W mediach lewicowych i w środowiskach pseudoekologicznych[1] można odnaleźć twierdzenia jakoby mające miejsce w ostatnim czasie pożary buszu w Australii były spowodowane rzekomo występującym w ostatnich latach zjawiskiem nazywanym globalnym ociepleniem. Jest to ze strony ludzi głoszących takie tezy wyraz niebywałej wręcz ignorancji lub intelektualnej nieuczciwości, gdyż w rzeczywistości pożary buszu na terenie Australii występowały już w wieku XIX, a jeden z największych spośród nich miał miejsce 6 lutego 1851 roku, kiedy to w ciągu zaledwie jednego dnia spłonęło 5.000.000 hektarów lasów i zginęło dwanaście osób. Również w wieku XX busz niejednokrotnie płonął, na przykład w latach 1974/1975 miały miejsce pożary, które pochłonęły łącznie około 75 milionów hektarów. To skala o wiele większa niż obecnie (pożary mające miejsce od listopada 2019 roku objęły swym zasięgiem nie więcej niż 10 milionów hektarów lasów), a mimo tego australijska przyroda nie zginęła w ich wyniku.

Przyczyny pożarów buszów są już od bardzo dawna sklasyfikowane i opisane, a jedną z najważniejszych spośród nich jest występowanie na terenie Australii łatwopalnej roślinności, zawierającej olejki eteryczne. Niejednoznaczna przy tym jest rola wypalania traw i lasów w celu przygotowania miejsca pod uprawy. Z jednej strony według opracowań do wielu pożarów doszło w wyniku wypalania dokonywanego już w XIX wieku przez australijskich rolników, a wcześniej także przez aborygenów[2]. Z drugiej – według części badaczy kontrolowane wypalanie części suchego australijskiego buszu może przyczynić się do zmniejszenia katastrofalnych skutków pożarów, do których dochodzi w sposób naturalny, na przykład wskutek uderzenia pioruna. Taką opinię prezentuje między innymi dr Phil Cheney, współpracujący z CSIRO (Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation) badacz problematyki związanej z pożarami buszów zajmujący się tą kwestią przez ponad trzydzieści lat[3].

Należy tutaj zaznaczyć także to, że obecnie osoby zajmujące się w sposób naukowy australijską przyrodą kategorycznie zaprzeczają tezie jakoby mające miejsce ostatnio pożary lasów nastąpiły w wyniku zmian klimatu, a opinię tę przyjmuje także australijski rząd. Tezę przeciwną próbują forsować natomiast medialni specjaliści od wszystkiego oraz pseudoekolodzy, którzy poza przeczytaniem kilku broszur kolportowanych przez ,,zielone’’ organizacje nie zdobyli żadnych kompetencji w sferze badań nad tymi kwestiami. Wspierają ich natomiast celebryci, chcący niewielkim kosztem zrobić sobie reklamę pokazując swą wrażliwość oraz pewna nastolatka, która od kilku miesięcy bez przerwy przebywa na wagarach. Cóż, doprawdy budząca zaufanie menażeria.

Warto zadać sobie przy tym jeszcze jedno pytanie: Jaka jest podstawowa różnica między dawnymi pożarami buszu, a tymi mającymi miejsce współcześnie? Otóż w XIX wieku nie było telewizji i internetu, a prasa albo polegała na korespondentach, albo dokonywała przedruków z innych gazet. Zanim informacja z Australii dotarła do Europy mogły minąć tygodnie. Również w latach 70. XX wieku informacje rozprzestrzeniały się wolniej niż obecnie, a media miały o wiele ważniejsze tematy niż naturalne dla tamtejszego klimatu pożary buszu w odległej Australii, opisywane przez podróżników na przestrzeni ostatnich dwustu lat jako zjawisko codzienne, czego odzwierciedlenie można odnaleźć także w australijskich powieściach oraz w sztuce, w której pożary buszów były często uwieczniane (najbardziej znanym tego przykładem jest dzieło mieszkającego przez długi czas w Australii angielskiego malarza Williama Strutta pt. Black Thursday, February 6th. 1851). Dziś natomiast w dobie szybkiego internetu i telewizji o wysokiej rozdzielczości, gdy można przesłać doskonałej jakości zdjęcie na dużą odległość w ciągu kilku sekund wystarczy jeden obrazek, aby sprawić, by znaczna część ludzi zaczęła domagać się zrobienia czegoś z tym naturalnym zjawiskiem. Wystarczy sugestia, że jest to efekt globalnego ocieplenia, by przyczynić się do protestów przeciwko temu rzekomo występującemu zjawisku[4] i politykom, którzy w zdecydowany sposób mu nie przeciwdziałają.

W newsach dotyczących tej kwestii stosuje się przy tym najbardziej prymitywne metody oddziaływania na ludzkie emocje bez angażowania nawet krzty intelektu. Przed takim działaniem był w sposób doskonały zaszczepiony dawny przedstawiciel cywilizacji łacińskiej, jednak współczesny europejczyk na nieszczęście już nie. Pozostaje jedynie nadzieja, że brnąc w tym kierunku niektórzy ludzie nie zaczną protestować przeciwko trzęsieniom ziemi i wybuchom wulkanów.

 

Marcin Śrama

 

           

 

 

 

 


[1] Gdyż jak słusznie zauwazył prof. Adam Wielomski, ekologiczni aktywiści w gruncie rzeczy nie mają z ekologią niczego wspólnego: https://nczas.com/2012/11/06/wielomski-jak-lewica-zawlaszczyla-ekologie/ [dostęp 9 I 2020).

 

 

 

[2] Zob. B. Malinowski, Aborygeni australijscy: socjologiczne studium rodziny : i inne prace przedterenowe, Warszawa 2002, s. 181.

 

 

 

[3] Zob. P .Cheney, A. Sullivan, Grassfires. Fuel, weather and fire behaviour, Melbourne 2008.

 

 

 

[4] Zresztą cóż to za absurd… ludzie strajkują przeciwko naturze.