banner ad

Prof. Bartyzel: Zmarnowana szansa Wielkiej Polski

| 24 marca 2022 | 1 Komentarz

Wielka Polska i Wielka Rosja wykluczają się nawzajem. Po prostu w tej części Europy nie ma miejsca na dwie "wielkości", na dwa imperia.

Kiedy była Wielka Polska, Rosja (a raczej to, co w przyszłości miało się nią stać) była peryferyjnym księstewkiem byłej Rusi Kijowskiej, albo co najwyżej Carstwem Moskiewskim, dopiero aspirującym do bycia mocarstwem, do czego tytułem było łatwe wchłanianie bezkresnych przestrzeni azjatyckich. Kiedy była Wielka Rosja, Polski albo w ogóle nie było, albo była kadłubowym Królestwem, przytroczonym do imperium rosyjskiego, zdegradowanym ostatecznie do Priwislinskowo Kraja.

Największym błędem Jagiellonów (jako władców Litwy) było niedokończenie Gedyminowego "zbierania ziem ruskich" (i przy okazji rutenizacji samego państwa litewskiego), co w przyszłości mogłoby faktycznie i trwale stać się Rzeczpospolitą Trojga Narodów, i przyzwolenie na to, aby już w XV wieku tym zbieraniem zajęła się zbarbaryzowana i moralnie znieprawiona niewolą tatarską Moskwa. Pokazuje to stałe przesuwanie się granicy litewsko-moskiewskiej na zachód. Potem mimo świetnych zwycięstw, jak pod Orszą, było już za późno, a wojny Batorego i zwycięstwa Żółkiewskiego były tylko przejściowym odepchnięciem moskiewskiej barbarii. Tę walkę przegraliśmy w drugiej połowie XVII wieku, a najgorszą rzeczą było wyślizgnięcie się nam Kijowa, bo kto ma Kijów, ten zyskuje tytuł do bycia panem całej Rusi.

Dziś o wielkości możemy tylko marzyć, naszym realnym celem może być jedynie zachowanie niepodległego bytu, ale właśnie dlatego im mniejsza i słabsza jest Rosja, im dalej od naszych granic, a najlepiej (jak mawiał Marszałek) "rozpruta po szwach narodowościowych", tym większa na to szansa. To rzeczywiście przywiązuje nas do rydwanu, którego woźnicą i hegemonem są USA (acz nie wolno nam być harcownikami wybiegającymi przed szereg), co jest kulturowym i polityczno-ustrojowym nieszczęściem, ale – niestety – egzystencjalną koniecznością, bo naprzód (jak z kolei mawiał książę Adam) trzeba być, aby wiedzieć, jak być.

Primum vivere, deinde philosophari.

 

Prof. Jacek Bartyzel

Kategoria: Jacek Bartyzel, Polityka, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Leszek SG pisze:

    Szukanie sojusznika daleko a wroga blisko to jakieś zboczenie myślowe. Już codaj Cat o tym pisal. A wszelkie zło kulturowe, to przychodzi do Polski z Zachodu, w tym z USA. Niemcy i Anglosasi (czyli generalnie Germanie) propagują na cały świat wszelakie zboczenia od zawsze. Komunizm w Rosji też był importem z Zachodu.

    Nic tak nie zniszczyło Polaków kulturowo jak podporządkowanie się kulturze amerykańskiej w ostatnich 30 latach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: