I. Wstęp

We współczesnej debacie metapolitycznej przeciwstawia się sobie – na zasadzie dwóch sprzecznych, leżących na przeciwległych końcach spektrum i tym samym niemożliwych do pogodzenia – dwie wartości: twardy realizm, dążący do skutecznego realizowania swojej agendy, oraz bezkompromisowy idealizm, pozwalający na zachowanie autentyczności i wierności swojej afiliacji światopoglądowej. Napięcia pomiędzy wspomnianymi powyżej postawami – przywołujące obraz Szkoły ateńskiej Rafaela wraz ze sporem centralnych postaci Platona i Arystotelesa – objawiły się we wczesno nowożytnej teorii politycznej, w pisarstwie dwóch wybitnych humanistów: Mikołaja Makiawela oraz Michała de Montaigne. Celem niniejszego tekstu jest zwięzłe omówienie myśli wspomnianych autorów – oraz porównanie jej ze współczesną praktyką polityczną partii Nowa Nadzieja.

II. Niccolò Machiavelli

1. Życiorys

Makiawel urodził się w 1469 r. we Florencji, przez całe życie pozostając związany z tym miastem. Jako syn doktora praw dysponował obszerną domową bibliotekę; otrzymał staranne wykształcenie w stylu włoskiego renesansu, poznając antycznych klasyków.

Machiavelli w trakcie swojego życia obserwował zmagania o władzę komponentu republikańskiego i książęcego w mieście oraz próby przejęcia hegemonii nad całą Italią przez obce siły – Francję, Neapol czy papiestwo – co wpływało na stabilność władzy we Florencji – a także na jego poglądy. Jako sekretarz I Kancelarii w magistracie Radzie Dziesięciu Makiawel był odpowiedzialny za prowadzenie spraw zagranicznych państwa, co wiązało się z wymianą korespondencji oraz licznymi podróżami – w kwestii polityki był więc nie tylko teoretykiem, ale i praktykiem.

2. Książę

Machiavelli zmarł w 1527 r., a Il Principe został wydany po raz pierwszy w 1532 r. – podobnie jak większość jego prac, pośmiertnie. Wokół tego najlepiej znanego dzieła narosło przez lata wiele interpretacji, w związku z czym ograniczę się jedynie do tej najbardziej rozpowszechnionej. Zgodnie z tym odczytaniem, dzieło to wprowadziło koncepcję racji stanu, to jest najważniejszego interesu państwa, które będzie korzystne dla wszystkich obywateli, i któremu zostają podporządkowane wszystkie działania rządzących. By utrzymać stabilność państwa – a następnie realizować rację stanu – władcy mogą uciekać się do czynów amoralnych: podstępu, kłamstwa, groźby czy zabójstw przeciwników. Tym samym Makiawel odrzucił średniowieczną ideę państwa i władcy, których celem jest zbawienie poddanych – jak w pismach Izydora z Sewilli, Pseudo-Cypriana, Alkuina, św. Tomasza z Akwinu czy Jana z Salisbury. Utrzymanie stabilności państwa oraz dobro doczesne obywateli stawało się celem samym w sobie, podczas gdy kwestie zbawienia pozostawiano jako kwestię indywidualną. Działania władcy pozostawały jednak poza moralnością – warto jednak podkreślić, że Makiawel nie zachęcał do ciągłego działania wbrew etyce, a jedynie uważał, że czasem jest ono konieczne, gdyż jego wynikiem może być większe dobro. Tym samym Machiavelli nie namawiał do odrzucenia moralności, lecz podkreślał skupienie się na celu – realizm i pragmatyzm w polityce w miejsce chrześcijańskiego idealizmu.

3. Pragmatyzm Nowej Nadziei

W tym momencie chciałbym przejść do kwestii realizmu oraz pragmatyzmu w działaniach Nowej Nadziei – czy szerzej: Konfederacji. Samo powstanie tej formacji wynika z realistycznego spojrzenia na preferencje elektoratu. Mianowicie po wyborach samorządowych w 2018 r. w ówczesnej partii Korwin postanowiono dokonać analizy politologicznej, by wyjaśnić przyczyny wyników niewspółmiernych do wydanej energii: w jednym okręgu wyborczym kandydat zdobył pokaźną ilość głosów, pomimo braku prowadzenia jakiejkolwiek kampanii, podczas gdy w innym okręgu, w którym kampania została przeprowadzona pracowicie, wynik wyborczy okazał się mizerny. Przeprowadzone badania wykazały, że odpowiadała za to wspólna baza wyborcza – w okręgach, w których swoich kandydatów nie wystawił Ruch Narodowy, uzyskiwano lepsze wyniki, podczas gdy osobne listy KORWiN-a oraz RN powodowały podziały przy oddawaniu głosów przez wspólny elektorat. Postanowiono więc przełożyć pragmatyzm i skuteczność w działaniu ponad niewielkie różnice ideowe, w wyborach do Parlamentu Europejskiego w tym samym roku wystawiając wspólną listę. Ta kooperatywa szła na tyle dobrze, że na początku 2019 r. zawiązano koalicję – początkowo pod nazwą Koalicja ProPolska, rychło zmienioną na Konfederacja WiN, pod którym to imieniem zarejestrowano też nową partię. Szyld ten zaczął skupiać szerokie środowiska kojarzone z prawicą: Skutecznych Andrzeja Liroya-Marca, stowarzyszenie „Pobudka” Grzegorza Brauna, Fundację Życie i Rodzina Kai Godek czy Partię Kierowców. Stanowi to przykład realizmu politycznego – sformowania koalicji zdolnej przekroczyć próg wyborczy dzięki wspólnej bazie elektoratu.

Próby realizowania Realpolitik przez środowisko Konfederacji ujawniły się choćby

pod napaści Rosji na Ukrainę w 2022 r. Przyjęcie kilkumilionowej rzeszy uchodźców było możliwe jedynie dzięki olbrzymiemu zaangażowaniu narodu polskiego. Ówczesny rząd tak zwanej Zjednoczonej Prawicy próbował włączyć się w ten społeczny, oddolny zryw, pełniąc rolę służących narodu ukraińskiego – nie tylko zapewnił obywatelom Ukrainy w Polsce liczne przywileje związane z ochroną zdrowia, edukacją czy świadczeniami socjalnymi, ale również oddawał broniącemu się państwu ukraińskiemu nieodpłatną pomoc wojskową w postaci dostaw sprzętu czy zabezpieczenia logistycznego. Wówczas politycy Konfederacji zwracali uwagę, że podobna pomoc – nawet jeśli z geopolitycznego punktu widzenia była w naszym interesie – nie powinna pozostawać całkowicie darmowa, lecz wiązać się z odwzajemnieniem w postaci choćby zagwarantowania polskiemu kapitałowi odbudowy kraju po wojnie czy podzieleniem się z Polską know-how w zakresie technologii dronowych.

Propagowane wówczas przez działaczy Konfederacji hasło Pomagajmy, ale z głową! – wynikające z obawy o przekładanie dobra obcego narodu i państwa ponad własny interes – było przedstawiane przez oponentów politycznych jako przejaw ukrainofobii oraz sprzyjania Rosji.

Inny przykład stosowania Realpolitik może stanowić koncepcja polityki migracyjnej, opracowanej przez Dobromira Sośnierza w ramach akcji Projekt 27. W dokumencie tym zwrócono uwagę, że imigracja z krajów o zbliżonej kulturze lub o umiarkowanych rozmiarach przynosi państwu wiele korzyści – w zakresie gospodarczym, demograficznym czy militarnym – jednak brak ograniczeń w imigracji prowadzi do napięć społecznych, wzrostu przestępczości czy podatności na naciski z zewnątrz. Tym samym – w ujęciu Sośnierza – dla wolnościowców w miarę jednolite państwo narodowe nie stanowi ideologicznego celu samego w sobie, lecz jest pożądane z pragmatycznego punktu widzenia jako jeden z czynników stabilizacji państwa. Zwróciwszy uwagę na ten przejaw realizmu w polityce wewnętrznej czy społecznej, w niniejszym tekście nie omawiam bliżej wspomnianego dokumentu, gdyż wymaga on – choćby ze względu na długość oraz pokaźną liczbę poruszanych w nim wątków – osobnego opracowania.

Postawa Realpolitik Nowej Nadziei wypływa też z tradycji środowiska, które historycznie wywodzą się z pozytywizmu, koncepcji pracy oraz pracy u podstawy, szkoły krakowskiej (w historiografii) czy kręgu endecji – Zygmunta Miłkowskiego, Zygmunta Balickiego, Jana Ludwika Popławskiego, Romana Rybarskiego czy Władysława Grabskiego.

Tradycjom tym przeciwstawiają się kręgi romantyczne, postawy pro-powstańcze, odwołujące się do szkoły warszawskiej oraz dziedzictwa PPS-u, Legionów Piłsudskiego czy środowiska sanacji. Expressis verbis dał temu wyraz historyk oraz – znacznie częściej – publicysta Andrzej Nowak, stwierdzając, że jedynie współczesna kultura polska wypływa jedynie z tradycji powstańczych, zaś opozycja wobec takiej postawy stanowi w istocie zaprzeczenie polskości. Między innymi z tego powodu pozostaję zdania – nie tylko ze względu na stosunek do gospodarki – że środowiska związane z PiSem, a więc pielęgnujące wspomniane tradycje powstańcze oraz rewolucyjne, należy w typologii światopoglądowej przyporządkować do politycznej lewicy.

III. Michel de Montaigne

1. Życiorys

Michał de Montaigne urodził się w rodzinie kupieckiej, która ze względu na zamożność, służbę królowi oraz znajomości wśród wyższych urzędników państwowych zbliżyła się stylem życia do szlachty. Jego ojciec Pierre Eyguem towarzyszył Franciszkowi I Walezjuszowi podczas wypraw wojennych przeciwko państwom włoskim; dzięki pobytowi na Półwyspie Apenińskim Eyguem zapoznał się z rozwijającymi się prądami humanizmu i odrodzenia. Pod ich wpływem postanowił wychować dzieci w nowatorski sposób – preceptor, domownicy oraz służba mogli zwracać się do Michela wyłącznie po łacinie. W ten sposób wymarły język łaciński stał się de facto językiem ojczystym dziecka. Tym większy szacunek budzi więc fakt, że Próby – jeden z pierwszych zabytków piśmiennych nowożytnego języka francuskiego – Montaigne napisał w języku w istocie sobie obcym.

Podobnie jak jego wstępni, Michel de Montaigne służył francuskiej koronie w osobach kolejnych Walezjuszy – Henryka II, Franciszka II, Karola IX oraz Henryka III. Dzięki poparciu władzy zwierzchniej pełnił m.in. funkcje rajcy w trybunale podatkowym w Périgueux oraz burmistrza Bordeaux. Nie zagłębiając się zbytnio w meandry życiorysu Montaigne’a, chciałbym zwrócić uwagę, że stanowił on – podobnie jak Makiawel – przykład czynnego polityka, który stykał się z praktyczną stroną sprawowania rządów. Co więcej, w przypadku Montaigne’a przypadło to na okres reformacji oraz związanego z nią wewnętrznego rozdarcia państwa przez spory konfesyjne – doświadczenia łagodzenia wewnętrznych sporów wpłynęły w istotny sposób na polityczne refleksje pisarza.

2. Próby

Już tytuł dzieła wskazuje na jego nowatorski – a przy tym ledwie przyczynkowy – charakter. W przeciwieństwie bowiem do średniowiecznych traktatów, które starały się dogłębnie omówić i wyczerpać dane zagadnienie, Montaigne podjął się jedynie prób zmierzenia się z różnymi problemami, dotykania ich powierzchownie i przeskakiwania z tematu na temat w strumieniu świadomości, by uporządkować swe myśli, wiedzę i opinię.

Było to więc pisarstwo jak najbardziej ekspresyjne, nastawione na spojrzenie w głąb własnej osoby i wyrażenie siebie poprzez kolaż różnych przemyśleń, do której to intelektualnej przygody został zaproszony również czytelnik. Tym samym Montaigne, zapewne w sposób nieintencjonalny, stworzył nowy gatunek literacki – jakkolwiek w  przypadku oryginalnego dzieła zwykło się stosować dosłowne tłumaczenie z francuskiego Essais w postaci Prób, to podobne prace późniejszych autorów określa się za pomocą spolszczenia eseje.

Montaigne, obeznany w kulturze humanizmu i odrodzenia, znał pisma Makiawela. W swoich Próbach wchodził z nimi w polemikę, chociaż często w sposób zawoalowany, bez cytowania źródła. Samo nazwisko Machiavellego pojawiło się w Próbach jedynie dwa razy, w obu przypadkach w księdze II. Montaigne odrzuca jednak samą koncepcję stworzenia uporządkowanej nauki na temat spraw politycznych, uznając je za sferę działania stricte praktycznego, dynamicznego, związanego z ludzkimi poczynaniami i przez to podlegającą ciągłym zmianom, a więc niemożliwą do wpisania w sztywne ramy teoretyczne. Odwołując się do swoich doświadczeń w sądzie, Montaigne przyrównał dysputy na temat do polityki do sporów prawniczych, które mogą ciągnąć się w nieskończoność, nie przynosząc żadnych wymiernych zysków.

Nie wymieniając więc Makiawela z imienia, Montaigne w Próbach krytykował posługiwanie się zdradą czy okrucieństwem w imię racji czy wspólnego dobra, ponieważ takie praktyki mogą napędzać kolejne niemoralne czyny, co potęguje przypadki przemocy oraz krzywoprzysięstwa w czasie kolejnych wewnętrznych sporów, obniżając stabilność państwa i bezpieczeństwo jego mieszkańców. Autor Prób nie odrzucał całkowicie Realpolitik – uważał, że sporadycznie rządzący musi uciec się do perfidii – podkreślał jednak znaczenie szczerości oraz otwartości jako podstawowych narzędzi podczas rozwiązywania sporu.

Montaigne podczas swojej służby dla korony służył jako mediator zwaśnionym stronom – a właśnie utrzymanie pokoju, jego zdaniem, władca powinien przekładać ponad osobiste ambicje – w których to sporach unikał ukrytych przymierzy, otwarcie przedstawiał swoje intencje oraz pozwalał przedstawić własne argumenty obu stronom. Z doświadczenia Montaigne’a wynikało, że prawda zawsze wychodziła w końcu na jaw – jakkolwiek więc na krótką metę oszustwa pozwalały uzyskać pewne korzyści, to w dłuższej perspektywie okazywały się zgubne.

Do złudzenia przypomina to współczesne podejście etyki biznesu, w której podkreśla się, że prowadząc działalność gospodarczą, dane przedsiębiorstwo powinno przestrzegać zapisów prawa stanowionego oraz norm społecznych w czasie transakcji z kontrahentami, klientami czy organami publicznymi. O ile bowiem krętactwa mogą przynoszą korzyści majątkowe, to ich ujawnienie wiąże się z podkopaniem zaufania do firmy – zaś straty wizerunkowe mogą spowodować na dłuższą metę drastyczne straty finansowe.

3. Nowa nadzieja w polityce

Poprzez analogię do etyki w działalności gospodarczej chciałbym przejść płynnie od omawiania wczesno nowożytnej myśli politycznej do współczesnej polityki. Wydaje się bowiem, że tak samo, jak Montaigne cenił sobie szczerość i otwartość, tak samo te wartości wydają się szczególnie ważne dla działaczy Nowej Nadziei. Zostało to zresztą wyrażone expressis verbis w regulaminie – wewnętrznym dokumencie, określającym normy postępowania, którego nie należy mylić z oficjalnym statutem – partii, udostępnionym na witrynie internetowej Nowej Nadziei. W części dotyczącej stosunków wewnętrznych między członkami partii jest mowa o potrzebie otwartości i szczerości oraz o zakazie kłamstwa – zakaz ten został powtórzony następnie w części dotyczącej kontaktu działaczy na zewnątrz, z wyborcami. Chciałbym skupić się na tej drugiej części, gdyż wydaje się, że w tym przypadku teoretyczne zapisy regulaminu idą w parze z konkretną praktyką.

Wydaje się, że przywiązanie Sławomira Mentzena – prezesa Nowej Nadziei – do szczerości może wynikać z jego spektrum autyzmu, o zdiagnozowaniu którego przyznał się we wrześniu 2024 r. Osoby z zespołem Aspergera – jak kiedyś określano to zaburzenie – mają bowiem skłonność do mówienia wszystkiego wprost, zgodnie z prawdą oraz unikania nawet dyplomatycznych kłamstw w ramach konwenansów towarzyskich. Jednocześnie jednak odrzucenie kłamstwa stanowi coś więcej niż jedynie osobiste preferencje w zachowaniu prezesa – to świadoma strategia budowania partii politycznej nowego typu.

Dobrze obrazuje to humorystyczne określenie specjalistów od wszystkiego, którymi określa się polityków starej daty – którzy koniecznie muszą mieć wyrobione zdanie na każdy temat oraz posiadać ekspercką wiedzę z każdej dziedziny, gotowi do dzielenia się nią na medialnych salonach w blasku studia nagraniowego. Opozycję do tego obrazu tworzy choćby Bartosz Bocheńczak – sekretarz Nowej Nadziei oraz kandydat z ramienia tej partii na prezydenta Krakowa – który, zapytany w czerwcu 2026 r. w wywiadzie dla Radio Kraków o to, które krakowskie teatry są miejskie, odpowiedział jedynie: „przyznam szczerze, że w tej chwili nie wiem. […] mówię szczerze. Jeżeli czegoś nie wiem, to mówię, jak jest.” Wydaje się, że to spontaniczne przyznanie się do własnej niewiedzy, tak wyjątkowe na tle dotychczasowego poczynania polityków, spotkało się z dobrym odbiorem opinii publicznej.

Zaprzeczenie takiej postawy – zgodne z modus operandi starej polityki – stanowi zachowanie Mateusza Morawieckiego, który po latach wciąż nie jest w stanie przyznać się pokornie do swoich błędów jako premiera w zakresie zgody na wprowadzenie w Polsce Stref Czystego Transportu czy Zielonego Ładu. Wykorzystując niedawny rozłam na łonie Prawa i Sprawiedliwości do swojej narracji, Morawiecki woli zrzucać winę na wadliwe funkcjonowanie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów niż przyznać się do samodzielnego podjęcia złych decyzji.

Istnieje żart, który mówi, że Jarosław Kaczyński, w przeciwieństwie do Mentzena, jest dobrym politykiem – ponieważ potrafi świetnie knuć, dokonywać zdrady czy właśnie kłamać. Jakkolwiek więc Mentzen sam jest (złym) politykiem, w swoich wypowiedziach często odcina się od polityków starszego pokolenia – członków establishmentu czy uwikłanych w układy. W opozycji do tego jego młoda partia tworzona jest jako środowisko nowej jakości w polityce – którego działacze nie okłamują opinii publicznej czy nie obsadzają synekur w publicznych spółkach według klucza lojalnościowego. W tym sensie nazwa partii – niezależnie od popkulturowych skojarzeń z oryginalnymi Gwiezdnymi Wojnami z 1977 r. – stanowi odwołanie do jednej ze cnót teologalnych oraz obietnica realnych zmian w polskiej polityce; ponieważ, by dokonać poprawy, należy najpierw żywić nadzieję, że jest to w ogóle wykonalne. Należy może dodać, że tego typu deklaracje łatwo składać w miarę świeżym środowiskom politycznym, które nie miały jeszcze okazji rządzić.

Dopiero czas zweryfikuje, czy obietnice zostaną dotrzymane – a podobnie jak w biznesie, tak i w przypadku partii politycznej, straty wizerunkowe mogą okazać się zabójcze.

IV. Zakończenie

W podsumowaniu chciałbym jedynie zauważyć, że środowisko Konfederacji, wywodzące się z tradycji realistów i współcześnie prezentujące postawę Realpolitik, może spotykać się z zarzutami ze strony innych partii o makiawelizm w działaniu. Zostawiając już na boku dywagacje o słuszności podstaw takiego wyrażenia, zgodnych bądź nie z ideami wyłożonymi przez autora Księcia, należy zaznaczyć, że Nowa Nadzieja w swoich założeniach oraz praktyce bardziej niż makiawelistyczna – jest raczej montenowska.

Krzysztof Ziomek