Szymerska: Pop-monarchia: monarchizm w czasach postmoderny

| 2 stycznia 2022 | 1 Komentarz

O ile liczba monarchistów nigdy nie była w IIIRP znacząca i nie ulegała większym zmianom, o tyle zmianę zaliczyło podejście do monarchii wśród ludzi, szczególnie w epoce pop-kulturowej i postmodernistycznej. Czym inym są podziały w środowisku, kwestia optowania za monarchią absolutną lub konstytucyjną (a także za innymi, często pośrednimi opcjami), czym innym natomiast podejście „ludu” do tego zagadnienia. Oczywiście błędem by było wrzucać każdy typ monarchii do jednego worka, inne podejście masy mają do króla Arabii Saudyjskiej, a inne do bardziej znanych, lokalnych, koronowanych głów – ze Szwecji, Norwegii czy też Wielkiej Brytanii, ale można tu wyróżnić 2 powszechne modele postrzegania tychże: despotyzm albo kult celebrytów.

Skupiając się na pierwszym przykładzie, czyli despotyzmie, to przykładu dostarczają monarchowie absolutni z czasów Ancien Regime, którzy (idąc za przedstawieniem Netflixa) nie potrzebują sprawiedliwych sądów, a idąc za popkulturą – każą jeść ciastka. Ten wizerunek, tak ochoczo propagowany przez historyków pokroju Ludwika Bazylowa oraz przez myślicieli liberalnych i socjalistycznych utrwalił się na dobre w mentalności społecznej. W Polsce dochodzi także kwestia nieudolnych rządów Stanisława Augusta Poniatowskiego, jego saskich poprzedników i zaborów, do których doprowadziły kraje rządzone przez swoiste archetypy reakcjonistów (Mikołaj II Romanow jako symbol kontrrewolucji, Habsburgowie, słynny Klemens von Metternich). Bardziej współczesnym przykładem będą kraje arabskie, sułtanowie Brunei i Omanu a także saudyjski król Salman ibn Abd al-Aziz es-Saud. Powód takiej a nie innej oceny tych monarchii jest jasny: są to kraje obce kulturowo Europejczykom, w dodatku wychowanym na wywiadach i książkach Oriany Fallaci, „amerykańskim śnie” i atakach terrorystycznych. Jednak monarchia jako słowo nabrała do tego stopnia złych konotacji, że KRLD nazywamy quasi-monarchią, mimo iż jest to państwo komunistyczne, a definicją monarchii nigdy nie było dziedziczenie władzy z ojca na syna. Na to nazewnictwo wpływ mają te kwestie, o których wspomniałam – definicja monarchii jako sprzężonej z religią (boskość Kimów manifestowana chociażby świętami narodowymi z okazji ich urodzin czy też mitami o urodzajnych drzewach w miejscu przebywania Kim Ir Sena), despotyzm i autokracja (tu jest to do tego stopnia zakorzenione, że w historiografii pojawia się nazywanie Józefa Stalina „czerwonym carem”; powstała nawet książka o tytule „Stalin: the Court of the Red Tsar’ autorstwa Simona Sebaga Montefiore wydana w 2003). Dochodzi też kwestia braku zakorzenienia długotrwałych dyktatur (nawet rządy Salazara nie sięgały 50 lat, tak jak w przypadku rządów Ludwika XIV) i ciągnących się wiekami dynastii, chociażby Habsburgów, z której wynika kierowanie autokratycznych rządów w stronę korony, z którą notabene powiązane są słowa takie jak „samodzierżawie” „samowładztwo” wskazujące na rządy w rękach jednostki.

Odnosząc się z kolei do popkulturowego podejścia na zasadzie celebrytów należy zauważyć charakter dzisiejszych monarchii oraz ich sposób przedstawiania. Tu pod lupę pójdą obecne koronowane głowy europejskich rodów, a także członkowie rodzin królewskich. Można powiedzieć, że od czasów ostatecznego dobicia ancien regime’u, czyli końca Belle Epoque w 1914, postać króla, królowej, księcia ulegała równaniu ze zwykłym obywatelem, czego najlepszym przykładem będzie wychodzenie do klubu w towarzystwie Freddiego Mercury’ego Lady Diany czy też sytuacja sprzed paru lat, kiedy to król Norwegii dostał mandat drogowy. O ile idea egalitaryzmu w stosunku do reprezentacji kraju jest dosyć zrozumiała, szczególnie mając na uwadze demokratyczny charakter europejskich państw, gdzie politykiem może zostać dowolna osoba, o tyle za poważny problem monarchiści powinni uznać kreację celebrycką pojęcia „monarcha”. Nie brakuje informacji na temat prywatnego życia Windsorów, związków księżniczek skandynawskich, czy też królowej Letycji w jednej rubryczce z plotkami na temat Ariany Grande. Dużą rolę odgrywa tutaj wszechobecny przemysł filmowy. Wziąwszy pod lupę produkcję Netfliksa „The Crown” można zauważyć celowe wchodzenie w nieznaczące dla historii światowej wątki (jak chociażby osobiste relacje Elżbiety z Margaret Thatcher), przedstawione w sposób typowy dla amerykańskich seriali – czyli gombrowiczowski sposób wypowiedzi bohaterów (teatralny, przesycony emocjami), nienaturalne dialogi, do przesady wyrażana mimika postaci. O wadach i zaletach wszelkich pophistorycznych produkcji można dyskutować godzinami, szczególnie, kiedy w wielu z nich ogrom filmu zajmują sceny erotyczne. Ale tu pojawia się kolejna kwestia. Popkultura czasem wręcz zmienia historię, tak jak w przypadku czarnej Anny Boleyn, gdzie postać, której wręcz nagminnie przypisuje się pozytywne cechy, wpisywana jest w nurt lewicowo-liberalny. Idzie to w parze z całą resztą seriali i filmów, gdzie dobry bohater będzie gejem. "silną niezależną kobietą” (która wyprowadza się od toksycznej rodziny niczym Rachel z „Przyjaciół”), albo sierotą z przedmieścia, osiągającą sukcesy w szkole. 

Reasumując, mamy 2 prądy, oba skrajnie szkodliwe dla mentalności społecznej. Niezależnie, czy jest się monarchistą czy nie, można zauważyć gołym okiem, że za takimi przedstawieniami kryją się nie tylko walki polityczne przeciwko środowisku monarchistycznemu, lecz także przeciwko całemu konserwatywnemu a wręcz hierarchicznemu społeczeństwu, gdyż rykoszetem mogą dostać nacjonaliści, jako ci, którzy chcą silnego przywódcy. Za popkulturowym przedstawieniem króla idzie też zakłamywanie historii – nie ma znaczenia, czy mówimy o czarnej Boleyn, czy o Platonie, wielkim przeciwniku marksizmu-leninizmu; mamy tu do czynienia z zakłamywaniem historii. Stoi tu też widmo innego problemu: skrajnej indywidualizacji społeczeństwa, które odrzuca jakiekolwiek spoiwo niezależnie, takie jak król i państwo, i jest niezdolne do wyznawania jednej idei, co stanowi problem dla każdego konserwatysty, narodowca, tradycjonalisty jako tych, którzy chcieliby nadać mu ład.

 

Hanna Szymerska

 

Kategoria: Myśl, Polityka, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Grzegorz pisze:

    Proszę Autora o bezpośredni kontakt w sprawie "Aten Roztocza" Ks. Prof. Guza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: