banner ad

Rękas: Niech słoniki jeszcze trochę pobiegają…

| 4 września 2020 | 0 Komentarzy

Tak, ja wiem. Mają już wszyscy dość tego COVIDa. Tylko czemu jakoś bardziej pisania o nim, w tym zwłaszcza krytyki bezsensownych i chaotycznych działań rządu, a mniej…  tych właśnie działań? Nie, no ja wiem: "Dajcie już spokój, przecież obostrzenia z czasem spowszednieją..." – bywamy pocieszani. No dobrze, ale spowszednieją i znikną – czy spowszednieją i zostaną, bo to jednak nie to samo?

 

Fałszywy środek, pozorny kompromis

 

Za postawę środka – uważają się dziś ci, którzy powtarzają "Oj, już mamy dosyć tych co tylko mówią o koronawirusie! Jedni ciągle za, drudzy robią zagadnienie, że przeciw – ponosi się parę minut w sklepie i autobusie, wielkie mi co, banda radykałów…". Dlatego właśnie post-solidarność, post-komuna i ogólnie post – rządzą nami tyle czasu. Bo ludzie myślą, że uległość i przyjmowanie 99,9% nakazów i zakazów – to kompromis, centrum, zdrowy środek i unikanie ekstremizmów. Aby gorzej nie było…! Tymczasem, jeśli alternatywa wygląda tak:

 

1. nosić maskę,

2. nie nosić maski

 

– to jak ma wyglądać "zdrowy środek" i "kompromis"? Nosić maskę na jednej dziurce od nosa[i]?

 

Narzekający "dajcie nam spokój, wkładamy dla świętego spokoju, a jak się wam nie podoba, to przecież możecie jeździć do sklepu do Bydgoszczy" – już dali sobie wmówić perspektywę, że sam idiotyczny nakaz i krytykowanie go, to dwie skrajności, podczas gdy "rozsądnym kompromisem" jest… pokorne dostosowanie się do nakazu. A przecież elementarna logika podpowiada, że kompromisem mogłyby być co najwyżej maseczki dla chętnych, nie obarczone groźbą sankcji i kar. Wtedy rzeczywiście nie byłoby się o co spierać i nie byłoby przeszkód dla pogrążenia się w kompromisowej gnuśności.

 

Nie będzie polskiej drogi do COVIDyzmu?

 

Zamiast takiego, iście salomonowego rozwiązania (czyli maseczek dla chętnych i zniesienia pozostałych regulacji, za wyjątkiem rzecz jasna leczenia chorych i kwarantanny już zarażonych) pocieszamy się jak możemy, np., że "może tam na Zachodzie, to jest źle, ale u nas już odpuszczają, dużo ludzi bez masek chodzi, w wielu sklepach się już tak nie czepiają..." itd. Niestety, wszystko wskazuje, że "pokonanie pandemii" jest trudne, by nie rzecz niemożliwe tylko w jednym państwie. Oczywiście, sukces byłby wynikiem unikalnej skuteczności TEGO rządu itd. – ale jednak jakiekolwiek informacje z zagranicy: o ponownych lockdownach, jakichś dodatkowych obostrzeniach, o wprowadzeniu w Lichtensteinie obowiązku chodzenia w garnkach na głowie, o miliardach trumien z martwymi Andorczykami itp. – od razu wywołałyby i w Polsce reakcję typu "A czemu nie u nas?! Co władza ukrywa?! Siebie to pewnie ratują! A NAS CHCĄ ZABIĆ!". I jedni znowu napędzą drugich, tak jak w lutym i w marcu, bo na psychozę COVIDIĘ nie ma kwarantanny ani granic. Fakt zaś, że w sprawę zaangażowane są już całkiem duże pieniądze i interesy – tym bardziej wyklucza jakąś wyraźną odmienność polskiej drogi do COVIDYyzmu.

 

Nie jest też aż tak istotne czy ludzie chcą jeszcze słuchać o COVIDZIE, czy wolą nie słuchać, za to być posłusznymi. Ważniejsze, że same regulacje wciąż istnieją i pączkują. Czy warszawska ulica żyła na co dzień polowaniem na Ibn Ladena? A obostrzeniom na lotniskach i inwigilacji poddają się wszyscy potulnie do tej pory… Jasne, od początki taki scenariusz też zakładano – że nikt obostrzeń nie wycofa, tylko zamrą przez nieużywanie. Tak bardzo po… polsku. Sęk w tym, że w materiałach medycznych i w prawie stanowionym – temat wcale nie zdechł. A wprost przeciwnie, z takiego choćby LGBT recesji i bezrobocia nie będzie, a z COVIDA a juści. A zatem, obawiam się, że założenie "Zachód temat kręci, a Polin odpuści, bo taki jest powstały z kolan!" – nieco… grzeszy optymizmem.

