O’Reilly: Sześciu Męczenników z Leon

| 6 kwietnia 2021 | 0 Komentarzy

Wielu tych, którzy oglądali już film „For Greater Glory”, ze zrozumiałych względów zadziwiła odwaga młodego męczennika, José Sáncheza del Rio, lat 13. W trakcie meksykańskiej wojny domowej z lat 1926 – 1929, znanej jako La Cristiada, wydarzyły się setki podobnych epizodów, a wielu Cristeros umierało z okrzykiem Viva Cristo Rey!

Jeden z takich epizodów miał miejsce w mieście León, w stanie Guanajuato, jednym z najbardziej katolickich regionów Meksyku, zarazem zaś twierdzy Cristeros. Jest to historia sześciu męczenników, którzy zginęli razem, tego samego dnia. Ich nazwiska to:  José Valencia Gallardo, Salvador Vargas, Ezequiel Gomez, Nicolas Navarro, José Agustín Ríos i José Gasca.

Wszyscy byli członkami ACJM (Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Meksykańskiej), ogólnokrajowej organizacji, stawiającej sobie za cel obronę praw Wiary Katolickiej.  José Valencia Gallardo, przywódca grupy, założył gazetę o nazwie Głos Ludu, w której opisywano niezliczone okropności, jakich względem Kościoła dopuszczał się masoński i do głębi antyklerykalny rząd Callesa.

Po wprowadzeniu antyklerykalnej konstytucji z roku 1917 prezydent Plutarco Elias Calles rozpoczął otwarte prześladowania Kościoła i katolików w roku 1926. Zagranicznych księży wydalono z kraju, kościoły i instytucje katolickie zamknięto, a klasztory zdelegalizowano.

Na łamach Głosu Ludu Valencia Gallardo odważnie potępiał te okropności i nawoływał do podjęcia akcji po stronie katolickiej. Pisał: „Już czas, by meksykańscy katolicy zbudzili się z zawstydzającego letargu, w jaki popadliśmy. Czas zrzucić sromotne jarzmo, narzucone nam przez grono osób pozbawionych skrupułów, wykorzystujących nasze tchórzostwo. Oni żerują na naszej bierności, ale to my jesteśmy winni siedząc bezczynnie zamiast bronić naszych najświętszych praw”.

Bierny opór zamienia się w walkę

Z początku ACJM i inne prowadzone przez duchownych organizacje katolickie reagowały pokojowo na prześladowania. Organizowano bojkot państwowych przedsiębiorstw w celu wywarcia presji finansowej na rząd, która miała zmusić go do ugięcia się i zezwolenia na wolne praktykowanie wiary katolickiej. Po kraju zaczęła też krążyć petycja przeciw niesprawiedliwym prawom, podpisana przez 2 miliony katolików (z ogólnej populacji 15 milionów Meksykanów).

Do listopada 1926 Valencia Gallardo przekonał się, że bojkot nie przynosi rezultatu. Przeciwnie, pokojowy opór posłużył jako pretekst do zwiększenia impetu rządowych prześladowań. Niektóre grupy katolików, przede wszystkim chłopi, w różnych częściach kraju chwyciły już za broń w obronie Kościoła i własnych rodzin. Valencia Gallardo i jego pięciu towarzyszy z ACJM ostatecznie zdecydowało o podążeniu za ich przykładem i dołączyło do oddziałów Cristeros, formujących się na przedmieściach León.

Tych 6 młodych ludzi: José Valencia Gallardo, Salvador Vargas, Nicolás Navarro, Ezequiel Gómez, Antonio Romero i Agustín Ríos, wszyscy w wieku nieco ponad 20 lat, przygotowali się do chwycenia za broń w obronie sprawy Chrystusowej.

Gdy Nicolás Navarro, 21-latek, jedyny z tej grupy, który miał już żonę, opuszczał ją, trzymającą na rękach ich syna, miała mu ona powiedzieć: „Jak możesz teraz opuszczać mnie i nasze dziecko?”, przyszły męczennik odpowiedział:  „Gdy mój syn dorośnie, powiedz mu: Twój ojciec umarł za swoją religię. Muszę iść nawet za cenę osierocenia mojego syna. Tym, co się dla mnie liczy, jest stanąć w obronie sprawy Jezusa Chrystusa”.

Żegnając się ze swoją matką, Ezequiel Gomez, lat 24, miał jej powiedzieć: „Jestem gotów umrzeć jeżeli Nasz Pan zażyczy sobie mojej krwi, by ocalić kraj”.

Zdrada

Na początku 1927 opór był szczególnie mocny w katolickich regionach na północnym wschodzie kraju, gdzie powstanie przybrało charakter masowy. Dla armii federalnej wydawało się to korzystne z uwagi na możliwość koncentracji całych sił tylko w obrębie jednego regionu. Generałowie zauważyli jednak, że każde zwycięstwo było krótkotrwałe. To, co zdobywano jednego dnia, dzień później, gdy armia maszerowała dalej, odbijali Cristeros. 

W Guanajuato doszło do serii wystąpień w odpowiedzi na powstanie w sąsiednim stanie Jalisco. 27 grudnia 1927 delegaci z różnych miejscowości zjechali się do Leon na tajne spotkanie, na którym uzgodniono, że w samym mieście oraz miejscowościach przyległych powstanie powinno się rozpocząć 3 stycznia 1928, nie zaś 1 stycznia – jak planowano wcześniej.

Z powodu braku scentralizowanego dowodzenia i organizacji nie wszystkie miejscowości udało się powiadomić o dokonanej zmianie. W związku z tym 1 stycznia Cristeros zajęli miasta Jalpa de Cánavas i San Diego de Alejandria, po czym z marszu wkroczyli do San Francisco del Rincón – jednej z ważniejszych miejscowości w obrębie stanu. Niestety rząd federalny został tym samym ostrzeżony o możliwości pojawienia się nowych wystąpień zbrojnych w okolicy.

W León siedmiu młodych Cristeros na czele z José Valencia Gallardo usiłowało przekonać Domitilo Floresa, szefa policji regionu Coecillo, by dołączył do ich sprawy – do której wydawał sie zresztą być nastawiony przychylnie. Jednak w ostatniej chwili Flores zdradził i dostarczył całą siódemkę do generała J. Trinidad Lópeza.

2 stycznia uwięziono ich i skazano bez sądu na śmierć. Wyrok miał być wykonany rankiem dnia następnego. O świcie zabrano ich z więzienia w celu poddania torturom, a następnie rozstrzelania.

Nicolas Navarro, który zawołał: „Odwagi bracia, pamiętajcie o sprawie, przy której trwamy!”, został pobity tak, że połamano mu zęby. Po zmaltretowaniu jego ciała cięciami szabel, żołnierze federalni zastrzelili go. Umarł wołając: „Tak, umieram za Chrystusa, który nie umiera nigdy! Viva Christo Rey!”.

Widząc to, najmłodszy z całej grupy, 20-letni Agustín Rios, zaczął łkać. José Gallardo ostro skarcił katów, po czym zachęcił towarzyszy do odważnego przyjęcia śmierci za Chrystusa i Dziewicę z Guadalupe. Gallardo został pobity w celu uciszenia go. Gdy odpowiedział zawołaniem Viva Christo Rey!, żołnierze odcięli mu język i drwili: „Teraz mów”. Gallardo, który w międzyczasie zdołał uwolnić jedną rękę ze sznurów, którymi przywiązano go do pala, wzniósł ją i palcem wskazał na Niebo – co było oczywistym dla wszystkich wyznaniem wiary. Doprowadzeni do furii żołnierze obcięli mu rękę i roztrzaskali głowę kolbami karabinów.

Następnie zastrzelili Jose Vazqueza, Agustina Riosa, Salvadora Vargasa i Ezequiela Gomeza. Ocalał tylko jeden – Juarez Isabel.

Odwrócona lekcja

Kaci chcieli wykorzystać sześciu męczenników jako przestrogę dla innych. Zabrali ich ciała na główny plac León, na wprost pałacu gubernatora, by tam wystawić je na widok publiczny.

Gdy Doña Martina Gallardo, matka José Valencia Gallardo, zarządała wydania ciała jej syna, spotkała się z odmową. Odpowiedziała: „To bez znaczenia, że odmawiacie mi wydania ciała mojego syna, gdyż dziś rano ofiarowałam jego duszę Najświętszemu Sercu”. Gdy wreszcie wydano zgodę na oddanie jej szczątków, ucałowała zmasakrowane stopy i zawołała: „Męczennik! Dziękuję Ci, Matko, bo on należy do Ciebie”.

Stając przed ciałem swego syna, matka Ezequiela Gómeza powiedziała: „Synu mój, módl się za swoją matkę i swoich braci i siostry, tak, byśmy mogli pójść za twoim przykładem. Z pewnością jesteś w Niebie!”.

Kilka godzin później 200 Cristeros wkroczyło do miasta. Mając zaledwie kilka karabinów ruszyli w stronę koszar, zaatakowali żołnierzy lojalnych wobec rządu i rozbroili ich. Miasto León wyprawiło uroczysty pochówek sześciu zamordowanym. Są oni dziś upamiętnieni jako Sześciu Męczenników z León.

Kolejna grupa męczenników Chrystusa Króla! Młodzi, hojni, prawdziwi bohaterowie narodu meksykańskiego, którzy zginęli broniąc najszlachetniejszego z ideałów, oddali życie za sprawę społecznego Panowania Chrystusa Króla i w obronie Kościoła przez masońskim prześladowaniem.

 „Lepiej umrzeć niż stać biernie w obliczu zła, które panoszy się w naszym kraju” – mówił wraz ze swoimi towarzyszami José Valencia Gallardo, gdy przyszło im dołączyć do Cristeros. Sześciu męczenników z León dołączyło do setek innych Meksykanów, którzy woleli oddać życie, niż widzieć zbrukanie Wiary Katolickiej.

 

Hugh O’Reilly

Tłum: Mariusz Matuszewski

 

Kategoria: Historia, Publicystyka, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: