O prawach narodów

Gdy Naród Polski był uciemiężony, w wyniku międzynarodowych układów z Sowietami i gdy imperializm sowiecko-rosyjski zyskał swoje „uzasadnienie” nie tylko w postaci dokonanych napaści na Węgry, Czechosłowację, NRD – ale także  w postaci teorii Breżniewa o „ograniczonej suwerenności” państw socjalistycznych, polskie terytoria nawiedził sekretarz generalny Sowietów, Michaił Gorbaczow. Wówczas był on podziwiany przez cały świat. W czasie jego pobytu w Warszawie na Zamku Królewskim w lipcu 1988 r. odbyło się spotkanie z przedstawicielami polskiej nauki. Wówczas „pozwoliłem sobie” (co później zyskało uznanie Episkopatu i ludzi kultury) na „upomnienie się” o suwerenność narodową, w nawiązaniu do działalności i doktryny Pawła Włodkowica. Może warto tutaj przytoczyć treść tego wystąpienia: „Współczesna, żywo dyskutowana problematyka praw człowieka, suwerenność narodów i państw, ma swe historyczne i merytoryczne sformułowania w polskiej kulturze, tak w okresie średniowiecza, jak i dzisiaj. Sam problem ograniczenia suwerenności państwowej i narodowej, powiązany ostatnio ze słynną doktryną Breżniewa, pojawił się w historii Polski i Europy już w średniowieczu, w postaci słynnego sporu z Zakonem Krzyżackim, którego ideologią było nawracanie nawet siłą i mieczem ludów pogańskich na chrześcijaństwo. Krzyżacy, sprowadzeni na ziemie polskie dla obrony przez najazdami plemion pruskich, zmienili doktrynę obrony na doktrynę agresji. I wówczas rektor Akademii Krakowskiej, Paweł Włodkowic, na Soborze w Konstancji w XV wieku opracował i uzasadnił doktrynę o suwerenności narodów i państw. Jako niemoralną i błędną ogłosił doktrynę ograniczającą suwerenność narodów, nawet w imię najwyższych wówczas ideałów szerzenia chrześcijaństwa i nawracania nań mieczem i siłą. Od tego czasu, w świadomości Polaków zawsze budziła sprzeciw doktryna ograniczania suwerenności narodów w imię jakichkolwiek, nawet najszczytniejszych ideałów. Powstała jeszcze w średniowieczu koncepcja suwerenności państw i narodów, zyskuje dzisiaj swe pogłębione, teoretyczne uzasadnienie w uznaniu suwerenności człowieka, osoby ludzkiej. To osoba ludzka jest pierwszym suwerennym podmiotem praw ludzkich i obowiązków – przez to, że tylko człowiek swoim poznaniem i swoją miłością może ogarnąć siebie, świat i wszystko to, co go otacza, i dokonać aktów decyzji. Suwerenna decyzja człowieka jest ostateczną podstawą suwerennej decyzji państwa. Ludzka osoba nie może stać się tylko rzeczą i traktowaną być tylko jako rzecz i przedmiot decyzji silniejszego, bo zawsze jest żywym i suwerennym podmiotem w stosunku do własnych decyzji i praw. Tak tę sprawę widzieliśmy w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie przed laty dyskutowaliśmy o tym z kolegami, w tym także z profesorem Karolem Wojtyłą, naszym dawnym kolegą, obecnie papieżem Janem Pawłem II. I właśnie dzisiaj Jan Paweł II w swym powszechnym nauczaniu nieustannie podkreśla suwerenność i podmiotowość osoby ludzkiej, prawa człowieka, jego godność jako podmiotu, a nie przedmiotu, jako celu a nie środka wszystkich ludzkich działań”.

Do Pawła Włodkowica nawiązał również w swym wystąpieniu w dniu 5 października 1995 r., w siedzibie Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku Ojciec Św. Jan Paweł II, wzywający Zjednoczone Narody do pogłębiania „praw człowieka” poprzez wyakcentowanie praw narodowych do istnienia, do własnej kultury, do suwerennego ich rozwoju. Jan Paweł II nawiązał do działalności Pawła Włodkowica, świadcząc o wkładzie myśli polskiej w dziedzinę ogólnoludzkiej kultury. 

W dobie obecnej prawa narodów muszą być coraz mocniej akcentowane w obliczu ogromnej przewagi państw i narodów, bogatych, potężnych, wyposażonych w bronie niszczycielskie, a zarazem niezmiernie ubogich w dziedzinie moralnej. Sprzężenie bowiem potęgi materialnej i niszczycielskiej z nędzą moralną jest rzeczywistym zagrożeniem dla całej ludzkości, a zwłaszcza dla narodów bogatych w historię i swoją narodową kulturę. Jeszcze nie widać – w dzisiejszym układzie stosunków międzynarodowych – realnej, opartej na faktach i prawach, pozytywnej zapowiedzi ułożenia stosunków dla wszystkich pomyślnych. Stąd wołanie Jana Pawła II o prawa narodów zostało w środkach masowego przekazu wyciszone, by może zapewnić „wolność do zła” dla materialnie silnych, a moralnie nikczemnych, jak tego doświadczyliśmy po II wojnie światowej od strony równie zdemoralizowanych zwycięzców.

Polskość jako sposób życia

Dla mnie i dla moich rówieśników polskość nie była czymś abstrakcyjnym, lecz wyraźnie ukształtowanym sposobem życia. Na Wschodzie przeżywaliśmy polskość jako pewną formę kulturowej obecności, zresztą formę bardzo, bardzo wysoką. Wiązało się to zarówno z religią, jak i z mocno zakorzenioną w umysłach świadomością narodowych powstań, a nawet w ogóle historią jako taką. W szkole powszechnej nauczycielka wymagała od nas znajomości całego pocztu królów polskich i nie mając jeszcze dziesięciu lat, już znałem na pamięć władców od Mieszka I do Poniatowskiego. A nadto, byliśmy wychowani uważać niejako za swoje osobiste przeżycia walki Mieszka czy Chrobrego z Niemcami, albo napady Rusi Kijowskiej na Polskę. Grunwald, Chocim nie stanowiły – w codziennym doświadczeniu – jakichś rzeczy oddalonych, były to nasze osobiste przeżycia. Stąd polskość, ugruntowana na fundamencie pamięci, stała się z czasem korzeniem naszego życia teraźniejszego. 

Sama polskość nie jest celem życia ludzkiego, ale jest ona cennym instrumentem rozwoju człowieka. Trudno sobie wyobrazić, jak można siebie rozwinąć np. bez znajomości Mickiewicza, Sienkiewicza, Norwida, polskiej muzyki. W naszej narodowej kulturze, w twórczości, sposobie życia mamy cenne wartości, akcentujące wolność, które pomagają nam w rozwoju. Musimy więc świadomie wracać do polskiej tradycji i ją rozwijać. Po to są szkoły, organizacje, Kościół, aby kształtując mnie tym, co pomagało innym i mnie pomogło być człowiekiem. Być Polakiem, to czerpać soki poprzez własne korzenie, przyswajać sobie i zarazem wzbogacać życie tego wielkiego drzewa, jakim jest nasz naród.

Polacy byli zawsze narodem otwartym na inne nacje, a pomimo tego zachowali własną odrębność. Posiadali poczucie narodowej tożsamości, które zostało w szczególny sposób wzmocnione poprzez przyjęcie wiary chrześcijańskiej. Właśnie władca chrześcijański był tym, który rozpoczął formowanie ducha polskiego, w oparciu nie tylko o jakieś miejscowe obyczaje, ale, nade wszystko, w oparciu o kulturę łacińską, przekazaną nam wraz z Ewangelią. Staliśmy się bardziej łacińscy, aniżeli wszystkie inne narody europejskie.

Religia chrześcijańska uformowała ostatecznie naszą narodową tożsamość. Mieszko I, chcąc uwolnić się spod niemieckich wpływów (nie chciał stać się wasalem cesarza rzymskiego narodu niemieckiego), oddał swoją rodzinę, miasto Gniezno, wręcz całe państwo pod ochronę papiestwu. Wyczuł zatem niejako spontanicznie, gdzie znajduje się właściwa droga dla istnienia narodu i wyznaczył jej kształty na nadchodzące pokolenia. Dlatego, gdy zaistniała potrzeba postawienia na dziedzińcu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego pomnika Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego, wybrałem taki moment ikonograficzny, który mógł stać się symbolicznym odtworzeniem (w artystycznej formie) aktu hołdowniczego Mieszka I. Kardynał Wyszyński w okresie zniewolenia jako interrex – przywódca narodu, przykląkł przed papieżem, a zatem powtórzył akt hołdowniczy Mieszka, dzięki któremu mógł się książę uwolnić od panowania i supremacji cesarza niemieckiego. Podobnie również dzięki Kościołowi uwolniliśmy się od supremacji ideologii komunistycznej. 

Na naszych oczach nastąpiło załamanie się nazizmu i komunizmu. Nie łudźmy się jednak, jest ono wpisane w te ideologie, które trwają od czasów rewolucji francuskiej i są wciąż żywe. Skończył się komunizm i od razu został zastąpiony innym systemem – neoliberalizmem. Łączy je jeden wspólny cel – utworzenie tak zwanego państwa światowego, ponadnarodowego, kierowanego przez wąską grupę ludzi. We współczesnej polityce nie zostało dokonane prawdziwe zerwanie z przeszłością i te same tendencje istnieją w niej nadal. Są obecne w liberalizmie pozornie dającym człowiekowi wolność, w ostateczności zaś zniewolenie. Dlatego musimy pamiętać o wolnościowej specyfice polskiej kultury narodowej i o tym, że naturalny rozwój człowieka jako bytu osobowego dokonuje się poprzez system relacji międzyosobowych, związanych z powstaniem, urodzeniem się i dojrzewaniem do pełni człowieczeństwa w społecznościach naturalnych, tj. w rodzinie i narodzie. 

O. Prof. Mieczysław Albert Krąpiec

Za: Cywilizacja nr 8/2004, s. 10-16.