 

Sami sobie nałożyliśmy ten kaganiec

 

Nawet zresztą na wewnętrznym podwórku zakończeniu całego tego ambarasu nie służy nadmierna jego polityzacja. Mam oto znajomych, sympatyków tzw. demokratycznej opozycji, którzy w szczycie lockdownu potrafili w jednym wpisie oburzyć się, że lockdown (czyli PiS) niszczy gospodarkę, a równolegle w drugim płakać, że poluzowanie zasad (przez PiS) nas pozabija. Tymczasem wiemy już przecież, że wszystkie główne partie z całą tą histerią poradziłyby sobie tak samo – czyli wcale. Niestety bowiem, wszystko wskazuje na to, że rządy (tak jak i banki) – tylko wykorzystały wpychającą im się w ręce możliwość, przy czym niektóre (jak zwłaszcza polski) – zrobiły to wyjątkowo niezgrabnie, uciążliwie i nieudolnie, bo wszystko tak robią. Sam kaganiec jednak – nałożyliśmy sobie sami, nie wierząc w tłumaczenia co to jest odporność stadna, wpadając w panikę na sam dźwięk słów "80 proc. zarażeń", wietrząc spisek spisków i ukrywanie przez elity prawdy o końcu świata. Jest dzieckiem Hollywood COVIDioza, to skutek naszych własnych lęków, alienacji, nieufności wobec rządów (skądinąd generalnie słusznej, ale w tym przypadku stanowiącej pułapkę w pułapce). Tak bardzo uciekaliśmy od konspiracji, tak bardzo baliśmy się prawdy – że sami wymyślimy sobie spisek i lęk pierwotny, a największy: przed zarazą niszczącą ludzkość. I sami zobowiązaliśmy władze, by nas chroniły, co jest zadaniem – przyznajmy – niewykonalnym, bo przecież zagrożenie tak dobrze, jak nie istnieje. A najtrudniej przecież jest wypędzić spod łóżka tego stracha, którego tam nie ma…

 

Przeciwlogiczność i zawieszenie niewiary

 

No tak, ale skąd wiemy, że go nie ma? Przecież "Jak możesz twierdzić, że jakiś zdrowy rozsądek ci mówi, że nie umrzemy wszyscy na COVIDA?! Jesteś Wybitnym Epidemiologiem Z Rządu?! Nie, to nie możesz wiedzieć, żadnego rozsądku nie ma, to teoria spiskowa!". Ach, już wiem skąd znam te reakcje! Jak to szło…: "Skąd możesz wiedzieć, że zamknięcie wszystkich fabryk spowoduje bezrobocie?! Nie jesteś Wybitnym Ekonomistą jak Balcerowicz ani Zachodnim Ekspertem jak Sachs!". Nikt nie jest tak podatny na kłamstwo i ogłupienie, jak ci potrzebujący "ekspertów", by myśleli i decydowali za nich…[ii]

 

W ogóle wielką siłą propagandy COVIDowej – jest jej PRZECIWLOGICZNOŚĆ. Oto po przeszło siedmiu miesiącach widać dokładnie nie tylko NIEWSPÓŁMIERNOŚĆ stosowanych środków – ale i równolegle ich NIESKUTECZNOŚĆ, jeśliby celem miało być całkowite wyeliminowanie wirusa czy zupełne powstrzymanie zarażeń. Każdy zdrowy umysł wyciągnąłby więc z tego wniosek, że skoro regulacje nie działają – to należy się ich pozbyć. COVIDIANIE mają jednak i na to odpowiedź. To nie ich strategia jest zła, to "ludzie się nie stosują" – i dlatego nie działa! Jak wymienić tych wadliwych ludzi na innych – koronawirusowcy jeszcze nie podają, ale bądźmy spokojni, z pewnością coś wymyślą. W końcu czego jak czego, ale głupich pomysłów to im nie brakuje…

 

I dlatego właśnie, na rany COVIDA – przestańmy tych wariatów o cokolwiek pytać! Nimi kieruje logika lustra. Kiedy sobie śmieszkowaliśmy czemu wirus zabija w obuwniczym, a w spożywczym nie – wprowadzili maski w sklepach. Teraz pokazywanie im pełnych knajp nie powadzi do zdjęcia obostrzeń z handlu, tylko do objęcia nimi gastronomii. Ja wiem, że pytanie czemu wirus jest śmiercionośny na banknocie, ale już nie na jabłku czy kanapce – jest bardzo zabawne i dodatkowo podkreśla absurdalność zakazów. Ale oni bez cienia uśmiechu w odpowiedzi prędzej zakażą jedzenia w ogóle – niż przyznają, że to co wyczyniają było i jest bez sensu.

 

A że jest bez sensu wiemy z kolejnych objawów stawiania na głowie nie tylko już elementarnej logiki, ale nawet… epidemiologii. Bo gdzie tu zgodność z jakąkolwiek nauką, gdy dla zmniejszenia i tak niewielkiego prawdopodobieństwa zarażenia, jeszcze mniejszego prawdopodobieństwa zachorowania i znikomej możliwości pojawienia się powikłań w niewielkich, łatwych do określenia i odrębnego traktowania grup ryzyka – WSZYSCY muszą STALE być poddawani regulacjom, w tym m.in. nosić maski w sytuacjach nie generujących w praktyce żadnego zagrożenia dla nikogo[iii]?

 

Zaczynamy się urządzać w…?

 

Co zaś jest jednym z wielu znaków, że to wariactwo może nigdy się nie skończyć? Nie tylko zamaskowane dzieci w szkołach, ale także trzy- czy czterolatki różowiutkich, śliczniutkich maseczkach poprawianych przez gruchające zza własnych knebli mamusie i ciotunie. Jasne, dzieci chcą tego, co mają dorośli, kiedyś udawały gumą do żucia, że też palą papierosy. Jasne, matki zrobią każde głupstwo, jeśli im się powie, że to dla bezpieczeństwa ich młodych. Kto jednak bierze odpowiedzialność za pokolenie bezdechu, niewydolności płuc, przyzwyczajane od pierwszych chwil do uznawania najgłupszych nawet regulacji za normalność?

 

Nie, nikt nie bierze. Tak jak od początku nie było i dotąd nie ma odpowiedzialnych za zamknięcia z dnia na dzień gospodarki, za masowe zwolnienia, za bałagan przy jakichś śmiesznych wypłatach z dziurawych tarcz. Nie ma odpowiedzialnych za ludzi umierających nie na żadną COVIDiozę, ale z braku dostępu do opieki medycznej. Nie ma chętnych do odpowiedzialności za sparaliżowanie i sterroryzowanie całego niemal świata, za to wszyscy chętnie wypinają piersi do orderów za jego uratowanie. A my coraz niżej nosimy głowy – byle w maseczkach. I tylko czekamy, aż znowu rozlegnie się wesołe wezwanie: „Niech słoniki jeszcze trochę pobiegają!”. I wszystko zacznie się od początku, trwając w nieskończoność, równą tylko ludzkiej głupocie.

 

Konrad Rękas

 

 

 


[i] Znający realia cyklu powieściowego Świat Dysku powinni pamiętać taki dialog między występującymi tam wyjątkowo twardogłowymi krasnoludami, a komendantem Vimesem:

 

– Naprawdę, czy nie może pójść na to jedno małe ustępstwo?!

 

– Zapewniam, że już poszedłem na kilka całkiem sporych…

 

I tak to właśnie wygląda z tymi rzekomymi kompromisami COVIDiańskimi.

 

 

 

 

[ii] Skądinąd zresztą, skoro już jesteśmy przy Wielkich Ekonomistach – zwrócili może Państwo uwagę, że wprowadzeniu nowych podatków (cukrowego i mającego wykosić małpki z wódką) – towarzyszy ta sama "argumentacja", co nakazowi noszenia masek? "No co wam szkodzi!? Tylko parę groszy/minut…" Żaba gotuje się powoli. Co jej szkodzi trochę ciepełka…

 

 

 

 

[iii] Co zresztą zabawne, kiedy podobne numery ćwiczono z ludzkością przy okazji HIV/AIDS – to główny wysiłek, od panów uczonych, po przemysł filmowy szedł, żeby nauczyć ciemnogród, że nosiciel i chory to Freddie broń nie jest to samo! A teraz okazuje się, że gdy masz choćby podejrzenie wirusa – to już jesteś chory, jesteś bronią biologiczną i w sumie nie żyjesz. Prawda czasu, etapu, ekranu…

 

 

 

 

Kategoria: Konrad Rękas, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: