To kolejna „cegła” tego autora, którą kupiłam po wstąpieniu na tron obecnego premiera (zwanego przeze mnie po cichu Bismarckiem). Ano, jeśli oni nie lubią Roszkowskiego, z którego ja się uczyłam do matury w czasach postkomunistycznych, to warto wiedzieć, dlaczego dokładnie.
Miałam opory, bo czytać prawdę o komunizmie, no, nie jest zajęciem na wieczór, po przyjściu z pracy. Ale profesor świetnie pisze. Pisze tak, że książkę pochłonie bez problemu i maturzysta, i publicysta. Nie mogłam się od niej oderwać.
„Komunizm światowy. Od teorii do zbrodni”, jak wynika z samego tytułu składa się z dwóch części. Pierwsza to tło prawne i polityczne, a są nim zbrodnie, ludobójstwo, przestępstwa. Potem, korzenie ideologiczne: rewolucja, marksizm, wojujący ateizm, bolszewizm… A potem najgorsze: praktyka, którą ciężko zamknąć w książce, bo komunizm jest przecież wiecznie żywy i nie doczekał się swojej Norymbergii. Komunistyczna „Praktyka” to nic innego niż historia burzenia cywilizacji. To, w co celowali z enkawudowskiego pistoletu, a celowali na ślepo we własność prywatną, hierarchię społeczną, religię, narodowość… Roszkowski tłumaczy to w świetle historii kolejnych narodów.
Marksiści nie chcieli świata interpretować, tylko chcieli go zmieniać. Efektem tych „zmian” były głód, więzienia, tortury i różne zboczenia, jak kanibalizm. Prof. Roszkowski wykazuje właściwie, że nie ma komunizmu lepszego i gorszego, on zawsze prowadzi do zbrodni. Do tego przypomina, jakich ten nieludzki system miał fanów w postaci naszych Dzierżyńskich i Marchlewskich, a ilu zwolenników w Europie Zachodniej. Jaki zasięg miała sowiecka propaganda, dzięki której Sowieci – fizycznie nawet nieobecni w krajach zachodnich – świętowali i świętują tam swoje zwycięstwo. „Z punktu widzenia Zachodu” zamyka tę książkę. W tym rozdziale wracamy do rzeczywistości: jak najbardziej unijnej.
Aleksandra Solarewicz
W. Roszkowski, „Komunizm światowy. Od teorii do zbrodni”, Kraków 2022
