Rękas: Ostatnie Święta Ludowe

Z okazji kolejnego Święta Ludowego przeczytamy dziś zarówno rytualne zaklęcia jak to znakomicie wieś polska się rozwija (już to dzięki obecnym rządom, już Unii Europejskiej), jak i utyskiwania, że już nie jest taka jak dawniej, nie ma gdzie po jajka i śmietanę wyskoczyć i w ogóle, że chłop to już nie rolnik, a wieś stała się wielkohalowym zapleczem dla miast i sieciowego megahandlu. Tymczasem oba te spostrzeżenia nie są wszak bynajmniej rozdzielne, a przeciwnie, obecny kształt polskiej wsi, w tym i rodzimej produkcji rolno-spożywczej – to wynik celowej i świadomej transformacji przeprowadzanej przez ostatnie trzy dekady. I to nie tylko na skalę polską…

Bioasekuracja, czyli dlaczego jaja są z marketu

Tak, w przeciętnym gospodarstwie nie trzyma się już kurek na jajka i prosiaczka na święta, ale nie (tylko) dlatego, że się nie opłaca czy bo w Biedronce taniej, ale ze względu na wymogi unijne, przede wszystkim tzw. bioasekurację. Pamiętacie to z czasów, gdy się wszyscy znali na dzikach a ASF było tylko winą tych paskudnych, brudnych wsioków z bałaganem na podwórkach? No więc ten bałagan, to były właśnie te kurki, kaczuszki, prosiaczki i jedna krasula na domową śmietanę. Chcesz produkować wg standardów unijnych – nie wolno ci robić konkurencji marketom. To po pierwsze.

Po drugie sama struktura Wspólnej Polityki Rolnej wymusiła ścisłą specjalizację, połączoną z impulsem do zwiększania areału upraw / pogłowia hodowli itd. Drobna produkcja rolna jest celowo eliminowana, a to właśnie przekreśla równanie, wieś =/= rolnictwo. I jest w tym głęboki sens także cywilizacyjny – bo przecież skądś muszą się brać te masy ludności zbędnej, przekierowywanej następnie w potoki imigracyjne, zapewniające płynność zachodnich systemów emerytalnych i podatkowych, no i utrzymanie tamtejszej sfery usług.

Skądinąd z historyczno-cywilizacyjnego punktu widzenia widać w tym również pewną ciągłość – o ile bowiem znaczna część pierwszej połowy XX wieku przebiegała pod hasłem likwidacji organistycznej tradycyjnej wielkiej własności ziemskiej (na ziemiach polskich związanej z klasą ziemiaństwa), o tyle początek wieku XXI to wtórna komasacja i odtwarzanie klasy fornalskiej/bezrolnej, ale już oczywiście na potrzeby nowych panów i nowego układu społeczno-gospodarczego…

Żywność = niepodległość

I przede wszystkim, bez żadnej nawet spiskologii – celem WPR pozostaje ograniczenie produkcji rolnej w UE w ogóle, a także jej specjalizacja pomiędzy poszczególne kraje członkowskie. Czego skutkiem ma być m.in. uniemożliwienie czy przynajmniej ich utrudnienie funkcjonowania poza Wspólnym Rynkiem. No bo jak żyć bez czeresienek z Hiszpanii i łotewsko-holendersko-niemieckiego mleczka? Nie, nie jest anachronizmem, że to autarkia w zakresie produkcji żywności, choćby potencjalna, możliwa do szybkiego uzyskania – jest podstawą niezależności państwa. Kraj, który nie może siebie wykarmić i zależny jest od importu żywności, nie może być uważany za poważnego wojennego przeciwnika – powiedział kiedyś pewien spryciarz. A alternatywą pozostaje tylko zdolność do obronienia szlaków aprowizacji podczas wojen i blokad handlowych, co historycznie udało się bodaj jednemu tylko imperium. Którego pozostałość właśnie boleśnie się przekonuje, że stara zasada nie straciła niczego ze swej aktualności, za to imperialność pozostała tylko wspomnieniem.

Po czwarte bowiem – nie mamy do czynienia z tendencją li tylko unijną, ale globalizacyjną. Jednym z argumentów, które przeważyły na rzecz BREXITu było właśnie dążenie miejscowych producentów do ochrony własnego rynku rolno-spożywczego. No i UK wyszło z UE, po czym najpierw musiało zgodzić się na umowę z Unią praktycznie likwidującą sens BREXITu w każdym razie w rolnictwie i rybołówstwie. A następnie okazało się, że ceną nowych, wolnorynkowych umów Zjednoczonego Królestwa z Australią i USA ma być otwarcie granic na bezcłowy i bezkontyngentowy import żywności z tych państw (w tym nb. żywności GMO, sterydowanej itp.). I tyle zostało z tęsknotą za wsią z pudełka herbatników, którą my znamy jako tolkienowski Shire…

Coraz bliżej „Zielonej pożywki

Jak widzimy, to, co jednych tak cieszy, a wielu tak martwi w kolejne Święta Ludowe – to tendencje globalne. Szkoda jedynie, że w Polsce realizowane już wcześniej, brutalniej i bardzo boleśnie. Tak dla gospodarki, jak i narodowej tkanki społecznej. Co gorsza zaś – niemożliwe do odwrócenia bez maksymalnego zerwania więzi z ekonomicznym, a więc i politycznym organizmem Zachodu. Nieprzypadkowo błyskawiczny rozwój rodzimego rolnictwa nastąpił w Rosji po 2014 r., w raz z wprowadzeniem sankcji i rozpoczęciem wojny handlowej przeciw temu państwu (w której głównymi ofiarami stali się nb. polscy producenci rolni). Również charakterystyczne jest, że żywność nabiera smaku w pierwszej wsi, w której jemy coś po przekroczeniu granic UE czy szerzej zachodniego świata. To dlatego żeby przypomnieć sobie smak pomidorów trzeba znaleźć się przynajmniej w Macedonii, wieprzowina staje się na powrót prawdziwym mięsem w Serbii, a choć dziwnie i nieco egzotycznie – to wiemy, że wszystko na irańskim stole jest zdrowe, świeże i nieskażone tym, co tak… wspaniale przekształciło polską wieś.

Czy jednak bylibyśmy gotowi na tak daleko (?) idącą zmianę? Oby. W przeciwnym razie następnym postępem cywilizacji będzie wszak praktyczna likwidacja produkcji rolno-spożywczej, zastępowanej syntetykami produkowanymi przez korporacje. Nie wierzycie w świat bez mięsa? A wierzyliście, że na półtora roku cała niemal ludzkość da się zamknąć? No właśnie. Wspomnicie kiedyś – to już naprawdę jedne z ostatnich Świąt Ludowych, jakie jeszcze w ogóle zawierają jakiś zrozumiały sens. Witajmy w świecie, w którym wsi, rolnictwa i normalnej żywności – nie będzie niebawem w ogóle.

 

Konrad Rękas

Kategoria: Konrad Rękas, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Republikanin pisze:

    Wspaniały artykuł.

    Tylko co zrobić, żeby go przeczytali (ze zrozumieniem!) ci, co z uporem głosują na opcje socjalistyczno-unijne? Czyli jakieś 80% Polaków uprawnionych do głosowania?

  2. reakcjonista pisze:

    kiedy wstępowaliśmy do UE,ktora miała rozwiązać wszelkie nasze problemy,zadawałem pytanie co bedzie z naszym rolnictwem/gdzie było zatrudnionych ponad 30% ludności;podczas gdy unijna norma to 3%;/a w rolniczej Francji 5% i rolnicy blokowali tam drogi;o czym sie naocznie przekonałem/;i na takie pytanie nikt nie odpowiadał;byłem na spotkaniu promującym UE;jako receptę na wszystko….same POchwały,żadnych problemów;nie byłem wtedy eurosceptykiem ale zagłosowałem przeciw wstąpieniu/choc to była inna Unia;czy jeszcze Schumana,Gaspariego i Adenauera?/….bo obecnie monument,salę i "silną grupę" ma komunista Spinelli;ogłaszany nowym "założycielem'….."wspólnota" to jeszcze czy despota?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: