Danek: Non possumus

| 18 lipca 2021 | 1 Komentarz

„Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka.”

(2 Tm 1, 14)

 

Rewizji polityki wobec tradycyjnej liturgii, zapowiedzianej w ostatnich czasach przez Stolicę Apostolską, środowiska przywiązanych do niej wiernych oczekiwały z niepokojem, może nawet z lękiem. Nikt chyba jednak w tych kręgach nie spodziewał się (przynajmniej na serio), że ostatecznie przybierze ona aż tak represyjną postać, jak zapisano to w wydanym przez papieża Franciszka motu proprio „Traditionis custodes”. Ojciec Święty od początku swojego pontyfikatu podkreśla przywiązanie do idei tolerancji i dialogu ze światem, w tym nie tylko z wyznawcami innych religii, ale nawet z żywiołami otwarcie demonstrującymi wrogość do Kościoła czy do religii w ogóle. Okazuje się, że jedyną grupą, której papież nie zamierza okazywać tolerancji ani chęci prowadzenia dialogu są katolicy skupieni wokół ośrodków celebracji Mszy świętej w tradycyjnej formie.

List apostolski „Traditionis custodes” uchyla decyzję Benedykta XVI, który w 2007 r. zezwolił wszystkim księżom swobodnie odprawiać Mszę w rycie trydenckim. Teraz na mocy decyzji papieża Franciszka kapłan, który chciałby odprawiać Mszę w tym rycie będzie musiał uzyskać specjalną zgodę nie tylko swojego biskupa, ale faktycznie samej Stolicy Apostolskiej, w czym uwidacznia się dążenie do zahamowania wzrostu liczby księży celebrujących tradycyjną liturgię.

Zgodnie z papieskim nakazem Mszę świętą w rycie trydenckim będzie można odtąd odprawiać wyłącznie poza kościołami parafialnymi (TC art. 3 § 2). Chodzi więc o to, by tradycyjną liturgię w miarę możliwości wypchnąć do położonych na uboczu mniejszych kościółków i kaplic, tak, by utrudnić dostęp do niej zwykłym wiernym. Trudno to określić inaczej, niż jako gettoizację katolików przywiązanych do starszych form liturgicznych, chęć odgrodzenia ich od normalnego życia parafii. Dodajmy, że w Polsce są mniejsze miasta, gdzie dotąd celebrowano Mszę trydencką, w których praktycznie nie ma innych kościołów, niż parafialne.

W art. 3 § 6 nowego motu proprio Ojciec Święty stwierdza, iż każdy ordynariusz „zatroszczy się o to, by nie zezwalać na tworzenie nowych grup”, czyli zobowiązuje biskupów, by co najmniej biernie przeciwdziałali formowaniu się ośrodków celebracji tradycyjnej liturgii. Jeśli rozumieć ten paragraf dosłownie, ośrodki takie nie będą mogły już nigdy powstać w diecezjach, w których nie powstały do tej pory.

Przychodzi mi to napisać z wielkim smutkiem, ale z całego dokumentu wyziera intencja zlikwidowania rytu trydenckiego przy zachowaniu pozorów, że nie zostaje on zakazany.

Papież uzasadnia swą decyzję potrzebą wzmocnienia „jedności Kościoła”. Nietrudno jednak przewidzieć, jakie będą jej konsekwencje. Głównym powodem zainteresowania wiernych rytem trydenckim jest banalizacja liturgii, którą pociągnęło za sobą wprowadzenie nowego rytu Mszy w 1970 r. Nikt nie twierdzi, że takie były zamiary twórców reformy liturgicznej – bo nie były – ale takie są jej powszechnie obserwowalne konsekwencje. Katolicy, którym wskutek wprowadzenia w życie postanowień zawartych w „Traditionis custodes” zostanie zabrana Msza trydencka, nie zaczną uczęszczać na Mszę świętą z graniem na gitarach i bongosach albo jakimiś „diakoniami tańca liturgicznego” szalejącymi w kościelnej nawie i ktokolwiek sądzi, że zdoła coś w tej kwestii osiągnąć przymusem, z pewnością się pomyli. Zamiast tego część z nich zapewne przylgnie do innych obrządków, w których większa hieratyczność i wyraźniej zaznaczony sakralny charakter liturgii umożliwiają głębsze przeżycie religijne i stwarzają wznioślejszą atmosferę dla spotkania z Jezusem przychodzącym w Eucharystii. W naszym kraju będą to zachowane w Kościele katolickim obrządki wschodnie, głównie unicki, może też ormiański – tam, gdzie są odprawiane*. Niestety wśród katolików przywiązanych do starszych form liturgicznych znajdą się prawdopodobnie i tacy, co przejdą do „boskiej liturgii” prawosławia albo innych odłączonych Kościołów wschodnich. Ale największa część odejdzie do kaplic Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, które działa bez zgody władz kościelnych i od kilkudziesięciu lat prowadzi faktyczną rebelię przeciw Stolicy Apostolskiej. Takie będą skutki ostatniego motu proprio dla jedności Kościoła.

Czy w tle ogłoszenia „Traditionis custodes” należy dopatrywać się jakichś walk frakcji w Watykanie, intryg w papieskich dykasteriach? Zwykły człowiek nie dysponuje wiedzą na ten temat. Stolica Apostolska już raz próbowała kiedyś zakazać rytu trydenckiego. Miało to miejsce w 1970 r. i sprawiło, że w Kościele na całym świecie obudził się potężny ruch oporu, który wystąpił w jego obronie. W rezultacie tradycyjna liturgia przetrwała i jest obecna w Kościele po dziś dzień.

W zaistniałej sytuacji musi się ujawnić ruch oporu wobec drugiej próby zakazania rytu trydenckiego przez Stolicę Apostolską. Oporu biskupów, księży, bractw religijnych, grup modlitewnych, zwykłych katolików.

Vive la Résistance!

Głosy takie jak mój zostaną zaatakowane przez kościelnych przeciwników tradycyjnej liturgii oskarżeniami o wichrzycielstwo, warcholstwo i tym podobne. Cóż, kto odbiera innym skarb, niech się nie dziwi, że czują się ograbieni.

 

Adam Danek

 

* Sam chętnie wyprowadziłbym się do Kostomłotów, gdzie funkcjonuje jedyna na świecie parafia katolicka obrządku bizantyjsko-słowiańskiego. Zawsze wyobrażałem sobie mieszkanie w tej nadgranicznej podlaskiej wsi jako idyllę na końcu świata i święty spokój. Żałuję, ale życie nie pozwala mi na taką przeprowadzkę.

Kategoria: Adam Danek, Publicystyka, Religia

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Republikanin pisze:

    "Nikt nie twierdzi, że takie [banalizacja liturgii] były zamiary twórców reformy liturgicznej – bo nie były…"

    Rozumiem, że Autorowi nie wypadało napisać inaczej. Z tego, co się dowiedziałem na ten temat, a były to informacje profesjonalnych historyków, wynika, że jednak takie były.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: