Dawno nie pisałem. Powodów ku temu wiele. Ale to nie miejsce ani czas na wyjaśnienia. W podbeskidzkim zaciszu dochodzą mnie słuchy, że posły-osły z Konfederacji chcą, by Sejm potępił marszałka Józefa Piłsudskiego za to, że 100 lat temu “podniósł zbrojną rękę przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej”. Że dokonany przez Niego tzw. Zamach Majowy (osobiście wolę termin Porządki Majowe) był “bezprecedensowym w polskiej historii przykładem pogardy wobec legalnej, konstytucyjnej, praworządnej i wybranej przez Naród Polski władzy.” Powyżej wspomniani posłowie chyba sobie przypomnieli o swoich korzeniach (niby) endeckich. Oczywiście łatwo też burzyć się na osobę, która nie odpowie ani nie ześle do Berezy. Tanie szukanie sensacji i próba zabłyśnięcia w walce o medialne słupki powala z nóg. Ale do konkretów. Z góry przepraszam za “powtórkę z rozrywki” – ale wychodzę z założenia, że o kilku rzeczach przypominać trzeba aż do skutku. 

Jako antydemokrata, państwowiec a przede wszystkim monarchista, podchodzę do obydwu głównych politycznych obozów II RP, tj. sanacji i endecji, w ten sam sposób – z dystansem. Zarówno Piłsudski jak i Dmowski nie byli wiernymi poddanymi Królestwa, dążącymi do jego restauracji  – chociaż z biegiem czasu Piłsudski w tą stronę ewoluował (czasu jednak zabrakło). Aby być w pełni szczerym, muszę jednak zaznaczyć, iż bliższy jest mi autorytatywny i antypartyjny styl przywództwa piłsudczyków, aniżeli endecka, parlamentarna i nowoczesna polskość, w dodatku budowana, przynajmniej początkowo, na amerykańską modłę.

W kwestii samego przewrotu, należy z góry zaznaczyć, że pomimo swego uzurpatorskiego charakteru nie był on narzędziem anarchizacji państwa, a początkiem drogi do jego autentycznego oczyszczenia. Wynikało to zarówno z poglądów Piłsudskiego (akcentującego konieczność odpowiedzialności historycznej, moralnej i politycznej sprawujących władzę), jak również Jego realistycznej oceny sytuacji politycznej, w jakiej znajdowała się Polska. W zamyśle Piłsudskiego ten stopniowy proces sanacji polegał na wzmocnieniu władzy wykonawczej, uszczupleniu roli Sejmu oraz na jak największym ograniczeniu roli partii politycznych w życiu państwa, co wynikało z postrzegania ich przez Marszałka jako czynnika destabilizującego jego płynne funkcjonowanie. Jego stosunek do partii politycznych był podobny do stanowiska Charlesa Maurras’a, który uznawał, iż rządy partyjne są synonimem anarchii; że partia – będąca symbolem podziału – nigdy nie będzie reprezentowała, a tym bardziej realizowała, interesu publicznego, zawsze broniąc interesów partykularnych. Uważam, że to dlatego właśnie Walery Sławek zainicjował BBWR (Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem Józefa Piłsudskiego) jako poza- i ponadpartyjną alternatywę, gwarantującą spójność interesu, jakim było rozwój i dobro państwa. W jego skład wchodzili ludzie i grupy o różnych interesach i poglądach, których łączył pozytywny stosunek do Józefa Piłsudskiego. Ponadto, Blok był organizacją utworzoną przez władzę polityczną, a więc „od góry”, podczas gdy regułą demokratyczną jest droga odwrotna – partia polityczna tworzy władzę po wygranych wyborach parlamentarnych. Dodatkowo BBWR nie dążył do zdobycia władzy, ale do utrzymania i umocnienia władzy już posiadanej.

Uważam też, że rządy dyktatorskie nie wchodziły tutaj w rachubę od samego początku. Marszałek nie nosił się z zamiarem przejęcia władzy w państwie. Był on żołnierzem, a nie politykiem. Jego współudział w życiu stricte politycznym był najczęściej na nim wymuszany przez jego zwolenników. Faktycznie, Piłsudski pragnął mądrego przywództwa, okrzepnięcia kraju, końca parlamentarnego kalejdoskopu i bezładu, wzmocnienia władzy wykonawczej, uszczuplenia roli Sejmu oraz na jak największym ograniczeniu roli partii politycznych w życiu państwa, ale przede wszystkim odzyskania przez piłsudczyków kontroli nad armią. Po pierwsze, o rokoszu militarnym, jako narzędziu w celu wymuszenia na prezydencie Stanisławie Wojciechowskim dymisji centroprawicowego rządu nie wiedział praktycznie żaden z jego najbliższych współpracowników, zarówno wśród osób cywilnych, jak i wojskowych. Niespodziewana prezydencka odmowa zmusiła Piłsudskiego do posunięcia się dalej, do zainicjowania zbrojnego wystąpienia, którego jedynym celem było właśnie doprowadzenie do obalenia tego rządu. Sam Marszałek, dwukrotnie pertraktował zawieszenie broni, chcąc tym samym zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. I kiedy 14 maja zarówno gabinet rządowy jak i Stanisław Wojciechowski podali się do dymisji, to uczynili to wbrew stanowisku prorządowych generałów. Opowiadających się za kontynuowaniem walki.

Jak swego czasu napisał kolega Adrian Zimny: “Piłsudski z roku 1926 uczy nas rzeczy mniej oczywistej, a przez to ważniejszej niż Piłsudski z roku 1918: że państwo jest sprawą zbyt poważną, by pozostawiać je wyborcom, partiom, wariactwu demokratycznemu. Że państwo, jeśli ma trwać, nie może opierać swojego istnienia na zasadach właściwych raczej anarchii. Piłsudski torturujący opozycję w Brześciu i Berezie jest takim samym, a może i większym bohaterem niż Piłsudski wyganiający Niemców z Warszawy, czy bolszewików znad Wisły. Demokracja jest bowiem gorszym wrogiem Polski od wrogów zewnętrznych.”

Na myśl przychodzi jeszcze jeden wątek: wydaje się bowiem, że powodem ataku Konfederacji na Marszałka może też być utożsamianie przez nią PiS z Sanacją. I rywalizacja tych ugrupowań o elektorat prawicowy. Jednak jest to porównanie nader nietrafne.

Co więcej: porównywanie Jarosława Kaczyńskiego z Józefem Piłsudskim, uważam za kompletną głupotę. Równie dobrze można porównać go z Romanem Dmowskim… „Nie ma już ułańskiej Polski„; „Nie można kierować się w polityce mitami, nawet gdy jest to piękny mit Polski bohaterskiej„; „Polska jest społeczeństwem chłopskim, zastrachanym i biernym„… – kogo przywodzą Państwu na myśl te słowa? Z Dmowskim łączy Kaczyńskiego też przeświadczenie o tym, iż Polska, dbając o swój interes narodowy, powinna wzorce rozwoju materialnego czerpać z krajów zachodnich (lider Narodowej Demokracji zapatrzony był w potęgę Wielkiej Brytanii i w Amerykę). Co jednak najważniejsze, to fakt że bogoojczyźniane akcenty w wystąpieniach Kaczyńskiego mają takie samo znaczenie, jakie miały w wystąpieniach Dmowskiego, który większość swego życia był agnostykiem. Chodzi o wykorzystanie katolicyzmu jako paliwa w polityce, która stawia na realizację interesu narodowego pojętego w sposób świecki. Toć Kaczyński to właśnie neoendek.

Reasumując, Piłsudski był pragmatykiem, który w decydującym momencie postawił na silne państwo. A wam drodzy konfederaccy “wybrańcy” kury szczać prowadzać, a nie politykę robić. Zwłaszcza kosztem narodowych bohaterów, którym do pięt nie sięgacie.

Arkadiusz Jakubczyk