W konsekwencji konsekracji biskupich w Écône (1 lipca 2026) ataki na Bractwo św. Piusa X spadały często i gęsto. Liczba internetowych teologów poszerzała się i nadal rośnie w rekordowym tempie.
Nie da się ukryć, że jako ludzkość, jako Kościół, żyjemy w czasach miernych. Kościół, od dekad zmaga się z najpodstępniejszą z herezji, z jakimi do tej pory miał do czynienia. To, że zawsze będzie się on zmagał z jakąś formą agresji i próbami dyskredytacji, jest dość oczywiste, ale Jego obecny wróg – modernizm – w swej esencji przewyższa wszystkie inne zagrożenia. Hilaire Belloc, w swojej książce „Wielkie Herezje” z 1938 roku, w proroczy niemalże sposób streścił charakter modernizmu tymi słowy: „Na początku zauważamy, że jest on materialistyczny i przesądny. Istnieje w nim sprzeczność w rozumowaniu, ale (co gorsza) jego nowoczesna fala antychrześcijańskiego postępu, porzuciła rozsądek w ogóle (…) Ten nowoczesny atak jest materialistyczny, ponieważ w swojej filozofii, bierze pod uwagę tylko przyczyny materialne a przesądnym jest jako produkt uboczny takiego stanu rozumowania. Żywi się i pielęgnuje na swojej powierzchni głupie kaprysy spirytyzmu, wulgarne nonsensy „nauk chrześcijańskich”, i kto wie ile jeszcze innych fantazji”. Dodać należy, że naturalnym dla jego natury jest fakt, iż największym wrogiem modernizmu jest Tradycja.
Co najgorsze, Stolica Piotrowa, wbrew swojemu Bożemu mandatowi przez dziesięciolecia subtelnie przekształcała Tradycję w tylko i wyłącznie emocjonalne przywiązanie, a nie obiektywne dziedzictwo powierzone każdemu katolikowi. Tradycja stała się preferencją, a nie obowiązkiem. Zamiast przylgnięcia do Tradycji, Rzym ją stopniowo odrzuca. Lub próbuje kontrolować i osłabiać. W zamian, w szczególności od pontyfikatu papieża Franciszka, przyjął na swoje sztandary tzw. synodalność – ukoronowanie Reformacji – zasadnicze połączenie gnostycyzmu i oświecenia. Pamiętać należy, że trzy filary Kościoła katolickiego to: Pismo Święte, Święta Tradycja oraz Magisterium. Tym trzem bezsprzecznie wiernym pozostaje właśnie Fraternitas Sacerdotalis Sancti Pii X.
Herezje są odbiciem czasów i właściwych im nastrojów społecznych oraz duchowych rozterek, podobnie, jak np. sztuka. W jak krytycznym stanie, jako cywilizacja, znajdujemy się obecnie, możemy się przekonać w najbliższej nam galerii. Dlatego też forma rewolty antykościelnej, której doświadczamy obecnie, jest tak podstępna, wyrafinowana, materialistyczna i antropocentryczna. Nie jest to jednak atak z zewnątrz, tym razem wypełza on z samego środka. Podszyty pod dobroduszność i otwartość na człowieka, często odziany w sutannę, degeneruje od środka, niczym nowotwór – którego najróżniejsze odmiany są przecież chorobą naszych czasów.
Belloc, podsumowując swoją pracę, wyraził nadzieję, że (jak zawsze) Opatrzność da ludzkości wielkiego człowieka, którego misją będzie zachowanie dla przyszłych pokoleń niezmiennej nauki i tradycji Kościoła. Że wśród tego zamętu znajdzie się nieliczna grupa katolików, którzy mimo krytyki i wyszydzania będą przekaźnikiem tego, co wieczne. Śmiem uważać że tą osobą był ojciec Lefebvre, a ową grupą – zastęp jego kapłanów. To kapłani Bractwa są tym ogniwem, danym Kościołowi przez Boga, o którym marzył pisarz. Jestem przekonany że Kościół wygra i tę batalię, ponieważ jest On wieczny.
Ale przejdźmy do meritum mojego tekstu. Bractwo zostało opatrzone etykietą schizmatycką. I objęte ekskomuniką. Jednak zgodnie z tradycją i przepisami kościelnymi, wyświęcenie nowych biskupów bez mandatu papieskiego nie jest aktem buntu przeciwko urzędowi papieża, lecz „nadzwyczajną pomocą” dla Kościoła. Która ma na celu zapewnienie ciągłości kapłaństwa i sakramentów.
Wśród nowonarodzonych, wcześniej wspomnianych przeze mnie teologów internetowych, większość stanowią (o dziwo!) tzw. indultowcy i skostniali legaliści. A zatem, biorąc pod uwagę prawo spisane kanon 1323 pkt 4 głosi, że nie podlega żadnej karze ten, kto naruszył prawo, działając pod wpływem ciężkiej bojaźni albo „z konieczności lub wskutek wielkiej niedogodności”, o ile czyn nie jest wewnętrznie zły i nie powoduje szkody dusz. Z kolei kanon 1324 §1 pkt 8 dodaje, że nawet jeśli stan konieczności obiektywnie nie istniał, ale sprawca był głęboko i nienaruszenie przekonany, że taka konieczność zachodzi, wymierzana kara musi być złagodzona lub zastąpiona inną sankcją – co w teorii wykluczałoby automatyczną ekskomunikę (latae sententiae).
Co do domniemanej schizmy. Przepisy dotyczące kary za schizmę lub nielegalne święcenia (nie objęte prawnie jako czyn schizmatycki) wymagają udowodnienia woli odrzucenia autorytetu papieża. Bractwo zawsze podkreślało, że uznaje władzę papieża, co technicznie wyklucza zaciągnięcie kary schizmy. Wreszcie sama ekskomunika. Coraz większa liczba kanonistów stwierdza, że dekret ekskomuniki kardynała Fernádeza był w najlepszym scenariuszu źle sporządzony. Dykasteria ds. Nauki Wiary przyznała sobie w nim funkcje, które wykraczają poza jej własny zakres kompetencji oraz poza zakres prawa w jego duchu i literze.
Dekret stwierdza ekskomunikę sześciu biskupów: konsekratorów i konsekrowanych. Dykasteria, w nocie wyjaśniającej dekret, próbuje rozszerzyć ową karę na ponad siedmiuset księży Bractwa oraz ich wiernych. Aczkolwiek, sam dekret wskazuje, że księża i wierni popadaliby w ekskomunikę, jeśli przystąpiliby do domniemanej schizmy. Tymczasem nota wyjaśniająca, podpisana tego samego dnia i przez te same władze, stwierdza, że duchowni już znajdują się w schizmie i należy ich uważać za ekskomunikowanych. Obydwa twierdzenia są sprzeczne, nie mogą zatem być jednocześnie prawdziwe. W prawie kanonicznym normy interpretuje się ściśle. Nie można rozszerzać kar poprzez notę wyjaśniającą. Jeśli dekret stwierdza ekskomunikę tylko sześciu biskupów, nota nie może automatycznie uczynić ekskomunikowanymi ponad siedmiuset księży bez indywidualnej procedury, bez oceny ich poczytalności i bez osobnego dekretu dotyczącego każdego z nich.
Jeśli chodzi o „ekskomunikę” wiernych, to zachodzi tu jeszcze dodatkowy precedens prawny. 1 maja 1991 roku bp Joseph Ferrario wydał dekret ekskomuniki wobec sześciu świeckich katolików. Ich „winą” było uczęszczanie do kaplicy Bractwa św. Piusa X oraz przyjęcie sakramentu bierzmowania z rąk biskupa Richarda Williamsona. Wierni odwołali się do Rzymu. W styczniu 1993 roku kardynał Joseph Ratzinger (późniejszy papież Benedykt XVI), ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, poinstruował nuncjusza apostolskiego, że dekret biskupa Ferrario był nieważny. Sześciu wiernych oczyszczono z zarzutów o schizmę, uznając, że nie pociągało to za sobą automatycznej kary.
Jest jeszcze kwestia ważności sakramentów spowiedzi i małżeństwa udzielanych przez Bractwo. Która bardzo dobrze ilustruje zamęt w Watykanie. Po pierwsze, Bractwo św. Piusa X prawidłowo uczy – opierając się na kan. 144 Kodeksu prawa kanonicznego z 1983 r. – że rozgrzeszenia udzielane przez jego kapłanów zawsze były ważne i godziwe, to tylko papież ma prawo odebrać prawa nadane przez siebie lub jego poprzednika (List Apostolski „Misericordia et Miserae”). Ojciec święty Leon XIV tego nie uczynił, a kardynał Fernández nie ma takiego prawa. Co więcej, dykasteria nie może uchylić aktu papieskiego zwykłą notą wyjaśniającą. Dopóki nie istnieje wyraźne odwołanie ze strony Biskupa Rzymu, te uprawnienia pozostają w mocy. Takiego odwołania dotąd nie ogłoszono.
Wokół noty Dykasterii Nauki Wiary narosły poważne wątpliwości. Z dokumentu podpisanego przez kard. Fernándeza sugerowano, że spowiedzi w Bractwie są obecnie nieważne. Były prefekt tej samej Dykasterii, kard. Gerhard Müller, przypomina jednak fundamentalne zasady teologii sakramentów i wyjaśnia, dlaczego Watykan się myli: „Władza odpuszczania grzechów jest udzielana przez samego Chrystusa w sakramencie święceń, a nie przez Papieża na mocy jego prymatu jurysdykcji – przecież kapłani prawosławni również ważnie udzielają rozgrzeszenia.” „Papież może jedynie zakazać wykonywania tej władzy…” Nawet jeśli sprawowanie sakramentu pozostaje niegodziwe (niedozwolone), sam Papież nie może unicestwić władzy Chrystusowej danej kapłanowi podczas święceń.
Reasumując, nie ulega wątpliwości, że z samej natury istnieje „doskonała separacja” między władzą święceń, przekazywaną w obrzędzie święceń, i władzą jurysdykcji, przekazywaną w Kościele łacińskim decyzją papieża. W tym sensie schizma polega jedynie na przekazaniu władzy jurysdykcji bez zgody papieża – jak miało to miejsce w przypadku biskupów chińskich począwszy od lat 50. XX wieku. Natomiast samo przekazanie władzy święceń stanowi co najwyżej nieposłuszeństwo, będące w niektórych wypadkach dopuszczalne, gdyż usprawiedliwione stanem wyższej konieczności. Jak zauważył x. Paul Kramer, w swojej książce „Samobójstwo zmiany wiary w liturgii”, jak również inni autorzy, z których niektórzy są wybitnymi kanonistami, święcenia biskupie Bractwa nie mają charakteru schizmatyckiego. W Kodeksie Prawa Kanonicznego są one klasyfikowane jako „uzurpacja funkcji kościelnej”, a schizma jako „zbrodnia przeciwko jedności Kościoła”. Żaden komentarz ani podręcznik prawa kanonicznego nigdy nie stawiał obydwu pojęć na równi. I nie zawierał twierdzenia jakoby takie święcania były aktem schizmy. Zostało ono wymyślone przez Sekretariat Stanu w 1988 roku. Watykan dopuszcza się oszustwa – tego samego oszustwa po raz drugi.
Kolejnym następstwem konsekracji jest nowa fala ślepej papolatrii. Przesadnego, niekrytycznego kultu papieża, graniczącego z bałwochwalstwem. Zjawisko to odnosi się do postawy, w której każda wypowiedź i decyzja głowy Kościoła katolickiego jest traktowana jako absolutna wyrocznia, bez odróżniania nauczania dogmatycznego od prywatnych opinii czy działań o charakterze administracyjnym. Francisco Suárez, wielki XVI-wieczny teolog jezuicki, uważał, że papieże mogą popełniać błędy i tracić autorytet. Nauczał, że wierni muszą aktywnie stawiać opór papieżowi, który wydaje polecenia sprzeczne, ze sprawiedliwością, dobrymi obyczajami lub dobrem wspólnym. W skrajnych przypadkach papież mógłby nawet zostać złożony z urzędu. W swoim dziele De Fide (O wierze) napisał, że jeśli papież próbuje narzucić zasady godzące w sprawiedliwość lub dobro wspólne, opór wobec niego jest dozwolony (godziwy). Suárez przekonywał, że ostatecznym celem papieża jest ochrona dusz. Jeśli działania papieża niszczą wiarę Kościoła lub zagrażają jego jedności, katolicy mają nie tylko prawo, ale i obowiązek stawić mu opór.
Kolejnym teologiem wartym przytoczenia jest Sylvester Prierias (właściwie Silvestro Mazzolini da Prieri, 1456–1523). Dominikanin, który był głównym teologiem papieskim i jednym z pierwszych ważnych przeciwników Marcina Lutra u początków reformacji. W 1515 r. papież Leon X powołał go na stanowisko Magister sacri palatii (głównego teologa dworu papieskiego). Prierias, mimo bycia radykalnym papistą, przyznawał, że w teorii, gdyby papież działał jawnie na szkodę Kościoła, to wierni mają wręcz obowiązek stawić mu opór.
W klasycznej teologii katolickiej powszechnie uznawano, że posłuszeństwo papieżowi nie ma charakteru absolutnego ani bezwarunkowego. Wybitni teolodzy, tacy jak św. Tomasz z Akwinu, św. Robert Bellarmin, kardynał Kajetan, a nawet sam zwolennik silnej władzy papieskiej Sylvester Prierias, wprost wskazywali sytuacje, w których opór wobec papieża jest nie tylko dozwolony, ale wręcz obowiązkowy. Teolodzy wypracowali koncepcję obrony koniecznej przed „tyranią” kościelną. Tyranią, której m.in. doświadczamy dzisiaj.
Św. Robert Bellarmin pisał w traktacie De Summo Pontifice: „Tak jak wolno oprzeć się papieżowi, który napada na ciało, tak wolno stawiać mu opór, gdy napada na dusze lub niszczy państwo, a tym bardziej, gdyby dążył do zniszczenia Kościoła”. Jeśli papież bezpodstawnie i masowo nakładał niesprawiedliwe ekskomuniki lub jawnie działał na szkodę wspólnoty wiernych. Dozwolone jest nieposłuszeństwo wobec takich dekretów oraz publiczne i pełne szacunku upomnienie. Zakazanym było jedynie samowolne ogłaszanie, że papież przestał być papieżem. I tworzenie własnego, alternatywnego Kościoła odciętego od Rzymu (co ostatecznie zrobił Luter). Bractwo nigdy nie głosiło, że papież przestał być papieżem. Nigdy też, wbrew opinii większości pseudo-katolickich publicystów, nie tworzyło alternatywnego Kościoła.
Owszem Papież posiada pełnię władzy jurysdykcyjnej, ale – jak podkreślał Kajetan – władza ta została mu powierzona wyłącznie do budowania Kościoła, a nie do jego niszczenia. Co więcej, według Kajetana papież, który systemowo niszczy porządek duchowy i odmawia udzielania Kościołowi właściwego kierunku, sam popada w stan duchowej schizmy (odłączenia od misji Chrystusa). A zatem doszliśmy to wałkowanego wszędzie stanu wyższej konieczności. Bractwo stoi na stanowisku, że w strukturach kościelnych po Soborze Watykańskim II panuje powszechny zamęt doktrynalny i liturgiczny. Nie da się przecież tego ukryć. Że wierni mają utrudniony dostęp do nieskażonej katolickiej wiary i tradycyjnych sakramentów. Skoro naczelną zasadą Kościoła jest zbawienie dusz (salus animarum – kanon 1752), to litera prawa ludzkiego (w tym wymóg administracyjnej zgody papieża) nie może stać w sprzeczności z realizacją tego celu.
Dochodzimy w końcu do kwestii najbardziej przedziwnej. A mianowicie, wrogiego wręcz nastawienia środowisk tak zwanych indultowych wobec Bractwa. Jakkolwiek można zrozumieć ludzi którzy nigdy w życiu nie mieli styczności z Bractwem, lub nie są zainteresowani zgłębianiem wiedzy na jego temat, tak front obrany przez środowiska związane z chociażby tradycjną liturgią zaskakuje. Przecież, „ruch tradycjonalistyczny”, jak trafnie zauważył w swojej recenzji książki JE Bernarda Tissiera de Malleraisa, profesor Jacek Bartyzel (http://www.legitymizm.org/abp-lefebvre-biografia) „(…) jest zjawiskiem szerszym niż nurt instytucjonalnie związany z Bractwem Kapłańskim założonym przez Arcybiskupa”. I chociaż istnienie tego ruchu jest w głównej mierze owocem pracy samego Biskupa i jego stowarzyszenia, to z przykrością muszę przyznać że ów ruch jest nadal podzielony. Prof. Bartyzel pisze dalej: „niemało tradycjonalistów (co jest właściwie określeniem nie najbardziej szczęśliwym, bo przecież słowa: katolik i tradycyjny są, a przynajmniej powinny być, synonimami) miało bądź nawet nadal ma wątpliwości czy droga Arcybiskupa, a zwłaszcza „nielegalne” konsekracje biskupie, była zawsze słuszna. Jednakowoż anulowanie nałożonych, a również budzących co najmniej wątpliwości, kar kościelnych oraz „uwolnienie” Mszy Wszechczasów motu proprio ‘Summorum Pontificum’ przez Jego Świątobliwość papieża Benedykta XVI mają nieprzepartą moc rozwiewania tych zwątpień. Nie byłoby tego dzisiejszego – pierwszego – zwycięstwa bez heroicznej walki abpa Marcela Lefebvre’a o uratowanie tej Mszy, uratowanie doktryny, uratowanie kapłaństwa. Można rzec, iż była to walka legitymowalna, nawet jeśli pociągała za sobą akty legalistycznego nieposłuszeństwa. Albowiem – jak to przypomniał Jean Madiran (którego drogi zresztą rozeszły się z Arcybiskupem po 1988 roku) – posłuszeństwo w Kościele nie jest „pasywne, fetyszystyczne i bezwarunkowe. (…) Bezwarunkowo katolik musi być posłuszny tylko Bogu i prawu Bożemu”.
Być może powodem jest to, co napisał kiedyś arcybiskup o tzw. liberalnych katolikach: że widoczny u nich „ (…) brak spójności umysłu (…) można wyjaśnić na gruncie psychologii dwoma wyraźnymi rysami: liberałowie są podatni i rozgorączkowani. Podatni, gdyż zbyt łatwo przyjmują stany umysłu swoich współczesnych; rozgorączkowani, gdyż, ze względu na obawę obrażenia tych różnorodnych stanów umysłu, znajdują się oni w stanie nieustannego apologetycznego niepokoju. Wydaje się, że cierpią z powodu wątpliwości, z którymi walczą. Nie mają dosyć zaufania do prawdy; chcą zbyt wiele usprawiedliwić, zbyt wiele zademonstrować, zbyt wiele zaadaptować, a nawet za zbyt wiele przeprosić”.
No właśnie, jeśli chodzi o falę zajadłości wymierzoną w Bractwo św. Piusa X w ciągu ostatnich kilku tygodni – nigdy nie widziałem, by współcześni katolicy indultowi pluli podobnym jadem przeciwko modernistom, zwolennikom drogi synodalnej, „lawendowej mafii” (i „lawendowemu duchowieństwu”), jawnym grzesznikom, zbuntowanym biskupom niemieckim, katolikom popierającym prawo do aborcji, czy wszelkim innym odmianom osób będących katolikami jedynie z nazwy. Reakcje, zwłaszcza te dotyczące Wyznania Wiary Bractwa, były uderzająco i rażąco odrażające. Przerażający (i demoralizujący) jest widok tego, jak niektórzy katolicy reagują na jasno sformułowane zasady własnej wiary.
Jednak jest jeszcze nadzieja. Przytoczę przykład Michaela Daviesa jako sytuację analogiczną. Davies był niezwykle ważnym obrońcą arcybiskupa Lefebvre’a i Bractwa od samego początku. Uważał jednak, że konsekracje z 1988 roku poszły krok za daleko i wyraził te przekonania arcybiskupowi oraz opinii publicznej. Przez wiele lat Davies trwał w tym przekonaniu, jednak ostatecznie zmienił zdanie i powrócił do swojej lwiej obrony arcybiskupa Lefebvre’a. Błędem byłoby kwestionowanie jakichkolwiek ukrytych motywów Daviesa w tym okresie, a to, czy wszyscy indultowcy zamierzają pozostać niezmienni w swoich dotychczasowych poglądach, okaże się z czasem.
Biskup Schneider prawidłowo argumentuje, że prawdziwym problemem między Rzymem a Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X nie jest tylko tradycyjna msza łacińska, lecz nierozstrzygnięte kwestie doktrynalne wynikające z Soboru Watykańskiego II. Utrzymuje, że ponieważ Sobór miał charakter przede wszystkim duszpasterski, a nie dogmatyczny, pewne nauki, zwłaszcza dotyczące wolności religijnej, ekumenizmu i kolegialności, mogą zostać z szacunkiem przeanalizowane i wyjaśnione. Schneider wzywa do uczciwego dialogu teologicznego w tych kwestiach i sugeruje, aby Kościół zajął się kwestiami doktrynalnymi Bractwa bezpośrednio, zamiast traktować je jedynie jako kwestię posłuszeństwa lub preferencji liturgicznych.
Z perspektywy i doświadczenia minionych sześćdziesięciu lat, lojalny katolik mógłby nawet zasugerować, że nadszedł już najwyższy czas, aby zrewidować, porzucić lub zmienić podejście do niektórych z tych zasad dla pilnego dobra Kościoła i zbawienia dusz. Ale nie. Dla wielu duchownych, a zwłaszcza biskupów, jest to po prostu nie do pomyślenia. Zdradziłoby to wszystko, za czym się opowiadają i nad czym pracowali przez całe życie. Credo in concilium Vaticanum secundum jest właśnie ich jedynym credo.
Na zakończenie dodam że w naszej walce o przetrwanie musimy być spójni. Zaufajmy prawdzie, nie przepraszajmy. Powtarzajmy za naszym Przewodnikiem: „Całym sercem i całą duszą należymy do katolickiego Rzymu, strażniczki wiary katolickiej i koniecznych do zachowania tej wiary tradycji, do Wiecznego Rzymu, nauczycielki prawdy i mądrości. Odmawiamy natomiast i zawsze odmawialiśmy podążania za Rzymem o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która doszła do głosu na Soborze Watykańskim II oraz w reformach posoborowych”
Arkadiusz Jakubczyk
