regaliaOstatni król Polski, jeśli uznać iż rosyjski car w późniejszym czasie obnosił się z polską koroną nielegalnie, zmarł w Petersburgu w 1798 r., nie będąc już monarchą od trzech lat. Jeszcze przez dziesiątki lat Polacy z ambicjami niepodległościowymi w większości uznawali, że naturalnym ustrojem dla naszego kraju powinna być monarchia. Te nadzieje podchwycił niemiecki zaborca w 1917 r., tworząc u schyłku europejskiego starego porządku Radę Regencyjną. Ostatecznie plany polskich rojalistów pogrzebał Józef Piłsudski, czyniąc ze wskrzeszonej Polski rzeczpospolitą, zgodnie z panującymi w wersalskiej Europie i trwającymi do dzisiaj trendami republikańskimi.

Czy dzisiaj, w III Rzeczypospolitej, funkcjonowanie w debacie publicznej poglądów monarchistycznych ma sens? Z pewnością polscy rojaliści mają przed sobą wiele problemów, z którymi nie muszą się borykać ich odpowiednicy na Zachodzie. Najważniejszym z nich jest fakt, że ciągłość ustroju za którym się opowiadają została w Polsce przerwana nawet nie u końcu XVIII, ale znacznie wcześniej – wraz ze śmiercią Zygmunta II Augusta (1572 r.). Nie istnieją obecnie bowiem organizacje rojalistyczne, dążące do restytucji monarchii elekcyjnej. O tym, że taka operacja nie miałaby sensu, wiedzą nawet najbardziej zatwardziali zwolennicy monarchii. Elekcja króla przeprowadzana w Rzeczypospolitej po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów była swoistą ówczesną wersją współczesnych "wyborów prezydenckich". To kwestia realiów politycznych – w tamtym czasie duże europejskie państwo po prostu nie mogło istnieć bez monarchy. Współcześnie wybór człowieka pełniącego funkcje głowy państwa do końca życia byłby niejako wyborem "dożywotniego prezydenta", pozbawionego całego czaru za jaki ceni się monarchię. Tego typu mechanizm wytrąca również najważniejszy z rojalistycznych argumentów – przyszły król nie byłby przygotowywany do rządzenia od lat dziecięcych. Różniłby się jedynie tym od prezydenta, iż byłby wybierany na o wiele dłużej, bez możliwości odwołania. Dlatego właśnie wszystkie obecne stowarzyszenia prokrólewskie opowiadają się za monarchią dziedziczną.

 

Kto zatem miałby być nowym polskim władcą? Ostatni "prawdziwy" król Polski z Bożej łaski zmarł prawie 500 lat temu, co czyni odtworzenie tych tradycji po prostu niemożliwymi. Rojaliści znajdują przeróżne odpowiedzi na to pytanie, począwszy od tej iż jest to sprawa drugorzędna. Z tym radykalnie nie mogę się zgodzić. Pytanie  "kto" zawiera w sobie kwestię najistotniejszą, jaką jest legitymizacji takiej władzy. Nie pochodziłaby ona już przecież, a przynajmniej nie w całości, z wyboru narodu. Jakie prawo do korony miałaby dana osoba i dlaczego akurat ona? 

 

Najważniejsi wysuwani przez monarchistów kandydaci to m. in. niemiecki ród Wettynów, któremu prawo do dziedzicznej korony przekazała Konstytucja III Maja, przedstawiciele Burbonów albo Habsburgów czy jeden z polskich rodów arystokratycznych (najczęściej Czartoryscy albo Zamoyscy). Niektórzy sugerują referendum ogólnonarodowe w tej sprawie. Jeśli przyjrzeć się z bliska każdemu z kandydatów, okazuje się że żaden z nich nie ma realnej legitymizacji do pełnienia funkcji królewskiej. 

 

Zaczynając od Wettynów – osobiście nie wydaje mi się, by usadowienie na polskim tronie Niemca było roztropne i zyskało społeczne poparcie. Na dodatek mam poważne wątpliwości czy prawo do polskiego tronu ustanowione na mocy aktu prawnego uchwalonego wbrew legalnym procedurom, przy pomocy oszustwa zastosowanego wobec posłów jemu przeciwnych, było pełne i prawdziwe. Nawet jeśli pominąć te wątpliwości, zmarły w 2012 r. książe Maria Emanuel Wettyn był bezdzietny. Wskazuje się, że dokonana przez niego adopcja siostrzeńca zgodnie z prawem salickim nie przekazała mu prawa do tronu. Wysuwanie kandydatur Burbonów albo Habsburgów to już zupełne science fiction, bowiem te rody nie mają jakiegokolwiek historycznego tytułu do rządzenia Polską. Podobnie zresztą ma się sprawa polskiej arystokracji. Skąd książęcy ród Czartoryskich albo hrabiowska rodzina Zamoyskich miałaby mieć tytuł do polskiej korony? Bardzo dalekie pokrewieństwo z Jagiellonami to z pewnością zbyt mało, by ofiarować któremukolwiek z nich tytuł monarszy. 

 

Kończąc wątek – ustanowienie monarchii drogą referendum mogłoby mieć sens jedynie w sytuacji, gdyby to którykolwiek ze wspomnianych rodów miał niezaprzeczalne prawo do tronu, podobnie jak to ma miejsce we Włoszech (dynastia Sabaudzka zdetronizowana w 1946 r.), czy w Grecji (dynastia Gluecksburgów zdetronizowana 1973 r., przywrócona chwilowo w 1974 r.). Tamtejsze organizacje monarchistyczne mają realistycznie jeszcze o co walczyć. Wystarczy przekonać społeczeństwo do prawowitej dynastii, wciąż żywej w pamięci obu narodów, mającej pełne prawo do tronu. Polska tradycja rojalistyczna została bezpowrotnie zniszczona i nasi rodzimi monarchiści powinni się z tym ostatecznie pogodzić.

 

Sergiusz Muszyński

 

Za: smuszynski.blogspot.co.uk