu Cromwella i Parlamentu. Pierwszym była odmowa zatwierdzenia zniesienia episkopatu w Kościele Anglii. Leon XIII uzasadnił nieważność święceń anglikańskich dwa i pół wieku później w konstytucji Apostolicae Curae, jednak dwa i pół wieku wcześniej kwestia ta nie była jeszcze jednoznacznie rozstrzygnięta, z kolei anglikańskiemu arcybiskupowi Laudowi z Canterbury (zamordowanemu przez Parlament w 1645 roku) papież dwukrotnie proponował czerwony kapelusz.

Wprawdzie Laud dwukrotnie odmówił przyjęcia oferty, ale nie mogła ona być złożona bez zgody króla. To z wskazuje na drugi powód, dla którego musiał zginąć: było nim jego dążenie do ponownej unii z Rzymem. W liście z 20 kwietnia 1623 Karol I tak pisał do Grzegorza XV:

Nigdy nie nieśli oni [przodkowie Króla] sztandaru Chrystusowego Krzyża przeciwko jego najzacieklejszym wrogom z duchem radośniejszym, niż ja to uczynię i będę zabiegał, aby pokój i jedność Christianitas, które na tak długo wygnano, mogły powrócić, powracając niejako z niewoli lub grobu; ponieważ podstępność i złośliwość ojca niezgody zasiała ziarna tak nieszczęsnych różnic między tymi, którzy wyznają religię chrześcijańską, ten środek uważam za najkonieczniejszy… Dlatego niech Wasza Świątobliwość będzie przekonany, że ​zawsze zachowam umiar i trzymał się będę z daleka, na tyle, na ile to możliwe, od każdego przedsięwzięcia, które może świadczyć o nienawiści wobec religii rzymskokatolickiej; przeciwnie, raczej będę korzystał z każdej okazji, by poprzez łagodne i hojne postępowanie, całkowicie usunąć wszystkie złowrogie podejrzenia; tak abyśmy, skoro wszyscy wyznajemy jedną niepodzielną Trójcę i jednego Chrystusa Ukrzyżowanego, mogli być jednomyślnie zjednoczeni w jednej wierze. Aby tego dopiąć, będę uważał za nic wszystkie moje trudy i czujność, a nawet niebezpieczeństwa królestwa i samego życia.

Jego zainteresowanie zjednoczeniem nie zmalało po poślubieniu Henrietty Marii francuskiej, jednak coraz ostrzejszy konflikt z parlamentem nie pozwolił zrealizować tego dążenia.

Jednakże, podobnie jak Ludwik XVI, znajdując się w niewoli złożył on ślubowanie dotyczące zwrotu ziem kościelnych. Doszło do niego w Oksfordzie dnia 13 kwietnia 1646 r.:

Ja, Karol Stuart, obiecuję i szczerze przysięgam w obecności i ku chwale Boga Wszechmogącego, że jeżeli spodoba się Jego Boskiemu Majestatowi w Jego Niewyczerpanej Dobroci przywrócić mi moje królewskie prawa i na powrót osadzić mnie na tronie, w całości zwrócę Jego Kościołowi wszystkie te majętności, które znajdują się obecnie w posiadaniu Korony, oraz wszelkie ziemie, które obecnie zajmuję lub którymi mógłbym się kontentować, a które zostały odebrane, czy to jakiejkolwiek Stolicy Biskupiej, czy kościołowi katedralnemu lub kolegiackiemu, czy też opatowi lub innemu domowi zakonnemu. Obiecuję również, że w przyszłości będę je dzierżawił z rąk Kościoła za rozsądnymi opłatami i czynszami, ustalonymi przez pewne sumienne osoby, które przyrzekam wybrać z całą prawością serca, aby kierowały mną w tej sprawie. Zanoszę do Boga najpokorniejszą prośbę, aby przyjął mój Ślub i pobłogosławił mi w realizacji zamierzeń, które muszę przedsięwziąć, przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana. Amen. CHARLES R., Oxford, 13 kwietnia 1646 r.

Oxford był wówczas oblężony przez Purytanów. Co prawda król zdołał później wymknąć się poza linie wroga i dotarł do szkockich regimentów oblegających Newark, jednak Szkoci wydali go w ręce Cromwella – z wiadomym skutkiem. 

Trzecim powodem zabójstwa króla był jego sprzeciw wobec odgradzania, czyli grodzenia gruntów wspólnych przez właścicieli ziemskich, co zmuszało dzierżawców do ich opuszczania. Król bronił zwyczajowych praw swoich najbiedniejszych poddanych, jednak wysiłek ten nie został, rzecz jasna, doceniony przez dominujących w parlamencie latyfundystów.

30 stycznia 1649 roku został on stracony przed Banqueting House w Whitehall. Podobnie jak w przypadku jego potomka, Ludwika XVI, we krwi Karola maczano chusteczki, które następnie przechowywano jako święte relikwie. Anglikanie kanonizowali go w roku 1660, już po Restauracji. Dzień jego śmierci ogłoszono świętem w Księdze Modlitw Powszechnych – i tak pozostało aż do 1852 roku.

Jakkolwiek ostatecznie usunięto je z Księgi na mocy uchwały Parlamentu, na horyzoncie pojawił się wtedy Ruch Oksfordzki: ludzie pokroju Keble’a czy Newmana stali się wielkimi czcicielami Królewskiego Męczennika. Lata dziewięćdziesiąte XIX wieku przyniosły powstanie The Society of King Charles the Royal Martyr zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Ameryce. W tym samym czasie (a niekiedy przy udziale tych samych osób) zakładano towarzystwa neo-jakobickie, takie jak Zakon Białej Róży (the Order of the White Rose – dop. tłum.), obecnie reprezentowany przez the Stuart Society. Niektórzy członkowie Ordynariatów Personalnych – biorąc pod uwagę, że katolicy wschodni mogą czcić niektórych prawosławnych świętych uznanych po roku 1054 – widzą w zamordowanym królu Karolu I, ze względu na jego dążenie do zjednoczenia, swego rodzaju protomęczennika Ordynariatów. Jeden z największych tego typu kościołów w Anglii, kościół św. Agaty w Portsmouth, posiada imponującą kaplicę poświęconą jego czci. Co roku, 30 stycznia, odbywa się ceremonia złożenia wieńca pod pomnikiem króla na Trafalgar Square, upamiętnionym również w utworze katolickiego poety Lionela Johnsona Przy pomniku króla Karola na Charing Cross. Wkrótce potem SKCM odprawia nabożeństwo anglikańskie w Banqueting House, w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca jego egzekucji.

Oczywiście można by się zastanawiać, dlaczego ludzie współcześni mieliby myśleć o dwóch największych przegranych w historii (nie mówiąc już o oddawaniu czci ich pamięci). Cóż, po części wynika to niewątpliwie z faktu, że zwycięzcy ukształtowali znaczną część grozy, która nam dziś towarzyszy. Poza tym obaj reprezentowali – całkiem świadomie z ich strony – coś, do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni: uczestnictwo w Królestwie Chrystusa, czy to w Jego triumfach, jak w Objawieniu Pańskim lub Niedzielę Palmową, czy też w Jego pozornej porażce w Wielki Piątek.

Oczywiście zarówno Ludwik XVI, jak i jego królowa Maria Antonina byli spokrewnieni z Karolem I – podobnie jak bł. Karol Austriacki i jego żona, służebnica Boża Zyta. Potomkiem siostry Karola, Elżbiety, był również zamordowany car Mikołaj II. Uważne przestudiowanie okoliczności śmierci wszystkich tych postaci ujawnia wiele analogii – zwłaszcza tę, że ich śmierć nie miała sprowadzać kar na ich narody, lecz przebaczenie.

Przyzwyczajeni jesteśmy do przywódców, którzy chętnie pozwalają masom ginąć za siebie. Nie zostaliśmy natomiast pobłogosławieni takimi, dla których nasze dobro – zarówno w tym, jak i w przyszłym życiu – jest wartością najwyższą.

Jeżeli namysł nad życiem tamtych władców niczego nas nie uczy, powinniśmy przynajmniej uświadomić sobie, że istnieli dawniej przywódcy lepsi od tych, których mamy teraz – i że dlatego warto modlić się o to, by tacy pojawili się ponownie. Miejmy nadzieję, że jeśli Bóg odpowie na nasze modlitwy, przywódcy, których zechce posłać, będą godniejsi urzędu, jaki sprawują.

 

Charles A. Coulombe

Tłum: Mariusz Matuszewski

 

Za: onepeterfive.com

 

Kategoria: Historia, Polityka, Publicystyka, Religia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *