Nawrot: Kurdyjska lekcja dla Polski

| 23 czerwca 2021 | 2 komentarze

,,Sojusze zawarte pomiędzy państwami zbyt daleko od siebie położonymi i nierównie silnymi są często sojuszami egzotycz­nymi.[…..] Sojusze są jak małżeństwa; najbardziej jest naturalne, gdy pobierają się ludzie tej samej sfery, podobnych zamiłowań i nie­zbyt różnego wieku. Najnaturalniejsze sojusze są sojuszami państw sąsiadujących ze sobą. Jeśli zniszczenie jednego państwa pociąga za sobą zniszczenie drugiego państwa, to sojusz między nimi ma wszelkie cechy sojuszu naturalnego, a nie egzotycznego.’’

Stanisław Cat-Mackiewicz, ,,Polityka Becka’’

 

Wydarzenia w syryjskim Kurdystanie są świetnym przykładem, a zarazem nauczką w zakresie tego, jak wygląda polityka realna. My Polacy mamy skłonność do romantyzmu i swoistego ,,wishful thinking’’ w relacjach międzynarodowych. Musimy odrzucić ten błędny system myślenia i przyswoić sobie prawdy, jakimi rządzi się ten świat. Na początek prześledźmy skrócony przebieg najważniejszych wydarzeń, aby zrozumieć przebieg omawianego konfliktu, a następnie wyciągniemy odpowiednie wnioski dla naszej sytuacji politycznej.

Przebieg wydarzeń

Wszystko zaczęło się, gdy Stany Zjednoczone ogłosiły wycofanie swoich wojsk lądowych z terenów północnej Syrii na początku października 2019 roku. Wcześniejsza obecność USA w rejonie była spowodowana walką z Państwem Islamskim, pomiędzy nimi a oddziałami kurdyjskimi występował więc nieformalny sojusz, oparty na walce z muzułmańskimi fundamentalistami. Z faktu wycofania się Amerykanów natychmiast zechciała skorzystać Turcja, która jest po pierwsze wrogo nastawiona do Kurdów (którzy stanowią liczącą się mniejszość w tym kraju), a po drugie utrzymuje na swoim terytorium około dwóch milionów uchodźców syryjskich. Wycofanie się Stanów stanowiło znakomitą okazję dla Ankary, by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – czyli osiągnąć dwa cele polityczne za jednym zamachem. Pierwszym celem stało się rozbicie jednolitości terytorium zajmowanego przez Kurdów na styku granic Turcji, Syrii, Iraku i Iranu. Drugim stała się chęć zmniejszenia liczby uchodźców syryjskich, którzy uciekli do Turcji przed wojną domową, poprzez ich przesiedlenie na teren północnej Syrii. W dniu 9 października 2019 roku turecka armia zaczęła operację ,,Źródła Pokoju’’, której celem strategicznym było zdobycie i utrzymanie pasa terenu wzdłuż syryjskiej granicy. Oczywiście, ze względu na przewagę militarną, Ankara osiągnęła kontrolę nad znaczną częścią pożądanych terytoriów. Opór militarny Kurdów został złamany i spowodował ucieczkę części tamtejszej ludności cywilnej. Na dodatek w dniu 22 października 2019 roku Turcja i Rosja osiągnęły porozumienie w sprawie sytuacji w północnej Syrii. Obecnie konflikt ustabilizował się na mocy tego porozumienia, jednak jest to bardzo kruchy pokój. Turcja odniosła więc częściowy sukces, kontroluje pewien fragment tamtejszego terytorium. Tak prezentuje się tło całego konfliktu, teraz naszym zadaniem jest wyciągnięcie odpowiednich wniosków politycznych z zaistniałej sytuacji.

Lekcja polityki realnej   

Najważniejszym wnioskiem politycznym jaki powinniśmy wyciągnąć z tego konfliktu jest fakt, że traktat międzynarodowy zostanie nam dotrzymany tylko wtedy, gdy taki będzie bezpośredni interes drugiej strony układu. Schemat myślenia, który pojawia się u nas w postaci: jesteśmy członkiem NATO i sojusznikiem Waszyngtonu, a art. 5 traktatu zobowiązuje państwa członkowskie do pomocy państwu zaatakowanemu, dlatego też Stany pomogą nam militarnie z razie ataku np. Rosji, jest najzupełniej fałszywy. Ameryka pomoże nam tylko przy spełnieniu poniższych warunków: gdy będą one tego chciały, będą w stanie to zrobić i będzie to odpowiadać ich interesom (co jest czynnikiem najważniejszym). Upraszczając, muszą być spełnione trzy czynniki: wola, możliwość i interes. Tego wniosku politycznego nie można różnicować ze względu na typ powiązań, nie ma znaczenia, czy jest to sojusz prawny czy faktyczny. Historia wielokrotnie udowodniła, że traktat międzynarodowy jest tylko odzwierciedleniem sił, które w danej sytuacji rządzą w polityce międzynarodowej. Dlatego nie możemy liczyć na automatyzm w pomocy dla Polski ze strony kogokolwiek. Najlepszym dowodem na potwierdzenie tej tezy jest historia. W końcu jak mówi łacińska paremia: historia est magistra vitae. Rosja w Memorandum Budapesztańskim zobowiązała się nie naruszać integralności terytorialnej Ukrainy. Przed wojną Polska miała zawarte m.in.: traktat polsko-sowiecki o nieagresji z 1932, deklarację o niestosowaniu przemocy z III Rzeszą z 1934 roku, a także sojusz polsko-francuski i polsko-brytyjski. Ile tego typu zobowiązania są warte przekonaliśmy się aż za dobrze.

Drugi wniosek jest logiczną konsekwencją pierwszego. Interesy i polityka międzynarodowa są niezwykle zmienne, wczorajszy sojusznik może być nazajutrz wrogiem i na odwrót. Stany Zjednoczone, które prowadzą interesy na skalę globalną, mogą mieć ważniejsze racje do zabezpieczenia gdzieś indziej. Wtedy niechybnie zostaniemy przez nich opuszczeni. Wielkie mocarstwa muszą czasem poświęcać jedne cele dla realizacji innych, a Polska i jej istnienie nie są niestety pierwszorzędnym interesem Stanów. Na dodatek układ sił międzynarodowych może w przyszłości doprowadzić do sojuszu rosyjsko-amerykańskiego. Musimy sobie zdać z tego zagrożenia sprawę i wyciągnąć z tego faktu polityczne wnioski, a przede wszystkim liczyć na swoją siłę.

Jaką politykę powinna prowadzić Polska w stosunku do sprawy kurdyjskiej?

Fundamentalnym spostrzeżeniem dla ustosunkowaniu się do tego problematu jest to, że Polska nie ma bezpośrednich interesów na Bliskim Wschodzie. Istnienie lub nieistnienie narodu kurdyjskiego jest dla nas politycznie neutralne. Zarówno ich zniszczenie, jak i powstanie państwa kurdyjskiego, nie wpłynęłoby na naszą sytuację polityczną. To spostrzeżenie prowadzi nas do jednej zasadniczej konkluzji: należy wspierać tego, który w tym konflikcie okaże się górą, a także ma większą siłę. Dlatego też powinniśmy zdecydowanie wspierać Prezydenta Erdogana jako tego, który ten konflikt wygrał, a także dysponuje dużą mocą polityczną. Kurdowie są narodem bez państwa, w porównaniu z Turcją są zawodnikiem wagi lekkiej. Na nasze stanowisko przy tym nie mogą nigdy wpływać jakiekolwiek sympatie lub antypatie dla systemu lub poszczególnych przywódców. To nie oznacza, że nie mamy mieć (na poziomie prywatnym) ludzkiego współczucia, szczególnie jako Polacy, ale tego typu odruchy serca i emocje nie powinny nawet w najmniejszy sposób wpływać na stanowisko naszej polityki zagranicznej. Liczą się tylko interesy, nie wartości i emocje. Tak powinny wyglądać nasze zapatrywania na ten problemat polityczny. Dlatego też nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno żywiej popierać turecką politykę i działania. Nie możemy przecież stać z boku, gdy istnieje możliwość polepszenia relacji z tak ważnym krajem, jak Turcja. Zauważmy, że Ankara ma drugą największą armię NATO, 82 miliony mieszkańców i  kluczowe położenie geograficzne. Poprawienie relacji z tak ważnym krajem z pewnością byłoby korzystne, szczególnie w perspektywie dalekosiężnej. Turcja ma przecież realny potencjał w byciu członkiem kolacji antyrosyjskiej. Z tych też względów powinniśmy się opowiedzieć po stronie Turcji. Wspieranie Kurdów nie dałoby nam nic (może poza słowami pochwały w lewicowych kołach intelektualnych na Zachodzie, które rzecz jasna nie mają żadnej wartości), a w zamian nastawiłoby niechętnie do nas silne w regionie państwo. Oczywiście nie należy przesadzać i zbyt entuzjastycznie mieszać się w tamte sprawy i konflikty, bo nie mają one bezpośredniego przełożenia na Polskę. Niemniej korekta polityki w kierunku bardziej protureckim byłaby korzystniejsza w obecnym układzie sił. A jakie to może przynieść zyski Polsce, dało się zauważyć na szczycie NATO w Londynie. Prezydent Erdogan groził blokowaniem natowskiego planu obrony państw flanki wschodniej, na którym tak zależy Polsce. Jest więc przestrzeń do targów politycznych między naszymi krajami. Co szokuje na scenie krajowej, to stanowisko Partii Razem. Lider tej partii, Adrian Zandberg, wziął nawet udział w marszu prokurdyjskim, który odbył się w Warszawie. Pozostaje się cieszyć, że tego typu(oderwane od rzeczywistości) ugrupowania nie mają swojego udziału w rządzie. Wtedy pewnie byśmy prowadzili politykę idealistyczną (pełną frazesów o prawach człowieka i demokracji), czyli najmniej rozważną. Dokąd nas to doprowadziło w historii – wszyscy wiemy aż za dobrze.   

 

Jakub Nawrot                                          

Kategoria: Myśl, Polityka, Publicystyka

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Walerianda pisze:

    To są racje pragmatyczne dzisiejszego teatru działań skorumpowanej

    polityki. Polska bezwzględnie powinna się wycofać z tego bagna, nurzona

    po szyję w zależnościach i zacząć prowadzić niezależną politykę neutralną

     w stosunku do wszystkich państw na zasadzie obupólnych korzyści

  2. reakcjonista pisze:

    niezależna polityka neutralna w stosunku do wszystkich państw na zasadzie obopólnych korzysći……jak najbardziej…ale czy UE w ramach "solidarnosci" europejskiej i coraz silniejszej 'federalizacji"Eurosojuza na to POzwoli?….czy POzwolą sąsiedzi POwiązni strategiczną współpracą?/a co dopiero "wszystkie państwa"?ze sprzecznymi interesami/……czy zgodzą się na to wybierani demokratycznie nasi"reprezentanci"ze stronnictwa niemieckiego i rosyjskiego;wiszący u obcej klamki w nadziei na bratnią POmoc…….?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: