banner ad

Czy nauka jest źródłem genderowych postulatów?

| 21 stycznia 2014 | 0 Komentarzy

GenderKilka refleksji nt. gender.

 

1. Nie jestem prawicowym publicystą. Jestem chrześcijaninem z rodzaju tych, którzy wierzą w bezbłędność i autorytet Pisma Świętego – również w obszarze ludzkiej płciowości. Nasz Stwórca nie zapomniał nas pouczyć nt. celów, dla których stworzył nas jako istoty równe, ale i różne, jako mężczyzn i kobiet – oraz jakie czynniki określają naszą płeć. Nie żyjemy w przypadkowej otchłani pozostawieni własnym definicjom w tak istotnej kwestii. 

 

2. Zdecydowanie nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Gender Studies zajmuje się "badaniem zjawiska płci społęczno-kuturowej, czyli zestawu ról, zachowań, cech ubioru itd. uważanych za charakterystyczne dla danej płci". To oczywiście jest wyznanie wiary samego środowiska genderystów, ale krótko przyjrzyjmy się temu. 

 

Po pierwsze: nie istnieje coś takiego jak "płeć kuturowa". Istnieje po prostu płeć oraz jej kulturowe wyobrażenia i związane z nią funkcje. Dr Damian Leszczyński z Uniwersytetu Wrocławskiego słusznie zauważył, że tak samo nie ma, obok krów i psów biologicznych, psów i krów kulturowych. Są po prostu krowy i psy oraz kulturowe interpretacje ich ról. W jednej kulturze krowa jest święta, w innej się ją zjada. Jednak nie istnieje coś takiego, jak "krowa kulturowa". I aby uprzedzić uwagi krowo-fobicznych adwersarzy, wierzę, że choć oczywiście istnieje jakościowa przepaść między zwierzętami, a człowiekiem, to powyższy przykład dobrze ilustruje relację między faktem, a kulturową interpretacją.

 

Różny odbiór tego, kim jest mężczyzna i kobieta w danej kulturze nie powoduje powstawania tzw. "kulturowej płci". Jest po prostu płeć i jej różna interpretacje, oczekiwania, funkcje w danych społeczeństwach. Pod wieloma względami różne są oczekiwania i kulturowe wzorce nanoszone na kobiety i mężczyzn w kulturze islamu, a inne w zachodniej Europie. To jednak nie oznacza, że mamy "kulturowych mężczyzn" i "kulturowe kobiety". Mamy po prostu mężczyzn i kobiety oraz ich odmienne role, funkcje i społeczne oczekiwania. Oczywiście o poszczególnych społecznych wyobrażeniach, oczekiwaniach możemy dyskutować – na ile są neutralne, a na ile wyrażają biblijne podejście do męskości lub kobiecości (lub bunt wobec porządku stworzenia). Jednak nie mówimy, że to określa jakąś płeć – inną od tej, którą posiadamy. 

 

Po drugie: gender studies to nie są zwykłe studia socjologiczne opisujące społeczne oczekiwania od mężczyzn, kobiet, chłopców i dziewczynek w danej kulturze. Osoby zaangażowane w ten nurt zajmują się również, a może przede wszystkim interpretacją zaobserwowanych zjawisk, co już jest ideologizacją, a nie neutralną nauką. Przykładowo, genderyści zajmują się analizą podręczników szkolnych. Obserwują w otoczeniu jakich zabawek i kolorów znajdują się na obrazkach dziewczynki, a na jakich chłopcy. Wnioskiem badawczym nie jest jedynie statystyczny i ilościowy opis, ale opis wartościujący owe ilustracje, a to już jest obszar etyki, religii i filozofii. 

 

To samo dotyczy badań nad rolami płci w społeczeństwie. Nie mamy tu do czynienia z analizą opisową, lecz wartościującą. Dlatego nic dziwnego, że gender studies jest kojarzone ze środowiskami radykalnej lewicy, ruchami feministycznymi i LGBTQ. Nauka? Obiektywne badania? Nautralne wnioski? Absurd. Sami "genderyści" w to nie wierzą, a określenie "badania nad płcią" służy jednie legitymizacji tej ideologii, której działa są wymierzone w biblijne fundamenty małżeństwa, rodziny, męskości i kobiecości. 

 

Zatem mieszanie ideologii gender z obszarem nauki jest zupełnie nie na miejscu. Możemy bowiem zapytać, w oparciu o jaki standard badawczy ocenia się, że czymś negatywnym są ilustracje chłopców z pisotletami i ilustracje dziewczynek z lalkami? Dlaczego obrazek rodziny: mama + tata + dzieci wg genderystów utrwala zbyt wąsko pojęty model rodziny, podczas, gdy wg nich tych modeli powinno być pokazywanych znacznie więcej, np. dwóch mężczyzn + dzieci, trzech mężczyzn + dzieci lub mąż + 5 żon + 15 dzieci, czyż nie? Dlaczego mielbyśmy dyskryminować inne modele w pluralistycznym społeczeństwie? Niech każdy sobie wybierze co uzna za rodzinę i jaką rolę chce w niej pełnić: być w związku z osobą tej samej płci (nie zawężając tego po staroświecku do jednego partnera), czy mieć siedem żon. Uwolnijmy się o średniowiecznych limitów 1+1. 

 

Tam, gdzie w grę wchodzi swobodna uznaniowoć postulowanych wniosków, tam zawsze powinniśmy zapytać: w oparciu o jaki standard zwolennicy gender postulują więc zmiany w podręcznikach edukacyjnych lub społecznych oczekiwaniach względem kobiet i mężczyzn w danej kulturze? Odpowiedź jest prosta: punktem odniesienia jest ich ideologia, ich założenia światopoglądowe, antropologiczne, wychowawcze, edukacyjne, kulturowe, a nie cokolwiek, co ma związek z nauką. 

 

Oczywiśćie nikt nikomu nie broni analizować społecznych oczekiwań wobec mężczyzn i kobiet, ich ubioru, wyglądu i ról, które pełnią w danej kulturze. Każdy może analizować podręczniki szkolne, ale nie nazywajmy nauką stwierdzenia sprowadzającego się do: "Nam się to nie podoba. Poszerzmy granice. Powinno być inaczej". Nadal nie wiemy dlaczego "powinno być inaczej" i dlaczego modele postulowane przez genderystów miałyby być czymś "lepszym" od tego, co sami krytykują. Wg jakiego standardu? Do czego się odwołują (poza swoim światopoglądem)? To jest postawa misjonarzy i aktywistów, a nie badaczy płci i kultury. 

 

3.  Oczywiście również pogląd chrześcijański (podobnie jak genderowy) jest przepełniony ideami. Nie kryjemy tego. Podkreślamy wręcz, że w debacie z gender nie mówimy o starciu dwóch teorii naukowych, ale o starciu dwóch odmiennych idei, wizji życia i postulatów światopoglądowych. W tym wszystkim chodzi o pewną uczciwość, by obie strony miały odwagę to przyznać. 

 

4. Ciało (płeć) wg Pisma Świętego nie tyle determinuje nasze powołanie, ile raczej je wyraża. Biblia naucza, że Bóg stworzył nas istotami płciowymi, aby wyrazić w ten sposób nasze powołania, które są odmienne. Przykładowo: Stwórca obdarzył kobiety taką, a nie inną budową ciała, aby to one (a nie mężczyźni) rodziły dzieci. Obdarzył mężczyzn na ogół szerszymi barkami, aby to oni nosili ciężary. Oczywiście są kwestie, co do których możemy dyskutować nt. utrwalonych społecznie ról mężczyzn i kobiet, które niekoniecznie muszą dogamtycznie wyrażać biblijne podejście do naszych powołań. Ale nawet wtedy nie mówimy o "płci społecznej", ale "społecznych oczekiwaniach" lub szkodliwych lub pożądanych "stereotypach".

 

5. Czy z powodu tego, że ktoś uzna za "rodzinę" związek dwóch mężczyzn lub związek trzech kobiet lub związek mężczyzny i czterech kobiet – my jako chrześcijanie w imię "możliwości maksymalnego wyboru i pluralizmu kulturowego" powinniśmy poddawać się tym roszczeniom współczesnych radykalistów? Odpowiedź brzmi: nie, czego przykłady mamy w Piśmie Świętym. Naszym celem nie powinno być stwarzanie możliwości "maksymalnie świadomego wyboru". Nikt w to nie wierzy. Nawet "genderyści", którzy starają się zmarginalizować chrześcijański światopogląd, a nie promować go jako jedną z dostępnych opcji. Trudno w gender studies odnaleźć promocję np. islamskiej wizji roli kobiety w małżeństwie, jako jednej z wielu innych i stojącą na równi pod względem aksjologicznym z rolą kobiety w postulatach feministek. Twierdzenie o neutralności kultur i promocji pluralizmu to mit. Nikt nie wierzy w stwierdzenie: "My jedynie chcemy na równi postawić wszystkie kultury, wszyskie idee, wszystkie krzyżówki seksualne. Niech wolni ludzie sobie wybiorą. Po co utrwalać przestarzałą wizję kobiecości lub męskości, skoro każdy powinien mieć prawo wyboru". 

 

Jako chrześcijanie możemy zadać pytania: Dlaczego możliwość wyboru np. poligamii miałaby być lepsza od jej zakazu? Dlaczego moja krytyka roli kobiety w islamie lub związków lesbijskich miałaby być gorsza od ich promocji w naszej kulturze? 

 

Nikt tak naprawdę nie wierzy w równą pozycję wszystkich światopoglądów. To naiwność i pewna niedojrzałość. Jeśli bowiem mówiłbym, że małżeństwem może być być dwóch lub trzech panów, to konkurowałbym w ten sposób w chrześcijańskim spojrzeniem (oraz wielu innych religii), że małżeństwo tworzą osoby odmiennej płci. 

 

Każda z powyższych wizji małżeństwa chce zostać uznana za poprawną – wypierając spojrzenie drugiej strony. Nie łudźmy się więc, że chodzi o stwarzanie możliwości i świadomy, samodzielny wybór. Chodzi o kulturową dominację i to, czyja narzucona etyka powinna być obowiązująca. Etyka Boga, czy Jego oponentów?

 

Paweł Bartosik

www.pbartosik.pl

Kategoria: Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *