banner ad

Motyka: Czym jest wojna nowej generacji?

| 29 stycznia 2022 | 0 Komentarzy

Coraz częściej w prasie, telewizji czy Internecie spotykamy się z takimi określeniami jak wojna hybrydowa czy wojna nowej generacji. Na naszych oczach na granicy z Białorusią dochodzi do scen, które jeszcze niedawno można było uznać za niewyobrażalne. W oczywisty sposób nasuwa się pytanie – czy to już wojna, czy może raczej zaledwie preludium? Jak właściwie współcześnie wyglądają założenia prowadzenia konfliktu zbrojnego? Czy może on przypominać II Wojnę Światową? A wreszcie – czy nasze państwo jest gotowe na takie wyzwania? Spróbujmy na te pytania odpowiedzieć.

Hybrydyzacja wojny i faza przedkinetyczna

Termin "wojna nowej generacji" w rozumieniu steoretyzowanej koncepcji po raz pierwszy pojawił się w rosyjskich kręgach wojskowo-politycznych w roku 2013. Już rok później koncepcja ta została w praktyce zaimplementowana podczas konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, w trakcie którego Federacja Rosyjska zajęła Półwysep Krymski, a dwa obwody wschodniej Ukrainy dokonały de facto secesji i tym samym powstały państwa nieuznawane, Doniecka Republika Ludowa i Ługańska R. L., faktycznie kontrolowane przez Rosję.

Pomio, że pojęcie "wojna nowej generacji" zostało wprowadzone przez Rosjan i stanowi część rosyjskiej doktryny wojennej to współcześnie mianem tym zaczęto określać każdy konflikt toczony według nowoczesnego paradygmatu. W ten sposób należy rozumieć użycie tego terminu także w niniejszym artykule.

Czym zatem charakteryzuje się wojna nowej generacji, która w świecie zachodnim bywa często, dla uproszczenia, określana mianem "wojny hybrydowej"? Na początku trzeba zauważyć, że światowi analitycy coraz rzadziej mówią o "wojnie" czy nawet "walce", a coraz częściej o "konfrontacji". Granica między wojną a pokojem ulega zatarciu; pojawiają się "szare strefy", w których podmioty polityczne próbują forsować swoje interesy "poniżej progu wojny".

Rozpoczęta pod koniec lat 80. ubiegłego wieku rewolucja cyfrowa doprowadziła do wzrostu znaczenia wojny informacyjnej. Sama w sobie bowiem nie jest ona niczym nowym – była często stosowana w różnych cywilizacjach już od czasów starożytnych. Współcześnie jednak powstały całkowicie nowe narzędzia, które powodują multiplikację oddziaływania głębokich operacji psychologiczno-informacyjnych. Internet, miliony smartfonów wyposażonych w kamery, a przede wszystkim media społecznościowe – wszystko to na zawsze zmieniło nasze społeczeństwa i sprawiło, że każdy człowiek wyposażony w nowoczesny telefon lub komputer z dostępem do sieci jest potencjalnym żołnierzem w wojnie informacyjnej. W takim ujęciu celem działania staje się całe społeczeństwo przeciwnika. Za pomocą odpowiednio sprofilowanych środków można je polaryzować, dezinformować, demoralizować a nawet stosować głęboką dywersję ideologiczną.

Można chyba zaryzykować hipotezę, że na plan pierwszy w tego rodzaju operacjach wysuwają się przede wszystkim dwa cele. Po pierwsze skierowana do wewnątrz państwa uznanego za przeciwnika, wspomniana już wyżej polaryzacja społeczna – maksymalne podzielenie ludności według klas społecznych, poglądów politycznych, preferencji ideologicznych, religii a nawet płci. Po drugie skierowana na zewnątrz izolacja międzynarodowa przeciwnika, którą można osiągnąć za pomocą takich środków jak przykładowo tworzenie tzw. "fake newsów" czy rozprzestrzenianie "deep fake" (fałszywych zdjęć i filmów, których przeciętny użytkownik nie jest w stanie natychmiastowo zweryfikować). Innymi słowy operacje medialno-psychologiczne, skierowane zarówno do opinii publicznej państwa zaatakowanego, jak i międzynarodowej opinii publicznej są realizowane poprzez wszelkie działania propagandowe na dużą skalę. Ma to skutkować wywołaniem chaosu w kraju będącym przedmiotem agresji oraz jego dyskredytacją, a nawet defamacją na arenie międzynarodowej.

Podsumowując: współczesna wojna informacyjna odbywa się w sferze teleinformatycznej i cyberprzestrzeni przy wykorzystaniu zarówno mediów klasycznych jak i intenetowych, zaś celem tych działań jest noosfera (przestrzeń mentalna). Oba te elementy możemy uznać za składające się na przestrzeń informacyjną. To w dużej mierze właśnie powyżej przytoczone czynniki sprawiły, że nastąpiła transgresja pola walki w przestrzeń walki.

Hybrydyzacja wojny przejawia się zatem w połączeniu operacji psychologiczno-informacyjnych z klasycznymi działaniami wojennymi. Innymi towarzyszącymi jej zjawiskami mogą być akcje niemilitarne prowadzone przeciwko państwu uznanemu za nieprzyjaciela, takie jak: cyberataki na systemy komputerowe przeciwnika, wywoływanie kryzysów migracyjnych (wraz z zarządzaniem nimi), czy nawet traktowana instrumentalnie pomoc humanitarna. Wszystko to jest jednak również nakierowane głównie na osiągnięcie efektu psychologicznego i wywołanie fermentu w atakowanym państwie. Obrazu dopełniają takie elementy jak wykorzystywanie dostaw surowców jako politycznego instrumentu nacisku lub sankcje ekonomiczne. Wyżej wymienione czynniki mogą występować zarówno samodzielnie, jeszcze przed wybuchem "wojny gorącej" jak i wraz z działaniami stricte militarnymi. Współcześnie mówimy zatem o fazie przedkinetycznej (resp. niekinetycznej) i kinetycznej wojny. Oczywiście preferowaną strategią jest osiąganie celów politycznych poprzez prowadzenie konfrontacji środkami niewojskowymi – tańszymi i niosącymi ze sobą mniejsze ryzko.

Jeżeli natomiast dochodzi do wojny klasycznej to walka informacyjna nie ustaje – zmienia się jedynie jej charakter. Oprócz dalszego "zmiękczania" społeczeństwa nieprzyjaciela prowadzi się specyficzny rodzaj propagandy, oparty na fałszowaniu  rzeczywistego obrazu sytuacji poprzez przejaskrawianie każdego zwycięstwa taktycznego i ekstrapolowanie go na sytuację strategiczną. Sprzyja temu zjawisko tzw. "war streamingu". Każde wygrane starcie na poziomie taktycznym może zostać nagrane kamerami umieszczonymi np. na dronach lub hełmach żołnierzy, a następnie zaprezentowane w Internecie i przedstawione jako obraz całości zmagań. Takie materiały trafią następnie do członków oddziałów nieprzyjaciela, którzy obejrzą je na swoich smartfonach, nawet jeśli przebywają dziesiątki bądź setki kilometrów dalej. Obrazy przedstawiające śmierć kolegów czy inne dowody strat spowodują spadek morale, a w skrajnych przypadkach może to doprowadzić nawet do kaskadowego kolapsu całej armii. Tego typu działania propagandowe mogą również wpływać na mapy mentalne decydentów strony przeciwnej, którzy prowadząc negocjacje w czasie trwającego konfliktu będąc pod wpływem sprawnie przeprowadzonego oddziaływania medialno-psychologicznego znajdą się w przeświadczeniu, że przegrywają, pomimo, iż w rzeczywistości sytuacja będzie przejawiać się zgoła inaczej. Oczywiście wyżej wspomniane działania wpływają również na morale ludności cywilnej i mogą stanowić element podważający wiarygodność strony przeciwnej, wyrabiając w międzynarodowej opinii publicznej przekonanie, że państwo to już przegrywa z kretesem (niezależnie od tego czy to prawda czy kłamstwo), a więc nie ma sensu mieszać się w tę sprawę.

Omówiliśmy wojnę informacyjną, kwestię hybrydyzacji działań wojennych i wszystko co wiąże się z fazą przedkinetyczną konfliktu. Przejdźmy zatem do fazy kinetycznej, bowiem i w tej sferze przez ostatnie dekady zaszły rewolucyjne zmiany, które całkowicie odmieniły obraz sztuki wojennej.

Rewolucja w sprawach wojskowych i faza kinetyczna

Zapoczątkowany w 2. połowie XX wieku wyścig kosmiczny oraz rozpoczęcie pod koniec lat 80. tegoż stulecia ery cyfrowej doprowadziły do zjawiska rewolucji w sprawach wojskowych (w nomenklaturze amerykańskiej: revolution in military affairs). Pierwszą osobą, która steoretyzowała i rozwinęła to pojęcie był rosyjski marszałek Nikołaj Ogarkow, a związane z nim prace koncepcyjne rozpoczął już pod koniec lat 70. Jednakże niewystarczający stopień zaimplementowania nowoczesnej elektroniki w uzbrojeniu sowieckim spowodował, że rychło prym na tej płaszczyźnie przejęły Stany Zjednoczone, w których prace nad tą koncepcją rozpoczęło Office of Net Assessment, analityczna komórka amerykańskiego Departamentu Obrony. Można postawić hipotezę, że pierwszym konfliktem prowadzonym według nowego paradygmatu była I Wojna w Zatoce Perskiej. Od tego czasu pole walki z każdym rokiem podlega coraz głębszym i bardziej dynamicznym zmianom.

Zastanówmy się teraz co charakteryzuje fazę kinetyczną wojny nowej generacji. Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że współcześnie cały system rozpoznania i dowodzenia jest oparty na nowoczesnych sensorach, które przekazują dowódcy informacje z pola walki, często wręcz w czasie rzeczywistym. Mowa tutaj o takich środkach jak: satelity rozpoznawcze umieszczone na orbicie okołoziemskiej, radary (w tym takie pozwalające obserwować co dzieje się za horyzontem) czy kamery optyczne i termowizyjne, które mogą być umieszczone zarówno na dronach jak i pojazdach bojowych czy nawet oporządzeniu osobistym żołnierzy. Wszystko to daje możliwość bardzo szybkiego podejmownia decyzji na podstawie uzyskanej wiedzy. Ten sposób percepcji i zarządzania polem walki nosi nazwę systemu świadomości sytuacyjnej (battle network).

Nowoczesne sensory w połączeniu z naprowadzaną za ich pomocą bronią precyzyjną (artyleria, rakiety balistyczne, pociski manewrujące, etc) spowodowały, że współcześnie punkt ciężkości działań wojennych przesunął się z niszczenia mas wojska (siły żywej, pojazdów bojowych, sprzętu) nieprzyjaciela na zrolowanie jego systemu świadomości sytuacyjnej. Jeżeli uda się oślepić satelity przeciwnika, zniszczyć jego drony rozpoznawcze, zagłuszyć komunikację, a najlepiej także zaszkodzić systemowi dowodzenia (np. poprzez ataki hakerskie w cyberprzestrzeni), to wrogie oddziały stają się bezradne – tracą zdolność "widzenia". Nie wiedzą gdzie dokładnie znajduje się przeciwnik, gdzie są sąsiednie jednostki własne, jaka jest rzeczywista sytuacja ogólna, ani jakie działania należy w danej chwili podjąć. W tym kontekście zniszczenie siły żywej staje się kwestią drugorzędną, jest jedynie swego rodzaju kropką nad "i", którą wykonuje się po obezwładnieniu systemu świadomości sytuacyjnej nieprzyjaciela. Ten sposób walki nosi nazwę nowoczesnej bitwy zwiadowczej (modern scouting battle).

Kolejną ważną cechą wyróżniającą współczesną wojnę jest jej wielodomenowość. Obecnie wyróżniamy 5 domen, w których działają siły zbrojne: ląd, morze, powietrze, kosmos oraz cyber (czasami można spotkać również wyróżnianie spektrum elektro-magnetycznego jako oddzielnej domeny). Istnieje tendencja do prowadzenia operacji w wielu domenach naraz, aby przezwyciężać zintegrowaną obronę przeciwnka, zdobyć przewagę i zachować swobodę działania. Na takim postrzeganiu wojny wyrosły amerykańskie koncepcje operacyjne Multi-Domain Battle oraz Multi-Domain Operations.

Wszystkie wyżej wymienione czynniki wydają się nieco kłócić z naszymi wyobrażeniami na temat konfliktu zbrojnego, ukształtowanymi na bazie pamięci zbiorowej o II Wojnie Światowej, prawda? Jesteśmy w stanie przyswoić tę wiedzę, ale właściwie trudno nam sobie wyobrazić jak konkretnie takie starcie mogłoby wyglądać – nasze mapy mentalne stawiają bowiem opór. Dlatego chciałbym zaproponować pewien eksperyment myślowy oparty na wyobraźni. Wyobraź sobie zatem, Drogi Czytelniku, że jesteś dowódcą rosyjskiego batalionu zmechanizowanego.

Bitwa

Prowadzona przeciwko Polsce operacja poniżej progu wojny obliczona na całkowitą polaryzację społeczną i izolację międzynarodową nie przyniosła skutku. Wobec tego postanowiono zrealizować cele polityczne, korzystając z projekcji siły wojskowej. Dowodzona przez ciebie Batalionowa Grupa Taktyczna (ros. Batalionnaja Takticieskaja Gruppa; BTG) przekroczyła już granicę polsko-białoruską i ma za zadanie zająć znajdującą naprzeciwko gminę wiejską bronioną przez polski batalion zmechanizowany, aby zabezpieczyć skrzydło sił głównych znajdujących się na południe od ciebie i nacierających w kierunku najbliższego miasta wojewódzkiego.

Znajdujesz się na swoim stanowisku dowodzenia. Masz przed sobą wiele monitorów, które na bieżąco przekazują ci informacje zebrane przez twój system świadomości sytuacyjnej, a nad prawidłowym przepływem i opracowaniem tych informacji czuwa twój sztab. Na jednym z monitorów widzisz obrazy przesyłane przez satelitę, na kolejnym widok z dronów rozpoznawczych, które latają nad polem walki; na innym obraz z kilku kamer na pojazdach bojowych i oporządzeniu żołnierzy – zainstalowanych w kluczowych punktach, tak aby dawać możliwie najszerszy obraz sytuacji. Na innym jeszcze ekranie wszystkie dane zebrane są razem i zaprezentowane graficznie w postaci znaków taktycznych naniesionych na mapę.

Starasz się objąć to wszystko swoim umysłem i planujesz jak przeprowadzisz natarcie. Myślisz: "Polacy są dobrze rozlokowani wzdłuż linii lasu, wzgórz oraz zabudowań głównej wsi. Ale ich prawe skrzydło znajduje się na odsłoniętym i płaskim terenie. To ich słaby punkt, tam uderzę. Najpierw nasza artyleria odda salwę za pomocą amunicji precyzyjnej, naprowadzanej laserowo przez drony a następnie rzucę tam czołgi, które wyjdą na tyły nieprzyjaciela i w ten sposób rozstrzygnę bitwę na naszą korzyść. W innych miejscach frontu wykonam uderzenia wiążące za pomocą bojowych wozów piechoty, które odciągną uwagę od zasadniczego kierunku ataku".

A więc plan jest już gotowy. Zanim jednak rozpoczniesz generalny atak, nakazujesz zrobić rzecz najbardziej podstawową: sparaliżować system świadomości sytuacyjnej przeciwnika.

A teraz wyobraź sobie, że jesteś dowódcą polskiego batalionu zmechanizowanego, który broni malowniczej podlaskiej wsi przed Rosjanami. Podobnie jak twój rosyjski odpowiednik masz przed sobą monitory, które powinny przekazywać ci informacje. Ale są one czarne, nic nie wyświelają. Nie dysponujesz żadnymi danymi satelitarnymi – Stany Zjednoczone nie zdecydowały się na udostępnienie tego rodzaju wsparcia, a sama Polska dotąd nie osiągnęła odpowiednich zdolności w tym zakresie. Twoje nieliczne drony zostały zniszczone przez helikoptery szturmowe. Znajdujące się na pojazdach sensory są zakłócane przez rosyjskie wojska walki radioelektronicznej.

