Redaktorzy Michał Jędryka i Artur Górecki zdecydowali się odpowiedzieć na tekst filozofa – Arkadiusza Robaczewskiego pod tytułem Flatus vocis. O współczesnym kulcie wartości. Przeczytawszy ich polemiki, odniosłem wrażenie, że zrozumieli oni artykuł Robaczewskiego zupełnie inaczej niż ja. Sądzę też, że nie w każdym punkcie odczytali go trafnie oraz że nie wszystkie ich propozycje mogą być uznane za zadowalające nie tylko wobec słów ich polemisty, ale przede wszystkim wobec rzeczywistości. Rozmowa rozpoczęta tekstem Robaczewskiego zasługuje na kontynuację.

Zachęcam wszystkich do przeczytania artykułu ucznia legendarnego o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca, Flatus vocis. O współczesnym kulcie wartości. Robaczewski pisze tam o „inteligenckim mówiku” bez realnej treści, jakim stało się słowo „wartość” w znaczeniu „coś, co powinno się wykonać”. Redaktorzy portalu Christianitas.org Michał Jędryka i Artur Górecki zwrócili uwagę na – jak twierdzą – nieprzystawalność języka Robaczewskiego do obecnych realiów. Red. Jędryka pisze: „(…) autor ma rację. Tylko że mówi językiem, którego dzisiejszy człowiek już prawie na pewno nie zrozumie”.[1] Tłumaczy dalej, że nie jest to wina błędności języka, ale tego, że „jest zbyt precyzyjny, i zbyt wymagający wobec człowieka, który nie przeszedł elementarnej szkoły metafizycznego myślenia”. Sądzę, że ta konstatacja jest z gruntu błędna. Wszakże red. Jędryka tekst Robaczewskiego chyba zrozumiał, a jako żywo jest on człowiekiem współczesnym. Należy też zauważyć, że artykuł nie został opublikowany w brukowcu czy jakimś popularnym tygodniku, ale na portalu, który czytany jest przez osoby albo już wyrobione intelektualnie, albo skłonne swoje braki uzupełniać. Tekst nie jest artykułem naukowym, choć zawiera kilka specjalistycznych określeń. Dzisiaj (ale nie jest to stan o wiele gorszy niż dalsze czy bliższe „wczoraj”) praktycznie nie ma osób, które przeszły chociażby tę „elementarną szkołę metafizycznego myślenia”. Jednak tekst Robaczewskiego nie był jakimś pastiszem Metafizyki Krąpca czy Sumy teologicznej Akwinaty! Dysproporcja między rzeczywistym stopniem trudności tekstu Flatus vocis, a objętością krytyki języka Robaczewskiego podjętej przez redaktorów Christianitas jest wręcz ogromna. Stąd sądzę, że teksty red. Jędryki i Góreckiego są bardziej manifestem własnego zdania w kwestii sposobu nauczania filozofii niż rzeczywistą polemiką z Robaczewskim.

Red. Jędryka zauważa, że nawet istnienie prawdy może być przez wrażliwość tzw. współczesnego człowieka uznane za uwłaczające czy niebezpieczne, ponieważ implikuje możliwość pomyłki, a ten nie lubi się mylić (albo raczej nie lubi, kiedy ktoś mu to wytyka). Twierdzi on, że Platon może ułatwić proces komunikacji z dzisiejszym światem. Także Sokrates, poprzez swój styl uprawiania filozofii,  prowadziłby ku „zrodzeniu” prawdy o sobie samym na sposób dialogu. I to, jak uważa Jędryka, może poruszyć „nawet człowieka po współczesnej szkole”. Będąc nauczycielem, z pewnością wie, o czym mówi. Chwilę po tym jak red. Jędryka obnaża człowieka dzisiejszej doby, jako wrażliwego na swoim punkcie, nie waha się jednak zalecić pokazania mu po Sokratejsku „że mówi słowami, których nie rozumie, że powtarza czyjeś formuły, że jego »system wartości« może być tylko elegancko urządzoną niewiedzą”. Cóż, nadwrażliwemu współczesnemu człowiekowi wyda się to nie mniejszym atakiem niż cokolwiek innego. Ale ta sprzeczność – pozorna czy rzeczywista – nie jest tu największym problemem (zawsze można powiedzieć, że w dialogu Sokratejskim czy Platońskim świadomość niewiedzy i pozostawania w błędzie nie uderzy z taką siłą, jak przy prostym stwierdzeniu). Problemem prawdziwym jest wskazywanie na systemowe rozwiązanie jako na rozwiązanie niejako „na później”. „Sokrates – pisze Jędryka – nie tyle przekazuje doktrynę, ile rozbraja fałszywą pewność siebie. A to może być dziś ważniejsze niż natychmiastowe budowanie systemu”. Chcąc nie chcąc, człowiek działa i myśli systemowo, choć sam system może być błędny. To samo wydarzy się, kiedy ktoś będzie prowadził człowieka współczesnego przez Platoński dialog – dojdzie do zbudowania systemu, który będzie funkcjonował jak szablon poznania, jak okulary przez które podmiot patrzy na rzeczywistość. Właśnie próba pozbawienia człowieka systemu jest problemem, bo pozwala na dowolność i wystawia go, bezbronnego, na błąd przy budowaniu własnego. Powyższy cytat red. Jędryki wskazuje konkretnie na system tomistyczny, który zawiera odpowiednie dla niego definicje, nieznane dzisiejszemu odbiorcy. W rzeczywistości były one równie nieznane szerszemu gronu tak kiedyś, jak i teraz. To jednak nie zmienia niczego w tym, co napisano powyżej. Gwoli ścisłości pragnę zaznaczyć, że Jędryka nie odrzuca tomizmu, ale tylko podkreśla, że komunikacja jest ważniejsza niż podanie człowiekowi spójnych rozwiązań, których nie będzie w stanie przyjąć z powodu bariery intelektualnej.

Jędryka w trosce o zrozumiałość przekazu pisze dalej: „Tomasz daje definicje, rozróżnienia, artykuły, odpowiedzi na zarzuty. Platon daje sceny. A kultura obrazkowa, paradoksalnie, może łatwiej przyjąć Platona niż scholastykę”. Nie jest dla mnie zrozumiałe, co red. Jędryka chciałby osiągnąć w ten sposób. Czy nie jest to utrwalanie w ludziach złych nawyków i przyjmowanie w walce zasad przeciwnika? Jak, wszedłszy w tryby tej „kultury obrazkowej” na Platonie, wyprowadzić potem ludzi na szersze wody Tomasza, skoro miałby on być rzekomo tak bardzo niezrozumiały dla współczesnych? Wygląda to na sytuację bez wyjścia. Wygląda to na zostanie już z „obrazkowym” Platonem na dobre. Może jakieś dobro wyciągnąłby z tej sytuacji red. Górecki, piszący o platonizmie i augustynizmie, jako o drugim płucu realizmu, ale ja widzę w tym jedynie zagrożenie. Jędryka podkreśla, że Platon miałby być lepszy na początek, choć jego filozofia wcale nie jest łatwiejsza czy bardziej prymitywna. Platon „nie wymaga od razu przyjęcia technicznego języka metafizyki. Pozwala zacząć od doświadczenia: od wstydu, zdumienia, pragnienia dobra, tęsknoty za pięknem, niezgody na cynizm”. Znów nie do końca pojmuję zamysł red. Jędryki. Platon miałby nie być prostszy dla odbiorcy niż Tomasz, ale daje się prościej przedstawić? Skoro dwie rzeczy jednakowo skomplikowane da się zróżnicować w warstwie przekazu, to może skupić się na lepszym ujęciu Tomasza, zamiast wtłaczać do umysłów Platona wraz z jego błędami? Poza tym, po wejściu w metafizykę Platona wraz ze specyficznym dla niej rozumieniem pojęć, które w warstwie syntaktycznej będą tożsame z pojęciami Tomasza z Akwinaty jednak różne w aspekcie semantycznym, trzeba będzie tego wciąż jeszcze niewyrobionego intelektualnie „hominis hodierni” przestawić na rozumienie tych pojęć u Doktora Anielskiego. Skąd pewność, że po zaaplikowaniu Platona, człowiek nie da sobie spokoju z filozofią na dobre, pozostając z platonizmem na resztę życia? Skąd pewność, że słuchacz w ogóle będzie chciał przestawić się na Tomasza? I kim właściwie miałby być ten tajemniczy dzisiejszy odbiorca treści filozoficznych w pop-wersji? Czy chodzi tu o studentów filozofii? O uczestników jakiegoś kursu? O ogół uczniów w przypadku wprowadzenia filozofii do szkół? W mojej opinii żadna z tych grup nie skorzysta na pomyśle Jędryki i Góreckiego.

Jędryka wskazuje na piękno, jako na ostatnią furtkę do hermetycznego życia dzisiejszego człowieka, który „(…) czasem jeszcze reaguje na piękno. Widać to choćby w dążeniu do znalezienia mieszkania w pięknym otoczeniu, poszukiwaniu wakacji w górskich czy morskich krajobrazach… Zdarza się nam zamilknąć wobec muzyki, architektury, twarzy pięknej kobiety, liturgii, dobrze wypowiedzianego zdania”. Rozumie tu piękno, jak się wydaje, jedynie w sensie estetycznym i jako poruszenie emocjonalne, ponieważ już wcześniej wykluczył u człowieka wiarę w prawdę i dobro, pisząc: „bo człowiek współczesny często nie wierzy już w prawdę, bo uznaje ją za opresyjną. Nie wierzy w dobro, bo podejrzewa w nim moralizatorstwo.” Jeśli piękno miałoby być syntezą dobra i prawdy, to negując obydwa, nie zrozumie się, a nie rozumiejąc, nie zareaguje się (przynajmniej nie zareaguje się prawidłowo) na ich wypadkową – piękno, czyli taki sposób bytowania, który rodzi upodobanie w efekcie rozpoznania prawdziwego dobra, które pociągając, jawi się jako piękne.

Polemiki redaktorów Jędryki i Góreckiego wyglądają jak chęć wyrażenia swojego zdania w temacie pobocznym wobec treści tekstu Robaczewskiego. Z tego powodu polemika wygląda, jakby była nieco wymuszona, sztuczna. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie wprowadza ona cennych spostrzeżeń, trafnych ocen i ciekawych punktów widzenia. Uznając wysokie walory argumentacji redaktorów Jędryki i Góreckiego, muszę jednak stwierdzić, że generalnie nie zgadzam się z ich rozwiązaniami.

Przesąd o „ludziach współczesnych” jest błędem. Ludzie są, jacy byli. „Filozofię uprawia niewielu, w wielkim trudzie i z domieszką błędu”, co za św. Tomaszem często powtarzał śp. prof. Kiereś. Nie należy oczekiwać, że treści z tego zakresu będzie rozumiał każdy lub chociażby wielu. Jest to utopijny egalitaryzm, istniejący w umysłach tych, którzy nie chcą przyznać, że filozofia jest dla elitarnej garstki, z której to tylko nieliczni nie popadną w błędy tak głębokie, że aż sięgające absurdu. Czyż nie tego uczy nas historia filozofii? Czyż nie to powtarzali i o. prof. Krąpiec i prof. Kiereś podczas swoich wykładów? Podejście red. Jędryki i Góreckiego jest efektem zbyt dużego przejęcia się myśleniem (wypisz, wymaluj Platoński idealizm) ze szkodą dla realistycznego poznania rzeczywistości.

Kiedy podczas, popularyzatorskich przecież, nagrań pod tytułem Rozmowy z Ojcem Krąpcem padały łacińskie czy greckie sentencje lub dłuższe cytaty, skonfrontowany z troską ks. Waszkinela o ich zrozumienie wśród słuchaczy o. prof. Krąpiec rzekł: „każdy inteligentny rozumie”[2]. Otóż to! Nie każdy musi rozumieć i nie każdy będzie rozumiał. Nie należy pereł rzucać przed świnie. Nie należy też obniżać poziomu ze względu na dobro dialogu z tymi, którzy nie mają ochoty z nami rozmawiać. Filozofii nie obejmuje obowiązek szkolny – nie ma przymusu jej znać. Ogół nigdy nie będzie wyćwiczony w poznaniu metafizycznym. Szczególnie dzisiaj, kiedy to, jak pisze Robaczewski: „żyjemy w świecie nieustannego rozproszenia. (…) A intuicja bytu wymaga zatrzymania, ciszy, spokoju. Nie ma szans zrodzić się podczas przewijania kolejnych wiadomości ani podczas śledzenia politycznych sporów. (…) Współczesny człowiek niemal wszystko postrzega przez pryzmat funkcji. Nie patrzy na drzewo jak na misterium istnienia, coś, co jest cudem, tylko jak na materiał, którego można użyć. (…) Nie, w takich warunkach nie pojawi się intuicja bytu”[3]. Czy Krąpiec, pisząc swoją Metafizykę, dostosowywał język do poziomu percepcji jakiegoś „człowieka współczesnego”? Czy martwił się tym, że jego dzieła nie trafią pod strzechy, ale znajdą się w rękach nielicznej garstki zainteresowanych tematem, zdeterminowanych do doskonalenia swoich możliwości poznawczych i świadomych swojej roli w budowie kultury narodowej? Owszem, pod wpływem swoich uczniów zadbał o nieco popularniejsze przedstawienie swojej myśli w formie nagrań[4], ale kto ich słuchał, ten wie, że są o wiele trudniejsze w odbiorze niż tekst Robaczewskiego, który redaktorzy Jędryka i Górecki skrytykowali za zbyt specjalistyczny język!

Robaczewski, odpowiadając na polemikę redaktorów portalu Christianitas.org, pisał: „Myślę, (…) że tego, czego dziś najbardziej brakuje – jest szkoła. Szkoła w pierwotnym znaczeniu, nie jako instytucja (to potem, z czasem), ale szkoła jako sposób życia. (…) Nie oznaczało ono pierwotnie miejsca nauczania, a czas wolny od codziennych trosk, czas wolny od konieczności, przestrzeń uwolnioną od praktycznych zajęć, rzeczywistość, w której człowiek odgrodzony od tego, co codzienne – oddawał się dociekaniu ostatecznych racji rzeczywistości, jej kontemplacji. W takich warunkach mogła uruchomić się, zaktualizować, wspomniana wcześniej intuicja metafizyczna, intuicja bytu”[5]. Robaczewski ma tutaj zupełną rację. To nie żadna zmiana języka pozwoli dotrzeć z prawdą do ludzi, którzy będą ją w stanie przyjąć, ale zmiana sposobu wychowania kandydatów na takich ludzi. Potrzebna jest praca nad elitą – szkoła może przyjść dopiero później, bo bez elity, kto miałby zająć się nauczaniem w dobrej szkole?  

„Odnowa kultury  – pisze trafnie Robaczewski – musi rozpocząć się jeszcze wcześniej niż odnowa metafizyki. Musi rozpocząć się od odnowy warunków umożliwiających narodziny metafizyki”. A takie warunki mogą powstać nie na bazie nowego pop-języka filozofii, której dzisiaj i tak nikt nie chce i nie szanuje, ale w zasobnych rodzinach, które uda się uświadomić w kwestii ich zadań w szerszym dziele odbudowy kultury narodowej. Co z kolei może być dokonane, jak nas poucza o. Krąpiec, tylko przez narodową elitę, jako jedyną kulturotwórczą warstwę narodu.

Nie ma sensu spierać się o język, pominąwszy po drodze sprawy o wiele ważniejsze. Nie zamieniajmy miejscami myślenia z poznaniem, niezależnie od tego, jak kuszące by nie były zgrabne konstrukcje logiczne (idealistyczne), bo rzeczywistość i tak upomni się o należne jej miejsce.

Karol Kilijanek


[1] Cytaty pochodzą z artykułu Michała Jędryki opublikowanego na portalu Christianitas.org https://christianitas.org/news/nie-wystarczy-referowanie-sw-tomasza/ Dostęp 07.06.2026.

[2] Nagrania Rozmowy z Ojcem Krapcem. Antropologia. Cz. 3.

[3] Robaczewski, A., Nie język, a powrót do rzeczywistości. https://myslkonserwatywna.pl/robaczewski-nie-jezyk-a-powrot-do-rzeczywistosci/ Dostęp 07.06.2026.

[4] Chodzi tu o serię Rozmowy z Ojcem Krąpcem.

[5] Robaczewski, A., Nie język, a powrót do rzeczywistości. https://myslkonserwatywna.pl/robaczewski-nie-jezyk-a-powrot-do-rzeczywistosci/ Dostęp 07.06.2026.