Współczesne państwo, zbudowane na fundamencie położonym przez rewolucję francuską i inne bunty przeciw prawom Bożym i ludzkim, przypomina ogromną machinę, która rości sobie prawo do kontrolowania każdego aspektu życia jednostki i rodziny. Od edukacji dzieci po finanse, zdrowie, pracę, aż po narzucanie jednolitej ideologii – moloch ów coraz częściej przekracza granice swojej pierwotnej roli, jaką miało być służenie dobru wspólnemu.
Odpowiedzią na ten stan nie jest rzecz jasna odrzucenie porządku i negowanie sensu istnienia państwa jako takiego – to niezwykle groźna utopia, której konserwatysta nie dopuszcza. Potrzeba jednak współdziałania państwa kierowanego przez króla – ojca z jego poddanymi, niezbędna jest harmonia i ochrona praw jednostki, rodziny, każdego przedsiębiorstwa i każdej lokalnej społeczności. Wszystko to znajduje swoje odbicie w zapomnianej dziś, opartej na organicznej ewolucji, a do głębi katolickiej, zasadzie subsydiarności.
Etymologia i istota
Łaciński źródłosłów tej zasady wywodzi się od słowa subsidium, które oznacza „pomoc”, „wsparcie”, „posiłki” (w sensie wojskowym – oddziały rezerwowe, przychodzące z pomocą w odpowiednim momencie). Od tego właśnie rzeczownika pochodzi przymiotnik subsidiarius – „pomocniczy”, „wspierający”.
Przeniesiona na grunt porządku społecznego i państwowego zasada subsydiarności zakłada, że decyzje oraz działania powinny być podejmowane przede wszystkim na poziomie lokalnym – najbliższym jednostce i rodzinie, gdzie sprawy ich dotyczące mogą być rozwiązywane najskuteczniej i w sposób najbardziej naturalny. Alexis de Tocqueville tak o tym pisał: Władza centralna, choć potężna, nie jest w stanie ogarnąć szczegółów życia społecznego tak dobrze, jak lokalne wspólnoty. Szczególną rolę odgrywają tu podmioty, takie jak: wspólnota sąsiedzka, samorządy, zrzeszenia zawodowe, parafie i inne tym podobne organizacje, które stanowią fundament ładu społecznego. Jest to zarazem naturalny bufor między jednostką a rozległymi strukturami państwowymi, chroniący ją wraz z wszelkimi przydanymi jej prawami i wolnościami.
Subsydiarność posiada dwa przenikające się nawzajem wymiary. Z jednej strony ma ona charakter ograniczający – zabrania instytucjom wyższego rzędu przejmowania zadań, które mogą być skutecznie realizowane na poziomie lokalnym. Dla przykładu: jeśli rodzina jest w stanie wychować i wykształcić dzieci we własnym zakresie, wówczas ingerencja państwa (lub reprezentującego je urzędnika) stanowi uzurpację.
Z drugiej strony omawiana tu zasada nakłada obowiązek udzielania pomocy tam, gdzie jest ona niezbędna. Jeśli wspólnota niższego rzędu przeżywa kryzys (np. spowodowany klęską, katastrofą naturalną itp.), państwo ma obowiązek ją wesprzeć, ale celem nadrzędnym tej pomocy jest wyłącznie przywrócenie utraconej samodzielności.
Nieprzestrzeganie zasady subsydiarności, które obserwujemy dziś niemal wszędzie, prowadzi do poważnych dysfunkcji społecznych i politycznych. Nadmierna centralizacja władzy i kompetencji w rękach aparatu państwowego staje się jednym z największych współczesnych zagrożeń. Konsekwencją tego jest nie tylko biurokratyzacja życia, spadek efektywności i wzrost kosztów zarządzania, ale przede wszystkim erozja wolności jednostki, spłycenie życia publicznego i uśpienie inicjatywy oddolnej. Gdy państwo przejmuje wszystkie zadania, ludzie oraz tworzone przez nich lokalne wspólnoty, tracą poczucie odpowiedzialności, stając się biernymi beneficjentami centralnie dystrybuowanych świadczeń. Subsydiarność jest zatem nie tylko modelem dystrybucji kompetencji, ale przede wszystkim etycznym i politycznym imperatywem ochrony godności i aktywności ludzkiej, połączonej z przyjęciem odpowiedzialności za dobro wspólne.
Nauczanie Kościoła
Kościół wielokrotnie nauczał i potwierdzał, że tak zarysowana relacja pomiędzy jednostką oraz lokalną wspólnotą, w której jest ona zakorzeniona, a państwem pozostaje zgodna z katolicka nauką społeczną.
Korzenie tej zasady sięgają tradycji tomistycznej. Rzecz jasna św. Tomasz z Akwinu nie używa pojęcia „subsydiarność”, uczy jednak, że porządek społeczny powinien odzwierciedlać hierarchię celów, w której niższe wspólnoty realizują własne funkcje w ramach dobra wspólnego, nie tracąc swojej tożsamości, a wyższe porządki nie znoszą niższych, lecz je uzupełniają (Łaska buduje na naturze, nie niszcząc jej).
Leon XIII zauważa, że Państwo powinno troszczyć się o dobro wspólne, lecz nie może wkraczać w sprawy, które należą do rodziny (Rerum novarum, 1891). Pius XI w Encyklice Quadragesimo anno (1931) uznał zasadę subsydiarności za fundamentalne narzędzie w walce z socjalizmem i komunizmem. Papież pisał wprost: Nie wolno odbierać jednostkom i przekazywać społeczności tego, co mogą wykonać własną inicjatywą i własnymi siłami; podobnie jest niesprawiedliwością powierzać większej i wyższej społeczności tego, co mogą wykonać mniejsze i niższe wspólnoty.
Pius XII w jednym z przemówień poucza że To, co jednostka może osiągnąć własnymi siłami, nie powinno być jej odbierane i przekazywane społeczeństwu.
Papież Jan XXIII, rozwijając klasyczne ujęcie subsydiarności, uczy: Jak nie wolno odbierać jednostkom tego, co mogą wykonać własną inicjatywą, tak też nie wolno przekazywać społeczności wyższej tego, co mogą osiągnąć społeczności niższe (Mater et magistra, 1961).
Jan Paweł II przypomina te prawdy wielokrotnie. I tak np. w adhortacji Familiaris consortio z roku 1981 czytamy: Państwo powinno uznawać i wspierać rodzinę, a nie zastępować jej funkcji. To ważne odniesienie subsydiarności do roli rodziny jako wspólnoty o charakterze fundamentalnym. Encyklika Centesimus annus (1991) zawiera następujące stwierdzenie:Społeczność wyższego rzędu nie powinna ingerować w życie społeczności niższego rzędu, pozbawiając ją jej kompetencji, lecz raczej powinna ją wspierać w razie potrzeby. Z kolei w swojej analizie upadku ideologii marksistowskich i błędów państwa opiekuńczego papież zauważył: Państwo opiekuńcze, interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, powoduje utratę energii ludzkiej i nadmierny wzrost aparatów publicznych, w których – przy ogromnych kosztach – dominuje raczej logika biurokratyczna niż troska o służenie użytkownikom (encyklika Centesimus annus, 1991).
Benedykt XVI wiąże subsydiarność bezpośrednio z godnością i wolnością jednostki: Zasada pomocniczości jest wyrazem niezbywalnej wolności osoby ludzkiej (Caritas in veritate, 2009).
Ojciec święty Franciszek w adhortacji Evangelii gaudium (2013) zauważył: Nie jest właściwe, aby państwo zastępowało inicjatywę społeczeństwa. W jego encyklice Fratelli tutti (2020) czytamy natomiast, że: Pomoc powinna prowadzić do samodzielności, a nie do uzależnienia.
Katechizm Kościoła Katolickiego (1992, pkt 1883–1885) poucza:Zasada pomocniczości sprzeciwia się wszelkim formom kolektywizmu.
Nauczanie Kościoła katolickiego konsekwentnie uznaje więc zasadę subsydiarności za jeden z fundamentów ładu społecznego, ściśle powiązany z godnością osoby ludzkiej i naturą wspólnoty. Od klasycznego ujęcia w encyklice Quadragesimo anno Pius XI, przez rozwinięcia u Jana XXIII i Jan Pawła II, aż po współczesne interpretacje Benedykta XVI i Franciszka, zasada ta zachowuje spójny sens: wyższe struktury społeczne powinny wspierać, a nie zastępować niższe. Kościół podkreśla, że pierwszeństwo przysługuje osobie, rodzinie oraz wspólnotom pośrednim, które stanowią naturalne środowisko rozwoju człowieka. Państwo, choć konieczne, ma charakter służebny i powinno działać w sposób pomocniczy, interweniując jedynie tam, gdzie jest to rzeczywiście potrzebne. W tym ujęciu subsydiarność nie tylko chroni przed nadmierną centralizacją, lecz także sprzyja budowaniu społeczeństwa opartego na odpowiedzialności, solidarności i aktywności oddolnej.
Subsydiarność a monarchia
W perspektywie historycznej zasada subsydiarności znajduje szczególnie wyraźne odzwierciedlenie w ustroju monarchicznym, rozumianym nie jako system absolutnej centralizacji, lecz jako porządek wielowarstwowy, oparty na silnych wspólnotach pośrednich. W takim modelu władza królewska nie zastępuje lokalnych struktur społecznych, lecz je porządkuje i chroni, respektując ich autonomię.
Już w średniowiecznej Europie królestwa funkcjonowały jako złożone organizmy polityczne, w których znaczną rolę odgrywały miasta, cechy, stany, zgromadzenia stanowe czy Kościół, a sama władza monarchy była ograniczona prawem zwyczajowym i przywilejami wspólnot. W tym sensie bliższe subsydiarności było historyczne „królestwo stanowe” niż nowoczesne państwo scentralizowane.
W tradycyjnej monarchii, zwłaszcza w jej formie stanowej i korporacyjnej, zasada ta była w dużej mierze urzeczywistniona instytucjonalnie: król pełnił funkcję arbitra i strażnika ładu, podczas gdy realne życie społeczne i gospodarcze pozostawało w rękach lokalnych wspólnot i ciał pośrednich. W tym sensie monarchia oparta na zasadzie „rządów przez porządek” (a nie przez wszechogarniającą administrację), może być interpretowana jako ustrój szczególnie zgodny z logiką subsydiarności, taką jaką sformułował w swojej doktrynie społecznej Kościół Chrystusowy.
Wolność jednostki zakorzenionej
Współczesna propaganda polityczna często stawia nas przed sztucznym i do głębi fałszywym wyborem: albo samowola i ryzyko dla naszego bezpieczeństwa, zdrowia i dobrobytu, albo potężne i wszechobecne państwo (czyli de facto socjalizm). Tradycja katolicka wykazuje błędy leżące u podstaw takiego ujmowania sprawy i tłumaczy, że wolność jednostki ma być chroniona nie przez abstrakcyjne paragrafy, ale przez niezbywalne prawa i realne ciała pośrednie: rodzinę, parafię, cech, stowarzyszenie. To w nich tkwią korzenie jednostki cieszącej się wolnością.
By użyć sformułowania, które stosuje Arystoteles: państwo jest wspólnotą wspólnot, a nie jednolitą masą rządzoną odgórnie. Jeśli te wspólnoty są silne i posiadają własne kompetencje, biurokracja państwowa nie ma do nich dostępu. Subsydiarność to zatem „pancerz” chroniący tkankę społeczną. Jak pisał Edmund Burke: Kochać mały oddział, do którego należymy w społeczeństwie, to pierwsza zasada (że tak powiem: zarodek) przywiązań publicznych. Jest to pierwsze ogniwo w łańcuchu, który prowadzi nas ku miłości do naszego kraju i całej ludzkości.
Walka z wszechwładzą państwa nie jest walką o anarchię. To walka o przywrócenie właściwej hierarchii. Gdy państwo kończy się tam, gdzie zaczyna się rodzina, wówczas panuje wolność. Kiedy jednak państwo wchodzi do domu, firmy lub lokalnej parafii, tam zaczyna się niewola, nawet jeśli ma ona twarz opieki i dbałości o dobro powszechne.
Mariusz Matuszewski