Twój system świadomości sytuacyjnej (i tak już na wstępie słabszy, niż u przeciwnika) został zrolowany – przegrałeś nowoczesną bitwę zwiadowczą. Jesteś ślepy i głuchy. Musisz teraz polegać na klasycznym systemie meldunków, które opracowywać będzie sztab. Uzyskanie pełnego obrazu sytuacji może zajmować bezcenne godziny, podczas gdy nieprzyjacielski dowódca widzi sytuację w czasie rzeczywistym i na bieżąco reguje na przebieg konfrontacji. Właściwie stoisz już na przegranej pozycji.

Dochodzą do ciebie meldunki o przełamaniu na prawym skrzydle i wyjściu nieprzyjaciela na tyły. Jedyna słuszna decyzja jaką możesz teraz podjąć to wycofanie – aby ocalić swój oddział przed całkowitym zniszczeniem i na nowej rubieży obronnej podjąć próbę odtworzenia zdolności bojowych. A zatem rozpoczynasz odwrót, ale w jego trakcie wciąż będziesz narażony na ostrzał przez artlerię i presję wywieraną na Tobie przez rosyjskie bojowe wozy piechoty i czołgi. Poza tym, wycofując się odsłaniasz flankę sąsiedniej jednostki, która rygluje podejście do najbliższego miasta wojewódzkiego.

Wnioski dla Polski

Powyższa wizja, choć z konieczności przedstawiona nieco symplicystycznie, daje ogólne pojęcie o słabościach trapiących polskie myślenie strategiczne. Już w chwili obecnej Rosjanie lepiej potrafią zarządzać systemem świadomości sytuacyjnej, podczas gdy nasi decydenci nie rozumieją natury wojny nowej generacji i po prostu inwestują w sprzęt wojskowy (zresztą często jest to motywowane kwestiami polityki zagranicznej, a nie aktualnych potrzeb sił zbrojnych) nie zastanawiając się czy i w jaki sposób konkretnie powinien zostać zastosowany. Kolejność działania powinna być zupełnie inna: modernizację należy rozpoczynać od koncepcji. To myśl ludzka zawsze leży u podstaw wszystkiego. Następnie należy wdrożyć, wielokrotnie już wspominany, nowoczesny system świadomości sytuacyjnej. Pozwoli nam to na całościową percepcję pola walki i reagowanie na wydarzenia w czasie rzeczywistym. Dopiero na samym końcu należy zastanawiać się nad tym jaki konkretnie sprzęt będzie spełniał zakładane przez nas wymagania. W przeciwnym wypadku nawet najnowocześniejsze pojazdy i samoloty na nic nam się nie zdadzą – bez możliwości "widzenia" w co najmniej zbliżonym stopniu co nieprzyjaciel zostaną szybko zniszczone. Nie oznacza to bynajmniej, że nie należy przykładać wielkiej wagi do wyboru środków bojowych. Jak najbardziej należy, ale wszystko powinno być prowadzone w racjonalnej kolejności. Bo inaczej, jeżeli sprawy będą postępowały jak dotąd to nasi hipotetyczni przeciwnicy naprawdę osiągną nad nami przewagę taką jak opisana jest w powyższej fabularyzowanej bitwie.

Zastanówmy się zatem co jest nam konkretnie potrzebne aby stworzyć "battle network" z prawdziwego zdarzenia. Po pierwsze – powinny to być satelity rozpoznawcze umieszczone w przestrzeni kosmicznej. Opisywane przeze mnie w fikcyjnej bitwie nieudzielenie wsparcia przez USA w zakresie rozpoznania satelitarnego wcale nie jest oparte na wydumanych podstawach – jak najbardziej tego typu wydarzenia miały miejsce w przeszłości. Wiemy chociażby o sytuacji z konfliktu w Donbasie w 2014 roku, gdy rosyjska artyleria z terenu Federacji Rosyjskiej ostrzeliwała siły ukraińskie, a Amerykanie, którzy dotąd przekazywali Ukraińcom wszelkie informacje uzyskane za pomocą satelit, ocenzurowali ten fakt, gdyż uznali, że ostrzał prowadzony na rosyjską stronę granicy stanowiłby eskalację, a to nie leży w ich interesie. Armia ukraińska nie dysponowała wówczas radarami artyleryjskimi, co uniemożliwiało prowadzenie ognia kontrbateryjnego, a więc w efekcie, po nieudzieleniu przez Amerykanów koordynatów, Ukraińcy stali się bezbronni wobec ostrzału artyleryjskiego z terytorium Rosji. Wynika z tego zatem, że jeżeli Amerykanie czegoś nie będą chcieli dla nas zrobić, to nie zrobią. Musimy więc sami zadbać o zdolności w tym zakresie. Zdecydowanie nie jest to wymysł czy mrzonka – satelity rozpoznawcze nie są już domeną wielkich mocarstw. Na orbitę z powodzeniem wysyłają je kraje z PKB niższym niż Polska, choćby Izrael, Iran czy Argentyna. Kosztują o wiele mniej, niż najgłośniejsze w ostatnich latach zakupy dla naszej armii (np. samoloty F-35 czy czołgi Abrams M1A2), a z punktu widzenia nowoczesnej wojny ich rola w przestrzeni walki może okazać się nawet ważniejsza. Niestety zmarnowaliśmy wiele cennego czasu i jesteśmy relatywnie opóźnieni na tej płaszczyźnie. Pewną nadzieją na przyszłość wydaje się być program PIAST (Polish ImAging SaTellites) zakładający budowę i wysłanie na orbitę trzech satelitów dla Wojska Polskiego. Pozostaje mieć nadzieję, że nie dojdzie do większych opóźnień przy realizacji tego projektu, a decydenci będą zdawać sobie sprawę, że to tylko początek i nie spoczną na laurach.

Innymi ważnymi elementami naszego systemu powinny być: większe nasycenie oddziałów lądowych dronami rozpoznawczymi (i dronami w ogóle), radary pozwalające widzieć poza linię horyzontu (wykorzystują zjawisko odbicia fal radiowych z zakresu krótkofalowego od jonosfery) czy wreszcie samoloty typu AWACS ("latające radary").

Na koniec należy jeszcze nadmienić, że konieczne jest również większe uwrażliwienie decydentów na kluczowe kwestie związane z wojną informacyjną i wielkimi operacjami psychologiczno-medialnymi. Kryzys na granicy z Białorusią pokazał, że nasz kraj nie jest gotowy na takie „niespodzianki”, a sam przebieg operacji wymagał wielokrotnego zdawania się na improwizację. Konieczne jest zatem holistyczne przepracowanie tego tematu. Musimy znać i rozumieć zasady jakimi rządzi się wojna informacyjna i nie tylko potrafić obronić się przed tego rodzaju działaniami ale, jeśli zajdzie potrzeba, także samemu przystąpić do ofensywy w przestrzeni informacyjnej. Pozostaje żywić nadzieję, że wszystko co działo i dziać się będzie wokół kryzysu na naszej wschodniej granicy zostanie rozebrane na czynniki pierwsze, a wnioski zostaną wyciągnięte.

Podsumowując cały artykuł należy powiedzieć, że wobec rysujących się na horyzoncie ogromnych wyzwań z zakresu bezpieczeństwa, jakim prawdopobnie zostanie poddane nasze państwo w nadchodzącej dekadzie, musimy wejść w całkowicie nowy paradygmat myślenia o wojnie. Zarówno faza niekinetyczna jak i kinetyczna faza wojny nowej generacji muszą stać się przedmiotem rzetelnej analizy, a ta musi zadomowić się w krwioobiegu naszej myśli strategicznej. Krótko mówiąc: czeka nas jeszcze mnóstwo pracy.

Damian Motyka 

Zapraszamy także do zapoznania z częścią I: https://myslkonserwatywna.pl/wp-admin/post.php?post=28375&action=edit

Kategoria: Inni autorzy, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *