Przyznam się bez bicia, że do środy (tj. 6 stycznia 2021), miałem nadzieję, że wyborczy szwindel Partii Demokratycznej zostanie odrzucony. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, wiceprezydent Mike Pence okazał się człowiekiem przekupnym, lub po prostu pozbawionym kręgosłupa tchórzem.

Wygląda na to, że macki covidowej mafii, przebudowującej nasz świat, są naprawdę lepkie. I dalekosiężne. Nawet zainscenizowany, teatralny, chociaż krwawy, szturm na Kapitol pod przywódctwem aktora, rogatego Jake’a Angeli,  nie zrobił większego wrażenia na nikim.  

Jak każdy konserwatysta, nie należałem do grona bezkrytycznie zapatrzonych w odchodzącego prezydenta Trumpa.  Uważam jednak, że jego wybór, byłby lepszym dla naszego, wymierającego rodzaju. Dlaczego? Dlatego że, sprawujący rządy nad Ameryką powinien kierować swoją politykę w obrębie pięciu zasadniczych punktów,  które lubię nazywać piątką Buchanan’a. Mianowicie:

  1. być przeciwnym powszechnej aborcji, postulując prawdziwie praktyczne środki zapobiegawcze wobec jej praktyki, i sympatyzujący (a przynajmniej nie otwarcie im przeciwny) ze środowiskami pro-life.
  2. Opowiadać się za ochroną praw rodziców w kwestii wyboru wielodzietności i podstawowego prawa do wychowania własnego potomstwa – czyli ochrony rodziny, która jest budulcem państwa.
  3. Dbać o fizyczne bezpieczeństwo swojej ojczyzny, poprzez zapewnienie jej adekwatnej obrony militarnej.
  4. Głosić chęć zaprzestania prowadzenia wojen niesprawiedliwych i ingerowania w wewnętrzne sprawy innych państw.
  5. W końcu, przestrzegać zasad państwa prawa.

Bez zająknięcia (i lewicowych dywagacji), można stwierdzić, że Donald Trump i jego obóz trzymali się czterech z tych pięciu punktów. A jedyną, bezpodstawną ingerencją w sprawy innych państw, był zamach na generała Kasema Sulejmaniego.

A zatem cóż się stało w 2020? Czy nie starczyło tradycyjnego elektoratu? Covid-panika? Ingerencja sił covidowo – globalistycznych? Gra medialna? Tak. Ale przecież nie da się ukryć, że ogromny wpływ na sytuację miały machlojki wyborcze. Myślę, że tak czy inaczej DT stracił na poparciu społecznym, a przyczyną stał się jego niewyparzony język. W roku 2016 napisałem, że jako głowa państwa nie będzie przywiązywał uwagi do politycznych niuansów, będzie mówił to, co ma na myśli, obrażając tych, których powinien obrażać, jak również tych, których obrażać nie powinien. Tak też było. Jednak ludzie z jego otoczenia okazali się zbyt mało wpływowi, słabi lub zmęczeni na tyle, aby pozwolić mu na kopanie własnego dołu.

Dlaczego nie wprowadzono w USA stanu wyjątkowego w efekcie pierwszych zamieszek BLM? Gdzie byli doradcy? Silna ręka? Czas na te rozważania jeszcze przyjdzie.

W moim przekonaniu w błędzie są ci, którym wydaje się, że teraz rząd Stanów Zjednoczonych, pochłonięty sprawami wewnątrzkrajowymi, odpuści reszcie.

Świat czeka powrót Ameryki finansującej machinę aborcyjną tzw. trzeciego świata. Rozsiewającej nasiona daleko posuniętego genderyzmu i feminizmu, ekologizmu i poprawnosci politycznej.

To powrót rozwydrzonego i rozpuszczonego Józia na podwórko, powrót do ostrej gry w państwa i miasta.

 

Arkadiusz Jakubczyk