Czech: Refleksja spod oblężonego kościoła

| 31 października 2020 | 6 komentarzy

Taka refleksja mnie dziś naszła…

W obliczu wulgarnych, wręcz rynsztokowych i sięgających głębokiego moralnego dna, ataków na katolickie świątynie w całej Polsce, bywam ostatnio regularnie wieczorami pod wrocławską Katedrą. Jest modlitwa z obowiązkowym Różańcem, litanie, pieśni religijne i zawsze Apel Jasnogórski o 21:00 z grupą zgromadzonych wiernych. (Dziś dodatkowo była herbata z termosu i czekolady)

Jeżeli czas pozwala, przeglądam sobie potem na Facebooku zdjęcia z podobnych wydarzeń w naszym kraju.

– O! To u nas, to Wrocław! – myślę sobie, ale przyglądam się uważniej, czytam podpisy. – A nie, to Kalisz. – doczytuję i sprawdzam dalej.

– Ostrów Tumski. To tu jest Wrocław. Ale przecież Ostrów Tumski z Katedrą jest też w Poznaniu! To Poznań. Tu Oliwa, tu Gdańsk, tam Katowice i Gliwice… Jest i Wrocław, jesteśmy i my…

Tyle obrazów, tyle fotografii – tak różnych i tak podobnych do siebie jednocześnie.

Bo katolik, patrząc na kościół, zawsze czuje się u siebie.

Z łezką w oku wertuję te widoki romańskich czy gotyckich murów świątynnych, z charakterystycznym wytartym stopniem u wejścia, pamiętającym jeszcze kroki naszych Ojców. Wokół nich zgromadzili się ci, którzy jeszcze potrafią czytać symbole łacińskiej cywilizacji.

Człowiek bowiem, żeby wyrazić pewne wartości, które go niejednokrotnie przerastają, potrzebuje symboli, znaków, gestów, które mają konkretny wydźwięk. To m.in. człowieka odróżnia od zwierząt, że jest istotą symboliczną, że tworzy cywilizacje oparte na konkretnych kodach kulturowych. Obok prawa istnieje coś takiego, jak konwenanse, ale prostacy nie potrafią już ani ich czytać, ani rozumieć. Dla ludzi zdeprawowanych symbole i konwenanse, ta piękna i pełna bogatych wyróżników tradycja, jest dziś jak nowoczesna toaleta dla Pigmeja. Co najwyżej śmieszna i dziwna, bo nie potrafi z niej korzystać.

A wszystkim krzykaczom dziś wydaje się, że są ,,tacy postępowi”…

Kilka słów do nich.

Kiedy podajesz znajomym rękę na spotkanie, potwierdzasz skinieniem głowy, że się z kimś zgadzasz, ustępujesz staruszce miejsca w tramwaju, a mamie niesiesz kwiaty na imieniny – to wiedz, że to są resztki owych symboli i konwenansów, które tak wyśmiewasz, bo o ile potrafisz określić jeszcze, kim jest dla Ciebie znajomy czy matka, to zatraciłeś już w sobie to, kim sam dla siebie jesteś i skąd pochodzisz. A na pewno nie wiesz już, dokąd zmierzasz w tym rozwydrzonym zgiełku i jazgoczącym harmidrze.

Jak już dotrzesz pośród ryczącej wrzawy pod kościół, zamiast bezmyślnie profanować dorobek wieków spójrz dokładniej na jego majestatyczne strzeliste kształty, dostojną strukturę, na harmonijną sylwetkę, równowagę bryły, jej szlachetną kompozycję i wszystkie, tak bardzo przemyślane i dopracowane szczegóły.

Tak. Harmonia, równowaga, szlachetność… Czy aby nie tego w życiu szukasz? Wiesz w ogóle, czego w życiu szukasz?

Czym się otaczasz, taki jesteś.

Spróbuj zatrzymać swój wzrok na jakimś szczególe budynku świątynnego – może to być kamień, cegła, może nadszarpnięte zębem czasu drzwi… i zastanów się, dlaczego w historii całego świata byli – i są nadal! – ludzie, dla których ten ,,szczegół” jest wart więcej niż ich własne życie. 

Co Ty jesteś w stanie poświęcić w imię haseł, jakie wykrzykujesz?

 

Marta Czech

Kategoria: Publicystyka, Religia, Wiara

Komentarze (6)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. marian pisze:

    Jak zwykle piękne, szkoda, że pod przykrywka głębi dość puste.

    A gdzie u siebie czuć się mają Ci, którzy np katolikami nie są?

    m

  2. Aleksandra Kostecki pisze:

     panie Marianie, Na to niestety nie ma rady, taki był pana wybór, czy tez pana rodziców.

    Ja tez nie jestem wierząca, ale patrzę z odraza na to co się dzieje. Trzeba mieć poczucie wewnętrzne tego co jest dobre a co złe;   To jest jest wychowanie w rodzinie, to są lata lektur, wykształcenie, doświadczenie, mądre rozmowy. Ale jak tak myśle nad tym , to widzę,  idąc na skróty, ze 10 przykazań spełnia te role. Napewno wiara dla ludzi wierzących jest pokrzepieniem i wyznacznikiem. Dlatego nigdy nie śmieje się z tych co wierzą i szanuje ich uczucia.  A już profanować miejsca kultu jest dla mnie zbrodnia. Trzeba samemu myśleć i nie sugerować się innymi, nawet gdy to są najbliżsi przyjaciele. Nie iść za tłuszcza i wierzyć w swój zdrowy rozsądek. Pozdrawiam. Aleksandra

  3. Dominik W. Feliks pisze:

    Wczoraj przeznaczyłem kilkadziesiąt złotych i kilka godzin. Zawsze coś.

     

     

  4. Sciepuro pisze:

    A ci co katolikami nie są „u siebie”mogą poczuć się może w galerii handlowej,fast fudzie,dyskotece.Trudno, to jest ta różnica i nie ma na to rady. I nawet lamenty na”wykluczenie”tego nie zmienią.

  5. Jean pisze:

    "Rzucanie pereł przed wieprze". Próba dotarcia do kogoś kto ma w głowie jazgot i nawet nie wie czy są to skandowane przez niego samego hasła, czy może potoku wycia z iPoda czy czegoś takiego, kogoś kto myśli, że cywilizacja to mikrofalówka, smartfon lub kondom jest z góry skazana na porażkę. Wielu z nich myśli, że skoro oni nie wierzą w Boga chrześcijan to musi być to nic nie ważny zabobon. Nie dostrzegają, że jedyną Kulturę wartą naśladowania (nie trzeba do tego być katolikiem) stworzył w Polsce katolicyzm, im podoba się szambo popkultury. I co zrobisz?

  6. Jestem ateistką z wyboru. W dzieciństwie byłam bezkrytycznie wierzącą. Jako nastolatka podświadomie odrzuciłam wiarę, bo poczułam się na tyle silna i dojrzała psychicznie ze nie potrzebowałam Boga. Ale nigdy nie śmiałabym negować potrzeby jego istnienia, bo uważam że ludzie go potrzebują. Ludzie potrzebują mitów, wiary że ktoś jest za coś winny, winny za rzeczy których nie są w stanie zaakceptować. Pomimo postępu jaki przez wieki poczyniła nauka, technologia, cywilizacja ludzie pod względem psychologicznym wciąż tkwią w okresie dziecięctwa. Przywary typu zazdrość, zawisc, rządzą władzy i uznania, akceptacji nie zmieniły się od wieków. Nie mogą nad nimi zapanować, dlatego wciąż potrzebują Boga, kościoła który pewne wartości poda im na tacy. Dopiero po latach zrozumiałam jak destrukcyjna religia jest katolicyzm że swoim wiodocym poczuciem winy i jak wielkie spustoszenie czyni w wrażliwej psychice. Spustoszenie którego tak trudno się pozbyć i wyzwolić od niego. Ale tylko bardzo silne psychiczne jednostki potrafią sobie z tym poradzić. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: