banner ad

Rękas: Będzie o nas głośno na Ukrainie

| 7 lutego 2020 | 0 Komentarzy

Jarosław Kaczyński i politycy co jakiś czas usiłują pobudzać wyobraźnię Polaków a to uzyskiwanie reparacji wojennych od Niemiec, a to Rosji. Czemu jednak ignorują kierunek, z którego naprawdę można by uzyskać miliardy wspierające polską gospodarkę i zwiększające zasobność Polaków? Dlaczego rządzący naszym krajem nie chcą pamiętać, że bogactwo i potęga dawnej Rzeczypospolitej pochodziła właśnie z Ziem Ukrainnych?

 

Ukraina zapłaci polskie długi

 

Oczywiście dzieje się tak, ponieważ obecne władze polskie sprawę tak zwanych reperacji, podobnie jak i wszystkie inne swoje działania i wystąpienia dotykające sfery międzynarodowej – traktują czysto instrumentalnie, na użytek wyłącznie wewnątrzkrajowej propagandy. Stąd też często politycy polskiej partii rządzącej bywają zdziwieni, gdy ktoś na świecie potraktuje ich poważnie (jak w przypadku przegranego przez Polskę sporu z „Izraelem” o ochronę prawną przed oskarżeniami o udział Polaków w holocauście). W istocie też jednak sami nie przywiązują większej wagi do tego co opowiadają niby to w ramach „akcji dyplomatycznych”. Nikt w politycznej Warszawie nie ma złudzeń odnośnie jakichkolwiek „odszkodowań” czy to od Niemiec, czy to Rosji, Polska bowiem nie ma dziś żadnych instrumentów, ani pozycji geopolitycznej, by takie żądania choćby tylko mocno i poważnie wyartykułować, a co dopiero wprowadzić do dyskursu dyplomatycznego, nie mówiąc już w ogóle o realizacji.

 

To tylko usypianie polskich wyborców, by nie zapytali skąd na koniec rząd weźmie pieniądze i na politykę socjalną, i na rosnące koszty budżetowe, i wreszcie na spłatę roszczeń stawianych przez międzynarodowe środowiska żydowskie przy wsparciu amerykańskim, roszczeń w przeciwieństwie do polskich traktowanych na świecie śmiertelnie poważnie i właściwie skazanych na zaspokojenie. Realnie oznacza to perspektywę bankructwa finansów państwa polskiego – rząd wymyśla więc bajeczne miliardy, niczym nadzieję na wygranie na loterii.

 

Prawo i Sprawiedliwość zwyczajnie nie wie skąd wziąć pieniądze, modli się więc tylko, by rachunki przyszło płacić dopiero, kiedy partia ta odda władzę. Na sięgnięcie po jak najbardziej realne i możliwe źródło, czyli rewindykację majątków i odszkodowań należnych Polakom od Ukrainy – obecne władze nie mają dość politycznej wyobraźni, ani samodzielności. Co nie oznacza jednak oczywiście, że do odzyskania tego co polskie nigdy nie dojdzie. Przeciwnie, powrót Polaków na Kresy, na razie własnościowy – jest historycznie i ekonomicznie nieuchronny. Po prostu na początku dokona się oddolnie, wolą samego narodu, wobec inercji i słabości pro-amerykańskich i pro-kijowskich władz w Warszawie.

 

Nie uproszczając zanadto: to rozpadająca się Ukraina ostatecznie zapłaci wszystkie polskie długi i rachunki. Niezależnie od tego kto będzie Polską rządził.

 

Polacy na Ukrainie – powrót Panów

 

Rząd polski jest nie tylko bierny, ale i niesamodzielny, w odniesieniu do Ukrainy wykonuje jedynie polecenia amerykańskie, stąd też nie jest zdolny do żadnej zdecydowanej akcji – czy to na swoim ulubionym przecież polu polityki historycznej, czy to obrony praw mniejszości polskiej, czy nawet zabezpieczania polskiego dziedzictwa kulturowego, które jest przecież najwartościowszą częścią tego, co Ukraińcy nieuprawnienie uważają za kulturę własną. Ba, Polska nie umie nawet zabezpieczyć własnych interesów gospodarczych na Ukrainie, co wydawałoby się konieczne i oczywiste wobec miliardów dolarów wpompowanych w rozkradaną właśnie ekonomikę ukraińską. Mówiąc brutalnie – trwa czas kolonizacji gospodarczej Ukrainy i jest grzechem zaniechania nie brać w nim udziału. Własność i potencjał przemysłowy Ukrainy rozbierają między siebie Amerykanie, Niemcy, Brytyjczycy – czemu więc nie Polacy, skoro i mamy w tym największe doświadczenie i tak chwalimy się modelową współpracą z ukraińskimi pracownikami najemnymi w Polsce? Zamiast ściągać ukraińskich robotników do Polski – po prostu przejmijmy ich ukraińskie fabryki, będzie szybciej, sprawniej i wygodniej.

 

Program relacji polsko-ukraińskich jest prosty. Po pierwsze na polu symbolicznym – wszak od Bugu po Podole polskie ziemie kresowe zajmowane obecnie przez Ukrainę pełne są śladów polskości, każdy kamień krzyczy tam po polsku. Każdą metodą, także stawiając nogę w drzwi ukraińskich aspiracji europejsko-atlantyckich – Polska winna wymusić na Kijowe przywrócenie i zabezpieczenie wszystkich dowodów na polski charakter tych terenów: pomników, cmentarzy, kościołów, dworów, naszych białych orłów znów nad Kresami.

 

Po drugie – mniejszość polska. Przeszło milion naszych rodaków, nie tylko tych z Żytomierszczyzny i Winnicy, ale każdy Polak na Ukrainie musi mieć nie tylko zagwarantowaną pełnią praw językowych, kulturalnych i edukacyjnych, nie tylko powinien cieszyć się spersonalizowaną opieką państwa polskiego tak, by wyróżniało to jego i jego rodzinę wśród innych mieszkańców. Za każdym Polakiem na Ukrainie powinno stać zdecydowanie i determinacja Polski tak, by nawet skrzywienie się na dźwięk polskiej mowy – było nie do pomyślenia. Dotyczy to zresztą nie tylko naszych rodaków będących na Kresach ludnością rodzimą, ale także polskich turystów, inwestorów i zwłaszcza powracających dawnych Wypędzonych. A ci będą wracać w coraz większej liczbie, możemy być pewni. Mówiąc brutalnie – nie miejmy złudzeń, że nauczymy ukraińskich szowinistów lubić czy chociaż szanować Polaków. I wcale tego nie chcemy. Niech się nas tylko boją.

 

I po trzecie wreszcie, jak wspomniałem – Polska musi na Kresy wrócić gospodarczo. Tak odzyskując polską własność, jak i przejmując niewydolne zakłady i całe sektory ukraińskiej gospodarki. Skoro Ukraińcy sami nie umieją czy nie chcą gospodarować na terenach obecnie należących do ich kraju – to niech je oddadzą komuś kto chce i potrafi. Czyli Polakom.

 

Priorytet polskiej pamięci historycznej

 

Oczywiście zamiast realizować program polski – prezydent Andrzej Duda po raz kolejny obiecał Wołodymyrowi Zełenskiemu dalsze ustępstwa ze strony RP, w tym nawet odrestaurowanie pomnika ku czci upowców na górze Monastyr koło Werchraty na Podkarpaciu, co wzbudziło aplauz środowisk banderowskich i ich agentury w Polsce. Ja jednak mam dziwne przeczucie, graniczące wręcz z pewnością, że żaden pomnik czy inna forma upamiętnienia bandytów z UPA na terenie Polski – nie ustoi długo. One są cholernie kruche, wywrotne, prawie same wybuchają i brudzą się niezwykle wręcz łatwo… Tak to już jest i będzie. Nie będzie banderowskich monumentów w Polsce, koniec, kropka.

 

Od strony formalnej – cóż, istnieją przecież precedensy ze stroną niemiecką. Oczywiście cmentarze żołnierskie istnieją, jednak nie jest możliwe upamiętnianie organizacji zbrodniczych, zwłaszcza SS. A UPA, Waffen-SS Hałyczyna, Bataliony Nachtigall i Roland itp. tym tylko różniły się np. od oprawców z obozów zagłady – że były jeszcze gorsze i okrutniejsze.

 

Co zaś się tyczy polskich nekropolii na Kresach i straszenia nas retorsjami – to przecież nasi zmarli rodacy są tam po prostu u siebie! (podczas gdy np. bandyci z UPA uciekli do Zakerzonia ze strachu przed Armią Czerwoną…). Również prowadzenie dalszych ekshumacji i badań na obszarach objętych zbrodnią Rzezi Wołyńskiej – jest kwestią bezdyskusyjną, to warunek sine qua non jakiegokolwiek w ogóle dialogu polsko-ukraińskiego. Osobiście zresztą jestem zdania, zwłaszcza obserwując rozwój sytuacji na Ukrainie, że przyjdzie kiedyś dzień, gdy pomniki Polaków niewinnie pomordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej – staną w każdym mieście polskich Kresów, Łucka, Równego, Kowla, Włodzimierza Wołyńskiego oraz Lwowa, Stanisławowa i Tarnopola nie wyłączając.

 

Powiernictwo Kresowe i restytucja polskiej własności

 

Nasz powrót na Wschód dokonuje się jednak nie tylko w sferze historycznej i świadomościowej, choć i te są ważne. Przede wszystkim jednak tyle polskości – ile własności w polskich rękach. Według szacunków naszych ekspertów łączna suma roszczeń polskich za majątki pozostawione na Kresach wynosi ok. 5 miliardów dolarów, przy czym kwota ta może wzrosnąć o wartość odszkodowań i zadośćuczynienia dla wypędzonych i ich ofiar. Liczba opracowanych już wniosków restytucyjnych sięga blisko 2.000 i oczywiście nie jest to wszystko, bowiem zainteresowanie odzyskaniem majątków i/lub uzyskaniem rekompensat zgłosiło już w toku działalności Powiernictwa Kresowego ponad 16.000 rodzin. Ukraina prędzej czy później nie tylko będzie musiała w pełni dostosować się do ustawodawstwa europejskiego, także w zakresie poszanowania prawa własności (a właścicielami majątków na Kresach w dalszym ciągu są Polacy i ich spadkobiercy). Władze w Kijowie nie uciekną też przed orzeczeniami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, przed którym Polacy z powodzeniem dojdą swoich słusznych żądań. No i wreszcie Ukraina musi uznać prawo obywateli innych państw do własności ziemi (Rada Najwyższa jest już po kolejnych czytaniach projektu ustawy znoszącej moratorium w tej sprawie i do maja tego roku zapewne upora się z jej uchwaleniem). Myśląc zaś o prywatyzacji – Kijów zmuszony będzie wyczyścić stany prawne, zaspokajając najpierw legalnych właścicieli ziem, domów, dawnych zakładów, całych części miast. Oprócz Polaków po swoje wracają wszak też Rumunii, Węgrzy no i Żydzi, a za nimi zwłaszcza stanie cała potęga amerykańska. A Polacy tylko skorzystają.

 

Do roszczeń indywidualnych dochodzi też sprawa polskiego mienia bezspadkowego, również będąca elementem szerszego programu restytucji na Kresach. Współczesna Ukraina jest nie tylko prawnym spadkobiercą Ukrainy Sowieckiej (czyli jednego z beneficjentów odebrania Polsce Ziem Wschodnich), a to rodzi obowiązek spłaty zobowiązań z tego tytułu. Politycznie Kijów ogłasza się także dziedzicem banderyzmu, kolaboracji z Niemcami hitlerowskimi, w tym także zbrodni dokonywanych samodzielnie i wspólnie z Niemcami na narodach polskim, żydowskim i innych. Sprawca zaś w prawie międzynarodowym nie ma prawa dziedziczyć po ofierze. Dzisiejsza Ukraina jest następcą sprawców zbrodni – nie ma więc prawa zawłaszczać majątków należących do bestialsko pomordowanych. Te Polska powinna odzyskać dla siebie i wykorzystać do wzmocnienia akcji repolonizacyjnej na Kresach.

 

Koniec okupacji ziem polskich

 

Ukraina okupuje ziemie polskie – to oczywisty fakt. W dodatku nie wykonując swoich własnych zobowiązań związanych z przejęciem zarządu nad częścią Kresów – traci do nich prawa międzynarodowe. To, czy jest to już dziś podnoszone, czy pozostaje tylko w świadomości politycznej – to rzecz dalszorzędna. Liczy się delegitymizacja władztwa ukraińskiego na terytoriach historycznie należących do Polski.

 

To strona prawna – natomiast biorąc rzecz praktycznie nikt już chyba nie ma złudzeń, że sytuacja graniczna w Europie jest trwała i stała. Przeciwnie, na Zachodzie rodzą się nowe państwa starych narodów, takich jak Szkoci, tylko kwestią czasu jest usankcjonowanie niepodległości Katalonii, Irlandia nieuchronnie zmierza do zjednoczenia z północnymi hrabstwami tej wyspy wciąż jeszcze zajmowanymi przez Wielką Brytanię. Skoro tam mapa jest tak dynamiczna – czemu inaczej miałoby być na Wschodzie, gdzie przecież wiele granic nakreślono sztucznie, nieprawnie i niesprawiedliwie?

 

Oczywiście, Polska nie napadnie na Ukrainę, nie miałoby to zresztą żadnego sensu, coś jak bicie umierającego. Kiedy jednak obecne resztki państwowości ukraińskiej się zawalą i trzeba będzie pozostały po niej obszar na nowo zorganizować, zagospodarować i odbudować – Polacy będą gotowi!

 

Konrad Rękas

 

Tekst zawiera obszerne fragmenty wywiadu udzielonego w języku rosyjskim dla portalu Ukraina.ru

 

Kategoria: Konrad Rękas, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: