Obecnie, kilkadziesiąt lat po upadku totalitaryzmu socjalistycznego vel komunistycznego jaki gnębił wiele państw Europy Wschodniej, wydaje się pewnym nietaktem wspominać te niechlubne czasy. Mało popularne jest również pisanie o ideach jakie wówczas dominowały. Od czasu do czasu pojawia się jednak pytanie, które wzbudza zdumienie czy nawet wywołuje konsternację. Brzmi ono tak: Czy totalitaryzm komunistyczny faktycznie umarł? Wiele osób kategorycznie odpowie, że system ten nie istnieje i nigdy już nie powróci…
Biologowie opisujący funkcjonowanie wirusów wskazują, że większość szczepów przechodzi bardzo szybką mutacje. Nauki przyrodnicze mogą oczywiście opisywać pewne prawidłowości w ramach jakich dane grupy wirusów zastępują inne. Opisują także swoiście ujęte pokrewieństwa zachodzące pomiędzy tymi szczepami. Z podobną sytuacją możemy zetknąć się w świecie idei. Tu oczywiście zakres poruszanych zagadnień, zadawanych pytań i udzielanych odpowiedzi bywa znacznie szerszy. Nierzadko bywa tak, iż intelektualiści mówiący jednym językiem nie są w stanie się zrozumieć. Z punktu widzenia socjologa czy politologa pewna idea społeczna znaczy zupełnie coś innego niż dla filozofa czy teologa. Czasem bywa i tak, że dla przedstawicieli jednej gałęzi nauki dany problem ma zupełnie różny charakter. Sytuacja taka najczęściej dotyczy bardzo drażliwych tematów. Tak właśnie jest z ideą komunizmu.
Problemy idei oraz ideologii można skutecznie opisać jedynie na płaszczyźnie filozoficznej. Żadna bowiem inna nauka poza teologią nie jest w stanie ująć pryncypialnych kwestii dotyczących sensu oraz celów naszego życia, a najczęściej ta problematyka poruszana jest przez wszystkie utopie. Ideologie wyrosły z pnia filozoficznego, teologii nie traktują w kategoriach naukowych czy prawdziwościowych, o ile ideologie w jakikolwiek sposób odnoszą się do prawdy. W takiej sytuacji jedynie filozofia jest w stanie skutecznie rozprawić się z wszelkiego typu ideologiami.
Żywy czy martwy?
Problem dotyczący statusu ontologicznego idei przewija się w ludzkiej myśli prawie od zarania nauki. Zdaniem Platona to właśnie idee mają charakter realnych bytów. Nie sposób przywołać tu całości argumentacji jaką posługiwał się ten myśliciel, wystarczy zauważyć tylko, że idealne państwo, idea jedności czy idea człowieka stoją nieporównywalnie wyżej niż żyjący człowiek; co więcej, z całą stanowczością należy podkreślić, iż w takim ujęciu ludzie są jedynie nietrwałymi i mało znaczącymi odbiciami idei. Podobny stan kondycji realnych ludzi hegliści, czy później marksiści określali mianem „momentu dialektycznego”. Zupełnie inaczej problem ten ujął Arystoteles. Uznał on, że idee jako samodzielne substancje nie istnieją. Są raczej wtłoczone do bytów realnych i stanowią ich podłoże formalne. Dla tego filozofa liczyły się raczej konkretne byty, a przekładając to na problematykę antropologiczną, wszystko co należne było do uczynienia zarówno przez państwo jak i poszczególnych ludzi, wykonywane miało być dla dobra i szczęścia jednostek.
Te dwa, jakże różne, stanowiska przewijały się przez myśl ludzką i dotarły do naszych czasów będąc tak samo żywe jak w momencie powstania. Na przestrzeni dziejów argumentacje przemawiająca za którymś z nich miały oczywiście swój niepowtarzalny charakter i wypływały z coraz to różnych ujęć rzeczywistości. Sedno zagadnienia nie uległo jednak zmianie. Od dawna Problem statusu ontycznego idei wplątuje się w szerszy spór jaki zachodzi pomiędzy tzw. myślą idealistyczną i realistyczną. Charakterystycznym rysem idealizmu jest uznanie teorii poznania za pryncypialną gałąź filozofii, a co za tym idzie uznanie, że myśl podmiotu poznającego wyprzedza realny przedmiot poznania. W tym ujęciu podmiot myślący kreuje rzeczywistość, dopasowując świat do swoich wyobrażeń o nim. W realistycznie uprawianej filozofii na pierwszym planie postawiony jest byt. Nie opisuje się tu na wstępie metody jego poznania, ale bierze się byt takim jakim on jest. Następnie przedstawia jego podstawowe, niezbywalne stany. W tym ujęciu epistemologia ma jedynie charakter wtórny.
Po co właściwie o tym mało rozumianym aspekcie spraw dotyczących metafizyki, ontologii czy epistemologii piszę? Wspominam o tym, by ukazać, że komunizm jako idea nie istnieje. Pomijam tu oczywiście zasygnalizowane wyżej ujęcie realistyczne. Myślę jedynie o bardzo bliskim idei komunizmu ujęciu idealistycznym. Komunizm jako jedna niezmienna idea nigdy nie istniał. Funkcjonowało wiele koncepcji, które obecnie określa się jednym mianem komunizmu. Pierwszy z nich powstał w starożytności, a jego ojcem był osławiony Platon. W wiekach średnich idea ta została zapomniana albo zupełnie pominięta jako szatański pomiot. Powtórnie wypłynęła w zupełnie zmienionej formie za sprawą francuskich ideologów oświecenia, a nieco później w całej okazałości dzięki Marksowi. Jak przystało na byt stały i niezmienny, jej ewolucja postępowała w błyskawicznym tempie. Można się o tym przekonać czytając najsłynniejsze dzieło Leszka Kołakowskiego zatytułowane „Główne nurty marksizmu”.
Idea a ideologia
Myśliciele odwołujący się do idealizmu, bądź uznawani za takich przez historyków filozofii, wytworzyli wiele koncepcji państwa. Były wśród nich modele odwołujące się do idei narodu jako najwyższego dobra scalającego wokół siebie ludzi. Tak było w przypadku Hegla. Inne teorie odwoływały się do idei proletariatu. Tą drogą poszedł Marks i Engels. Jeszcze inne bazowały na idei wolności, w tym celował Kant oraz przedstawiciele brytyjskiego empiryzmu, którzy również uznawani są za idealistów. Utylitaryści uznawali za przewodnią ideę użyteczność społeczną i zbiorowe szczęście, które określali sumą przyjemności. Pozytywiści zaś mówili o tym, że wszystko działa w imię postępu ludzkości. Teorii odwołujących się w sposób bezpośredni bądź pośredni do nauczania Platona było znacznie więcej. Każda z nich charakteryzowała się jednak tym, że stawiała ideę, ponad realnie istniejące byty.
Skoro okazało się niemożliwym uzgodnienie świata mnogości idei w ramach filozofii idealistycznej, stało się pewnym, że tworzone systemy polityczne nie mają charakteru naukowego, a stanowią raczej zwykłe ideologie. Na potrzeby obecnego tekstu pominąć można w zupełności ontologiczne określenie ideologii jakie wylansował Destutt de Tracy, a należy zająć się tym terminem w znaczeniu jakie nadano mu znacznie później. W tym drugim ujęciu ideologia znaczy tyle co określenie systemu myślowego, za pomocą którego grupy społeczne tłumaczą sobie świat i jego historię. W tym znaczeniu ideologia nierzadko służy usprawiedliwianiu czy tłumaczeniu przyjętych celów i wykonywanych działań. Mimo, że Marks oceniał ideologię wybitnie negatywnie, już Lenin uznał ją za sprawę pierwszorzędną. Uważał, że każda klasa społeczna ma własną świadomość, którą należy kształtować za pomocą różnych technik socjologicznych oraz w oparciu o prymitywny terror.
Ideologia komunistyczna nie jest czymś racjonalnym. Przez ostatnie dziesięciolecia bazowała na podsycaniu najniższych instynktów, wpajaniu nienawiści wobec tak zwanych wrogów klasowych, którymi w konsekwencji okazali się niemal wszyscy. Mimo to można wyodrębnić jądro bez którego komunizm jako ideologia przestałby istnieć. Jednym z najistotniejszych założeń jest stwierdzenie, że świat ma konstrukcję materialną i że nie istnieje Bóg. Kolejnym jest uznanie, iż świat rozwija się w ramach dialektyki heglowskiej, a więc każdorazowo musi wkraczać na coraz wyższy stopień rozwoju. Bardzo istotnym wydaje się również przekonanie dotyczące tego, iż prywatna własność środków produkcji jest źródłem wyzysku jakiego dopuszcza się burżuazja. Ciekawym twierdzeniem, które niewątpliwie należałoby zaliczyć do jądra ideologii komunistycznej jest wiara w upadek struktur państwowych i zwycięstwo internacjonalistycznego systemu.
Historia uczy nas, że każda ideologia, nie jest czymś jednolitym i spójnym wewnętrznie. Gdybyśmy nawet nie byli pouczeni o tym przez historię, wniosek taki moglibyśmy wyciągnąć z samego oglądu wielości systemów idealistycznych. Myślę tu oczywiście zarówno o systemach filozoficznych jak i ideologiach społecznych, które często są nadbudową filozofii. Wniosek jaki należy tu wyciągnąć jest taki, że każda idea i ideologia niczym wirus przeżywa ciągłe mutacje.
Twardy rdzeń komunizmu
Uznając, że istnieje bardzo szeroki margines pozwalający określać ideologię komunistyczną, co dobrze widać na przykładzie wielu obecnie działających środowisk politycznych, które nieustannie obrzucają się epitetami, wyzywając się od „komunistów”, można stwierdzić niemal namacalnie, iż mutacja ideologii miała realnie miejsce. Już u samych początków komunizmu Lenin dokonał swoiście ujętej zmiany ideologii marksistowskiej. Mimo internacjonalnego charakteru doktryny, państwo sowieckie stało się totalitarnym tworem o bardzo mocno rozwiniętej administracji wspomaganej przez niewyobrażalną ilość służb nadzwyczajnych mających zapewnić posłuch wśród ludności. Państwo radzieckie miało również charakter typowo ekspansywny.
Dziś oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie twierdzi, że środki produkcji powinny należeć do klasy proletariackiej czy też do państwa, choć w tym drugim przypadku wiele środowisk politycznych nie ma co do tego z jasnej i wyraźnej wizji. Jeśli natomiast chodzi o materialistyczną koncepcję świata istnieje poważne rozwarstwienie poglądów. Dość często można spotkać osoby sytuowane na poważnych stanowiskach państwowych, które twierdzą, iż Bóg, jako byt najwyższy transcendentny wobec stworzonego świata, nie istnieje. Jeszcze więcej środowisk uznaje, myśląc że teoria ta jest zupełnie nieszkodliwa, iż historia rozwija się w duchu dialektycznym. Każde z tych twierdzeń jest bardzo bliskie materializmowi.
Które jednak z wyżej wymienionych poglądów można jednak uznać za najistotniejsze przy współczesnej redefinicji ideologii komunistycznej? Tu może powstać pewien problem. Gdy uznamy, że wystarczy odrzucenie Boga, dojdziemy do wniosku, że zdecydowana większość osób odwołujących się do koncepcji pozytywistycznych czy też utylitarystycznych zostanie uznana za współczesnych komunistów. Dodając do tego uwspółcześnioną heglowską koncepcje dialektycznego rozwoju ducha historii, dojdziemy do utożsamienia ideologii narodowo socjalistycznych z komunizmem.
Wydaje się więc, że komunizm, podobnie zresztą jak faszyzm, furieryzm i inne utopie XIX wieku zupełnie umarł. W przekonaniu tym wzmacnia nas fakt, że żadne poważne środowisko bądź to uniwersyteckie bądź polityczne nie określa się mianem komunistycznego. Sama zresztą nazwa używana jest jako epitet i ma wybitnie negatywne konotacje.
Idealistyczny tygiel ideologii
Nie ma nic bardziej błędnego niż przekonanie, iż komunizm zniknął z powierzchni ziemi. Stwierdzić trzeba jednak, że mylili się ci, którzy w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku upatrywali końca historii z chwilą nastania tegoż systemu, ideologii już odmienionej w stosunku do tego co lansował Marks. W tym sensie mylili się już wcześniej Marks i Hegel, którzy również dopatrywali się końca dziejów wraz z nastaniem dominacji ich światopoglądów filozoficznych. Ideologie, podobnie jak wirusy, mutują się bowiem bardzo szybko. Widać to doskonale na przykładzie narodowego socjalizmu – faszyzmu i internacjonalistycznego socjalizmu – komunizmu. Oba, jakże odmienne a zarazem bardzo bliskie, systemy miały swe praźródło w doktrynie Hegla. Przedstawicieli tych wizji łączyło wiele. Przekonani byli o dialektycznym rozwoju historii , o determinacji świata. Mieli wspólne – holistyczne spojrzenie na świat. Każda z tych wizji, na swój sposób, tworzyła kult. Ich religie otoczone były wianem bohaterów i „świętych”. Radzieccy komuniści tworzyli stereotyp ascetycznego herosa zaciekle walczącego w imię i dla dobra komunizmu. Na tej podstawie powstało mnóstwo dzieł, a najsłynniejszym z nich jest „Jak hartowała się stal” autorstwa radzieckiego pisarza Mikołaja Ostrowskiego. Swym bohaterom wystawiano pomniki i mauzolea. Nie trzeba przypominać, że podobną sytuację można zaobserwować w faszystowskich Niemczech.
Dziś kult herosów, niosących ideologie niczym skradziony ogień z Olimpu, praktycznie wygasł. Milczeniem należy pominąć fascynacje młodzieży południowo amerykańskim rewolucjonistą z początku drugiej połowy XX wieku – Ernestem „Che” Geuwarą. Wyjaśnienie tej zmiany prawdopodobnie leży w tym, że w dobie globalnego przepływu informacji, a więc i szybkiej transmisji idei, nastąpiło swoiste ujednolicenie ideologiczne. Dziś wszystkie ideologie są podobne. Ponieważ starsze totalne ideologie wywodziły się z pnia heglizmu, nowe mutacje nieświadomie muszą również się do niego odwoływać. Współczesne nie mają już potencjału rewolucyjnego, ale są nadal agresywne. Prawdę mówiąc, można nawet uznać, iż mimo swej agresji, stały się częścią demokratycznego świata. Myślę tu o ruchach lewicowych wszelkiej maści poczynając od ugrupowań i stowarzyszeń ekologicznych a skończywszy na partiach socjaldemokratycznych. Czy one jednak stały się zupełnie niegroźne, czy zostały, rzec by można, ucywilizowane? Tu trzeba stwierdzić kategorycznie, że nie zostały ucywilizowane. Ich obecne zachowanie przypomina raczej pewną właściwość wirusów. Śródtytuł „żywy czy martwy?” umieszczony powyżej w tekście jest w pełni uzasadniony. Porównanie bowiem ideologii do wirusów nie wyczerpuje się jedynie w podobieństwie mutacji. Obejmuje ono także problem egzystencji czy też ogólnie ujętego bycia czy życia. W przypadku wirusów biologowie i filozofowie od dziesięcioleci zadają wciąż te same pytania. „Czym są wirusy?” „Czy są organizmami żyjącymi czy też nie?” Pytanie te wciąż pozostają bez odpowiedzi. Wirusy przez długi czas zachowują się jak zwykłe cząstki patogenne o uproszczonym składzie chemicznym, kiedy jednak pojawiają się sprzyjające okoliczności, zaczynają zachowywać się jak żywe organizmy – pasożyty wewnątrzkomórkowe. Z postheglowskimi i postmaksistowskimi iedologiami jest zupełnie podobnie. Gdy okoliczności są wybitnie niesprzyjające ich wzrastaniu i przejmowaniu kontroli nad społeczeństwami, sprawiają wrażenie potulnych i ugrzecznionych grupowych ekscentryzmów, ideologii, które czasem niby to w udziwniony sposób zabiegają o dobro społeczne. Gdy jednak tkanka społeczna jest osłabiona, atakują z całą gwałtownością.
Dla wielu porównanie to może wydać się zupełnie przesadzone. Tu znowu przychodzi z pomocą historia. Analizując wydarzenia XX wieku widać wyraźnie w jaki sposób w wielu państwach Europy przejmowali władzę fanatycy przeróżnych ideologii, jak dochodzili do władzy Bolszewicy, jak w Niemczech rodził się ruch faszystowski. Można oczywiście stwierdzić, że to tylko historia i że ta wcale tak często się nie powtarza. Wszystko się zgadza. Problem pojawia się jednak w momencie gdy analizuje się ideologie pod kontem filozoficznym. Wówczas wyraźnie widać jakie teorie popychają ludzi do wyciągania konkretnych wniosków, a co za tym idzie do przeprowadzania adekwatnych działań. Zanegowanie Boga osobowego, a więc Jego miłosierdzia i łaski, doprowadziło do panteistycznego bądź materialistycznego spojrzenia na rzeczywistość, do pojawienia się teleologicznej próżni. Grupy, które odrzuciły Boga usilnie zaczęły poszukiwać celu ludzkiej egzystencji. To zaś spowodowało rozwój dziwacznych ideologii. Najwyższymi wartościami stały się tak zwane byty intencjonalne takie jak klasa, naród, rasa, ludzkość. Jeśli to właśnie one były celami, to człowiek stał się zwykłym środkiem do ich realizacji. W tej sytuacji nie powinny nikogo dziwić dymy z kominów obozów koncentracyjnych, opisy życia zwykłych ludzi w ZSRR, jakich dokonał Aleksander Sołżenicyn w „Archipelagu GUŁag”. Z punktu widzenia realistycznego, nie powinny wprowadzać w konsternacje okropności „Rewolucji kulturowej” w Chinach czy ludobójstwa w Kambodży.
Kim są obecni komuniści?
Dla zdecydowanej większości mieszkańców Europy Środkowej i Wschodniej, komunizm kojarzy się z ciągłym upokarzaniem społeczeństw i społeczniści, z przerażającą biedą, pustymi pułkami w sklepach, terrorem, niszczeniem kultury i wszystkim tym co najgorsze. Krótko mówiąc „komunizm” stał się synonimem totalnego zła. W Polsce niewykształcona część społeczeństwa pamięta co było za jego panowania czuje to wielkie zło za pomocą wewnętrznej intuicji. Wykształceni ludzie, ze względu na szybkie mutacje komunistycznej ideologii również mają problem z określeniem tego czym ten system właściwie był czy też jest. W znacznej mierze oni również ujmują go intuicyjne. Podobną sytuację można zaobserwować w innych europejskich państwach, które bardziej doświadczyły tyranii narodowego socjalizmu. Różnica jest tylko taka, że tych krajach synonimem wszelkiego zła społecznego stał się „faszyzm”.
Jeśli nie jesteśmy w stanie do końca określić kierunku mutacji danej utopii, jeśli mamy również pewność, że zło które wyniknęło z tych systemów wiąże się z opisanymi powyżej założeniami czyli odrzuceniem Boga, swoistym fatalizmem, a w końcu dominacją określonych przez daną ideologię idei, jesteśmy uprawnieni nazwać każdą grupę, która hołduje tym przekonaniom za komunistyczną czy faszystowską. W tej sytuacji nie jest bowiem ważne sprecyzowanie danej ideologii. Jeśli objawy każdej z nich są podobne, a uznamy do tego, iż uległy zupełnemu zmieszaniu, mało istotnym wydaje się, by następowała jakaś różnica jakościowa w subiektywnym świecie idei. W naszej części świata każdą totalną ideę, a prawdopodobnie wszystkie mają taki charakter można określać mianem największego zła, którego doświadczyliśmy na przestrzeni dziejów, a więc „komunizmem”. Trzeba tu wprowadzić tylko jedno zastrzeżenie i rozgraniczenie funkcjonujące w ramach nauk. Należy bowiem skutecznie odróżnić ideologię od nauki, teologii czy religii.
Tomasz Pajęcki
