banner ad

Arnold Jr: Herezja optymizmu

| 8 sierpnia 2018 | 2 komentarze

Konsternacja w zakresie metafizycznym i wszechogarniająca anarchizacja w przepełnionym duchem progresywizmu Nowym Kościele może być rozpoznana ze względu na charakterystycznego dla niej ducha optymizmu. Heretyków, schizmatyków, a nawet ateistów uważa się za przyjaciół, nie wrogów. Każdy noszący znamiona dobrej woli może zostać zbawiony – niemal wszyscy posoborowi papieże ulegli herezji powszechnego odkupienia.

 

Kler nie uważa już za stosowne głosić kazań o katolickiej wizji piekła, śmiertelnym grzechu sztucznej kontroli narodzin, braku możliwości zbawienia poza Kościołem, [wreszcie] o obowiązkowym uczestnictwie we Mszy Świętej w niedzielę i święta. Lista jest długa, zaś przytoczona tu migawka postępowego bałaganu w sferze metafizycznej nie ma zamiaru pretendować do pełnego omówienia tematu.

Dusza postępowa – to dusza pełna optymizmu, dusza tolerancyjna.

Kathleen Kennedy Townsend (najstarsza córka senator Roberta Kennedy’ego, uważająca się za katoliczkę) jest przykładem jakże wielu posoborowych katolików z jej pokolenia. Często ma ona okazję przemawiać do studentów St. Mary's College w Moraga, (stan Kalifornia). Zapytana o kwestię małżeństw osób tej samej płci, odpowiedziała: „Myślę, że jeżeli jesteście zakochani, to powinniście się pobrać. Uważam, że tego właśnie nauczał Chrystus – miłości. Tak więc ‘alleluja’ dla wszystkich szczęśliwych ludzi w Kaliforni, którzy otrzymali szansę na ślub”. Sodomia została potępiona zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie, i stanowi grzech wołający o pomstę do Nieba. Kathleen najwyraźniej dostosowała postępowe podwójne myślenie tak, by mogła zaakceptować sodomię, co w istocie pozostaje w sprzeczności z katolicyzmem. Mówienie, że nasz Pan zaaprobował by małżeństwa osób tej samej płci to nie tylko herezja. To najgorsza odmiana odrażającego bluźnierstwa. Jest to rażące przeciwieństwo tego, co naucza Kościół. Ale to właśnie takie „prawdy” głosi dziś postępowy kler.

Owi heretycy zaprzedali swoje dusze dwójmysleniu. Są przesiąknięci hura-optymizmem, który uniemożliwia ujmowanie czegokolwiek w kategoriach negatywnych i konsekwentnie oddziela ich od Kościoła Walczącego. Tymczasem walka jest czymś pozostającym w endemicznej harmonii z katolicyzmem. O świętym Tomaszu z Akwinu napisano: „Ten wielki miłośnik Naszego Pana i Naszej Pani nieustraszenie zwalczał ich wrogów, zarówno wewnątrz Kościoła, jak też poza nim”.

Duch postępu jest optymistyczny i tolerancyjny. Taka też była atmosfera narzucona obradom Soboru (Watykańskiego II) już od samego ich początku przez Jana XXIII. Rzekomo z Bożej inspiracji stwierdził on, że „Oblubienica Chrystusa” w obecnych czasach pragnie oddalić od siebie błąd potępiania i „ukazywać siebie jako kochającą matkę dla wszystkich, inicjującą wzajemne braterstwo wszystkich”.

Następnie, w celu ułagodzenia ortodoksyjnych obserwatorów z Rosji, Jan XXIII jednoznacznie przeszedł do porządku dziennego nad największym złem, jakie zagrażało wówczas wiernym – tj. nad komunizmem. Owa utopijna myśl o nie potępianiu błędów zakłada wrodzoną dobroć każdego. Takie optymistyczne podejście doprowadziło progresywistów w trakcie ostatniego półwiecza do swojej pełni w duchu tolerancji. Odtąd duch Vaticanum II „winien cechować się tolerancją względem świata i fałszywych religii i wrogów i stanowić przeciwieństwo katolicyzmu walczącego”.

Co do walki – Chrystus rzekł: „Znam uczynki twoje. Bodaj byś był zimny albo gorący! Ale że letni jesteś, a nie zimny ani gorący, więc pocznę cię wypluwać z ust moich” (Apokalipsa III, 15-16). Przez zimno Nasz Pan określa niegodziwców, którzy Go nienawidzą; mówiąc o gorącym zwraca się do tych, którzy ofiarnie pracują w jego służbie. „Letniość” dotyczy ową grupę charakteryzującą się optymizmem i tolerancją, ludzi nieświadomych zagrożenia, na jakie się wystawili. Ich beztroska stała się notoryczna, oni zaś sami żyją i umierają z sercem podzielonym między Boga i świat. Obojętność w odniesieniu do życia chrześcijańskiego i służby Bożej jest niejednokrotnie bardziej niebezpieczna niż zupełna niegodziwość, gdyż jeśli chodzi o zdeklarowanych przeciwników Chrystusa zagrożenie jest znacznie łatwiejsze do wykrycia.

Spójrzcie na trudne położenie postępowych dusz: oni sami nazywają się katolikami. Modlą się, regularnie uczestniczą we Mszy, służą jako ministranci i uczestniczą w wykładach o Biblii prowadzonych przez lokalnych kapłanów. Nie mają jednak bojaźni Bożej. Nie walczą. Ich twarze emanują optymizmem w odniesieniu do wszystkiego i brakiem żarliwości dla chwały Bożej.

W swojej książce Rewolucja i Kontrrewolucja prof. Plinio Corręa de Oliveira opisuje to, jak duch zwykłego optymizmu zezwolił na ekspansję rewolucji w imię dobra wspólnego. Ze względu na swoje mentalne wygodnictwo nie chce on występować przeciwko rewolucyjnym nowinkom, stojącym w opozycji do jego własnych przekonań. Ludzie, których charakteryzuje, ze względu na swój optymizm nie są w stanie wyobrazić sobie konsekwencji, jaki przyniesie choćby tylko jednorazowe przyzwolenie na zło. Konkluduje przejrzystym stwierdzeniem: Jeżeli pewnego dnia Trzecia lub Czwarta Rewolucja (komunizm lub trybalizm), wspomagana przez ekumeniczny progresywizm w wymiarze duchowym, przejmie [kontrolę] nad doczesnym funkcjonowaniem ludzkości, to stanie się to bardziej z powodu beztroski i kolaboracji uśmiechniętych optymistycznych proroków poczucia wspólnoty, aniżeli furii rewolucyjnych hord i ich propagandy.

Sprawa – zarazem zaś klątwa – postępu, z całym jego optymizmem i duchem letniości, jest bez wątpienia jednym z najważniejszych elementów napędowych atmosfery Soboru Watykańskiego II i tragicznego, rewolucyjnego kryzysu współczesnego Kościoła.

 

Lyle J. Arnold, Jr.

Tłum. Mariusz Matuszewski

 

Kategoria: Mariusz Matuszewski, Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo, Wiara

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. AS pisze:

    Przypomina mi się, jak pewien tradycjonalistyczny blog pokazał zdjęcie wschodnich chrześcijan, tuż przed przed ich egzekucją z rąk muzułmanów. Typowe ujęcie: mężczyźni w pomarańczowych strojach, klęczący na plaży, a przy nich bandziory z maczetami. Jaki kościół reprezentowali? Najpewniej nie katolicki, bo komentarz blogera brzmiał mniej więcej tak: "Jacy chrześcijanie? Heretycy".

    Krótko potem notka zniknęła.

    Ja od tego momentu jestem bardzo ostrożna w szafowaniu pojęciem heretyków.

  2. Już sam tytuł tego artykułu zniechęca do czytania, zmarnowane minuty z życia :/

    A co do Kościołów Apostolskich które utraciły połączenie z Papieżem, tylko ostatni bezbożnik może je określać jako "heretyków i schizmatyków", dość powiedzieć, że kwestia Filioque czy daty Świąt Wielkanocnych, jedne z najwcześniejszych sporów, wynikły właśnie z nowinkarstwa Rzymu i odrzucenia Tradycji Apostolskiej. Kwestia odejścia od greki to też samowola papieży Damazego i Grzegorza (porzucenie języka sakralnego było w 2 etapach).

    http://pismosuma.pl/prawoslawni-czytaja-sw-tomasza/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *