Marzec poświęcony jest św. Józefowi, Opiekunowi Pana Jezusa. Rozważając tę wielką postać, trudno byłoby pominąć temat autorytetu. Obecnie truizmem jest powiedzieć, że autorytet jest w kryzysie. Wielu to stwierdza – jedni ku swej radości, inni ku zgrozie. Często jednak ten problem tak – wydawałoby się – znany, jest przesadnie upraszczany, a przez to gubi się jego wagę i istotę, pomijając również jego rolę w rozwiązaniu wielu palących problemów współczesnego świata. Spróbujmy to oczyścić i uładzić.

Czym jest autorytet?

Sam termin wywodzi się od łacińskich słów auctor i auctoritas. Pierwsze oznaczało twórcę oraz kogoś, kto przekazuje swoje prawa innej osobie. Drugie słowo wskazywało na wagę instytucji cywilizacyjnie istotnych, jak instytucji ojca czy rządu.[1] Czasem wskazuje się jeszcze na słowo augere, znaczące rosnąć, pomnażać. W powszechnym obiegu słowem autorytet oznacza się człowieka obdarzonego szacunkiem ze względu na jego wiedzę, osiągnięcia i dyspozycję moralną lub także instytucję, która przez swoją misję stanowi punkt odniesienia przy podejmowaniu rozmaitych decyzji.

Śp. prof. Henryk Kiereś słusznie zauważył, że temat autorytetu, choć już opisany i omówiony przez tak wielu badaczy, wciąż powraca i, nie bez przyczyny właśnie wobec cywilizacyjnego rozprzężenia, podejmowany jest na nowo, aby jego podstawowe znaczenie przypomnieć i osadzić w należnym mu miejscu.[2] A miejsce to jest miejscem poczesnym wśród tych elementów, które ludzką kulturę tworzą i podtrzymują. „Współczesny człowiek musi bowiem polegać – i to w miarę postępującej specjalizacji – na autorytecie ekspertów z różnych dziedzin praktycznych i teoretycznych”[3] i nie ulegać złudzeniom w rodzaju poglądów, że „człowiek racjonalny nie akceptuje żadnych zdań, których sam, bez uciekania się do autorytetu, nie jest w stanie uzasadnić”.[4]

Aby lepiej zrozumieć istotę i rolę autorytetu, warto wspomnieć rozróżnienie na autorytet de facto (rzeczywiście) i de jure (przez prawo), poczynione przez Janisa Ozolinsa z Katolickiego Uniwersytetu Australijskiego. Stwierdza on, że „autorytet, aby mógł funkcjonować właściwie, musi być zarówno de jure, jak i de facto[5]. Jest to szczególnie ważne, aby zrozumieć status instytucji jako autorytetu. Ozolins podaje przykład Związku Radzieckiego, jako autorytetu de facto za żelazną kurtyną, który nie był zarazem autorytetem de jure.[6] Przypomina on także nauczanie Kościoła katolickiego, według którego autorytet fundowany jest na cnocie oraz stwierdza, że moralnym autorytetem można być jedynie przez wypracowanie, nigdy zaś przez ustanowienie[7].

Osoby o specjalnym charakterze, owe autorytety, pojawiają się w różnych obszarach życia społecznego. Pierwszymi są ojciec i matka. Później natrafiamy na księdza, nauczyciela, rząd, a także różnych mędrców czy wybitnych znawców danej dziedziny. Poprzednie zdanie sprawia wrażenie pewnego dysonansu. Przecież innym rodzajem autorytetu jest ojciec, a innym wybitny historyk. Natrafiamy tu na kolejny podział, jakim poddawane jest zjawisko autorytetu, mianowicie podział na autorytet deontyczny (dowódca, zwierzchnik) i epistemiczny (ekspert w zakresie jakiejś dziedziny)[8].

Niezależnie od teorii i klasyfikacji jakiej byśmy nie przyjmowali, stajemy ostatecznie wobec faktu występowania w społecznościach osób o charakterze przewodników w wolnych decyzjach teoretycznych i praktycznych (moralnych). Peter A. Redpath twierdzi nawet, że „autorytet jest koniecznym warunkiem każdej formy ludzkiej wolności”.[9]

Osoba obdarzona tytułem autorytetu nie jest „od wszystkiego”, ale może być „dla wszystkich, gdyż taką rolę można wypełniać tylko w danej dziedzinie. Więcej ma autorytet wspólnego z siłą przekonywania niż z siłą przymusu i gdy argument zamienia się na przemoc, splendor autorytetu znika wraz z ustaniem lub przezwyciężeniem gwałtu. Z piedestału nie jest w stanie zrzucić błąd, ale nieprzyznanie się do niego lub kłamstwo już tak. Autorytet moralny jest specyficzny: buduje się przez całe życie i traci się przez jeden błąd.”[10] Każda osoba w sposób naturalny poszukuje innych, które będąc bardziej doświadczone i wykształcone od niej samej, pomogą jej podjąć lepsze decyzje we wszelkich dziedzinach życia osobowego. Nie ma więc w społeczeństwie ucieczki od autorytetu.

Autorytet dzisiaj

W czasach będących pobojowiskiem po socjalistycznych (szczególnie po liberalnych) eksperymentach, wzorce osobowe nie mogą mieć się dobrze. Kiedy ludzie podcinają korzenie cywilizacji, która ich ukształtowała, i wyrzekają się jej zdobyczy, nie może być mile widziany ktoś, kto swój byt funduje na jej zasadach! Jak utrzymać znaczenie ojca, kiedy podważa się jego prawo do rządzenia rodziną, kiedy odbiera się mu prawo do wychowania dzieci, a nawet poddaje się w wątpliwość jego płeć? Jak tworzyć skuteczne struktury hierarchiczne w przedsiębiorstwie, wojsku czy gdziekolwiek indziej, jeśli ludzi przekonało się, że wszyscy są równi, a czyjeś zdanie funkcjonować ma na prawach prawdy, co w rezultacie uniemożliwia jej zaistnienie (przynajmniej w jej klasycznym znaczeniu)? Takich wypadków autorytet nie mógł znieść i nie zniósł. Został zniszczony.

Wobec cytatów z pierwszego rozdziału niniejszego tekstu jakże możemy powiedzieć, że autorytetów już nie ma? Przecież jest to konieczny warunek zdrowego społeczeństwa oraz wolności. Doprecyzujmy zatem: nie ma autorytetów wartych tego imienia. Są za to inne. Ale nie zapewniają one ani zdrowia wspólnoty, ani wolności osoby – wręcz przeciwnie. Służą one ogłupieniu, zniewoleniu, rozpadowi społeczeństwa. W wyniku naturalnego dążenia do znalezienia życiowych przewodników – które to dążenie skonstatowano powyżej – ludzie także obecnej doby szukają i znajdują przewodników na miarę swoich czasów. Rozkrzyczani dziennikarze, wulgarni i prostaccy tzw. influencerzy, sprzedajni i kłamliwi politycy, naukowcy, wykorzystujący splendor swych tytułów i pracy na uczelniach do szerzenia kłamstwa w imię popularności i dobrego zarobku. Oto dzisiejsze autorytety. Na co one się zdadzą? Oto Pismo Święte odpowiada: „Ślepy też jeśliby ślepego prowadził, obaj w dół wpadają.”[11]

Często można się dziwić, dlaczego tak wielu ludzi ulega głupim modom, zgubnym poglądom, strasznym przesądom. Dlaczego ludzie deprawują, tak łatwo i na wyścigi, swoje rozumy i swoja wolę; za własne pieniądze szpecą swoje ciała i dusze? Dlaczego pozbawiają się rodzin w imię celów tak pustych, że człowiek pozostający mimo tego wszystkiego w orbicie cywilizacji nie może uwierzyć, że to dzieje się naprawdę? Oto efekt prowadzenia zglajchszaltowanego społeczeństwa przez wyhodowanych do tego celu fałszywych proroków. Wobec systemowego pozbawiania ludzi ich naturalnych cech, jakimi są rozum i wolność – bo człowiek jest człowiekiem przez rozum – nie można liczyć na to, że poważaniem będą się cieszyć ludzie, którzy temu systemowi przeczą i wskazują na jego wypaczenia.

Czy upadek da się odwrócić?

Nie ulegając bezpłodnemu sceptycyzmowi i płytkiemu, leniwemu krytykanctwu, musimy stwierdzić, że wszystko da się odbudować. Także naszą upadająca cywilizację można wznieść na poziom, którego i w czasach swej siły nie osiągnęła. To, że masa ludzka, tworząca dziś społeczeństwo nie jest w stanie pójść za prawdziwymi autorytetami, nie znaczy, że ich nie ma. Odwrócenie trendu nie może polegać na chęci zwrócenia wszystkich w dobrą stronę – to nigdy nie było możliwe i nie stanie się też za sprawą naszych wysiłków. Chodzi przede wszystkim o to, żeby zadbać o wykształcenie wąskiej elity narodowej, z której będą się rekrutować prawdziwe autorytety, nadające ton reszcie, mogące skutecznie walczyć o uwagę z tymi, którzy swą popularność budują na głupocie i obscenie.

Prawzorem będzie dla nas w tej pracy zawsze św. Józef. Bez poznania jego cech i bez prób naśladowania go nie będzie możliwe przywrócenie równowagi naszej społeczności. Zacząć trzeba od ojców, którzy w swym niebiańskim patronie powinni widzieć wzór wiary, siły i mądrości. Nie gdzie indziej powinni patrzeć kierownicy wszelkich innych zgromadzeń: od firm przez wojsko po Kościół! To, jak sami zostaliśmy ukształtowani przez otaczający nas świat – przecież nikt z nas nie spadł z nieba – powoduje, że zbyt skłonni jesteśmy szukać rozwiązań czysto naturalnych. Upatrujemy pomocy ze strony rządów, dofinansowań, książek, uniwersytetów, portali, organizacji. Jednak one wszystkie mogą być pomocne jedynie o tyle, o ile same będą zwrócone na nieprzemijający wzór dla każdego ojca, dowódcy, przewodnika, jakim był, jest i pozostanie św. Józef, Przeczysty Oblubieniec Bogarodzicy.

Karol Kilijanek


[1] Zob. Prof. Piotr Jaroszyński, O autorytet nauczyciela w: Człowiek w kulturze, nr 22, Wydawnictwo KUL, Lublin 2011/2012, s. 5.

[2] Zob. Prof. Henryk Kiereś, Autorytet i cywilizacja w: Człowiek w kulturze, nr 22, Wydawnictwo KUL, Lublin 2011/2012, s. 19.

[3] O. Józef M. Bocheński, Logika religii, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990, s. 94.

[4] Ibidem.

[5] Zob. Janis (John) Ozolins, Rola autorytetu w etyce, w: Człowiek w kulturze, nr 22, Wydawnictwo KUL, Lublin 2011/2012, s. 47.

[6] Ibidem.

[7] Ibidem, s. 46.

[8]O. Józef M. Bocheński, Logika religii, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990, s. 125-126.

[9] Peter A. Redpath, Natura autorytetu demokratycznego w: Człowiek w kulturze, nr 22, Wydawnictwo KUL, Lublin 2011/2012, s. 121-122.

[10] Ks. Paweł Taraszkiewicz, Pseudoautorytet zdemaskowany, w: Człowiek w kulturze, nr 22, Wydawnictwo KUL, Lublin 2011/2012, s. 101-114.

[11] Mt. 15,14 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie polskim W. O. Jakuba Wujka S.J. Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, Kraków 1962.