Prawdziwa filozofia chroni od błędu, błędna filozofia prowadzi na bezdroża całe populacje. Dlaczego socjalizm jest drogą donikąd i czym jest zapomniana cnota pietyzmu, będąca podstawą zdrowego społeczeństwa – wnikliwie omawia prof. Paweł Skrzydlewski, rektor Akademii Zamojskiej.

     Karol Kilijanek: Socjalizm – czym jest? Czym się cechuje?

Prof. Paweł Skrzydlewski: Po pierwsze, musimy zdać sobie sprawę z tego, że tak jak słowa „filozofia”, „miłość” czy „życie” niejedno mają znaczenie, tak też socjalizm dla bardzo wielu z nas jawi się przede wszystkim jako pewna antyteza kapitalizmu czy jakaś forma życia społecznego wypracowana przez Karola Marksa lub innych utopistów. Socjalizm w swym najgłębszym sensie jest projektem budowy raju na ziemi – tak trzeba to nazwać – za pomocą odpowiednio zorganizowanego społeczeństwa, w którym człowiek ma rzekomo dojść do swego ostatecznego spełnienia. W związku z tym socjalizm jako ideologia, jako także pewna myśl antropologiczna wyrasta z określonych założeń filozoficznych. 

Takim pierwszym założeniem każdego socjalizmu – niezależnie od tego, czy jest on narodowy, czy bolszewicki, czy ma swoje ideowe źródła w liberalizmie lub faszyzmie – jest naturalizm. Naturalizm to taka wizja antropologiczna, w której człowiek jest dzieckiem natury, jest tylko zorganizowaną porcją materii. Powstał wyłącznie naturalnie i poprzez życie społeczne (łac. socialis – społeczny) ma się w ramach natury spełnić, zrealizować ostatecznie przez społeczność. Oczywiście tak pojęty naturalizm zakłada jakąś autonomiczną wizję rzeczywistości, tj. niezależną od Boga. Bardzo często socjalizmy negują istnienie Boga, zwłaszcza Boga religii objawionej – to warte podkreślenia. Także w dziedzinie ideologicznej i światopoglądowej albo się opowiadają za agnostycyzmem, albo też wprost są ateistyczne i bezbożne. 

Po drugie, trzeba pamiętać, że w każdym socjalizmie zakłada się brak stałej natury człowieka, a w konsekwencji postuluje się pewien projekt „zmiany człowieka”, głównie w postaci budowy doskonałego państwa i społeczeństwa. W praktyce każdy socjalizm ostatecznie zmierza do ukształtowania pewnej „doskonałej” formy państwowości, która ma zapewnić rzekomo właściwe warunki do spełnienia się jednostki i ostatecznie wytworzyć nowego – doskonałego człowieka. Praktycznie każda forma socjalizmu jakoś zakłada, że to „właściwe społeczeństwo i państwo” tworzy w jednostce jej człowieczeństwo. To bardzo istotny aspekt każdego socjalizmu, który pozwala mu ostatecznie wynieść społeczność ponad jednostkę, upatrując w niej jedynie efekt antropotwórczej roli społeczności, państwa. Człowiek realny, istniejący faktycznie, jest dla socjalistów „czymś” nieudanym i nieszczęśliwym, niepełnym, wręcz nieprawdziwym, dlatego socjaliści chcą go „poprawić”, a jak nie mogą go „poprawić”, skazują go na eksterminację, nie zawsze natychmiastową. Gułagi w Rosji, obozy śmierci w Niemczech służyły właśnie „poprawie” gatunku ludzkiego, podobnie jak zabiegi eugeniczne związane ze sterylizacją ludzi, z aborcją i eutanazją. 

Socjalizmy liberalne związane z gospodarką kapitalistyczną także „poprawiały” i „poprawiają” rodzaj ludzki, i również prą wszelkimi sposobami do tworzenia „nowego człowieka”, dziś wykorzystując choćby zdobycze genetyki. Czynią to jednak zazwyczaj mniej spektakularnie i swoje zbrodnie ukrywają pod jakąś maską dobra, maską naukowości, postępu, wolności, tolerancji, demokracji, praw człowieka którejś tam już generacji itp. 

Od kiedy mamy do czynienia z projektami budowy socjalistycznej rzeczywistości społecznej?

Moda na socjalizm pojawiła się tuż po rewolucji francuskiej. Była ona przygotowana przez różne ideologie, kryzysy, jakie przechodził świat Zachodu. Dla mnie zaistnienie pomysłów na socjalistyczny ład społeczny – to swoisty dowód antyrealizmu, jakiegoś stanu utraty rozumności przez znaczną część ludzi.

 Takim pierwszym poważnym kryzysem, na który trzeba zwrócić uwagę, był protestantyzm – swoista rewolucja religijna, która zburzyła w dużej mierze ład wypracowany przez wieki za sprawą wychowawczej działalności Kościoła katolickiego. Ale zawiniły nie tylko protestantyzm i słabość, odstępstwa katolików. Zawiniła również filozofia, która właściwie od czasów Kartezjusza przestała wiązać się z poznaniem rzeczywistości, a stała się krytyką ludzkich myśli, ludzkiego poznania i w dużej mierze także sztuką tworzenia koncepcji doskonałego życia społecznego. Od tego czasu filozofowie przestają generalnie poznawać i wyjaśniać świat, a stają się myślicielami, a właściwie „zmyślicielami”, twórcami różnych koncepcji. Dramat Zachodu polega na tym, że te koncepcje, przystające w pewnym aspekcie do rzeczywistości, ogromnie się wielu spodobały i stały się zaczynem do tworzenia według nich „nowego” życia społecznego, nowego człowieka. Nie chodzi więc, jak to już podkreślał K. Marks, aby świat poznawać, ale by go zmieniać, przetwarzać wedle swojego uznania, bez oglądania się na skutki i na realne prawa bytu, natury ludzkiej.  Dlatego niemal każdy myśliciel po Kartezjuszu tworzy swój własny projekt idealnego życia społecznego, w nadziei, że jego urzeczywistnienie będzie wybawieniem dla świata i wiekopomnym darem myśliciela dla ludzkości (Thomas More, Tommaso Campanella, Francis Bacon, Jean-Jacques Rousseau, Étienne-Gabriel Morelly, Charles Fourier, Henri de Saint-Simon, Robert Owen, Karol Marks, August Comte i inni). To wszystko doprowadziło do kryzysu społecznego, który zniszczył (na to zwracał uwagę znawca życia społecznego ks. dr Jan Piwowarczyk) strukturę życia społecznego w dziedzinie gospodarczej, bo w ostatecznym rozrachunku każdy socjalizm będzie miał taki sens niszczycielski, „rewolucyjny” i ostatecznie antyludzki. 

Przypomnijmy, że każda socjalistyczna rewolucja jest zazwyczaj „odwróceniem i odrzuceniem porządku”, a zatem jego niszczeniem, burzeniem. Rewolucja socjalistyczna jest zwyczajnym zjawiskiem wprowadzania nieładu, najczęściej niesprawiedliwego, gwałcącego naturalny porządek. Warto także podkreślić, że ów stan mnożenia się socjalizmów, zdobywania przez nie popularności, został wielce ułatwiony za sprawą przenikania do nas cywilizacji bizantyńskiej, mocno orientalnej i apriorycznej, woluntarystycznej, podporządkowującej nie tylko religię polityce, ale i sam ludzki rozum, ludzkie poznanie władzy publicznej, która za pomocą ustaw prawnych „stwarza prawdę” – może wszystko. Feliks Koneczny doskonale opisał ten napór Orientu na Zachód i to, jak ten Orient zadomowił się nie tylko w Niemczech, ale i u Francuzów i Anglików. Jego działanie zawsze było i jest destrukcyjne dla cywilizacji łacińskiej, dla właściwego jej logosu i etosu. Dziś właściwie cała Unia Europejska (UE) jest wręcz odurzona ideami cywilizacji bizantyńskiej, mamy więc socjalizm europejski, biurokratyczny i centralistyczny, „ekologiczny”, antynarodowy i antypersonalistyczny, przede wszystkim socjalizm bezbożny, laicki. Niekiedy ten socjalizm europejski ukazuje swą nie tylko masońską „twarz” ale także wręcz demoniczną, gdy czyni bardzo wiele by składać w ofierze (oczywiście dla progresu i wolności) osoby nienarodzone i chore, stare, dotknięte jakąś słabością. Przecież tzw. aborcja – czyli zorganizowana prawnie i społecznie metoda eksterminacji niechcianych, nienarodzonych dzieci – została już wpisana w konstytucję francuską i jest traktowana jako „fundamentalne” prawo człowieka, prawo kobiet. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości co do socjalistycznego (apriorycznego i de facto prowadzącego do zbrodni) charakteru UE, niech sobie przypomni nie tylko stawianie pomników K. Marksa w 2018 roku w Niemczech, nie tylko pochwały Marksa w parlamencie UE, nie tylko Manifest z Ventotene Altiero Spinellego, ale zobaczy także, jak te rzeczy są dziś obecne u decydentów UE, w programach UE i jak mocno kładziony jest na nie akcent, na potrzebę ich realizacji. Warto zadać pytanie, jak wygląda i do czego prowadzi tzw. polityka zrównoważonego rozwoju, jakie są jej realne cele i zadania, a także jakimi środkami i po co są one realizowane. To „czysty” socjalizm, dlatego jest wielką naiwnością sądzić, że kultura polska, sam naród polski, polska państwowość mają jakiekolwiek szansę na istnienie w ramach UE. Może w UE przetrwać tylko jakaś gwara języka polskiego, ale nic z Polski, z naszej tożsamości, suwerenności i niepodległości. Prędzej niż później Polska musi się stać czymś w rodzaju powiatu lub województwa w UE, będzie jedną z uboższych prowincji, nad którą władzę sprawuje centrala, europejska stolica, aparat biurokratyczny, w razie potrzeby używający nie tylko prawa, ale i przemocy fizycznej tam, gdzie chciano by jakiejś secesji, niepodległości. 

Pamiętajmy jednak, że Polska nie jest tworem cywilizacji bizantyńskiej, ale łacińskiej, i tylko tej cywilizacji. Nie tylko Polska, ale także inne narody Europy. Mogą one współpracować, tworzyć różne unie, nie po to jednak, by stracić swą tożsamość, ale by siebie udoskonalić. Podstawą współpracy może być wiele kwestii, nie tylko interes ekonomiczny – jest wiele ważniejszych spraw od pieniędzy i majątku. Jeśli te kwestie są zaniedbywane, ginie wspólnota i jej cały dorobek, w tym także materialny. Dlatego osadzenie naszej kultury, prawa, obyczajowości, sztuki, nauki i wychowania, szkolnictwa w cywilizacjach niełacińskich jest tylko sposobem mieszania cywilizacji i ostatecznie osłabiania Polski. A zatem jeśli o tym wszystkim pamiętamy, jeśli te sprawy rozumiemy, to trzeba także rozumieć prawdziwe intencje i zamierzenia UE wobec Polski: ich celem jest likwidację polskiej suwerenności polskiego ducha, naród polski – bo ma istnieć tylko biurokratyczna wspólnota UE, bez narodów i suwerennych państw, bez autonomii. UE nie ma w swym słowniku światopoglądowym i politycznym kategorii suwerennego narodu, suwerennego państwa. Istnienie czegoś, co nie podlegałoby władzy UE, będzie zawsze postrzegane przez UE jako obraza i skandal, tragedia, którą natychmiast należy przezwyciężyć dla „jedności Europy”. To są imponderabilia tzw. polityki UE, zaciągnięte jeszcze z dziedzictwa Orientu, bo tam musi zawsze być totalność i omnipotencja władzy państwowej nad wszystkim, także nad życiem religijnym, Kościołem, rodziną, własnością. Ale jeśli ktoś dziś jasno te sprawy ukazuje, jeśli wyjaśnia ich autentyczny sens oraz realne konsekwencje, bywa od razu zwalczany i traktowany jako wróg, wręcz „polityczny heretyk”, i wobec niego stosuje się różne działania „uciszające”. Suwerenność i niepodległość narodowa i państwowa stoi w rozbieżności z unijnym niewolnictwem, zależnością, poddaństwem opartym głównie na literze prawa i korzyściach pewnej grupy ludzi żyjących w UE. Ale czy ten kontekst, kontekst socjalistyczny, jest dziś przez wielu właściwie rozumiany? Nie sądzę. 

Komu zależy zatem na promocji socjalizmów w Europie?

Moim zdaniem promowanie i wspieranie socjalizmu europejskiego ma swe źródła poza światem Zachodu, poza autentyczną Europą. Socjalizm jako środek trwale destrukcyjny i zwyradniający doskonale służy do osłabienia Zachodu i może być wykorzystywany przez Chiny, ale i przez autorytaryzmy inne niż Chiny, przez Rosję. Sam, gdybym był wrogiem Zachodu i miał możność szkodzenia mu istotnie, na trwałe, promowałbym różne socjalizmy, oczywiście „zawsze z ludzką twarzą”, nowe, dostosowane do okoliczności i naiwności ludzkiej. By te sprawy zrozumieć, trzeba nie tylko trochę znać historię, spory cywilizacyjne, ale przede wszystkim mieć elementarne wykształcenie filozoficzne oraz dobrą wolę poznania prawdy, a nie wolę rozbudowy jakieś narracji. Trzeba także odwagi moralnej i intelektualnej, często pewnego hartu ducha. Potrzebny jest tu także zdrowy rozsądek, czyli zdolność do liczenia się z realnym światem, otwartość na prawdę o tym realnym świecie.  Każdy socjalizm nosi w sobie zaczyn totalitaryzmu, imperializmu, gwałtu na przyrodzonych prawach osoby ludzkiej, nienawiść do Pana Boga i ludzkiej pobożności. Poprawność polityczna jednak nie pozwala o tych sprawach mówić głośno i wyraźnie. Ale te „elementy” projektów socjalistycznych dają świadectwo tego, z czego i dzięki komu one powstają. 

Czy zatem można dostrzec jakiś porządek w rozwoju różnych socjalizmów?

Każdy socjalizm stara się poprzez gospodarkę, życie związane z produkcją, z wytwórstwem środków do życia uszczęśliwić człowieka, spełnić, zbawić go. To, że socjalizm jako pewna ideologia zaczął się bardzo mocno rozwijać właśnie w XIX wieku, po rewolucji francuskiej, jest w dużej mierze związane z zanegowaniem podstawowych tez katolickiej nauki społecznej, katolickiego światopoglądu, który pokazywał człowieka jako gospodarza natury. Gospodarza używającego świata na chwałę Bożą zgodnie z naturą, która została przez Niego stworzona. Skoro w dziedzinie życia religijnego pojawiły się fideizm i agnostycyzm, to pojawiły się też próby zbawienia siebie bez udziału Pana Boga. Pamiętajmy o tym, że w tym czasie zmienia się bardzo mocno koncepcja nauki. Do XVII–XVIII wieku głównym celem nauki było poznanie prawdy, a przez to zrozumienie człowieka, świata i wreszcie źródła wszelkiego bytu, tj. Pana Boga. A od czasów F. Bacona nauka stara się panować nad przyrodą po to, aby wykorzystać jej prawa do budowy raju na ziemi, czyli rzeczywistości, w której człowiek sam się zbawia, jest szczęśliwy. W związku z tym, mówiąc o socjalizmie, musimy dostrzegać przede wszystkim to, że jest to ideologia naturalistyczna i jako taka będzie ona w sposób aprioryczny walczyć z realnym i zarazem racjonalnym, normalnym porządkiem w stworzonym świecie. Oczywiście bezpośrednim impulsem do tej walki będzie zawsze jakieś realne, poważne zło, jakieś nieszczęście i niesprawiedliwość, i to w dużej skali. To motywuje do tworzenia programów wyzwolenia ze zła, czyli do tworzenia projektów socjalistycznych. Marksizm i jego socjalizm były przecież odpowiedzią na faktyczną nędze i niedolę wielu robotników, którzy mimo ciężkiej pracy nie mieli szansy na normalne, godne ludzkie życie ani dla siebie ani też dla swych dzieci i rodzin. Robotnicy nie byli traktowani jako ludzie, lecz raczej jako rzeczy, instrument do osiągnięcia zysku przez innych. Ta pogarda i ta niesprawiedliwość prowokują do buntu i trudno tu nie zauważać zasadnych podstaw do tego buntu, także dobrych intencji w walce z niesprawiedliwością. Trzeba jednak pamiętać, że zła nie można ani w życiu prywatnym, ani też publicznym przezwyciężyć przez tworzenie zła jeszcze większego, a takim złem większym jest socjalizm. Pamiętamy sytuację robotników, chłopów w pierwszym socjalistycznym państwie – ZSRR; pamiętamy także losy robotników, a następnie żołnierzy w Narodowo-Socjalistycznych Niemczech Adolfa Hitlera czy w Chinach za czasów Mao. 

Ideologie socjalistyczne (bolszewickie, rasistowskie, faszystowskie, liberalne i inne) zawsze będą podejmowały walkę z naturalnymi formami życia człowieka, a w sposób szczególny z rodziną. Socjalizm bardzo często szkodzi własności człowieka albo poprzez kolektywizm i likwidację własności prywatnej, albo – tak jak jest to w liberalizmie – poprzez jej absolutyzację, tak jakby ta własność była ograniczona tylko wolą posiadacza i służyć miała tylko właścicielowi. A trzeba przecież uwzględnić to, że człowiek jest bytem przygodnym, więc tylko czasowo czegoś używa, oraz że, co posiada, co wytworzył, jest możliwe dzięki stwórczej działalności Boga, który dał ziemię oraz wszystkie byty – dobra stanowiące podstawę dla produkcji: wodę, powietrze, słońce itd. W związku z tym każdemu socjalizmowi będzie właściwa tendencja do walki z rodziną, własnością prywatną i w ostateczności z religią i filozofią realistyczną, bo zarówno religia, jak i filozofia realistyczna podważają pomysły socjalizmu, pokazując ich utopijne źródła, a także konsekwencje, które najczęściej sprowadzają się do ludobójstwa, zniewolenia i zwyrodnienia człowieka.

 Skąd zatem wywodzi się socjalizm?

Jeśli przez socjalizm rozumiemy ideologię zmierzającą do budowy doskonałego społeczeństwa, w którym spełnia się człowiek, to właściwie pierwociny tej ideologii są już obecne w myśli starożytnej, przede wszystkim u Platona. Kontestował on błędy, zło istniejące realnie w życiu społecznym Aten, Greków, związane chociażby z nepotyzmem, niesprawiedliwością, z obecnością ludzi głupich i zepsutych w polityce, i postanowił przezwyciężyć to zło za pomocą doskonale zorganizowanego państwa.

Wpadł na pomysł, że czynnikiem, który jest konieczny do „normalności”, jest likwidacja własności prywatnej, bo to przez własność ludzie nie tylko popadają w pychę, nie tylko pojawiają się różnice społeczne, ale przez nią jest możliwe także panowanie jednego człowieka nad drugim. Zatem likwidacja własności i upaństwowienie wszystkich dóbr materialnych jest warunkiem koniecznym równości, dobrobytu, bezpieczeństwa, jedności państwa i społeczności. Co więcej, własność wspólnotowa dóbr materialnych daje także, zdaniem Platona, jedność państwa, scala ludzi nawzajem i całe państwo. We wszystkich socjalizmach występują elementy negacji realnego lub wyimaginowanego zła, a socjalizm rysuje się sam jako zabezpieczenie i środek wyzwolenia od zła. Jest w tym zawsze coś z ubóstwienia socjalizmu, z konieczności podległości i oddawania mu czci. Socjalizm ma też „swoich herosów, świętych”, których stawia ogółowi za wzór, z tej racji słusznie postrzegany jest jako swoista „quasi-religia”. 

Jak zatem w tym projekcie ma się dokonywać przekazywanie życia, skąd dzieci dla nowej społeczności?

Już według Platona wraz z likwidacją własności prywatnej musi nastąpić likwidacja rodziny i instytucji małżeństwa jako fundamentu rodziny. Rodzina zawsze wymaga domu, lokum oraz trwałego związku kobiety i mężczyzny, czyli małżeństwa, które staje się środowiskiem życia i miłości, wychowania, niszą pracy nad doprowadzeniem zaistniałego, żyjącego człowieka do dojrzałości. Platon, widząc wady ludzkie (to, że np. mama czasem bywa niechlujna, a tata głupi, leniwy, nieporadny życiowo), był przekonany, że powierzenie wychowania i edukacji dziecka rodzicom, którzy są niedoskonali, wręcz źli, będzie się przyczyniało do produkcji „istot wybrakowanych”, niewolników, istot nierozumnych, nieracjonalnych, nieszczęśliwych, podobnych do rodziców. Wymyślił wtedy, że cały proces formacji, wychowania i edukacji człowieka powinien zostać przeniesiony poza rodzinę, na rzeczywistość wolną od zła, wad. Miałoby się tym zająć państwo, kierowane przez urzędników, którzy „przecież znają prawdę i nią tylko żyją”, wiedzą, co jest dobre, na czym polega sens ludzkiego życia. Zatem pierwociny samego socjalizmu są obecne w myśleniu utopijnym i w próbach samozbawienia. 

Zauważmy także, że Platon zanegował prawo rodziców do wychowania dzieci. Miał do tego podstawy ontologiczne w mitach, a także we własnej, fałszywej, zmitologizowanej wizji, w której człowiek był upadłym bogiem, odwiecznie istniejącą duszą – w istocie rzeczy nie miał więc rodziców. Kobieta była tylko miejscem, w którym ta upadła dusza się rozwijała, a mężczyzna był tym, który przyczynił się do uwięzienia, „zakorkowania duszy” w ciele kobiety. Jeśli zaś nie ma rodziców, to po co rodzina? Dlatego dla Platona wszelka forma życia powinna mieć charakter kolektywistyczny, państwowy. W ten sposób mają powstać jedność, sprawiedliwość i doskonałe życie tak jednostki, jak i całej zbiorowości, przy czym zbiorowość ma w tym projekcie stać wyżej od jednostki i faktycznie udzielać jednostce jej doskonałości. 

Gdzie zatem są ideowe źródła socjalizmu proponowanego przez Platona?

Źródłem socjalizmu, i to nie tylko platońskiego, jest myślenie aprioryczne, utopijne, które zawsze wychodzi od doświadczenia zła. Miast dokonać rzeczowej diagnozy przyczyn realnego zła, projektuje się stany doskonałe, żądając, żeby świat się dostosował do wymyślonego projektu, projektu pełnego błędów i fałszu, ale także takiego, który w jakimś aspekcie przystaje do rzeczywistości, czyli innymi słowy, coś faktycznie i zasadnie wyjaśnia, tłumaczy. W socjalizmie ludzie nie lubią rozbudowanego filozofowania i zazwyczaj go nie potrzebują, chcą krótkich i jasnych „programów”, sami też opowiadają się i często zostają przymuszeni do realizowania doskonałego świata za pomocą państwa. Socjalizmy lubują się w sile militarnej i jakiejś formie przemocy, często zorganizowanego systemu propagandy i manipulacji. Głoszą ucieleśnianie „raju” na ziemi, który dla zwykłych ludzi szybko staje się realnym „piekłem”, koszmarem. 

Nowożytność wraz z rozpowszechnianiem się laicyzmu, ateizacji kultury, negacji religii będzie intensyfikować budowę raju na ziemi aż do prób realizacji utopii socjalizmu w przekonaniu, że to jest najlepsze, co może uczynić.

Na jakim rozumieniu człowieka i państwa bazuje współczesny socjalizm?

Odpowiedź zasadniczo idzie w kierunku naturalizmu. Człowiek jawi się dla większości socjalistów jako byt powstały z organizacji materii. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z liberalną formą socjalizmu, sięgającą Thomasa Hobbesa, czy z kolektywistyczną formą K. Marksa. Ta naturalistyczna wizja człowieka akcentuje przede wszystkim to, że jest on produktem przemian naturalnych samej tylko przyrody, materii. Zasadniczo może być postrzegany jako coś szczególnego, coś wyjątkowego w całym procesie rozwoju kosmosu, wszechświata, ale ostatecznie jest tylko produktem – rzeczą czy organizmem, który ulega całkowitej anihilacji w wyniku procesów biologicznych. Śmierć ciała dla wszystkich socjalistów jest totalnym unicestwieniem człowieka. 

W związku z tym – skoro jesteśmy (parafrazując Martina Heideggera) bytami ku śmierci – powstają pytania: co robić? jak żyć? Większość socjalistów mówi: postarajmy się urządzić życie tak, żeby było przyjemne, wygodne, żeby pozostawiło ślad w historii w postaci różnego rodzaju wytworów. To jest zamysł socjalistów. Oczywiście socjalizmy są różne. Niekiedy w tym czysto biologicznym tworze widzi się przejaw jakiejś rasy, społeczności biologicznej – tak to postrzegał np. narodowy socjalizm, który w istocie rzeczy nie był pochwałą narodu niemieckiego, ale osadzoną mitologicznie, zideologizowaną formą prymitywnego rasizmu. Aryjczycy, nordycy byli w tym ujęciu półbogami zrodzonymi na Atlantydzie, zbezczeszczonymi związkami z innymi ludźmi. Wszystkie socjalizmy starają się ulepszyć człowieka i ostatecznie go zbawić. Cały proces zbawienia przebiega bez Boga. W tym momencie zdajemy sobie sprawę z tego, że socjalizm musi mieć koniecznie jakieś elementy walki z pobożnością prawdziwą, pobożnością prowadzącą do zbawienia faktycznego, czyli zbawienia będącego łaską Jedynego Pana Boga. Socjalizm ze swej istoty musi podejmować walkę także z religią objawioną, musi kontestować wpływ religii na osobę, rodzinę, człowieka, życie społeczne, politykę, kulturę, państwo, edukację, wychowanie – bo religia chroni człowieka przed socjalistyczną utopią, jego propagandą, ideologią, ogólnie zmusza realnego człowieka do zastanowienia, używania rozumu i zadawania pytań: dlaczego? po co? skąd to wiesz? itp. 

Socjalizm występuje w różnych postaciach. Profesor Henryk Kiereś, autor znanych książek z zakresu filozofii polityki, wyróżnia pięć socjalizmów: liberalizm, komunizm, faszyzm, nazizm i anarchizm. W popularnym ujęciu są to wrogie sobie i diametralnie różniące się stanowiska, tak w aspekcie gospodarczym, jak i światopoglądowym. Liberalizm jest przeciwstawiany socjalizmowi i traktowany jako jego antypody. Tymczasem liberalizm jest pierwszym historycznie socjalizmem. Skąd wywodzi się liberalizm? Jakie były jego początki i główne założenia? Jak wygląda jego antropologia i rozumienie państwa? Co wskazuje na socjalizm liberalizmu?

Najpierw wyjaśnijmy od strony etymologicznej, czym jest liberalizm. Sam termin, jak wiemy, wywodzi się z języka łacińskiego i akcentuje uwolnienie. Istotą liberalizmu jest wolność od. Za ojca nowożytnego liberalizmu powinien uchodzić Thomas Hobbes, ale wątki liberalizmu odnajdziemy u bardzo wielu myślicieli brytyjskich, a także francuskich (J.-J. Rousseau). Hobbes napisał traktat Elementy filozofii, w którym wyjaśnia, że wolność jest brakiem przeszkód fizycznych w działaniu. Daje wyjaśnienie wolności, opisując dzban z wodą. Mówi: woda w dzbanie nie jest wolna, bo ogranicza ją dzban. Gdy go zbijemy, to ona się uwalnia. Analogicznie człowiek nie jest wolny, bo ograniczają go ściany budynku. Dopiero poza budynkiem czy miastem człowiek ma wolność. Liberalizm u swych podstaw jest formą egoizmu, egotyzmu, indywidualizmu, swoistą promocją indeterminizmu i woluntaryzmu. Jest pewną antropologią, która głosi brak przyrodzonej natury ludzkiej.

W myśl zaleceń liberałów mamy również wolność do wszystkiego, także do zmieniania siebie, do rezygnowania z wcześniejszych praw, ustaleń. Jest to obecne w tym liberalizmie, który lansował Fryderyk Nietzsche. To jest samoubóstwienie człowieka, które nie może prowadzić do niczego dobrego. Liberałowie uważają, że mogą stworzyć życie społeczne, w którym będzie możliwa wolność wszystkich we wszystkim. Oczywiście, ta wolność nie zakłada żadnej prawdy, ponieważ prawda jawi się jako ograniczenie. Podobnie z dobrem, gdyż dobro jako cel i motyw działania też jawi się jako ograniczenie. Jest to więc wolność, która w ostatecznym rozrachunku prowadzi do anarchizmu i do tego, co Hobbes nazwał: homo homini lupus est, czyli stanu bycia wrogiem, „wilkiem dla drugiego człowieka”. Ponieważ jednostki posiadające uprawnienie do wszystkiego ciągle stoją przed koniecznością realizowania tego uprawnienia i wciąż napotykają na przeszkody i ograniczenia, które chcą przezwyciężyć, muszą walczyć i ewentualnie dochodzić do kompromisów, pewnych ugód. Są one zawsze doraźne; dotrzymuje się ich, o ile to konieczne, i traktuje jako balast, zło. A ze złem, jak wiadomo, należy walczyć, więc w liberalizmie ciągle się negocjuje i zwalcza ograniczenia. Wszędzie jest tu jakiś duch relatywizmu i koniunkturalizmu, także tendencji do konstruowania stanów idealnych, które nijak mają się do realnego świata. Z czasem większość liberałów zaczyna bardziej żyć w świecie swych wyobrażeń niż w świecie realnych ludzkich relacji i powinności. Stają się oni ludźmi „odklejonymi od świata” i obrażonymi na świat. Podobnie zresztą jak i kolektywiści, którzy utyskują, że socjalizm (komunizm) zaproponowany przez marksistów jest bardzo dobry, tylko ciągle do niego nie dorastają ludzie. Pamiętam jeszcze z mojej szkoły średniej, z czasów PRL, gdy nauczycielka języka rosyjskiego przekonywała mnie i uczniów w klasie, że słynny Pawlik Morozow, „pierwsze święte bolszewickie dziecko”, dobrze rozumiał zasady komunizmu, tylko jego rodzice, dziadkowie i wieś do tego komunizmu nie dorośli, więc NKWD zasadnie i słusznie „pomagało” dorosnąć do komunizmu przez kolektywizację i likwidację wrogów. Jest rzeczą znamienną, że prawie zawsze i socjalizm liberalny, i socjalizm kolektywistyczny, narodowy, europejski – w którymś momencie swego istnienia – muszą wojować z tym „niedojrzałym” normalnym człowiekiem i siłą, gwałtem zmusić go do jedynie słusznej formy życia. 

Liberalizm jako doktryna antropologiczna, która potem przełożyła się na ekonomię, na wolność wytwarzania, posługiwania się swoim majątkiem, i wiążąca z majątkiem uprawnienie do sprawowania władzy, zdominował wiele nurtów ekonomicznych. Doprowadziło to do sytuacji, w której panuje ciągła walka tych, którzy posiadają, z tymi, którzy w ostateczności nie mogą posiadać, gdyż ci, którzy już wcześniej coś zdobyli, strzegą swoich uprawnień i wykorzystują to, ponieważ nie mają naturalnych granic dla swego poszerzania stanu posiadania.

Tak pojęty liberalizm neguje prawo naturalne, a także Pana Boga jako przyczynę sprawczą rzeczywistości, przyrody, samego człowieka. Neguje Boga także pod kątem celu ludzkiego życia. Liberalizm może być socjalizmem w tym znaczeniu, że tworzy on społeczność „wolnych jednostek”, które spełniają siebie tutaj, na ziemi, poprzez produkcję, konsumpcję, użycie. W praktyce jest to droga do hedonizmu, nadużyć, patologii. Zresztą te wszystkie rzeczy były (i są) znane nie tylko w XIX i XX wieku. Liberalne państwo, tak jak je przedstawiał np. Robert Nozick, jeden z piewców liberalizmu, jawi się jako „nocny stróż”, stróż, który w nic nie ingeruje. Pilnuje tylko, żeby wolność jednostek mogła się realizować we wszystkim. To są oczywiście bardzo niebezpieczne utopie.

Liberalizm obserwujemy w życiu społecznym w wielkiej liczbie jego odmian. Profesor Jacek Bartyzel określił to swoiste bogactwo „gąszczem liberalizmów”. Szczególnie interesuje mnie tzw. liberalizm konserwatywny, który prof. H. Kiereś nazywa „kwadraturą koła”, sprzecznością, która zupełnie nie znajduje zrozumienia w przestrzeni społecznej, a wśród ludzi politycznie zaangażowanych wywołuje reakcje od lekceważącego śmiechu do agresji.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, jak konserwatyści pojmują sam konserwatyzm. Konserwatyzm dla większości konserwatystów jest pewną stałością wcześniej wybranych przez nas zasad, ról, prawidłowości. W ostateczności, jeśli mamy się tych zasad trzymać, właściwie nie wiemy, czemu je wybraliśmy. Nie mamy w świetle liberalnych pomysłów podstawy do krytyki, analizy i wyjaśnienia, dlaczego to te, a nie inne. Sam konserwatyzm jawi się jako ograniczenie. Prawdziwy liberał będzie mówił, że jest wolny, a wolność jest traktowana indeterministycznie, czyli jako brak jakichkolwiek ograniczeń. Janusz Korwin-Mikke, gdy go zapytamy, czy istnieje Bóg, odpowie, że nie. Czym jest dla niego religia? Na religię patrzy tak samo jak Aleksander Kwaśniewski, jak na zjawisko społeczne, które konsoliduje, ale nie daje życia wiecznego człowiekowi. W wielu aspektach zgadza się z marksistami, kolektywistami, ale akcentuje jednostkę tam, gdzie oni akcentują klasę czy państwo. W ostatecznym rozrachunku godzą się oni na to, że trzeba świata używać, żyjemy po nic, nasze życie się rozleci, więc różnią się tylko w szczegółach.

Zatem z filozoficznego punktu widzenia, realnie rzecz biorąc, nie da się być konserwatystą i liberałem jednocześnie, bo przeczy to założeniom obydwu pozycji. A co z konserwowaniem i odgrzewaniem w naszych realiach liberalizmu z wieku XIX czy początków wieku XX? Czy próba zaadaptowania go takim, jakim był on np. w Stanach Zjednoczonych końca XIX wieku, może być dla nas jakimś dobrem? Silna konkurencja, tzw. wolny rynek, czyli kapitalizm, minimum regulacji, świeckość państwa (a przynajmniej niekatolickość) …

Odpowiadając na to pytanie, chciałbym przywołać pewną myśl, którą wiele razy głosił o. prof. Mieczysław A. Krąpiec. Mówił on, że nie ma takiej doktryny politycznej i społecznej, która w jakimś aspekcie nie przystawałaby do rzeczywistości i czegoś nie wyjaśniała. Tak samo jest z XIX-wiecznym liberalizmem. Oczywiście niezwykle cenną rzeczą jest wolność gospodarcza, wolność posiadania i nabywania własności, używania, zbywania jej. To wszystko są bardzo ważne rzeczy, ale trzeba pamiętać o tym, że w działaniu ekonomicznym obowiązują nas zasady moralne, które mają pierwszeństwo. Zwykle cała działalność firmy nakierowana jest w sposób naturalny i właściwy na zysk. Czasami może to stać w rozbieżności z dobrem człowieka i rodziny. Ktoś musi to dziecko, tego młodego człowieka wychowywać, ktoś musi zabiegać o jego dobro na wielu płaszczyznach. Kiedy człowiek spędza dwanaście lub czternaście godzin w pracy, w tym czasie nie jest ze swoim dzieckiem, ze swoją żoną, ze swoją rodziną. W związku z tym trzeba powiedzieć, że zabsolutyzowany XIX-wieczny liberalizm, głoszący niemalże religijną koncepcję wyzwolenia człowieka za pomocą pracy, majątku, jest utopią. Utopią doprowadzającą w ostateczności do zrujnowania samego człowieka, który stara się jej być wiernym, a także do zniszczenia naturalnych kręgów ludzkiego życia, jakim jest np. rodzina, a ostatecznie – naród, społeczność państwowa.Liberalizm, tak jak już mówiliśmy, ma różnorodne oblicza, ale istotą samej myśli liberalnej jest kult wolności, która niesie wyzwolenie i samorzutność oraz upatruje w tym drogi do samospełnienia się człowieka. Od strony realistycznej spełnia człowieka tylko dobro, i to dobro realne, takie, które odpowiada naszej naturze oraz sytuacji, w której żyjemy; dobro, które ostatecznie nas umacnia, rozwija i nie stoi w sprzeczności z osiągnięciem przez człowieka celu życia, tj. Pana Boga. Dlatego liberalizm, zwłaszcza ten drapieżny (obecny u Davida Ricardo czy u Thomasa Roberta Malthusa) spotkał się z tak wielką krytyką ze strony Kościoła katolickiego i zdrowego rozsądku. Pamiętajmy, że często za liberalizmem stoją darwinizm społeczny, naturalizm, materializm i nienaturalna, nieracjonalna koncepcja państwa, która widzi w państwie narzędzie opresji. Nie widzi zaś tego, co odkrył już Arystoteles i co jest widoczne wszędzie w myśli filozofii realistycznej, czyli że państwowość może być wspólnotą obywateli, ludzi prawych, którzy widzą swoje obowiązki względem rodziny, Pana Boga, a także względem społeczności. Realizują te obowiązki w poczuciu solidarności i dobrowolności, kierując się rozumem, a i często nakazami prawa, które nie stoją poza dobrem i złem.

Za: Zawsze Wierni nr 4/2025, nr 6/2025 oraz nr 1/2026.