Niedawno słyszałem, jak studenci prychają: jaki sens ma czytanie książki napisanej trzydzieści lat temu? Bo podobno świat jest dzisiaj zupełnie inny niż wtedy. Utożsamianie starego z nieprzydatnym to chyba jeden z najbardziej błędnych stereotypów. Tymczasem zaskakująco przydatne w rozwiązywaniu trudności codziennego życia okazują się teksty spisane nie trzydzieści, a tysiąc pięćset lat temu. Mowa o apoftegmatach Ojców Pustyni.

Mimo swojej złośliwej stronniczości oświeceniowy historyk Edward Gibbon trafnie zauważył, że cywilizacja chrześcijańska wspiera się na mnichach. Pod imieniem Ojców (i Matek) Pustyni znane są pierwsze pokolenia mnichów (i mniszek), którzy zamieszkiwali cele rozsiane wśród piasków Syrii, Palestyny i Egiptu od IV do VI wieku po Chrystusie. Uczniowie mnichów dowiadywali się od nich, jak żyć, jak się modlić, jak unikać zła. Czasem z identycznymi pytaniami przychodzili do nich ludzie ze świata, którzy specjalnie pielgrzymowali w tym celu do pustynnych eremów. Tak narodziła się forma nazywana apoftegmatem: krótka, treściwa nauka moralna lub duchowa, podana w łatwej do zapamiętania – i zapadającej w pamięć – sentencjonalnej formie, zwykle też poparta praktycznym przykładem, poświadczonym i opisanym przez tego, kto pouczenie otrzymał.

Apoftegmaty początkowo krążyły w przekazie ustnym, jako opowieści. Około V wieku zaczęto je spisywać, a następnie gromadzić w obszerne kolekcje, które zachowały się do dziś. Polskie wydanie apoftegmatów opracowane przez benedyktynów z opactwa tynieckiego liczy jak dotąd cztery tomy.

Powstałe i utrwalone w ten sposób powiedzenia nazywano też „słowami” (logoi) Ojców Pustyni, ponieważ tradycyjna formuła otwierająca apoftegmat, wypowiadana przez tego, kto przychodził do mnicha z prośbą o pouczenie, brzmiała „Abba, powiedz mi słowo”. Najbardziej typowa postać zapisu apoftegmatów była krótkim dwuczłonowym dialogiem, według schematu: uczeń zapytał – mistrz odpowiedział. Nieraz ujmowano je w jeszcze prostszy szablon, jednoczłonowy – „Abba Makary powiedział: …”.

Zwięzłe, oszczędne formy, w jakich utrwalano apoftegmaty wyrosły z tradycji biblijnej, ze wzorców wkomponowanych w tekst Pisma Świętego – „Jezus powiedział: …”. Jak wskazują bibliści, spisanie właściwych Ewangelii poprzedzały krążące wśród pierwszych chrześcijan zbiory „logiów” (powiedzeń) Chrystusa. Apoftegmaty wykazują również bliskie powinowactwo z chrejami (chreiai), krótkimi dialogami o wyrazistej puencie, którymi w klasycznej tradycji greckiej lubili się posługiwać zwłaszcza filozofowie ze szkoły cynickiej, tacy jak Diogenes z Synopy czy Krates z Teb. Zwracano już uwagę, że ewangeliczne powiedzenia Pana Jezusa to właściwie chreje, nieraz kończone nie mniej ciętą ripostą niż ich odpowiedniki z Grecji.

Apoftegmaty są natomiast czymś zupełnie innym niż buddyjskie koany w tradycji zen. Koan to nierozwiązywalna zagadka; polecana buddyjskiemu mnichowi próba jej rozwiązania ma go doprowadzić na granicę dezintegracji umysłu, a po przejściu tego granicznego doświadczenia – do radykalnego otwarcia na świat, zjednoczenia i pojednania z sobą samym i z otoczeniem, do odbudowy psychiki na nowej, głębokiej podstawie (1). Apoftegmaty Ojców Pustyni mają odmienny charakter. Każdy z nich to dogłębnie przemyślana wskazówka praktyczna, jak postępować na drodze ku doskonałości. Dotyczą działania; są poradami z zakresu modlitwy i medytacji, ale też ascezy myśli, uczuć, mowy, zachowań dnia codziennego.

Ze swoim treściwym przekazem w krótkiej formie apoftegmaty wydają się potrzebne zwłaszcza dzisiaj, kiedy nagminnie ludzie są zabiegani i mają mało czasu. Łatwiej mogą go znaleźć choć trochę, by zastanowić się nad poszczególnymi apoftegmatami – nawet pojedynczymi – i zacząć się odrywać od otaczającego nas nonsensownego wiru. A to znaczy: zacząć proces duchowego samooczyszczenia.

Adam Danek

1. W przystępnej formie omawia to zagadnienie amerykański trapista Thomas Merton (1915-1968) w książkach „Mistycy i mistrzowie zen” (1967) oraz „Zen i ptaki żądzy” (1968).