banner ad

Rękas: Sny generała de Gaulle’a

62 lata temu, 13. maja 1958 r. ludność Algieru wystąpiła, by zamanifestować swoją jedność z francuską macierzą i dezaprobatę dla systemu i praktyki IV Republiki. Wydarzenia te wyniosły do władzy generała Charlesa de Gaulle’a, zapoczątkowały narodziny V Republiki i ostatecznie doprowadziły do zakończenia dziejów Algierii Francuskiej.

 

Tak z reguły kończy się powodowane szlachetnymi pobudkami i zaklinaniem realiów złe ulokowanie zaufania politycznego. Niech będzie to nauczką dla tych, którzy zamiast samemu myśleć – pokładają nadmierną wiarę w politycznym przywództwie…

 

Ostatni oryginalnie europejski program XX wieku

 

Smutna historia Pieds-Noirs (i Harkis) ma od dawna utrwalone miejsce w sentymentalium nie tylko polskiej prawicy, ostatecznie pogrążając reputację de Gaulle’a i tak już nadwątloną jego wystąpieniem przeciw marszałkowi Petain i przyjęciem roli nowożytnego Roberta d’Artois w służbie (do czasu…) angielskiej. Z pewnością jednak General pozostaje jedną z najciekawszych osobowości politycznych tamtego wieku, jego przywództwo było ostatnim epizodem utrzymującym Francję w perspektywie globalnej, a sam gaullizm, przynajmniej dopóki był faktycznie kierowany przez swego twórcę – był bodaj ostatnim oryginalnym pomysłem programowym, nie tylko na skalę francuską, realnie wdrażanym w życie, w każdym razie spośród obecnych na kontynencie europejskim w opozycji do jałowego powielania anglosaskiego liberalizmu (czy jego socjaldemokratycznej odmiany).

 

Patrząc więc na tak odległe, a wobec tego co dziś dzieje się w Maghrebie i na Bliskim Wschodzie niemal surrealistyczne wydarzenia algierskie – warto dziś skupiać się nie na łatwej krytyce stanowiska de Gaulle'a (o czym niżej), ale raczej wyłapywać słabości wszelkich tego typu ludowo-narodowych rewolucji. By nie przedłużać – załóżmy więc, że ogólny zrąb wydarzeń jest zainteresowanym znany: geneza i przebieg wojny algierskiej, kryzys IV Republiki, wyczekująca postawa de Gaulle’a, polityka gubernatora Jacquesa Soustelle’a, wreszcie sam pucz kierowany przez generała Jacquesa Massu, a firmowany przez gen. Raula Salana i barykady stawiane przez Pieds-Noir na czele z charyzmatycznym adwokatem Pierrem Lagaillardem. Wszystko to rzeczy szeroko opisywane w literaturze, a w każdym razie łatwe do ustalenia przez osoby nowe w temacie.

 

Zamiast prezentacji faktów – zajmijmy się więc raczej tym, co publicyści lubią najbardziej, czyli ich interpretacją i domysłami.

 

Wiara w Wodza kontra odwaga Lenina

 

Jak wiemy, podczas puczu algierskiego, mimo jego militarnego (zwłaszcza na zewnątrz) sztafażu w miejsce realne operacji wojskowej (poza, oczywiście, zajęciem Korsyki, co jednak też miało wymiar demonstracji politycznej) – mieliśmy do czynienia z szukaniem legitymizacji społecznej, wynikającej tak z postulatu Algierii Francuskiej, jak i krytyki IV Republiki. Obie te tendencje personifikowały się w osobie de Gaulle'a, co ostatecznie, jak okazało się błędem co do samego założenia. Polityk jego osobowości i ambicji nigdy bowiem nie chce czuć się związany tego typu nadziejami i oczekiwaniami, nawet ze strony swych popleczników. Historycznie dowiodły tego przykłady choćby dyktatur Piłsudskiego i Franco, a w kieszonkowo-kabaretowej skali nawet i pierwotnie przecież również charyzmatyczne przywództwo… Lecha Wałęsy. Lud i jego okresowi przywódcy muszą zatem zdawać sobie sprawę, że bywają mięsem rewolucji, powstań i przełomów, o kierunku ich przebiegu jednak decydują w bardzo pozornym tylko sensie.

 

Co zaś się jednak tyczy samego de Gaulle'a – to będąc zdecydowanym porzucić Algierię Francuską okazał się on mieć "odwagę Lenina" (jak napisałby klasyk). Co ciekawe, wielu polskich chwalców generała oburza się na jednoczesną sugestię, że de Gaulle postąpił tak, jak zawahał się uczynić np. Sikorski, a oddanie Algierii Francuskiej przypominałoby dobrowolne zrzeczenie się przez Polskę Kresów. I odwrotnie – nadwiślańscy krytycy gaullizmu sami chętnie rozwodzą się jakim to obciążeniem i anachronizmem były dla Rzeczypospolitej były rzekomo jej Ziemie Wschodnie. Jakoś to widać zawsze łatwiej dyskutuje się na cudzych przykładach…

 

De Gaulle’a (przynajmniej we własnym mniemaniu) bronić miała jego racja. Ba! obsesja – dążenie do przywrócenia i ugruntowania międzynarodowej pozycji politycznej Francji jako ośrodka poza podziałem Zachód-Wschód i rywalizacją anglosasko-sowiecką. Właśnie wychodząc z tego założenia Generał pragmatycznie uznawał, że Algieria formalnie może i nie jest kolonią, ale na pewno problem uwikłanie zbrojne Republiki na tym terenie skutecznie wiąże jej siły i ogranicza możliwości zdobycie samodzielnej pozycji międzynarodowej.

 

Fakty pozornie nieistotne

 

Problemy samej Algierii obchodziły Generała mniej, konsekwentnie zresztą był on zdeterminowany ignorować jej status departamentu zamorskiego. Tymczasem stanowił on jednak realną różnicę i to nie tylko ze względu na prawa mieszkańców, w tym Pieds-Noirs. O tej dodatkowej odmienności stanowił fakt, że miejscowy lewicowy nacjonalizm arabski był tam tylko jednym z elementów i motywów działania Frontu Wyzwolenia Narodowego, drugim zaś pozostawał socjalizm, w tym w odmianie ortodoksyjnie marksistowskiej i silnie prosowieckiej. Przywódca FLN, Ahmad Ben Bella czuł się więc źle nie tylko we Francji, ale przede wszystkim we Francji burżuazyjnej. Właśnie specyfika była wyłapywana przez Amerykanów i działającej w porozumieniu z nimi tej części Pied-Noires, która uważała swoją obronę Algierii Francuskiej nie tylko za opór narodowo-państwowy, ale i swego rodzaju kontr-rewolucję (niekoniecznie zresztą z pozycji reakcyjnych czy skrajnie prawicowych, a nawet prawicowych w ogóle, jeśli weźmiemy pod uwagę, że czy przygotowujący pucz 13. maja Soustelle, czy wielu najbardziej emblematycznych członków późniejszych politycznych agend OAS, jak Bidault – to centryści, a w najlepszym razie przedstawiciele prawicy w liberalnym, atlantycko-anglosaskim rozumieniu).

 

Tymczasem de Gaulle w realizacji własnych planów geopolitycznych widział udział ruchów antykolonialnych, stąd też zwyczajowo okazywał wyrozumiałość wobec ich ideowych wyskoków, które do cechy wyniósł jeszcze okresu "Wolnej Francji". Specyfiki "dekolonizacji" algierskiej de Gaulle zwyczajnie nie chciał dostrzec, prąc do swej wizji "Wielkiej Francji" – pozbawionej jednak podstaw swej wielkości innych niż wykreowany osobowością Generała prestiż.

 

W całej dwulicowej polityce gaullistowskiej w kwestii algierskiej można zresztą także dostrzec pewne symboliczne domknięcie pewnej pętli historycznej: tak jak bowiem rozpoczęcie podboju Algieru było jednym z dwóch powodów, dla których z inspiracji brytyjskiej obalono prawowitą monarchię we Francji, rozpoczynając okres jej geopolitycznego uzależniania przez Londyn – tak porzucenie Algierii miała oddać Francuzom globalną samodzielność. Niestety, de Gaulle zignorował chyba drugą z przyczyn usunięcia Karola X – jego wsparcie dla Walonów, którego przecież Anglosasi zignorować ni znieść nie mogli. Frankofoński sen de Gaulle również więc napotkał w końcu opór silniejszy od woli samego Generała: interesy już nie tylko City, ale i Wall Street, z którymi także francuska finansjera odczuwała znacznie większy związek niż z rojeniami o „Wielkiej Francji”. Zwłaszcza, gdyby ta rzeczywiście, włącznie z gospodarką miała być zarządzana na sposób partycypacyjny…

 

Uroki gaullizmu i klęska Generała

 

Cóż, nawet wizjonerów ocenia się wszak raczej za sukces i trwałość ich wizji, a nie za sam ich rozmach. Czy zatem de Gaulle’owi się udało? Można mieć co do tego wątpliwości. Jego aktywność międzynarodowa i ciągłe zaznaczanie odrębności stanowiska wobec wielkich mocarstw, układy z Adenauerem i gra propagandą antybrytyjską dawały wprawdzie efekty bieżące. Generał wyrywał się Amerykanom, m.in. w kwestii izraelskiej, ale i relacji z Blokiem Wschodnim (stąd znaczna część prawicowej konspiracji antygaullistowskiej była ewidentnie inspirowana i wspierana przez CIA[i]). Jako przywódca – de Gaulle dopasowywał swą politykę do realiów XX wieku, a więc czasu, kiedy Biały Człowiek dopuścił się na ludach zależnych wyjątkowej zbrodni – dekolonizacji, to znaczy wyrzekł się swej paternalistycznej roli wobec nich, jednocześnie dalej czerpiąc korzyści i eksploatując, ale już bez żadnej szczątkowej choćby odpowiedzialności i pozostawiając te biedne istoty wraz z połaciami globu w rękach lokalnych kacyków i międzynarodowych korporacji. Jednocześnie jednak ów realizm Generał chciał wykorzystać do pójścia… na przekór realiom dwublokowości, z programem z jednej strony anachronicznym, z drugiej antycypującym czasy być może nadchodzące dopiero dzisiaj.j

 

De Gaulle do dziś cieszyć więc może oko i serce swym sabotowaniem atlantyzmu, utrudnianiem działalności NATO, wspieraniem krajów arabskich, nie zaś Izraela, deklaratywnym, ale zawsze osłabianiem żywiołu anglosaskiego w Kanadzie, próbami wyciągnięcia Niemiec spod amerykańskiej hegemonii, względnym otwarciem na Blok Wschodni, w tym podkreślanie pozycji Polski (choć zwyczajowo i Rumunii). Sami zaś Francuzi mogą mu być wdzięczni choćby za bombę A. Nie przetrwało jednak nic z jego wizji wewnętrznych, partycypacjonizm jako idea i praktyka zarządzania oraz organizacji państwa zbankrutował zanim się pojawił jeszcze za życia swego twórcy. Gaullizm zaś jako program czy nawet tradycja polityczna, poza sentymentami paru starszych panów z Krzyżami Lotaryńskimi w klapach – jest martwy.

 

Co grosza, Francja – taka, jakiej chciał de Gaulle nie jest dziś samodzielnym graczem politycznym, ani liderem Wielkiej Europy, a jedynie elementem organizacji państwa europejskiego, kierowanego przez Niemcy pod globalną hegemonią Stanów Zjednoczonych. Jak widzimy, Europa nie przeorientowała się w samodzielny byt geopolityczny, a jej obecny kształt organizacyjno-polityczno-ideowy (wykreowany również przez Francję, w tym polityków ostatecznie kompromitujących i niszczących wątłą tradycję gaullizmu) jest krańcowym zaprzeczeniem wszystkich koncepcji Generała. De Gaulle nie osiągnął swej utopii dla Francji, Europy, świata frankofońskiego, a koszt nieudanego eksperymentu zapłacili Pied-Noires i Algieria Francuska.

 

Konrad Rękas

 

 


[i] Inny aspekt relacji de Gaulla z post-gladiowską opozycją –  to jednak także głęboka, jak się wydaje, infiltracja zwłaszcza starego OAS przez SDECE (kontrwywiad), co prezydentowi służyło do różnych gierek, tak wewnętrznych, jak i dyplomatycznych. Dopiero zastąpienie generałów pułkownikami, czyli starej Armii nową – uczyniło zagrożenie dla Generała poważniejszym, ale i też skłoniło go, by bez skrupułów zwinąć cały to heroiczno-romantyczno-tragifarsowe przedsięwzięcie…

 

 

Kategoria: Historia, Konrad Rękas, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: