„Nie chciałaś jadła, napoju:
Zostawże nas w pokoju!
A kysz, a kysz!”

Sztuczną Inteligencję (SI) odmienia się dzisiaj przez wszystkie przypadki nawet te, których nie ma. Jest wszechobecne, wszechmogące, wszechwiedzące, zabierze nam pracę i zniszczy ludzkość. Niektórzy już proponują zawarcie traktatów międzynarodowych, które miałyby nadać rozwojowi SI jakieś ramy, aby nie mogła ona ostatecznie zagrozić ludzkości.

Mówienie o przyszłości SI otacza pewna aura mistycyzmu. Jakbyśmy podchodzili do czegoś tajemniczego, niezbadanego, o czym nie wiadomo, jak się zachowa. Na wszelki wypadek dobrze byłoby się zaopatrzyć w jakieś zaklęcie, bo kto wie, co nas spotka po tym, jak już wywołaliśmy Sztuczną Inteligencję z niebytu.

Straszno wszędzie

Przeróżne apokaliptyczne wizje towarzyszyły człowiekowi od zarania. Niestety zwykle jest tak, że człowiek straszy siebie tylko tymi rzeczami, co do których wystąpienia nie ma pewności lub nawet ma pewność, że nie nastąpią. To jak miłość u romantyków: mówi się o niej, marzy się o niej, można się nawet z jej powodu zabić, ale nie można jej osiągnąć, skonsumować, cieszyć się nią w rzeczywistości. Koniec świata jest świętem ruchomym nie tylko dla Świadków Jehowy.

W ostatnich czasach ludzie, odrzuciwszy Boga i prawdziwą religię, zrobili się – co oczywiste – bardzo zabobonni. Znów straszą się nawzajem różnymi końcami: świata, Internetu, pokoju, dobrobytu, wolności. Nihil novi sub sole. Postęp technologiczny dał nam jeszcze jednego upiora, którym można straszyć się nawzajem. Jest nim Sztuczna Inteligencja.

Co to jest Sztuczna Inteligencja? Pomijam tu samą nazwę, która – jak to mówi ks. prof. Tadeusz Guz – jest ciężkim nadużyciem, ponieważ inteligencja jest wyłączną domeną osoby[1]. Uznajmy więc tę nazwę za objaw poetyckości w wypełnionym cyferkami szarym świecie informatyków, którym w uszach już nawet nie dzwoni, a klika i gdzie decyzja miesza się z komendą. W prostych słowach SI to program komputerowy o ogromnej mocy przetwarzania danych. To, do czego nadamy jej dostęp, będzie mogła z ogromną szybkością procesować zgodnie z napisanymi przez ludźmi algorytmami. Tak, mocno uproszczę zagadnienie, ale mimo to powiem: SI przypomina lepszą wersję wyszukiwarki internetowej. Ktoś widzi w tym niedopuszczalny redukcjonizm? Może podobnie jak ja widzę jakiś obłędny emergentyzm czy błędną analogię, stosowane do podnoszenia programu komputerowego do rangi podmiotu. Jednak coraz więcej osób upiera się widzieć w tym systemie coś, co się uczy, rozwija, może uzyskać świadomość i czemu będzie trzeba nadać prawa. Mówi się, że z przedmiotu może stać się podmiotem, że wreszcie dojdzie do nadludzkiej inteligencji i przejmie władzę nad światem. Całkiem niezła lista rzeczy do zrobienia, ale czy Sztuczna Inteligencja w ogóle ma na to ochotę?

Co to będzie?

Obawiam się, że ani jej się to śni. Śni się to – owszem, nawet na jawie – różnej maści współczesnym prorokom, jak Harari, Gawdat, czy fanom techniki, którym zaszkodziło zbyt długie obcowanie z maszynami i już nie odróżniają człowieka od procesora. To oni – niezwykle popularni, bogaci i wpływowi – tak zwani technokraci szerzą złą nowinę o nadludzko inteligentnej maszynie, która staje się świadoma i zmienia reguły gry z ludzkością. Skąd im to w ogóle przyszło do głowy?

Problemem tych, którzy czekają, aż Sztuczna Inteligencja nabierze świadomości, stanie się wolna, suwerenna, podmiotowa, ludzka (lub raczej nadludzka) jest to, że nie wiedzą, co te słowa znaczą. Tkwią w głębokim błędzie antropologicznym i na nim budują swoje bajki o końcu świata ludzi jako jedynych istot osobowych, czyli rozumnych i wolnych. Są to materialiści, a więc moniści, ateiści, ewolucjoniści, ludzie nie uznający istnienia wolnej woli. Wszystkie byty uważają za przejaw przemiany tej samej materii, która istniała wiecznie, przez co – nawiasem mówiąc – nadają jej atrybut boski. Twierdzą, że nie ma stałej natury żadnego bytu, bo przecież proces ewolucji może przemienić żabę w księżniczkę, jeśli tylko jej geny zmutują się odpowiednią ilość razy. Księcia można wysłać do lamusa. Jaźń dla tych nowoczesnych proroków nie istnieje, więc mniej problemu nastręcza mówienie o powstaniu „ja” Sztucznej Inteligencji. Wolna wola to według nich tylko złudzenie, a nasze działanie jest w pełni zdeterminowane właściwościami materii i przeszłością w tej materii zapisaną. To akurat idealnie opisuje stan „woli” Sztucznej Inteligencji. Stwierdziwszy to wszystko, czciciele algorytmu odbijają w stronę transcendencji i przyznają SI możliwość dokonywania wyboru w sposób, jaki nie został zdeterminowany danymi, które wprowadzili do niej programiści, twierdząc, że ta szybka wyszukiwarka wymknie się spod kontroli i zacznie sama sobą zarządzać. Rażąca i typowa dla tego środowiska niekonsekwencja.

Kto się ostoi?

W kontekście rozwoju automatyzacji różnych gałęzi gospodarki z pomocą SI nie bez przyczyny odzywają się głosy zaniepokojonych losem pracowników. Postęp robotyzacji musi mieć wpływ na rynek pracy. Często słyszy się przewidywania, dotyczące tego, które zawody w pierwszej kolejności zostaną wyparte przez roboty wspomagane Sztuczną Inteligencją. Są nimi prawnicy, lekarze, tłumacze, programiści, obsługa sklepów itd. Na tych listach nie pojawiają się nigdy duchowni, psychologowie i filozofowie. Jest to zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę nieprzezwyciężalne ograniczenia SI. W kontekście rynku pracy szczególnie ciekawym jest brak dostępu SI do refleksji filozoficznej, która nie jest tylko pracą na zakresach znaków na zasadzie logiki, ale próbą rozumiejącego poznania rzeczywistości. SI nie może poznawać – może tylko naśladować myślenie. Nie może więc nigdy zastąpić filozofii realistycznej, która od poznania zaczyna, a kończy na wnioskach ostatecznych, dotyczących rzeczywistości, których SI nigdy nie będzie mogła wyciągnąć, bo brak jej narzędzi poznania. W związku z tym, ludzie potrafiący w dobie Sztucznej Inteligencji wykazać się inteligencją prawdziwą i filozofować w sposób nieco bardziej usystematyzowany, będą stanowić elitę pracowniczą, intelektualną i finansową.

Te fakty otwierają przed wydziałami filozofii, które z realizmem mają jeszcze coś wspólnego, nowe możliwości. Pracownicy, którzy nie chcą być zastąpieni przez SI, także powinni o tym pomyśleć. Czy wobec zupełnego prawie zmarginalizowania klasycznej metafizyki, filozofii realistycznej, można liczyć na zwrócenie na nią uwagi przez ośrodki naukowe? Ostatecznie uważam, że przytrafi się to tylko garstce podmiotów, które traktują sprawę filozofii poważnie. Szczęściem, mamy w Polsce kilka takich miejsc, wśród których Akademia Zamojska budzi największe nadzieje. Czy nie jest to ogromna szansa dla rozpropagowania sposobu myślenia realistycznego wśród szerszego grona odbiorców? Z pewnością też powstaną nieliczne firmy szkoleniowe[2], mające w swojej ofercie „filozofię dla kadry zarządzającej”. Lepsze to, niż nic.

Błąd w rozumieniu człowieka odbija się w życiu społeczeństwa szerokim echem. Żaden z przejawów rozumności i wolności nie pozostanie nienaruszony, jeśli postawi się go na pękniętym fundamencie niezrozumienia ludzkiej natury. To właśnie to prowadzi do zaburzeń stosunku ludzi do wytworów sztuki – w tym przypadku sztuką tą jest informatyka. Jak w gospodarce postawienie kapitału przed człowiekiem skończyło się chorobą kapitalizmu, a w polityce samo zdobycie i utrzymanie władzy górujące nad dobrem wspólnym zaowocowało współczesnym politykierstwem i nieliczeniem się z ludzkim życiem, tak w informatyce próba nadania wytworowi rąk ludzkich statusu nowego stworzenia, podmiotu, niby-osoby lub nad-osoby zakończy się żałosnym fiaskiem. Błąd odczytania prawdziwej natury ludzkiej musi prowadzić przez odczłowieczenia człowieka do humanizacji tworu ludzkiego, ubóstwienia stworzenia i upadku cywilizacji, na który patrzymy własnymi oczami.

Karol Kilijanek


[1] Nagranie https://www.youtube.com/watch?v=p_XxexW_fHI Dostęp: 22.03.2026.

[2] Przykładem może być działalność pana Arkadiusza Robaczewskiego, który prowadzi przełomowe w tym kontekście szkolenia dla kadry zarządzającej i urzędników, które mają za podstawę dzieła o. Woronieckiego.