Zmierzając do księgarni z zamiarem poszerzenia wiedzy o burzliwych czasach II Rzeczypospolitej odnajdziemy przede wszystkim książki dwojakiego rodzaju. Z jednej strony demaskatorskie „historie prawdziwe”, których autorzy tworzą lekki i popularny obraz rzeczywistości, przykładając zróżnicowaną wagę do zgodności z realiami historycznymi. Z drugiej pozycje, które złożoną problematykę ukazują rzetelnie, ale napisane w sposób typowo akademicki, zasypane przypisami i zbyt ciężkie w lekturze, by przeciętny czytelnik, nawet taki, który z grubsza orientuje się w kontekstach międzywojennych, był w stanie na ich podstawie poszerzyć swoje horyzonty. Praca Krzysztofa Kloca, której nadano formę eseju, dobrze balansuje pomiędzy dwoma ekstremami – nie przygniata naukowym balastem, ale też nie traktuje czytelnika infantylnie i wymaga od niego wiedzy, zaangażowania i uwagi. Trzeba przyznać, że jest to uczciwa transakcja między autorem i odbiorcami jego pracy.
Kloc tłumaczy przyjęcie formy eseju zamiarem stawiania problemów zamiast ich rozwiązywania i swobodą formułowania własnych wniosków i podejście to należy określić jako słuszne. Choć niepodległe państwo polskie funkcjonowało między wojnami jedynie przez 19 lat, „dzieje – cytując z książki za Andrzejem Paczkowskim – tej krótkiej Niepodległości można opisać na tysiąc i jeden sposobów, wyławiać z nich to, co bliskie i topić to, co wrogie” (s. 12). Taka forma pozwala pobudzić do refleksji i ukazać różne perspektywy, ale też nie narzuca narracji i pozostawia przestrzeń do własnych dociekań i interpretacji.
Struktura pracy
Sezon na niepodległość podzielono na sześć rozdziałów. Pierwszy z nich traktuje o periodyzacji polskich dziejów. Przywykliśmy do dzielenia Rzeczypospolitej na kolejne okresy, I przed rozbiorami, II międzywojenną, III pokomunistyczną, a w czasach najnowszych możemy także natrafić na slogan IV RP, która naprawi bolączki poprzedniczki. Okazuje się jednak, że ta perspektywa może być myląca. W okresie urzędowania Rady Regencyjnej i później podnoszono zagadnienie ciągłości państwa, traktując zabory jako akt dziejowej niesprawiedliwości – motyw kontynuacji trafił choćby do preambuły Konstytucji Marcowej. Warto tu także zwrócić uwagę na reakcje zaborcze na odrodzenie Polski, które często pozostawały nieprzychylne – jak w, cytowanym przez autora, Memoriale Balfoura, gdzie uznano, że odrodzenie Polski nie służy europejskiemu pokojowi.
Rozdział drugi traktuje o problemach wynikających z konieczności scalenia państwa z trzech nierównych części o zróżnicowanych prawach, systemach, tradycjach i uwarunkowaniach. Natrafiamy tu na zróżnicowane oczekiwania ze strony zwolenników Piłsudskiego i Dmowskiego, mieszkańców Warszawy, Krakowa czy Poznania, mieszankę orientacji prohabsburskich, prorosyjskich (wzrost nastrojów prorosyjskich w Królestwie Polskim przed 1914 r. Maciej Jankowski uznał za jeden z najciekawszych problemów historii Polski, s. 76) i innych. Podczas gdy Wielkopolskę utożsamiano z porządkiem i ładem, słynąca z rzekomego zacofania Galicja stanowiła źródło kadr urzędniczych dla całego kraju, co bywa określane jako „okupacja galicyjska” (s. 92). Spierano się o historyczność ziem i ich nazewnictwo, debatowano nad stosowną datą zapoczątkowania niepodległości, entuzjazm przeplatał się ze zwątpieniem.
W rozdziale trzecim Krzysztof Kloc podjął tematykę geopolityczną, szukając odpowiedzi na to w jaki sposób granice państwa i jego ukształtowanie przekładały się na łatkę „sezonowości”. Na pierwszy plan trafiła tu, znana nam doskonale także dziś, kwestia usytuowania, jak w tytule znanej książki A. Bocheńskiego, Między Niemcami a Rosją. Kluczem do przetrwania państwa, które niezwłocznie po odzyskaniu niepodległości musiało stoczyć wojnę z bolszewikami, było utrzymanie pokoju, nie zbliżając się „ani cala bliżej do Berlina niż do Moskwy”, zgodnie z memoriałem J. Matuszewskiego (s. 132). Przeczytamy tu o fiasku geopolitycznej idei Piłsudskiego, porażce Polski w Wersalu i próbach udowodnienia Francji własnej wartości państwowej. Autor dobitnie podkreśla, że „Polska i jej polityka były zakładnikami niepodległości” (s. 172). Warta zacytowania jest także konkluzja rozdziału: „Polska mogła zatem przetrwać, ale jej historia od niej w pełni nie zależała” (s. 174).
Rozdział czwarty poświęcony został zagadnieniom gospodarczym. Autor przedstawił w nim obraz ograniczonej modernizacji – pozbawionej naczelnej idei i planu, niejednolitej i chaotycznej. „Polska – jak przekonuje – odradzała się w cieniu gospodarczego upośledzenia” (s. 182). Znajdziemy tu dwa podejścia do periodyzacji ekonomicznych dziejów II RP, które sprowadzają się do boomu, głębokiego kryzysu i ożywienia u progu II Wojny Światowej. Jako państwo postrzegane przez pryzmat sezonowości, nie było możliwości pozyskania zagranicznego kapitału służącego inwestycjom, jednak częściowa realizacja Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP) dowodzi, że stawianie czoła przeciwnościom jest możliwe bez zewnętrznego wsparcia.
Tematyczny obszar rozdziału piątego stanowią kwestie narodowościowe. Dziś, choć stopniowo ulega to zmianie, Polska stanowi wciąż jeden z najbardziej jednolitych etnicznie krajów Europy. Trudne do wyobrażenia jest to, że zaledwie 100 lat wcześniej około 30% populacji stanowili reprezentanci mniejszości, co negatywnie wpływało na świadomość narodową. Międzywojenna Polska była, zdaniem Hansa Roosa, „państwem wielonarodowym z jednonarodową ideologią” (s. 213). W granicach kraju znaleźli się zarówno ludzie, dla których niepodległość była spełnieniem marzeń, jak i tacy, dla których był to smutny przymus – jak Ukraińcy po przegranej wojnie. Poszczególne mniejszości były także zróżnicowane pod względem urządzenia w polskim społeczeństwie – podczas gdy niektóre wsie ukraińskie na kresach były „osobnymi światami” (s. 236), Niemcy cieszyli się rozbudowanymi instytucjami społecznymi, a Żydzi – wewnętrznie podzielni – wiedli odseparowany byt skupieni w miastach.
Rozdział szósty traktuje o sezonowości. Pojęcie Saisonstaat stanowi wytwór niemieckiej propagandy, służący podważeniu kompetencji kraju do prowadzenia własnej, niezależnej egzystencji. Kloc cytuje Maurice’a Pernota, który pisał: „Niemcy robią i będą robić wszystko, co w ich mocy, aby uniemożliwić niepodległej Polski u swego boku, oddzielającej ich od Rosji” (s. 257). Zestawienie kilku relacji prasowych pozwala dostrzec w szydzeniu z Polski rodzaj „narodowego sportu”, choć z drugiej strony, Niemcy propagandowo podkreślali, że to im Polacy zawdzięczają powrót swojego kraju na mapy polityczne Europy. „Niemcy – podsumowywał Kazimierz Smogorzewski – prawnie uznały odbudowę niepodległej i zjednoczonej Polski, ale przez ponad czternaście lat nie ratyfikowały tego uznania psychologicznie” (s. 262). Symptomatyczna jest także obserwacja S. Miłkowskiego, że uczuciowy patriotyzm Polaków pod zaborami po odzyskaniu niepodległości „powoli stawał się pustą deklaracją, odświętnym frazesem” (s. 243).
Jak pisać o II RP?
Bardzo duży atut Sezonu na niepodległość stanowi dobór zastosowanych źródeł, a także sposób ich wykorzystania. Kloc we wstępie odnosi się do łatwości stworzenia wrażenia „erudycji” w czasach współczesnych. „Kilka kliknięć poszerza naszą bibliografię o niezliczone źródła i wielojęzyczną literaturę. Łatwo się na takie popisy dać nabrać, aczkolwiek podchodząc uczciwie do możliwości i narzędzi, które daje nam współczesny internet, naprawdę można wynieść z niego rzeczy cenne, poznawczo wartościowe, pobudzające intelektualnie, niesłychanie ułatwiając sobie przy tym pracę” (s. 16-17). Autorowi daleko jest do takich wybiegów, zamiast tego w przypisach odnajdziemy prawdziwe wysmakowanie: listy, pamiętniki, dokumenty dyplomatyczne, doniesienia prasowe, anegdoty, żarty, a nawet „modlitwę”, w tym wiele materiałów słabo znanych i niewyeksploatowanych badawczo. Materiały gatunkowo ciężkie, zaczerpnięte z dyplomatycznych raportów czy politycznych memoriałów, przeplatane są lżejszymi spostrzeżeniami autorstwa Miłosza, Giedroyca czy Herberta. Takie detale pozwalają błyskawicznie odróżnić naukowego rzemieślnika od fabrykanta akademickiej makulatury produkowanej na kilogramy.
Cytaty, choć ukazują różne perspektywy i podejścia, zestawiają wypowiedzi postaci o odmiennych zapatrywaniach światopoglądowych, sprawiają wrażenie logicznie dopasowanych do całości. Autor, do czego zdążył już przyzwyczaić stałych czytelników książek i obserwatorów popularnego konta na platformie X, posługuje się zgrabnym stylem wypowiedzi i lekkim piórem. Nawet językowi puryści nie powinni doznać rozczarowania, a patrząc na bardziej gawędziarskie fragmenty książki można dopatrzyć się pewnych podobieństw do Stanisława Cata Mackiewicza na gruncie lokalnych, czy Gilberta Chestertona z angielskiego podwórka.
Spośród sześciu rozdziałów pewien niedosyt pozostawia ten poświęcony kwestiom gospodarczym. Jest to poniekąd uzasadnione – podczas gdy tematyka pozostałych jest bardziej plastyczna i obrazowa, w tym rozdziale, siłą rzeczy, zajmują chłodne liczby i statystyki, do których trudno jest błyskotliwe cytaty bądź konteksty. Przygnębiać mogą także same statystyki, które obrazują skalę fundamentalnych problemów. W książce nie zabrakło też fragmentów, z którymi łatwo się nie zgodzić. Z racji własnych zainteresowań badawczych chciałbym się odnieść zwłaszcza do jednego:
„Badacze ustroju i myśli politycznej Polski Dwudziestolecia podkreślają dość jednogłośnie, że oprócz pozostających wówczas poza nawiasem wielkiej polityki grupek konserwatystów (…) cała polska elita polityczna, od Narodowej Demokracji po Polską Partię Socjalistyczną, stała na stanowisku ustroju reprezentacyjnego i demokracji parlamentarnej jako jego formy” (s. 43).
Istotnie badacze na ogół wykazują daleko idący sceptycyzm wobec dokonań monarchistów (wszakże władzy królewskiej nie przywrócili, a w rywalizacji sejmowej ponieśli druzgocącą klęskę), jednak faktem pozostają monarchistyczne sympatie wielu cenionych postaci dobry II RP, a sam mogę się pokusić o tezę, że „republikański konsensus” został w znacznej mierze narzucony Polsce z zewnątrz. U progu niepodległości podobny konsensus można było zaobserwować w odniesieniu do ustroju monarchicznego.
Podsumowanie
We wstępie autor uzasadnia cel napisania eseju: „W tej książce piszę, co ja wiem i co myślę o Polsce Odrodzonej, szukając własnego do niej klucza. U kresu tej przygody na czytelnika nie oczekuje gotowa odpowiedź. Kloc w kilku miejscach, co rzadko się autorom zdarza, nie boi się napisać „nie wiem”, a konkluzje z Sezonu na niepodległość pozostawia czytelnikowi. Jest to podejście uczciwe i kontrastujące z modną współcześnie infantylizacją i spłycaniem wszystkiego, a także z podawaniem gotowych rozwiązań na tacy. Tak czy inaczej otrzymaliśmy książkę bardzo cenną, a wręcz niezbędną dla osób, które pragną sprawnie poruszać się w labiryncie międzywojennej Polski. Jak widać, możliwe jest ukazanie problematyki II RP w sposób świeży i autorski, podchodząc do tematu z otwartą głową, bez rażących sympatii bądź antypatii wobec obozów politycznych czy postaci. W sieci znaleźć można stwierdzenia, że jest to książka wybitna. Ja wolę uniknąć takiego stwierdzenia, pozostawiając autorowi w gruncie rzeczy zaczynającego swoją karierę na rozwinięcie swojego warsztatu i nasycenie czytelników w przyszłości.
Tomasz Goździk
Krzysztof Kloc, Sezon na niepodległość. Czy odrodzona Polska mogła przetrwać?, Kraków 2026
Autor recenzji dziękuje wydawnictwu Prześwity za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
