Wawrzonek: Droga do raju na ziemi, czyli literacki obraz rewolucji w sienkiewiczowskich „Wirach”

| 13 lipca 2021 | 2 komentarze

Terminu „rewolucja” we współczesnym języku używa się w różnych znaczeniach. Bez wątpienia zatraciła ono, choć wciąż jeszcze popularne w kręgach konserwatywnych, znaczenie pejoratywne. Podobno wobec insurekcji kościuszkowskiej celowo unikano słowa „rewolucja”, aby nie zniechęcić do niej kręgów konserwatywnych. Europa przekonała się przecież czym była rewolucja we Francji. Dla konserwatysty rewolucja zawsze jest zła, bowiem widzi on gwałtowny przewrót jako gwałt na naturze, na prawu, na porządku.

Czy rewolucja zawsze musi nieść ze sobą zniszczenie? To pytanie zdaje się być zgoła retoryczne, bowiem w istocie rewolucji leży przebudowa świata, zawsze radykalna i zawsze wedle jakiejś wizji. To nie tylko wybijanie szyb i transparenty, bowiem tak potrafią się manifestować byle ruchawka i zamieszki uliczne.

Rewolucja, pomimo, że na osi czasu sytuowana jest zwykle w postaci punktu, bez wątpienia jest procesem. Czy postęp to rewolucja? W pewnym sensie tak. Ideologiczne zabarwienie wszelkich rewolucji jest związane z jej dążeniami do naprawy świata, do ułożenia wszystkiego od nowa. Zdaje się, że to właśnie z tego powodu lecą wówczas głowy, bowiem rewolucja zawsze napotyka na swojej drodze opornych, ludzi zachowawczych, nieufnych wobec jej obietnic. Rewolucja staje się wówczas swojego rodzaju bożkiem, któremu składa się ofiary, który nie pyta o zdanie, tylko wciela w życie swój plan. To tak jak postęp. Zabsolutyzowana idea postępu każe wszystkim wokół wierzyć, że nie ma innej drogi dla ludzkości niż ciągły rozwój.

Jest jeszcze coś co napędza każdą rewolucyjną machinę, a co ostatecznie sprawia, że wszelkie przebudowy świata kończą się katastrofą. Rewolucja zapomina o charakterze natury człowieka, o grzechu. Nikt nie jest dobry. Natomiast raju na ziemi, za sprawą człowieka, nigdy nie będzie. To dlatego próby zaprowadzenia go na ziemi kończą się stosem trupów.

Obraz rewolucji zawarł w „Wirach” Sienkiewicz. Jeden z bohaterów, Groński, tak powiada o rewolucjonistach: „Jest jedna ogólna rzecz! Oto, gdy któremu z was zdarzy się nieszczęście, gdy spadnie nań więzienie, zesłanie lub śmierć, wtedy my – ludzie, którym wypowiedzieliście wojnę na śmierć, mówimy: szkoda zapału, szkoda obłędnego poświęcenia, szkoda młodej głowy – i żałujemy was. A wy nie żałujecie tego ludu, którego się niby głosicie obrońcami. Urządziliście strajki fabryczne i przeciągnęliście już strunę tak, że pęknie, a jeśli ją potem fabrykanci nawiążą, to będzie jeszcze krótsza niż była. Już tysiące ludzi mrze głodem. A teraz chce wam się strajków rolnych, po których chleb drożeje i będzie go mniej. I kto na tym ucierpi? Znowu lud. Doprawdy, czasem trudno się oprzeć myśli, że wy doktrynę kochacie więcej od ludu. Na to rozmówca jego, Laskowicz odpowiada mu, że to jest wojna i ofiary muszą być.

Okazuje się, zatem że rewolucja toczy się w imię dobra tych, którzy de facto padają jej ofiarami. Apogeum rewolucyjnego szaleństwa jest śmierć Maryni. Sienkiewicz po opisie poczynań szalonego tłumu pisze: „Strzał i morderstwo przeraziły motłoch. Tłum zamilkł, a po chwili począł uciekać, zdjęty panicznym strachem.” Marynia staje się naonczas symbolem, męczennicą, która swoje życie oddała bez winy, snując plany pomocy potrzebującym w sposób w jaki tylko potrafiła. Rewolucjoniści zaś z ustami pełnymi frazesów i rękami pełnymi kamieni w roli męczenników „za sprawę” widzieć by chcieli tych, o których Laskowicz mówi jako ofiarach.

„Ta trumna ma większy sens niż się zdaje. To zapowiedź? Pomyłka? Nie! Oto grzebiemy dziś harfę, która chciała grać dla ludzi, a którą podeptał brudnymi nogami motłoch.” Świdwicki, jako ateista, przynajmniej człowiek, który z żadną religią nie ma nic do czynienia, kreśli taki oto scenariusz: „Niech tak dalej pójdzie, a za dziesięć czy dwadzieścia lat, kto wie, czy nie będziem tak grzebać nauki, kultury, sztuki, całej cywilizacji. I to nie tylko u nas, ale wszędzie”. Ze słów Świdwickiego wynika, że regres cywilizacyjny związany jest z porzuceniem religii. Taka jest właśnie rewolucja. Chociaż natura nie lubi próżni i w miejsce wykorzenionego kultu pojawia się inny, choćby był oddawaniem czci bałwanom, to świat, jaki zna Świdwicki, bez religii odejść może bezpowrotnie.

O tym problemie pisał także Mikołaj Bierdiajew, pisząc o nadchodzącej epoce Nowego Średniowiecza, które cechować by miało, podobnie jak w średniowieczu znaczenie elementów sakralnych. Niestety, niekoniecznie miałby to być powrót do świata zbudowanego na wartościach chrześcijańskich. Bierdiajew mówi, o Nowym Średniowieczu – że wiara – owszem, ale niekoniecznie będzie to wiara w Boga. Nadejście tak rozumianej epoki Nowego Średniowiecza zdawać by się mogło następstwem rewolucji właśnie.

Plinio Correa de Oliveira pisze w swoim dziele o Rewolucji jako o ruchu, który zmierza do zniszczenia prawowitej władzy i zastąpienia ich nieprawowitą władzą lub „stanem” rzeczy, celowo nie mówiąc o „porządku” rzeczy, bowiem to co przynosi ze sobą rewolucja jest zawsze nieporządkiem.

Na zakończenie chciałbym podzielić się jeszcze jedną refleksją, a mianowicie – rewolucja zawsze jest pozytywna. Zawsze ma charakter twórczy, w sensie takim, że chce coś stworzyć wedle z góry założonego planu. Zastany porządek chce porządkować, chce mieć władzę nad władcami. Jej wykonawczy aspekt w praktyce niszczy, burzy także (a może przede wszystkim) ład, niemniej jednak burzy z przekonaniem o budowaniu i z wiarą w intencje swoich architektów.

Rzeczywistość nie-rewolucji, a zatem taka, której w dużym uproszczeniu pragnie konserwatyzm jest nie-pozytywna, tzn., że pozwala życiu płynąć swoim rytmem. Kontrrewolucja w tym znaczeniu zdaje się mieć charakter negatywny, ze względu na to, że chce zaprzeczyć Rewolucji, stać w kontrze do niej, a więc walczyć z nią, przywracając porządek. Dlatego dochodzi do dosyć kuriozalnej sytuacji – podczas, gdy Rewolucja jest pozytywna i chce budować – niszczy ład, to Kontrrewolucja jest negatywna i chce zniszczyć to, co Rewolucja buduje, a w efekcie – przywraca ład.

 

Mateusz Wawrzonek

 

Bibliografia:

1. Plinio Correa de Oliveira – „Rewolucja i Kontrrewolucja”, Kraków, 2012

2. Henryk Sienkiewicz – „Wiry”, Sandomierz, 2016

3. Mikołaj Bierdiajew – „Nowe Średniowiecze”, Krzeszowice, 2020

Kategoria: Kultura, Myśl, Publicystyka

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Krzysztof Sciepuro pisze:

    Znakomicie, że przypomniał Pan, rzeczywiście zapomniane dziełko wielkiego pisarza. Ale: rewolucja to"nawrót" w dosłownym tłumaczeniu i w rzeczywistych swych celach. W żadnym razie więc" układanie wszystkiego od nowa". I nie ma bardziej obcych pojęć dla prawdziwego rewolucji wyznawcy niż"postęp", czy" rozwój"- wbrew wszelkim pozorom i werbalnym konstruktom, z ich własnej, czy przeciwników ich zarówno strony.

  2. stary koń pisze:

    moja młodośc przypadała na lata PRL……i choć Sienkiewicz był na listach lektur szkolnych to o 'Wirach" było cicho;zresztą nie było tej pozycji w bibliotekach czy księgarniach;pamietam jak w czasach stalinowskich usuwano z zasobów bibliotecznych pozycje jeszcze wydawane przed wojną,które zostały przejęte po wyzwoleniu/o ile się ostały/przez nową władzę;były listy tytułów do usuniecia;Popularny w PRL Żeromski/pisałem maturę z polskiego n.t.jego twórczosci/tez był cenzurowany;np."Na plebanii w Wyszkowie'…..o tej pozycji nie słyszeliśmy….taka historia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: