Bachmura: Strażnicy tradycji tradycję zwalczający

| 17 lipca 2021 | 4 komentarze

Odkąd na dobre związałem się z Mszą Wszechczasów obawiałem się decyzji, którą podjął Franciszek, a ta obawa zawsze gdzieś z tyłu głowy atakowała, z jednej strony nakazując mi cieszyć się tym co mam, a jednocześnie wciąż pozwalając sobie marzyć, że być może doczekamy się w końcu parafii personalnej, która pozwoli zakończyć ten schizofreniczny dualizm przyporządkowania do terytorialnej parafii, z którą styczność mam raz do roku przy okazji kolędy oraz faktycznego związania się ze wspólnotą tradycyjnego duszpasterstwa. W śmielszych marzeniach pozwalałem sobie żywić nadzieję, że kiedyś doczekamy się jakieś odrębnej formy prawnokanonicznej, jakiegoś ordynariatu dla „tradycjonalistów”. Niestety dziś już wiemy, że są to mrzonki, nie tylko nie będzie parafii personalnej, ale za chwilę może już nie być niczego.

Podwójnie smutne jest to dla mnie z tego powodu, że właśnie mogę „świętować” pełną dekadę swojej bytności na Starej Mszy (a przynajmniej w przybliżeniu, pamiętam wszakże, że było to latem 2011 roku, gdy skończyłem liceum i szykowałem się do pierwszego roku studiów – być może lipiec właśnie, jeśli mnie pamięć nie myli). Ścisła, wówczas, reglamentacja tego cennego Skarbu z pewnością nauczyła mnie szacunku do czegoś, co w każdej chwil można utracić, a jednocześnie marzyłem, by jedna Msza w miesiącu zamieniła się na Mszę we wszystkie niedziele i święta nakazane. Rzeczywistość przerosła marzenia, bo z jednej niedzieli w miesiącu przeszliśmy na codzienną Mszę Św. A nawet dwie. Dziś to dzieło jest zagrożone, bardziej niż kiedykolwiek od swych narodzin.

Przyznać muszę, że rozpoczynając lekturę motu proprio papieża Franciszka poczułem się, jakbym dostał siarczysty policzek. Trudno jest mi nie oprzeć się wrażeniu, że Jego Świątobliwość posunął się tu do jakiegoś wyrafinowanego szyderstwa, rozpoczynając dokument od słów „Traditionis custodes”. Zaiste, ciężko papieżowi zarzucić, że formalnie nie ma racji, gdyż kto, jeśli nie biskup – następca Apostołów, pozostający w łączności z Rzymem, powinien być strażnikiem tradycji. Gdy jednak patrzy się na współczesny Kościół, prędzej można odnieść wrażenie, że współcześni strażnicy tradycji są raczej rozsianymi w całym Kościele partyzantami, ukrytymi wśród hierarchów, zwykłych księży, zakonników i, wreszcie, laikatu. Jednak następcy Apostołów na obronę tradycji (ani Tradycji) czasu nie mają, gdyż muszą go oszczędzać na rozliczenia się z rozlicznych grzechów, które wyniszczają całą naszą wspólnotę. Nie mają czasu, gdyż muszą go poświęcać na dialogowanie z tymi, którzy sprzeciwiają się Prawdzie, którzy oddają cześć pogańskim bożkom – po tak ciężkiej pracy trudno dziwić się, że nie znajdują czasu na jeszcze jeden dialog – z katolikami, którzy zatroskani są o losy Kościoła i przywiązani do tego, co uświęcone przez wieki.

Będzie więc ścisła cenzura treści katolickich w środowiskach tradycyjnych. Bynajmniej pod kątem ortodoksji, lecz pod kątem zgodności z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, bo to on jest dziś punktem odniesienia do tego, co rzekomo katolickie, a co nie (mimo, że nie ma ku temu podstaw). A nawet nie tyle zgodności z nauczaniem ostatniego soboru, ale fałszywego wyobrażenia o nim, gdyż współczesne duszpasterstwo niejednokrotnie z tymi wytycznymi się rozmija. Nie będzie nowych parafii personalnych. Nie będzie nowych duszpasterstw. Najprawdopodobniej nie będzie nawet wielu z tych Mszy Św., które już są, ponieważ papieski dokument ruguje Mszę św. Piusa V z kościołów parafialnych, nakazując znaleźć odrębne miejsce celebracji – wiadomo, że nie każda grupa wiernych będzie w stanie takie miejsce uzyskać. Kapłani chcący odprawiać Mszę Wszechczasów, a nawet ci, którzy już ją odprawiają, muszą ubiegać się o zgodę biskupa – osobiście mam przeczucie, że szybko zamieni się to w listy proskrypcyjne, które hierarchowie z chęcią wykorzystają, by utrudnić życie co bardziej ortodoksyjnym kapłanom.

Jak na ironię, ze słów Jego Świątobliwości bije troska o jedność Kościoła i chęć zapobieżenia tym, którzy negują jego naukę. Tak, w ruchu Tradycji katolickiej. Nie w Kościele w Niemczech, który pod rewolucyjnymi sztandarami sześciu barw trwa w faktycznej schizmie. Nie wśród tych, którzy dopuszczają się lub pochwalają grzechy przeciw naturze, domagając się uznania swoich „praw” w Kościele. Nie, nie tam. Problemem są ludzie, którzy domagają się od Kościoła Mszy, którą im niesłusznie zabrano oraz nauki, którą głoszono przez wieki. Owszem, ma rację Ojciec Święty, dopatrując się problemów w środowiskach Tradycji. Nie brak przecież wiernych, którzy trwają w mentalnej schizmie, nie uznając papieża, a jednocześnie uczęszczając na Msze Św. sprawowane w Komunii z Rzymem. Decyzja papieska to woda na młyn dla tych ludzi, którzy z pewnością dziś są dalej od powrotu do Komunii, niż byli przed kilkoma dniami. Tylko czym zawinili pozostali? Jeśli we współczesnym Kościele jest miejsce dla grzeszników, którzy swoimi występkami się szczycą, to jakim cudem Kościół ten nie może pomieścić tych, którzy chcą pozostać wierni jego nauce? Jeśli co bardziej rewolucyjnie nastawiona grupa tradycjonalistów (sic!) rzutuje na wszystkich wiernych przywiązanych do Starej Mszy, to kiedy możemy oczekiwać anathemy wobec niemieckich katolików i wezwania do pokuty i nawrócenia? Porównując skalę i oczekując konsekwencji w działaniu – takiego ruchu należałoby się teraz spodziewać.

Zachodzi pytanie co dalej? Zapewne wkrótce miejsc celebracji ubędzie. W przeoratach Bractwa św. Piusa X z pewnością strzeliły korki od szampana, gdyż dla wielu dziś stanie się jasne, że tylko tam mają pewność, iż dostęp do tradycyjnej Mszy Św. oraz ortodoksyjnej doktryny zostanie im zapewniony. Inni, mniej przywiązani do Starej Mszy, być może po prostu „wrócą do szeregu”, podporządkowując się twierdzeniu, jakoby jedynym rytem była Msza Św. Pawła VI. Jakąś formą „przeczekania” są też z pewnością ryty wschodnie. Osobiście zachęcam w tych dniach szczególnie  do modlitwy za Kościół i Ojca Świętego, w nadziei, że jego sukcesor wycofa się z tej tragicznej w skutkach decyzji. Wylewanie żali niczego nie zmieni, choć być może pozwoli wyrzucić z siebie to, co z pewnością wszyscy myślimy, a ostateczną decyzję co dalej każdy i tak będzie musiał podjąć we własnym sumieniu – tym bardziej, że na razie nie wiemy jak będzie wyglądać praktyczne stosowanie nowego prawa – choć powody do obaw są w pełni uzasadnione.

 

Sebastian Bachmura

Kategoria: Myśl, Publicystyka, Religia, Sebastian Bachmura, Wiara

Komentarze (4)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Bolesław Obara pisze:

    "Zapewne wkrótce miejsc celebracji ubędzie. W przeoratach Bractwa św. Piusa X z pewnością strzeliły korki od szampana" – bardzito nieeleganckie sformułowanie. A to są jacys gorsi katolicy? I co, tylko czyhają, żeby przygarnąć porzucone owieczki? Co za myślenie! Co za mentalność!

  2. okirex pisze:

    @Bolesław Obara

    Bractwo Piusowe jest poza Kościołem Rzymskim, gdyż nie uznaje zwierzchności Papieża! Pytanie należy postawić inaczej: Czy takiego "Papieża" hertyka można uznać będąc wierzącym katolikiem kochającym Chrystusa?!

    Ja sam mam z tym największy problem! 

  3. stary koń pisze:

    mimo wszystko musimy się za Niego modlic…….

  4. Jakub pisze:

    @okirex Proszę się doinformować zanim zacznie Pan wypowiadać się na tematy o których nie ma Pan pojęcia, Bractwo uznaję zwierzchność Papieża Franciszka, jedynie występuję przeciwko głoszonym przez niego naukom sprzecznym z tradycyjnym nauczaniem Kościoła, zresztą poza pewnymi wyjątkami nawet przez tą modernistyczną część hierarchii jest traktowany jako część Kośćioła a w szczególności tych hierarchów którzy są w jakiś sposób powiązani z tematem bractwa oraz dialogiem z nim.  Co do domniemanej "heretyckości" Papieża, to i w tym wypadku kapłani Bractwa pouczają iż nie w naszej gestii leży stwierdzanie tego czy sprawujący obecnie pontyfikat Papież jest heretykiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: