banner ad

Solarewicz: Rany ruskie!

Putin wygrywa. Wygrywa, bo każdy wygra z przeciwnikiem, który jest głupi. Głupi, czyli taki, który nie potrafi celować w swego wroga, tylko celuje na oślep w to, co się rusza. A ta wojna toczy się przede wszystkim na poziomie języka i toczą ją ludzie, których charakteryzują straszne braki w wykształceniu. Wojna polsko-ruska? A skąd… Rusko-rosyjska.

Ja rozumiem potrzebę wymachiwania obcą flagą w chwili braterskiego wzruszenia, nawet jeśli kogoś nie stać na to, by od czasu do czasu powiesić flagę własną, polską. Po Wrocławiu dalej krążą tramwaje z chorągiewką w barwach wrocławskich i ukraińskich, i jeździły tak od marca, mimo że po drodze było narodowe święto polskie. Tego przyjaciele Ukraińców nie zauważyli.

Zamalować Ruską

Jeszcze w marcu rzesza tępaków zgłosiła potrzebę zmiany nazwy staromiejskiej ulicy Ruskiej, przy której mieści się prawosławna katedra, na… no właśnie na co? Ulica Ukraińska już istnieje, choć w mniej poczesnym miejscu. Aktywiści tłumaczą, że zmianę nazwy należy przeprowadzić, aby zetrzeć z mapy akcent „rosyjski”. Nie, tym ludziom nic nie mówi termin Ruś, ani nie daje im do myślenia lokalizacja cerkwi, gdzie zresztą także gromadzą się Ukraińcy. Całe szczęście, że urząd miejski powiedział nein!, powołując się zresztą na to, że ulica ta nazywa się tak od wieków (wcześniej, odpowiednio, zwała się po niemiecku Rusyschin Gasse), a wszystko wywodzi się z tradycji handlowej, bo w średniowieczu do miasta przyjeżdżali kupcy z Rusi. Proste? Proste. Ale nie dla obrońcy praw migrantów, pacyfisty, antyfaszysty i cyklisty. Na szczęście, druga grupa pożytecznych nie była już tak radykalna i platformersi zaproponowali Rondo Wolnej Ukrainy. Miasto na razie nic, choć zapewniło, że „dopóki jest ulica Ruska, nie będzie Rosyjskiej” (niedawno zlikwidowano Przyjaźni polsko-radzieckiej, zamieniając na Przyjaźni). Tylko jakiś gorliwy podmalował niebieską tabliczkę tak, by się kojarzyła jednoznacznie ze stolicą w Kijowie.

Nogi w pierogi

Ale polowanie na wszelkie "ruskie", to z dużej i to z małej litery, się zaczęło. Dzisiaj nawiedziłam ulubioną pierogarnię celem kupienia pierogów ruskich. – Teraz już nie są ruskie, one są teraz pierogi polskie – powiedziała znacząco sprzedawczyni. Zdębiałam. Na tabliczce nazwa przekreślona na czerwono! I zastąpiona tą poprawną politycznie. Ciekawe, jak się to ma do dowcipnego rysunku, zdobiącego tę pierogarnię, gdzie rosyjski Jurij Gagarin zachęca do pierogów „ruskich”… Nie popatrzyłam na ścianę, ale pewnie już jest zamalowany. Widocznie do mojej pierogarni nie dotarły wiarygodne wiadomości z Wikipedii.

Co teraz z pojęciami: "ruski rok" i "ruski miesiąc"? Co z potem, krwią i łzami Oskara Kolberga, którego kolekcja pieśni ludów tubylczych Rusi pyszni się na mojej półce bibliotecznej? Cholera, zakleję tytuły taśmą.

 

Granice języka i świata

A już najcięższą artylerię wytoczyli ruskim i Ruskim ludzie, którzy nie znają języków obcych. – Nie powinniśmy mówić po rosyjsku, szczególnie teraz – mówią różni pobożnisie polityczni. – No jak ty możesz, przecież ludzie słuchają! Ja, to bym nigdy nie chciała mówić w tym języku, brr! No to nie mówi. Ale właśnie przyjechali Ukraińcy z Charkowa i jest wyborna okazja do bezpłatnych konwersacji. I tym pobożnisiom gęba się zamyka w momencie, gdy przychodzi wytłumaczyć Ukraińcowi ważne rzeczy, gdy Ukrainiec ani be, ani me po polsku, zaś Polak ani słowa po ukraińsku. Co wtedy zostaje? Rosyjski, zresztą piękny język literacki, tak, język wandali, morderców i okupantów, ale jako literacki jest to język piękny. Tego samego nie mogę powiedzieć, przy całej życzliwości dla rodzimych użytkowników, o ukraińskim, mimo że był to również język wielu z moich przodków.

Sowieci i upowcy

Jedna z moich babć przeżyła Sowietów we Lwowie i zawsze powtarzała, że trzeba znać język wroga. Trudno  zrozumieć wroga, nie znając jezyka, którym on mówi.  Rugowanie rosyjskiego ze szkół to był błąd, który będzie skutkował długo… I nie tylko z powodu cyrylicy, której teraz potrzebujemy w kontaktach z uchodźcami. Kto zna język, ten rozumie, a w tej chwili znają go ci, którzy negocjują z Rosjanami, którzy ubijają z nimi interesy. Oni mają prawo znać rosyjski. My mamy go nie znać i go unikać.

Moja druga babcia nie używała rosyjskiego, chociaż zetknęła się z bolszewikami  17 września. Ona bardziej "przeżyła" upowców na wsi i do końca życie bez problemu mówiła po ukraińsku, czyli po rusku, bo wtedy ruskim zwano ukraiński. Znała go w szkole na piątkę i ten język ratował jej kiedyś życie. Jedna twierdziła, że pierogi polskie i nie ma żadnych ruskich, a druga robiła na Wigilię zawsze pierogi ruskie. Ale babcie były z pokolenia tych, które nie tylko rozróżniało Ruskich i Rusinów, ale i Polaków oraz polskich zaprzańców. Rozróżniali Ukrainę oraz Kresy wschodnie, Niemcy i piastowskie Zachodnie, Czechy oraz Zaolzie. I tak dalej. Problem w tym, że cenną część tego pokolenia pomordowali Ruscy w Katyniu. Jak widać, przemyśleli decyzję i przewiedzieli skutki tego, co robią.

Aleksandra Solarewicz

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Publicystyka

Komentarze (6)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Cóż za bełkot i to od białogłowy…

    Skąd u części konserwatystów tyle ciepłego uczucia wobec schizmatyckiej i poradzieckiej Rosji? 

    O zaczadzeniu jakobińsko-volkistowskim nacjonalizmem nie wspominając, bo spory terytorialne o obszary które i tak miały mieszany skład etniczny nie mają absolutnie nic wspólnego ani z chrześcijaństwem ani z konserwatyzmem.

  2. Autorka pisze:

    Łukasz Markowicz

    A gdzie tu sympatia do Rosji? Mordercy, wandale – to cytat z mojego tekstu. 

     

    AS

  3. Skomand pisze:

    Rosja to odpowiednik Rusi, gdy idzie o nazwę. Z tym, że slowo Rosja wywodzi się z Greki. już bodaj Konstantyn Porfirogeneta w X wieku użył słowa Rosja

  4. Skomand pisze:

    @łukasz Markowicz.Volkitowsko-jakobiński nacjonalizm to czysty banderyzm

  5. @ Skomand

    Ile kopiejek za taki mudrij komentarz? 

    Wszystkie nacjonalizmy zrodzone  w okresie 1870-1914 są w podobnym stopniu chore, włącznie z secesjonistami z Ligi Polskiej Z. Miłkowskiego i B. Limanowskiego, którzy w 1893 rozbili emigrację postyczniową, a w kraju wskrzesili skompromitowany obóz carskich ugodowców, pod bałamutną nazwą "narodowej demokracji".

  6. Gierwazy pisze:

    Tekst niezły, wyważony. Natomiast w komentarzach ujawnił się szalejący z emocji, szastający oskarżeniami imć Markowicz, który nie dość, że swoim sposobem dyskusji z konserwatyzmem wspólnego nic nie ma, to jeszcze ma czelność pouczać innych, czym konserwatyzm jest…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: