banner ad

Rękas: Bożki współczesności

| 20 sierpnia 2020 | 3 komentarze

Facebook zafundował mi niedawno dobową lekcję wolności słowa, widać żebym miał czas sobie przemyśleć m.in. o jakie wartości walczą manifestanci na Białorusi i jakie są obecnie jedyną religią, filozofią, ideologią i obowiązującym stylem myślenia (?) na Zachodzie. I faktycznie, uwolniony od jałowego przewijania portalu, który jest jak lodówka (zaglądasz tam co 5 minut, chociaż wiesz, że przecież niczego ciekawego nie przybyło) – mogłem zrobić szybki przegląd nowinek z innych źródeł, wszystkich, niestety, układających się w jeden ciąg postępów postępu.

Politpoprawność

Skądinąd zabawne zresztą, że pretekstem do wspomnianego bana – był tekst sprzed lat sześciu, w którym opisywałem głośną wówczas historię dwóch nastolatek, które uciekły z domu pod Lublinem zakochane w poznanych w Niemczech starszych mężczyznach pochodzenia uchodźczego. Szczególnie bulwersującą częścią tamtej sprawy, było postępowanie dyrekcji szkoły dziewcząt. Gdy ich koledzy jeszcze przed ucieczką prosili o pomoc pedagogów argumentując, że obawiają się porwania i handlu ludźmi – zostali postraszeni karami za wyrażany w ten sposób "rasizm" i "mowę nienawiści". Tamta historia skończyła się jeszcze względnie dobrze (dziewczęta odnaleziono), ale już gdy ją opisywałem – można było postawić tezę, że winę za nią ponosi przede wszystkim politpoprawność, paraliżująca system oświaty, język, edukację, media, politykę. I oto po 6 latach rzeczona politpoprawność przypomniała o sobie raz jeszcze zaznaczając, że zachodnia wolność słowa oznacza jedynie obowiązek pisania tylko tego, co dozwolone i ideologicznie słuszne. Na taki właśnie Zachód próbuje się przegonić tę głupią białoruską młodzież… Czy ta w ogóle może to zrozumieć? Chyba nie, 30 lat temu my też nie rozumieliśmy.

Gendryzm

Czy np. mogliśmy wówczas zrozumieć, że robiąca ostatnio znów furorę scena z "Żywotu Briana" ("Nie prześladuj mnie!") – to przepowiednia? Czy mogliśmy sobie wyobrazić czekającą nas interesującą zamianę ról? Oto bowiem w chwili swego powstania filmy, skecze, żarty takie jak Monty Pythonów – były uważane za podważające dotychczasowy, względnie konserwatywny ład i wartości, a więc sojusznicze wobec sił postępu, chętnie wówczas szermujących hasłami wolności słowa, wolności wyrazu artystycznego, sprzeciwu wobec cenzury itp. Po latach jednak sytuacja się odwróciła. To siły postępu wdrożyły cenzurę i prowadzą oczyszczanie sfery kultury, świadomości, języka – a także… poczucia humoru – na skalę, o jakiej nie śniło się komukolwiek, kto kiedyś gorszył się na żarty Pythonów.

I nie tylko zresztą ich. Również obrazoburcza (acz bardziej dosadna) "Mała Brytania" już została usunięta z Netflixa i innych platform, przede wszystkim za "żarty etniczne", a jej twórcy pokajali się szybko m.in. za wątek Daffyda – Jedynego Geja we Wsi. Obrywają nie tylko produkcje, które w chwili powstania były uznawane za "raczej ich" (bo przecież, jak wiadomo, to prawica i konserwatyści nie mają poczucia humoru, ni dystansu do siebie!), ale i zupełnie niewinne. Za sexistowskich uznano niedawno także… "Przyjaciół", w dodatku obciążonych grzechem najcięższym – żartami z genderyzmu (pod postacią ojca Chandlera). No cóż, jak się więc tym razem okazuje – ten się śmieje, kto się… nie śmieje ostatni.

Oczywiście jednak – eskalacji zagrożeń cywilizacyjnych i etycznych można się było i należało jak najbardziej spodziewać, a nawet słusznie przed nimi już te 40 czy 30 lat temu ostrzegano. Tylko, że… no właśnie. Te same siły progresywne, które dziś tak gorliwie wdrażają nowe porządki – kiedyś zgodnie wyśmiewały i odciągały uwagę społeczeństw od ostrzeżeń jasno pokazujących ścieżkę już trwającej degeneracji ludzkości. Już kilka dekad temu zupełnie jasne było np., że w następstwie dyskusji, a następnie akceptacji i afirmacji homoseksualizmu – nie nastąpi bynajmniej poszerzenie zakresu normy seksualnej (jak na pewnym etapie niby to postulowano), ale zakwestionowanie samego ISTNIENIA norm. I tak też się stało, a zatem, dokładnie tak, jak pierwotnie ostrzegano – zlikwidowano barierę pozwalającą klasyfikować, a więc i ewentualnie wykluczać jakieś zachowania seksualne. Akceptacja jednego zbo…, tzn. jednej dew…. No, wiadomo o co chodzi – rzeczywiście okazała się akceptacją WSZYSTKICH zboczeń i dewiacji, z GENDRYZMEM jako obecnym bałwanem tej fali postępu..

I tego nie ma już jak zakwestionować, bo system progresywno-wolnościowy blokuje nie tylko możliwość polemiki i artykułowania zdania odrębnego, ale przeszedł płynnie na pozycje ideologii dominującej, z której nawet żartować nie wolno.

Anty”rasizm”

A szkoda, bo robi się przecież coraz straszniej, ale i coraz śmieszniej. Brytyjski Marks and Spencer (sieć handlowa bynajmniej nie uchodząca za szczególnie… rasistowską) zmuszony został do przeprosin, wymuszonych kampanią medialną zapoczątkowaną przez oburzoną klientkę, p. Kusi Kimani (ze Wschodniego Sussex, to w tamtych stronach popularne ostatnio angielskie nazwisko).Pani Kimani odkryła mianowicie, że o ile sprzedawane w M&S staniki w jaśniejszych odcieniach brązu – mają sympatyczne nazwy/opisy, w rodzaju "carmel" czy "fudge", to ciemnobrązowy zwie się już "tobaco", co kojarzy się, jak wiadomo, ze "śmiercią i utratą zdrowia", czynnie znieważając osoby o kolorze zbliżonym do rzeczonego biusthaltera.

M&S ostatecznie skapitulował i przeprosił za swój brak rozwagi i rasowej wrażliwości. Stanik będzie się teraz prawdopodobnie nazywał "czekolada". Cóż, w obecnej atmosferze sprzedawcy bielizny powinni się cieszyć, że przodkowie p. Kasim pracowali widać akurat na plantacji tytoniu, a nie bawełny, bo inaczej ich magazyny mogłyby zostać całkowicie spustoszone w ramach DERASIZACJI

Ekologizm/Klimatyzm

Groteska wdziera się w kolejne, skądinąd tragiczne zdarzenia. Oto w Szkocji trzy osoby zmarły z powodu pociągu. Tzn. mając współistniejącą katastrofę kolejową w miejscowości Stoneheaven. Zupełnie na marginesie, właściwie nie sposób zrozumieć – dlaczego w tej sytuacji nie zakazano ruchu kolejowego w ogóle? Albo przynajmniej nie wprowadzono Czerwonej Strefy na torach… No, jakoś jednak o dziwo jeszcze nikt na to nie wpadł – za to już okazało się, że to nie był taki o, wypadek pociągu. – To było wykolejenie spowodowane globalnym kryzysem klimatycznym! – ogłosił miejscowy minister ds. klimatu. Faktycznie, to nieprawdopodobna zmiana klimatyczna, że w Szkocji pada deszcz… Jednak EKOLOGIZM/KLIMATYZM to kolejny bożek naszych czasów i kolejne newsy muszą oddawać mu cześć, poświęcając zupełnie niewinne wszak ofiary.

Covidianizm

I wreszcie coś najbardziej chyba aktualnego, najpowszechniejszego i o znaczeniu dalece wykraczającym poza „drobne nieprzyjemności dnia codziennego”, na które pozowane są absurdalne obostrzenia COVIDIANIZMU. Zastanówmy się chwilę czemu protesty przeciw narzucaniu tej dziwacznej psychozy są tak słabe, skąd tak wysoka doza akceptacji dla zjawiska trudnego do opisania w kategoriach innych niż zbiorowa paranoja? Jasne, dominującym motywem jest strach. Przede wszystkim jednak zachodnie społeczeństwa znajdują się już dziś w sytuacji żaby gotowanej powoli. Procesy, które teraz gwałtownie przyspieszyły – szykowane i dozowane były dekadami. Skoro już przyzwyczailiśmy się, że np. nie wolno nam jeździć czym chcemy pod nie mniej wydumanym pretekstem albo że białe dzieci nie mogą nosić indianskich pióropuszy – bo to "grabież kulturowa". Skoro wcześniej przetrenowano na nas z powodzeniem i politpoprawność, i klimatyzm – to już faktycznie zostało tylko nas zamknąć i ubezwłasnowolnić, "pandemią" dopinając ideologiczną i jak się okazuje cywilizacyjną ewolucję nowoczesności.

Krótko: jeśli murzyna nie wolno nazywać murzynem, ale mężczyznę koniecznie trzeba nazywać kobietą, jeśli nie wolno nam wybrać jakim samochodem chcemy jeździć, ani jaką żarówką sobie przyświecać – to dlaczego jesteśmy zdziwieni, gdy ktoś reguluje także co mamy na twarzy i kiedy wolno nam wyjść z domów?

Politpoprawność. Tolerancjonizm. Anty”rasizm”. Gendryzm. Ekologizm z Klimatyzmem. I wreszcie Covidianizm. Oto dzisiejsze oblicza Baala, to odmiana złotego cielca na miarę nowożytności. Biada tym, którzy nie oddają czci bałwanom. Zguba tym, którzy to czynią.

 

Konrad Rękas

 

Kategoria: Konrad Rękas, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (3)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. qwerty pisze:

    I właśnie dlatego nie chcę mieć nic wspólnego z tzw. "konserwatystami" – zdroworozsądkową ochronę przed nieznanym wirusem wrzucają do jednego worka z genderyzmem. No cóż, widać faktycznie pierwszą ofiarą wojny jest prawda.

  2. Konrad Rękas pisze:

    Khe, khym – tak z ciekawości, gdzie Pan w polityce COVIDiańskiej zauważył najmniejszy choćby przejaw zdrowego rozsądku? 

  3. Eltor pisze:

    @qwerty 

    Mówimy o tym wirusie, który istnieje tylko w mediach, bo trupów na ulicach po pół roku "epidemii" brak? Nikt nie zna żadnych zmarłych na to coś i gdyby nie jego wysokość telewizor, nikt by nawet nie wiedział, że jesteśmy już od pół roku w środku jakiejś "pandemii".

    Na początku wydawało się, że to taki wirus, co atakuje układ oddechowy i przenosi się drogą kropelkową. Dziś już widać wyraźnie, że atakuje głowę i przenosi się poprzez media.

    Orson Welles byłby dumny, "Wojna Światów" tak dobrze mu nie wyszła, jak ta dzisiejsza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: