Jest wiele etyk, ale jedna jest moralność – ogólnoludzka. Albowiem być człowiekiem to znaczy działać po ludzku – a więc moralnie, gdyż moralne działanie to spełnianie dobra. Ale jak konkretnie to dobro spełniać, o tym mówi etyka, dostosowując sposób spełniania dobra do konkretnych działań.

Rozumienie człowieka i jego działania

Rozumienie moralności suponuje w dużej mierze rozumienie samego człowieka, o ile jest on źródłem ludzkiego, osobowego działania.  Szczególnie doniosłe jest rozpoznanie tego „momentu”, w którym ludzka osoba wyłania z siebie tzw. „ludzkie działanie”, czyli takie, w którym człowiek może stwierdzić, że to „ja działam”, a nie tylko doznawać, że coś się we mnie dzieje, że zachodzą we mnie procesy biologiczno-wegetatywne i sensytywne, jak krążenie krwi, oddychanie, trawienie, czucie. Mówimy o nich także, że to „ja oddycham”, „ja czuje”, „ja trawie”, albowiem doświadczamy w sobie tożsamości bytowej porządku duchowego, zmysłowego i wegetatywnego. Stąd powstało rozróżnienie: „działanie człowieka” i „działania ludzkiego” jako działań przeciwstawnych. Jeśli bowiem „działanie człowieka” nie wymaga dla jego aktualizacji świadomego poznania i aktów chcenia, to „działanie ludzkie” jest zawsze sprzężone ze świadomym poznaniem i wolnym chceniem działającej osoby. Rozumienie ludzkiej moralności jest istotne związane ze strukturą ludzkiego bytu osobowego. A więc samo ludzkie bytowanie jest przygodne, co znaczy, że człowiek nie jest adekwatnym źródłem i panem swego istnienia, które „posiada” z racji swej duszy jako źródła życiowego działania. To właśnie źródło działania – dusza – od pierwszej chwili ludzkiego życia, jeszcze w stanie embrionalnym, organizując swe własne ciało według odziedziczonego genetycznego kodu, objawia się w życiu osobowym, poprzez intelektualne poznanie i działania woli. Wola sama siebie determinuje, by działać lub nie działać, wybierać to lub tamto dobro; jest więc wolna w swym działaniu, gdyż nie podlega determinacji „od zewnątrz”. A działanie poznawczo-intelektualne przekracza czas i miejsce, transcenduje świat, społeczność i własną podmiotowość. Świadczy to o tym, że źródło ludzkiego działania, dusza i jej istnienie nie jest rezultatem sił przyrody, którą w swym dojrzałym osobowym życiu transcenduje, ale jest pochodną aktu stwórczego samego Boga, który jedyny ma moc stwórczego działania w stosunku do każdego, poza Nim Samym, bytu. Stąd każda dusza zaistniała poprzez stwórczy akt Boga, który upodabnia do siebie (jak mówi Objawienie) żyjącego przez stworzoną duszę człowieka. Dusza, istniejąc w sobie jako w podmiocie, udziela swego istnienia organizowanemu i formowanemu ludzkiemu ciału, poprzez które może działać i wejść w kontakt z innymi i całym światem. Sam kontakt ze światem dokonuje się poprzez ludzkie poznanie, w którym poznawczo wchłaniamy, „interioryzujemy” rzeczy poznane, do nich jako poznanych dóbr przystępujemy i z nimi, jako chcianymi i wybranymi możemy się połączyć realnie w działaniu.

Istnieje zatem w kontakcie człowieka z rzeczywistością swoisty proces „downętrzny” w aktach poznania i dopełniający proces „do-rzeczny” w aktach miłości – chcenia. W aktach naszego poznania jesteśmy otwarci na rzeczywistość, którą wchłaniamy i poznawczo ujmujemy: a) jako realnie istniejącą, b) jaką pluralistyczną (mnogą), c) jako poznawalnie racjonalną w jej bytowych strukturach. W następstwie realistycznego poznania zyskujemy pogląd na świat (światopogląd) zaistniały w nas w postaci jakiegoś systemu czy też zboru sądów teoretycznych o świecie. Nadto posiadamy, w następstwie swoistego doświadczenia życiowego i duchowego doświadczalnego poznania samego siebie, jakąś wiedzę o sobie samym, o swoich potrzebach, swym celu życia. Poznanie to rośnie w miarę rozwoju ludzkiego ducha. Jest jednak doniosłe dla człowieka, że „otwartość” poznawcza ukazuje i praktycznie potwierdza, iż różnorodnie ustrukturalizowana rzeczywistość materialna i duchowa jest dostępna naszemu intelektualnemu poznaniu, byle była ukazana „po ludzku”, a więc jako byt proporcjonalny do naszego poznania, czyli także wyobrażalnie – w zmysłowych osłonach umożliwiających zrozumiałe ujęcie rzeczywistości. Wówczas to wszelkie postacie i formy analogicznej rzeczywistości są dostępne człowiekowi w jego intelektualnym poznaniu, mimo swej różnorodności, albowiem jest coś wspólnego dla każdego bytu: jego bytowość, czyli to, że będąc jakoś w swej treści zdeterminowany, zawsze jako rzeczywisty, faktyczny, istnieje realnie. Jawiąca się tak właśnie rzeczywistość stanowi niezmierzone pole poznania, które budzi potrzebę dobra. Dlaczego? Czytając bowiem rzeczywisty byt i siebie samego jako istniejący byt, dostrzega się niemal spontanicznie własną przygodność, ograniczoność istnienia, i niedostatek dobra, które jest ciągle chciane i pożądane przez zmysłowe uczucie (zwykle nieodłączne od realnego „chcenia” woli). Pożądane bowiem dobro stanowi „dopełnienie” własnej bytowej przygodności i ograniczoności istnienia. Jak bowiem poznawczy porządek człowieka jest otwarty na byt będący dobrem, by go zinterioryzować poznawczo, tak też i ludzkie pożądanie, w tym szczególnie rozumna ludzka wola jest „otwarta” i „chłonna”, by ujrzane dobro osiągnąć i z nim się połączyć, a przez to ubogacić, swoiście upełnić i umocnić swe własne bytowanie. Dobro, ku któremu z natury wola jest przyporządkowana, jest dobrem jako dobrem (formalny przedmiot woli), a nie jakimś zdeterminowanym konkretnym dobrem, które posiada swą siłę przyciągającą pożądanie dlatego, że jest dobrem. A więc wola pożąda i chce wszystkiego pod kątem dobra dlatego, że jest dobru jako dobru przyporządkowana. Przyporządkowanie ludzkiej woli do dobra jako dobra (a nie dobra jako jakiegoś konkretu) jest uznane przez najwybitniejszych myślicieli chrześcijańskich za „pożądanie naturalne (nieskuteczne) widzenia Boga”. Skuteczność takiego pożądania przekracza siły i porządek stworzonej natury, nieskończenie bytowo odległej od Boga. Jedynie „przyciągnięcie” ze strony samego Boga może uskutecznić naturalne pragnienie, występujące u każdego człowieka w postaci pragnienia szczęścia. Jest ono konieczne i stanowi podstawę i ostateczną rację dla każdego dobrowolnie wyłonionego aktu chcenia – pragnienia ludzkiej osoby.

W tradycji filozofii klasycznej, wola z jej naturalnym pragnieniem szczęścia, czyli wola przyporządkowana koniecznie dobru jako dobru, została nazwana „wolą jako naturą”, a wiec naturą woli jest jej pragnienie dobra jako dobra (szczęścia). Sama wola wyłaniająca z siebie akt chcenia tego lub innego konkretnego dobra została uznana za wolną, gdyż akt ten jest dobrowolny, płynący z samozdeterminowania się woli do tego właśnie dobra. Do natury bowiem woli należy to, że jest ona zawsze przyporządkowana dobru, zarówno w momencie aktu chcenia jak i jego spełnienia się, nawet wówczas, gdy chciane dobro jest pozorne, samo w sobie złe. Dla woli jawi się ono jako dobro, gdy motywuje akt chcenia – miłości. Zazwyczaj dewiacje woli w akcie chcenia dobra pozornego, a rzeczywistego zła, dokonują się pod wpływem nieuporządkowanych aktów emocjonalnych niekierowanych rozumem uczuć, które także z natury swej dążą do swojego spełnienia. Akty uczuć niepoddane kierowniczej sile rozumu kierują do dobra (które jest dobrem z pozoru) ludzką wolę, nakłaniając ją do pójścia za wzbudzonymi emocjami, podpartymi wybujałą grą wyobraźni. W normalnym bowiem ludzkim działaniu nie posługujemy się jakimiś „wydestylowanymi” aktami intelektu i woli, gdyż są one zawsze mniej lub bardziej zanurzone w zmysłowe życie wyobraźni i rozmaite uczucia. A wiec błąd jaki zachodzi przy nieracjonalnym chceniu-pożądaniu płynie z mylącego typu poznania przesyconego nieuporządkowanymi uczuciami i nierozumnymi skłonnościami nabytymi w poprzednim złym działaniu. Każdy akt chcenia woli jest jej aktem wyboru, czyli aktem woli jako wolnej. W aktach wyboru tego lub innego dobra, w aktach chcenia lub niechcenia, wola zawsze działa jako wolna (nawet w zniewoleniu spowodowanym przez wady) kierując się stałym motywem dobra (nawet w działaniu złym). Konieczność motywu dobra dla zaistnienia działania jest następstwem natury woli, której formalnym przedmiotem jest dobro jako dobro. Ten konieczny motyw dobra (jawiący się jako pragnienia szczęścia) stanowi podstawę dla dokonania aktu chcenia jakiegoś konkretnego dobra rzeczywistego lub pozornego.

 Tak więc naturalny charakter woli, która w aktach wyboru jest wolna, realizuje swój istotny charakter wolności w każdym akcie wyboru – tak przedmiotu chcenia, jak i samego procesu chcenia spełnianego w wolnym działaniu. Znaczy to, że wola jako natura mająca za przedmiot dobro jako dobro realizuje się tylko przez akty wolnego wyboru, gdyż akt wolnego wyboru zawiera, jako swą rację, dobro-cel partycypowany przez jakiekolwiek konkretne bytowe stany dobra. Św. Tomasz omawia te sprawy w pierwszej kwestii Summy teologicznej (I-II). Już w pierwszym artykule konkluduje: „Manifestum est autem quod omnes actiones quae procedunt ab aliqua potentia, causantur ab ea secundum rationem sui obiecti, obiectum autem voluntatis est finis, et bonum. Unde oportet quo omnes actiones humanae propter finem sint” – „Jest oczywiste, że wszystkie działania, które wyłaniają się z jakiejś władzy (działania) są przez nią uprzyczynowane zgodnie z racją jej przedmiotu. Przedmiotem zaś woli jest cel i dobro. Stąd jest konieczne by wszystkie czynności ludzkie były ze względu na cel”.[1] Oczywiście w uporządkowanym zespole celowych działań wywołanych dobrem, samo dobro jako dobro utożsamia się jedynie z dobrem absolutnym – Bogiem, stąd tylko Bóg może być celem ostatecznym ludzkiego działania uprzyczynowanego przez dobro.

Moralny wybór decyzyjny

Mając ogólnie zarysowane bytowe czynniki moralnego aktu decyzyjnego (czyli aktu realnego chcenia) należy zwrócić uwagę na ich zespolenie się i swoiste wzajemne warunkowanie się w konkretnych aktach wyboru.

  1. Pierwszym, bazowym składnikiem występującym w ludzkich aktach decyzyjnego wyboru jakiegoś dobra jest uzyskany przez człowieka naturalny pogląd na świat, jako rezultat poznania rzeczywistości, o której wiemy, że istnieje jako mnoga (pluralizm bytowy), że jest w sobie wewnętrznie złożona, że jest poznawczo dostępna i stanowi podstawę ludzkiej racjonalności. Ów naturalny pogląd na świat może być przedstawiony jako system sądów – zdań o świecie, mniej lub bardziej bogaty, uzasadniony, sprawdzalny, stanowiący treść międzyludzkiej komunikacji poznawczej. Ten zespół sądów teoretycznych o świecie przysługuje swoiście każdemu człowiekowi, jako podstawa jego ludzkich działań.
  2. Na tle żywionego światopoglądu naturalnego dostrzegamy także w działaniu siebie samego, jako „ja” będące podmiotem różnorodnych aktów „moich”, które wyłaniamy z siebie, z „ja” jako niewątpliwie istniejącego podmiotu tożsamego w różnych aktach. W aktach tych i poprzez nie „ja” transcenduję rzeczywistość i samego siebie; w nich sam podmiot („ja”) doświadcza, że jest obecny. Doświadczalne poznanie siebie dotyczy zarówno strony cielesnej „ja”, jak i strony duchowej, mentalnej, przejawiającej się w różnych aktach poznania, chcenia (woli – miłości) i odczuwania potrzeb ludzkiego działania jako samospełniania się „ja”. Poznanie doświadczalne samego siebie, własnych potrzeb, wezwań i zagrożeń jest oczywiście czymś dynamicznym, wzrastającym wraz z dojrzewaniem w różnych porządkach życia. Wewnętrzne doświadczenie samego siebie („ja”) – staje się podstawą dla ciągłego wyłaniana konkretnych sądów praktycznych, sugerujących ciągle przedsiębranie odpowiednich decyzji działania lub niedziałania. Sądy te mniej lub bardziej formułowane jawią się nieustannie na tle doświadczenia zewnętrznego świata, w którym ludzka osoba żyje i dostrzega jakby nowe „propozycje” ze strony widzianego świata, czemu odpowiada wewnętrzne doświadczenie człowieka płynące z konieczności samorealizowania siebie poprzez swe („moje”) akty ludzkiego rozumu i woli.
  3. Wraz z wewnętrznym doświadczeniem samego siebie jako bytu przygodnie istniejącego i potrzebującego spełnienia się poprzez działanie będące realizacją sądów praktycznych, jest równocześnie dane ludzkiej osobie jakieś mniej lub bardziej wyraźne dostrzeżenie i rozumienie (pogłębiające się) celu ludzkich działań. Wszak działania te wypływają z podstawowego w człowieku pragnienia szczęścia, czyli związania się z dobrem jako dobrem, będącym motywem każdego działania. Owo dobro jako dobro jest stale obecnym celem ostatecznym przygodnego bytowania człowieka, który się spełnia, samostanowi, poprzez poszczególne, konkretnie zdeterminowane działania ku dobru, będącemu przedmiotem poszczególnych aktów decyzyjnych. Mają one siłę motywacyjną przyciągania tylko dlatego, że mają swój udział w dobru będącym celem działania. Jeśli zatem człowiek czuje się bytem istotnie jednym jako podmiot, z którego wyłaniają się działania zmierzające do osiągania dobra, to różnorodne postacie konkretnego dobra przyporządkowują osobę do dobra jako dobra. Albowiem nie może człowiek, jako byt istotnie jeden, o nieskończonej pojemności ducha objawiającego się w intelektualnym poznaniu i darującej się miłości, być tylko przyporządkowany przy mozaice konkretnych, ulotnych dóbr. Nie dorównują one pojemności ludzkiego ducha (rozumu i woli) ciągle „wołającej”, przez swe pragnienie szczęścia wtopione w ludzką naturę, o dobro jako dobro. Taki jest tylko Bóg, którego ludzka osoba „pożąda” jako dobra i szczęścia na mocy swej przygodności bytowej, jednak stworzonej na „obraz i podobieństwo” samego Boga, jak mówi Księga Rodzaju. Tak więc „punkt wyjścia” w akcie stworzenia od Boga wskazuje zarazem na cel – samego Boga, ku któremu jest przyporządkowane, poprzez akty wyboru, całe, jedno życie ludzkie. Znalazło to wyraz w sformułowaniu: desiderium naturale (ineficacs) videndi Deum – „pragnienie naturalne (nieskuteczne) widzenia Boga” o spełnieniu się nieugaszonego pragnienia szczęścia-dobra. Owo pragnienie szczęścia-dobra jest nieustannym wołaniem rozumnej natury człowieka o cel ostateczny, któremu przyporządkowane są akty decyzyjne dotyczące konkretnego dobra.

Owe trzy zespoły: rozumienie spontaniczne rzeczywistości świata ukazane w formie sądów teoretycznych (jako światopogląd), rozumienie doświadczalne samego siebie i swych potrzeb oraz domniemane lub jasno wyrażone rozumienie celu własnego życia osobowego, zespolone praktycznym poznaniem zwanym sumieniem, stanowią – w tworzeniu się aktów decyzyjnych – jakby „się-umienie” pozwalające na dokonanie racjonalnej, wolnej i odpowiedzialnej decyzji o powzięciu jakiegoś działania celem spełnienia pożądanego dobra. Sumienie ludzkiej osoby nie jest jakimś prostym, niezłożonym aktem decyzyjnym, lecz: a) zwartym zespołem podstawowych aktów poznania rzeczywistości, w której żyjemy i jesteśmy zanurzeni; b) poznaniem doświadczalnym (w doświadczeniu duchowym „od wewnątrz”) samego siebie, swych potrzeb, swego samospełnienia się przez odpowiednią realizację dobra; c) w perspektywie celu ostatecznego, poznawanego wyraźnie lub w sposób domniemany, jako racji bytowej wybieranych przez nas (poprzez sądy praktyczne akceptowane przez wolę) konkretnych dóbr. Ten zespół aktów poznawczych, koniecznych dla podjęcia racjonalnych decyzji, został nazwany w języku łacińskim con-scientia – „współ-wiedza” a w języku polskim „sumieniem” jakby „się-umieniem” w perspektywie rozumienia świata, swoich potrzeb i sensu celowego działania.

W stosunku do tak zespolonych aktów praktycznego poznania są umieszczone lub też pojawiają się praktyczne sądy: „zrób to lub tamto”, „nie rób tego”, „zrób to tak, a nie inaczej” itp. Sądów praktycznych jawiących się na tle sumienia, czyli zespolonych aktów poznania praktycznego bywa wiele, lecz w oglądzie i wewnętrznym zastanowieniu się, wybieramy aktem woli jeden sąd, poprzez który sami siebie determinujemy do takiego a nie innego działania. Wybór konkretnego sądu praktycznego jest aktem samodeterminacji (samostanowienia) wolnej i odpowiedzialnej. Wybór ten jest wolny, gdyż dokonuje się w sferze ducha, a nie zdeterminowanej materii. Wybór dotyczy rozumnego aktu poznania dokonanego w praktycznym sądzie. Wybieramy w akcie wolnym decyzji nie samą rzecz dobrą, która jest zdeterminowana, lecz wybieramy nasz sąd praktyczny o rzeczy-dobru. Do takiego wyboru sami siebie determinujemy, gdyż tak właśnie chcemy, realizując ludzką wolność wyboru dobra.

Decyzja bytem moralnym

Szczytowym punktem procesu wyłania ludzkiego działania jest sam fakt decyzji, będący stopieniem się w jedno poznawczych aktów i wyboru woli. Ostatecznie decyduje tu wola i jej wolny, samodeterminujący się wybór. To ja sam przez swą wolę chcę i wybieram spośród wielu poznawczych determinantów, ukazanych jako moje sądy praktyczne, jeden tylko sąd i ustalam zakończenie procesu namysłu. W akcie wyboru tego sądu uzależniam się od jego obiektywnej treści, opartej o poznanie świata i mnie samego w perspektywie celu działania; tym samym akceptuję heteronomię – obiektywny, osobiście odczytany, układ osób i rzeczy. Zarazem to ja sam wybieram sobie ten układ poprzez wybór sądu praktycznego i postanowienie, że właśnie ten sąd, a nie inny, odpowiada mi i w następstwie tego chcę się zdeterminować w działaniu według treści sądu praktycznego. W tym przejawiam moje stanowisko, swoją osobistą autonomię i wolność. Nikt inny tego sądu nie może narzucić; to ja sam go wybieram, gdyż tak chcę, chociaż mogę uczynić inaczej. Słusznie pisze K. Wojtyła: „Kiedy chcę czegokolwiek, wówczas równocześnie stanowię o sobie. Chociaż własne «ja» nie jest przedmiotem intencjonalnym chcenia, to przecież w chceniu takim zawiera się jego przedmiotowość. Właśnie dzięki temu dopiero chcenie jest samostanowieniem. Samostanowienie nie oznacza tylko wychodzenia od własnego «ja» jako źródła chcenia czy wyboru. Oznacza ono równocześnie owo specyficzne wchodzenie w tożsamość «ja» jako pierwszy i podstawowy przedmiot, w stosunku do którego wszelkie przedmioty intencjonalne – wszystko, czego człowiek chce – są niejako zewnętrzne i bardziej pośrednie. Najbliższa, najbardziej bezpośrednia i wewnętrzna jest przedmiotowość własnego «ja», a więc własnego podmiotu. Ten to właśnie podmiot człowiek «czyni jakimś», chcąc takiego lub innego przedmiotu, takiej lub innej wartości. Dotykamy w tym miejscu najgłębszej osobowej realności czynu. Czyniąc bowiem swoje «ja» jakimś – takim lub innym – człowiek równocześnie staje się kimś”[2]. Ukonstytuowałem siebie realnym, konkretnym źródłem działania. Zaistniało we mnie działanie „in actu prima”  – „ja” jako działający. Powstaje przez to w człowieku nowy jakościowo byt. Jest to właśnie byt moralny. „W przeżyciu «ja chcę» zawiera się bowiem samostanowienie, a nie tylko intencjonalność. Skierowanie się do jakiegokolwiek przedmiotu zewnętrznego, jako wartości i jako celu zakłada podstawowe skierowanie się do własnego «ja» jako przedmiotu”[3]. Zatem byt moralny jest mi dany w akcie decyzji. Decyzja jest faktem-bytem moralnym, którego teorią filozoficzną, teologiczną, socjologiczną jest różnie pojmowana etyka. Chodzi bowiem o uniesprzeczniające wyjaśnienie faktu-bytu decyzji, jako bytu moralnego.

Wyjaśnienie i rozumienie decyzji jako racjonalnego i odpowiedzialnego działania – „in actu prima” – nie jest możliwe bez rozeznania spontanicznego lub zreflektowanego podstawowej sytuacji, jaką jest dojrzenie rzeczywistości realnego świata dane w zespole sądów teoretyczno-informacyjnych, bez doświadczalnego rozeznania siebie i swych „potrzeb-zadań”, oraz domniemania i jakiejś asercji celu ostatecznego. Wszystko to jest współpoznaniem, czyli sumieniem w świetle którego wybrany sąd praktyczny o dobru (które mam spełnić) będzie albo zgodny, albo niegodny. W owej właśnie zgodności lub niezgodności decyzji z sumieniem leży cała racja moralności. Zgodność jest moralnością w sensie pozytywnym, a niezgodność jest też moralnością ale w sensie negatywnym. Taka bowiem jest moralność, jaki jest charakter zgodności decyzji z sumieniem.

O. prof. Mieczysław Albert Krąpiec


[1] Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, I-II, q. 1, a.1 (tłum aut.).

[2] K. Wojtyła, Osoba i czyn oraz inne studia antropologiczne, red. T. Styczeń i in., Lublin 1994, rozdz. III, s. 155.

[3] Tamże, s. 156.