Rękas: Chrześcijańska minister

| 4 sierpnia 2021 | 0 Komentarzy

Historyczna tożsamość Szkotów wykuła się w ogniu walk religijnych, tożsamych w istocie ze sporami politycznymi. A te nigdy w społeczeństwie klanowym nie były ani łagodne, ani szczególnie przejrzyste. Gdy bowiem przyjmujący pozycję wyznania narodowego kalwiński Church of Scotland odnosił zwycięstwa nad zwyczajowo rojalistycznymi katolikami – zaraz musiał wojować z wpływami episkopalizmu (czyli próbami zawleczenia na grunt szkocki anglikanizmu), z jego polityczną wizją ukoronowanej oligarchii. A i sami szkoccy prezbiterianie – Covenanters – dzielili się wszak niczym husyci, na radykałów, zwanych the Kirk Party widzących Szkocję jako federację klanów/zborów, choćby i w związku z purytańskimi Anglikami i tych szukających w układzie z narodową dynastią metody utrzymania niezależności od wiecznie nienawistnego południowego sąsiada. Tak, religia w Szkocji zawsze była żywa, choć przynosiła wiele gwałtownych zgonów. Czemu więc współcześnie jest niemal martwa?

 

Gender zamiast Boga

 

Szkocja cieszy się (?) opinią najbardziej zeświedczonego kraju Europy Zachodniej. Według różnych szacunków około 56 proc. mieszkańców deklaruje się jako ateiści, a jako ogólnie niereligijni – blisko 70 proc. I to pomimo, a może właśnie dlatego, że główna denominacja, Church of Scotland nadal jest uznawana za Kościół narodowy i ważny element składowy szkockości jako takiej. Dzieje się tak między innymi dlatego, że polityka Szkocji stała się wprawdzie ateistyczna – nie zatraciła jednak formalnych cech typowych dla kalwinizmu. Nadal jest więc agresywnie misyjna, ekskluzywistyczna wobec wątpiących, fanatyczna i pełna deklaratywnego moralizatorstwa. Tyle tylko, że współcześnie oczywiście krańcowo przeciwnego historycznemu etycznemu rygoryzmowi dawnych protestantów. Szkoccy politycy to dziś najczęściej tacy następcy fanatycznych prezbiterian, którzy już nie wierzą w prezbiterianizm, ale nadal gorąco wierzą w fanatyzm.

 

Z takim właśnie ogniem godnym Johna Knoxa (choć wbrew wszelkim jego zaleceniom) – szkocki rząd autonomiczny Nicoli Sturgeon za swe główne cele ideologiczne postawił nie tylko wymuszenie pełnej platformy gender, ale i zabezpieczenie doktryny „płci z wyboru” bardzo ostrymi przepisami karnymi, rozszerzającymi poza wszelkie granice definicję Hate Crimes. Na podstawie nowego Hate Crime and Public Order (Scotland) Act 2021 wystarczającym powodem do ścigania za mowę nienawiści jest już nie tylko krytyka gendryzmu, ale nawet proste przyznanie, że tylko kobiety miesiączkują. By dopełnić wrażenia dławienia się węża postępu warto wspomnieć, że już używa się tych przepisów do ścigania nie żadnych bynajmniej mizoginów, ale… feministki i lesbijki. Tak, obie te postawy, nie zmieniając niczego w swych założeniach – nie są już klasyfikowane jako nowoczesne i postępowe, ale wręcz… reakcyjne i faszystowskie! Pierwsze za przypominanie, że nie po to sufrażystki szły do więzień, by teraz przebierańcy mogli korzystać z damskich toalet i wygrywać damskie zawody sportowe. Drugie – bo uparcie utrzymują, że chcą sypiać z innymi kobietami, a nie facetami upierającymi się, że taką mają osobowość.

 

Najpierw człowiek – potem polityk

 

Taki jest właśnie obecny poziom sporów ideologicznych w Szkocji, tym większą więc konsternację wywołało pojawienie się w tamtejszym rządzie minister jawnie i głośno deklarującej przywiązania do wartości chrześcijańskich i dającej świadectwo ich wyznawania w życiu prywatnym i publicznym. Kate Forbes, 31-letnia minister finansów i gospodarki jest aktywistką Szkockiej Partii Narodowej, odpowiedzialnej za wszystkie pisane wyżej ideologiczne eksperymenty, gorącą zwolenniczką niepodległości kraju – a jednocześnie gorliwą wierną Free Church of Scotland, powstałego w XIX wieku odłamu prezbiterian, opisywanego dziś z pewnym przekąsem jako „coś jak Church of Scotland, tylko z chrześcijaństwem”.

 

Córka kalwińskich misjonarzy w Indiach, gdzie spędziła dzieciństwo – Forbes mówi o swoim oddaniu Bogu z pasją godną swych rodziców. „Tak, szczerze – wierzę w osobowego Jezusa Chrystusa. Wierzę, że umarł za mnie, że mnie zbawił i że moim powołaniem jest kochać Go i służyć Mu oraz kochać i służyć mym bliźnim z całego mojego serca, duszy, umysłu i ze wszystkich swoich sił. To jest sam sens mojego istnienia. Polityka minie. Byłam człowiekiem zanim zostałam politykiem i takim pozostanę – wierzącym, że został stworzony na Boże podobieństwo” – mówiła kilka lat temu obecna minister w wywiadzie dla BBC, a pamiętajmy, że nie są to słowa, które się dziś słyszy często od zachodnich polityków. Paradoksalnie – tak wyrazisty chrześcijański ethos Forbes radykalnie odstaje od dominującej obecnie linii SNP, jeszcze do niedawna wielonurtowej, z mocnym skrzydłem moralnie zachowawczym, zbudowanym niegdyś pod patronatem legendarnej Winnie Ewing, pierwszej w historii posłanki SNP wybranej do Izby Gmin w 1967 r. Między innymi w wyniku stopniowego eliminowania tego środowiska z SNP odszedł Dave Thompson, animator ruchu Christians for Independence, a obecnie lider think-tanku Action for Independence, duchowy ojciec politycznej kariery Forbes, u którego boku rozpoczynała ją jako asystentka. Młoda polityk zyskała za to uznanie środowisk chrześcijańskich nawet tych z drugiej strony Tweed.

 

Nie bójmy się wyrażać naszą wiarę

 

Obecna minister jest jednak lojalna wobec swojej partii, choć nie waha się zaznaczać odrębnego zdania – co również nie jest już popularne w szeregach SNP, której kierownictwo prowadzi polowania na nieprawomyślnych „trans-” i „qeerofobów”, nie mówiąc już o jeszcze bardziej… reakcyjnych postawach. Tymczasem Kate Forbes podczas publicznego dnia modlitw w 2018 r. modliła się głośno tymi słowy: „Oby nasi politycy zrozumieli, że sposób, w jaki traktujemy najsłabszych — czy to nienarodzonych, czy nieuleczalnie chorych — jest miarą prawdziwego postępu”. Choć więc nawet politycy unionistycznej opozycji przyznają, że nie ma Szkockim Parlamencie nikogo, kto by osobiście nie lubił Kate – z szeregów jej własnego ugrupowania pojawiły się wątpliwości poprzedzające jej ministerialny awans na jedno z najważniejszych stanowisk w rządzie autonomii. Forbes zajmować się ma bowiem m.in. przygotowaniem wprowadzenia własnej waluty przez niepodległą Szkocję – a czy może to czynić ktoś, kogo stosunek do ruchu LBGTQ może budzić co najmniej poważne wątpliwości?!

 

Forbes nominację ministerialną jednak uzyskała, co zostało odebrane jako gest kierownictwa SNP wobec bardziej konserwatywnych wyborców, szczególnie tych z regionu Highland i wysp, gdzie chrześcijańskie środowiska tak Free Church of Scotland, jak i katolickie nie popierają bynajmniej edynburskiego nowinkarstwa, oczywiście jednak jednocześnie stanowiąc prawdziwe twierdze ruchu niepodległościowego. Najbardziej radykalne kręgi gender przypuściły zatem gremialny atak, tak publiczny, jak i zakulisowy, starając się utrącić Forbes przed głosowaniem powołania rządu. Posłanka jednego z najpiękniejszych szkockich okręgów wyborczych – Skye, Lochaber and Badenoch – odpowiedziała im jednak z godnością: „Reprezentuję wszystkich swoich wyborców, bez względu na ich stosunek do religii. Ale chrześcijaństwo jest istotą mojego istnienia i taką szczerość na temat mojej wiary uważałam i uważam za absolutnie najważniejszą. Chciałabym, aby mój przykład zainspirował innych, by pokonali strach i trudności przed publicznym wyrażaniem naszej wiary w ramach służby publicznej” – oświadczyła Forbes.

 

Krytycy ucichli. Możemy jednak być pewni, że nie na długo…

 

Konrad Rękas

 

Kategoria: Konrad Rękas, Polityka, Publicystyka, Uncategorized

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: