Rękas: Z grobu powinien wstać Piłsudski!

| 13 maja 2021 | 1 Komentarz

Jak co roku powtarzam: nie uczestniczę w rytualnych, rocznicowych połajankach o Józefa Piłsudskiego. Nie widzę w nich najmniejszego nawet sensu, a i niewiele pożytku, za to obawiam się skutków zbyt gwałtownych wyskoków przeciw kultowi marszałka, ułatwiających tylko, by pod jego opuszczane i opluwane dziedzictwo skwapliwie podszywały się różne kanalie.

Również co roku zauważam, że ofiary zamachu majowego zostały już godnie opłakane (podobnie zresztą jak i wiele innych ofiar narodowych polskich, zwłaszcza z XX wieku). Należy im się jeszcze godny WSPÓLNY pomnik – i można zająć się nie tylko problemami współczesnymi, ale również rozważaniami jak do ich rozwiązywania dla dobra Polski wykorzystywać TAKŻE legendę (i faktyczny dorobek) marszałka Piłsudskiego. A wszystko to nie zatracając ani o milimetr zdrowego krytycyzmu tak wobec niego, jak i każdej innej postaci z naszych dziejów. Zwłaszcza, że ich już właściwie nie mamy. Ani postaci, ani samodzielnych dziejów…

Tęsknota za samodzielnością

Mało mnie też od dłuższego czasu ekscytują skądinąd zapewne prawdziwe informacje o zewnętrznych inspiracjach a to akcji legionowej, a to zwłaszcza przewrotu 1926 r. Gdy bowiem czytamy dziś, że za tym drugim stały nadzieje, interesy i pieniądze Brytyjczyków – to jest to wszak nie nowość. Gdy jednak dochodzi się związków zamachowców z Sowietami – o, to już zagadnienie ciekawsze i z pewnością warte zbadania, zwłaszcza w archiwach moskiewskich. której, jak wszak wiadomo, niczym rękopisy – nie płoną…

Zresztą, nawet opierając się na obecnym zasobie danych zauważyć należy, że jeśli nawet Brytyjczycy uważali Piłsudskiego za swojego człowieka i wsparli/zlecili przejęcie przez niego władzy w Polsce, by móc użyć go przeciw Sowietom, tj. albo do wywołania wojny, albo groźby wojny, pozwalającej na zawarcie korzystnych dla UK umów gospodarczych z ZSSR (do tego drugiego zresztą faktycznie doszło) – to potem szło im co najmniej równie średnio, jak każdemu innemu, kto sądził, że będzie sobie z Piłsudskim pogrywał na własną melodyjkę. Mógł sobie bowiem na różnych etapach swojego życia Ziuk być agentem japońskim, austriackim, niemieckim, brytyjskim czy masońskim – a i tak per saldo nic z tego nie wynikało, bo marszałek nigdy nie był ogonem, ale zawsze tym sprytnym owczarkiem, co innymi macha. No przykro mi, mogę wielu aspektów i skutków polityki Piłsudskiego nie lubić – ale jego osobowość wprost wykluczała jakąkolwiek niesamodzielność. A była ta cecha absolutnie nieosiągalna dla któregokolwiek (niemal) ze współczesnych polityków w Polsce! Choćby za to już nadwrażliwców nie powinny drażnić popiersia marszałka…

Tęsknota za przełomem

Jeszcze ciekawsze są pojawiające się jednak tu i ówdzie nieśmiało hipotezy robocze odnośnie sowieckiego wpływu na akcję zamachową’26. No przecież gdyby była to prawda – czy nie okazałoby się znów, że to Stalin miał najlepsze rozeznanie i spraw polskich, i psychologii (potencjalnych) partnerów? Wszak to właśnie Piłsudski był tym i to bodaj jedynym sposobnym polskim politykiem, który ostatecznie zawarł pakt ze Stalinem i Sowietami! Nb. cieszy, że ukazują się kolejne prace przybliżające sowiecki punkt widzenia właśnie na zbliżenie II RP i ZSSR z lat 30-tych. W interesującej książce dra Krzysztofa RakaPiłsudski. Między Stalinem a Hitlerem” znajdujemy np. echa moskiewskich rozmów wysłannika marszałka, red. Bogusława Miedzińskiego z red. Karolem Radkiem, upełnomocnionym przez Stalina. I reakcje obu przywódców wyraźnie świadczące na uwadze przykładanej przez ich do dalszego zacieśnienia współpracy! Z innych z kolei źródeł wiemy, że Stalin wyraźnie czekał na deklaracje i działania polskie, zwłaszcza zmierzające do wspólnych akcji antyniemieckich (i zachodnioseceptycznych) jako logiczny dalszy ciąg układu z 1932 r. Wystarczy w tym zakresie sięgnąć do akt Kaganowicza, którego Stalin w tym zakresie instruował. A z kolei marszałek również nie był bynajmniej przeciw i też jak swój sowiecki odpowiednik ganił współpracowników za nadmierną opieszałość w dokonywaniu konkretniejszych ustaleń Taka sieć kontaktów Piłsudski-Stalin istniała co najmniej przez lat kilka, pod sam koniec życia marszałka. Niestety, pod sam koniec…

Jeśli bowiem możemy dziś krytykować jakieś trwalsze w skutkach pomyłki i błędy przywódcy Polski – to jedną z największych i najszkodliwszych z nich był… Józef Beck. Człowiek przez całe życie (niestety, także polityczne) w istocie zupełnie bierny – a tworzący pozory aktywności zupełnie nie w porę. Polityk (?), który nie tylko płynął z wydarzeniami, ale kompletnie nie rozumiejąc co się wokół niego i dlaczego dzieje – potęgował tylko rozpaczliwie wrażenie tajemniczości przez swe chaotyczne ruchy. Co gorsza, po tragicznym 1935 r. Becka chroniła opinia, że na pewno wie co robi, bo przecież (jego też…) sam Komendant nam go dał!

A na czym naprawdę polegał paradoks? Piłsudski wybrał Becka, wziął go do terminu właśnie gdy… urwał się Anglikom, co odpowiada na wątpliwość z początku naszych rozważań. Odstawka, a następnie dymisja ministra Augusta Zaleskiego miała tu znaczenie nie tylko symboliczne. Marszałek wymienił ministra po to, by polską polityką zagraniczną przestano sterować z Foreign Office. A tymczasem, jak wiemy – ostatecznie to Beck właśnie zrzekł się ostatecznie polskiej suwerenności na rzecz UK[i]

W tym właśnie kontekście, polityki międzynarodowej i nie tylko przez pryzmat historii alternatywnych – nie można pozycji marszałka Piłsudskiego w naszej historii ograniczać do krótkiego „za” bądź „przeciw”. Bo to dziecinada i spłycanie tematu. Tematu z istoty swej fascynującego, bo odnoszącego się do prowadzonej przez marszałka bodaj czy nie ostatniej samodzielnej rozgrywki dyplomatycznej Polski i to granej tak, że wyprzedzała swą epokę! Na zbywanie takich okazji do myślenia jakimiś memami czy grubymi dowcipasami – polskiego myślenia politycznego po prostu nie stać.

Tęsknota za zamachem stanu

I jeszcze na koniec wpisu zaczętego od deklaracji czemu dyskutować nie będę – oczywiście ton dyskursywny. Z nieodmienną sympatią, ale i rozbawieniem przeczytałem w niedawnej filipice prof. Witolda Modzelewskiego krytykującej kult Piłsudskiego, iż jest on zły także dlatego, że „patronem jakiegokolwiek demokratycznego kraju nie może być puczysta”. Ahistoryczność tego stwierdzenia zostawmy na boku, równie anachroniczne jest bowiem zdanie poprzednie: „Największym osiągnięciem ostatnich trzydziestu lat jest przecież ugruntowanie ustroju demokratycznego, który jest jedyną legitymacją dla naszych rządów” i dalsze rozważania o samoistnej jakoby wartości ludowładztwa.

Rzecz jasna rozumiem, że akurat w latach 90-tych XX wieku p. prof. Modzelewski zajęty był czynnym uczestniczeniem w rządach solidarnościowych, co zaburza jego wspomnienia – przypomnę jednak, że tzw. ogół wierzył wówczas powszechnie, że żyjemy w remaku II RP. Tzn. może i jest bałagan, ale w końcu Marszałek, czyli Wałęsa odkryje pasjansa, zrobi znowu przewrót i będzie wreszcie porządek. Tego właśnie klimatu nie wyczuwał Michnik, gdy w 90-tym roku nawet kajak kojarzył mu się z Wałęsą: "bbbooo kaaajak zrrororbiony jest z dyyktttty, a grozi nam dyykttttatura Wałęsy!" – a niemal wszyscy mruczeli, że już się nie mogą doczekać. Nie łapali też tego Olszewski, Kaczyński i Parys, gdy oskarżali Wałęsę o spisek z gen. Wileckim w celu dokonania przewrotu, kwietniowego, majowego, a w końcu czerwcowego. A zwykli ludzie powtarzali "No to niech go, k… a zrobi nareszcie!". I nie, nie chodzi o idiotyczne z dzisiejszej perspektywy porównywanie Wałęsy z Piłsudskim. Rzecz w tym, że dla ówczesnych właśnie dokonany przez marszałka zamach – był wartością. Ba, był dopełnieniem patriotyzmu i – tak, tęsknotą polskiej czernuchy i smuty…

Natomiast demokratyczna legitymizacja władzy żadną miarą wartością bynajmniej NIE BYŁA u zarania III RP i śmiem twierdzić, że nie jest nią nadal. I poniekąd słusznie to naród wyczuwa(ł), bo przecież „demokracja” i tak z reguły oznacza realną oligarchię, a w III-RP-owskim przypadku w dodatku nie naszą i zagraniczną. Dlatego właśnie jeszcze u progu lat 2000-nych śpiewano raczej:

 

Biadoli gryzipiórków wielu na recydywą PRL-u.

I grzmią jak grom inteligenci, że się komuna znowu kręci.

Gdy narodowa trwa rozwałka – jakże brakuje nam Marszałka!

 

Prezydent dzielnie sieje zamęt, rozdebatował się parlament,

Rząd tylko zrzędzi zamiast rządzić – nie wiem, co o tym wszystkim sądzić!

Gdy bajzel robi się nieludzki, z grobu powinien wstać Piłsudski!

 

Chowają Polskę do kieszeni dorobkiewicze, biznesmeni.

Miała być święta rewolucja a nie złodziejstwo i korupcja.

Praktyczną się wydaje teza, łotrom pisana jest Bereza!

 

Antysemicka w prasie draka, to bicz odwieczny na Polaka.

Kto wierzy w politykę czystą jest oszołomem i faszystą!

Gdy zgraja łotrów tkwi na górze, marzę o małej dyktaturze!

 

Kto pospolitą rzecz oczyści, skoro u steru komuniści

Kto demokrację rozdziewiczy – motłoch powinien być na smyczy!

Jeśli ockniemy się nie w porę, znowu załatwią nas rozbiorem.

Znowu załatwią nas rozbiorem… Znowu załatwią nas rozbiorem!

 

I nie wiem jak Państwo, ale ja to sobie nadal nucę.

 

Konrad Rękas

 

 


[i] Pomińmy już w tym momencie, że jednocześnie Piłsudski sam pozwolił swym fatalnym pomagierom gospodarczym unicestwić własny zwrot międzynarodowy. W tym samym bowiem momencie, w którym nie poszedł na zlecaną mu przez Brytyjczyków wojnę z Sowietami, w 1927 r. – Polska przystąpiła do Gold Standard. A zatem uciekając Foreign Office – podporządkowaliśmy się City, co jest jednak tematem na inną opowieść.

 

 

 

Kategoria: Historia, Polityka, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. W.L. Lambui pisze:

    Aby znowu chcieć przehandlować Wielkopolskę z Poznańskim w zamian za koncesje na Wschodzie? Co to, to NIE!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: