Bachmura: Wśród fauny internetu, czyli na temat „szurii” refleksji kilka

| 9 czerwca 2021 | 0 Komentarzy

Kilka dekad komputeryzacji oraz internetyzacji przyzwyczaiły nas już do faktu, że ta cyfrowa rzeczywistość każe nam mierzyć się z nowymi stworzeniami, które w niej funkcjonują. O ile przyzwyczailiśmy się do koni trojańskich i wirusów wiedząc, że grypą w realnym świecie nie zarażają, to coraz częściej musimy mierzyć się z „internetową fauną”, która oddziałuje również na świat, który nas otacza. Cyfrowa przyroda oswoiła nas już z trollem internetowym, co więcej wiemy już, że możemy w obrębie tego gatunku wyróżnić wiele podgatunków, ot chociażby trolle opłacane lub działające w ramach wolontariatu, o który nikt nie prosił. Są też, lubiane przez niektóre środowiska, tzw. „ruskie trolle”, służące do straszenia małych dziec… wyborców danej partii. W moim przekonaniu obecnie najbardziej niedookreśloną i jednocześnie nadużywaną w dyskusji formą kategoryzowania adwersarza jest termin „szur”, który coraz częściej niestety bywa odległy od tego, co w założeniu mógłby oznaczać, a coraz bliższy bywa tzw. „reductio ad Hitlerum” oraz jest wariantami pochodnymi. Dlatego też pozwoliłem sobie na spisanie tych kilku akapitów moich przemyśleń na ten temat.

Zaczynając od początku, postanowiłem przyjrzeć się definicjom pojęcia, jakie dostępne są w internecie. Wybrałem trzy, które mają bardziej słownikowy charakter i, moim zdaniem, stanowią dobre próby oddania istoty zjawiska, a pozwoliłem sobie pominąć np. artykuły dostępne w „Gazecie Wyborczej” czy „Kulturze Liberalnej” z tego względu, że zbyt skupiają się one na konkretnych przypadkach zjawiska tzw. „szurii”, często sprowadzając ją do sobie wygodnych teorii głoszonych przez prawdziwych lub domniemanych szurów. Mnie zaś chodzi o oderwanie postawy od konkretnych głoszonych twierdzeń, a zdefiniowanie jej w oparciu o pewien tok rozumowania prowadzący do przyjmowania określonych postaw i poglądów, abstrahując od tego, czy poglądy te są prawdziwe. Co więcej, osobiście twierdzę, że co najmniej w teorii można być szurem głosząc poglądy całkowicie zgodnie z prawdą (a już rzeczą oczywistą wydaje się, że szuryzm to nie kwestia osi prawica/lewica, co niektórym liberałom wydaje się umykać), lecz czyniąc to w sposób godny zwolennika Wielkiej Lechii – o tym jednak za chwilę.

Dostępne na stronie Słownika Języka Polskiego PWN,a zgłoszone przed kilkoma laty do konkursu na młodzieżowe słowo roku, hasło „szur” zostało zaopatrzone w dwie definicje, które sprowadzają się w zasadzie do tego samego – osoby o skrajnych poglądach, fanatyka, zwolennika teorii spiskowych czy po prostu kogoś szurniętego[1] – stąd nazwa. Natomiast internetowy słownik slangu miejski.pl podaje, że szur to „Oszołom, osoba o skrajnie radykalnych poglądach, fanatyk, często zwolennik teorii spiskowych.”[2] Mówiąc szczerze, osobiście nie zgadzam się z oboma definicjami, ponieważ odstają one od obrazu szura, jaki tkwi w mojej głowie i jaki wynika z moich, na szczęście możliwie autolimitowanych, kontaktów z nimi. Dużo bardziej podoba mi się definicja ze strony dobryslownik.pl, która nieco lepiej oddaje obraz sytuacji: „szur to osoba o radykalnych poglądach politycznych, akcentująca istnienie zagrożeń przez innych lekceważonych, niekiedy wierząca w teorie spiskowe (lub tylko za takie uznawane przez nieznającą istoty rzeczy omamioną większość społeczeństwa), wyznająca i głosząca skrajne poglądy na wiele kwestii zarówno społecznie doniosłych, jak i bardziej marginalnych (władza kosmitów czy Żydów nad światem, szkodliwość szczepionek, kontrolowanie umysłów, prawdziwy, tj. płaski, a nie kulisty kształt Ziemi, starożytna historia Lechitów itp.), zacięcie dyskutująca o nich w Internecie, niedająca się przekonać żadnymi argumentami, skłonna do dyskredytowania osób mających odmienne zdanie; słowo potoczne, o zabarwieniu negatywnym, nieco humorystycznym”[3] Definicja ta jest nieco lepsza ze względu na swoją drugą część, która lepiej opisuje zachowanie takiej osoby. Niemniej chciałbym pokusić się o własną definicję, która odrywa szura od konkretnych przekonań a przywiązuje go do konkretnego sposobu myślenia, gdyż to on właśnie, w moim przekonaniu, konstytuuje tę postać.

W oparciu o jakie kryteria można by więc określić szura? Przede wszystkim jest to osoba, która święcie wierzy w to co mówi, traktując tę wiedzę niemal jak prawdę objawioną. Z reguły jest to jakiś pogląd, który skrajnie kłóci się z powszechnie akceptowanym stanem faktycznym. Nie chcę tutaj wchodzić w szczegółowe przykłady, bo nie jest moją intencją kategoryzowanie konkretnych poglądów, zwłaszcza, ze z pewnością przy większości z nich, znalazłaby się osoba, która święcie w nie wierzy, co sprowadziłoby potencjalną dyskusję na boczny tor. Myślę jednak, że tajne bazy III Rzeszy na ciemnej stronie Księżyca czy Wielką Lechię można tutaj przytoczyć w miarę bezpiecznie (choć spotkałem kiedyś wyznawcę Wielkiej Lechii poza internetem, traumatyczne przeżycie, nie polecam). Nie zawężałbym tego pola jednak do teorii spiskowych z dwóch powodów: 1. nie wszystkie absurdy są teoriami spiskowymi, 2. teorie spiskowe okazywały się nie raz prawdziwe.

Kolejną cechą wyróżniającą jest niezdolność do zmiany poglądów nawet, gdy zostaną całkowicie zdruzgotane w proch w toku dyskusji. Wyznawca danego poglądu często nie posiada dostatecznych argumentów na poparcie swojej tezy, a kilka głosów odrębnych na dany temat traktuje jako dowód ostateczny na istnienie spisku, pozostałych zaś, zgodnych w danym poglądzie specjalistów kwalifikuje jako uczestników spisku. Warto przy tym dodać, że taka osoba podejmuje polemikę (najczęściej pośrednią) ze specjalistami w danej dziedzinie, sama jednak nie posiada ani kierunkowego wykształcenia w danej dziedzinie, ani nawet samodzielnie zdobytej wiedzy poza tą, znalezioną na wątpliwych stronach w internecie. Z reguły więc w ramach dyskusji z szurem będziemy się dowiadywać, że każdy dowód przeczący jego tezie to wynik działania jakichś złowieszczych sił próbujących zataić prawdę – na przykład w przypadku Wielkiej Lechii tym „imperium zła” jest Watykan, który albo ukrywa przed nami prawdę w mrocznych lochach, w których trzyma stosowne dokumenty, albo też wszystkie dokumenty na ten temat zniszczył. Zatem można powiedzieć, że szur przylega do swoich poglądów niczym do czegoś, od czego miałoby zależeć jego dalsze życia i nie jest w stanie zweryfikować ich prawdziwości, bo prawdziwość w zasadzie przyjmuje tu charakter dogmatyczny.

Nie można nie zauważyć przy tej okazji, że ogrom złej pracy wykonują tutaj media. Te same, które chętnie odsądzają szurów prawdziwych i domniemanych od czci i wiary, a nie mają jednocześnie oporów, by umieszczać w swoim programie telewizyjnym produkcji „dokumentalnych” o kosmitach przylatujących na Ziemię budować piramidy, albo też manipulować prawdą tworząc niepełny obraz rzeczywistości – z własnego doświadczenia: miałem raz okazję dyskutować w mediach społecznościowych z panią, która w ostrych słowach „pokrzykiwała” w komentarzach na uprzywilejowany charakter Kościoła, objawiający się lekcjami religii w szkołach, bo przecież inni też powinni mieć możliwość. Dyskusja skończyła się dość szybko po tym, jak wykazałem, że nie tylko inne wyznania taką możliwość mają prawnie zagwarantowaną, ale w oparciu o doświadczenia z mojego regionu Polski wykazałem, że z możliwości takiej korzystają m.in. prawosławni, czy też polscy muzułmanie. Być może miałem szczęście, osoba bardziej zafiksowana na swoim oderwanym od rzeczywistości przekonaniu usiłowałaby mi wmówić, że religia prawosławna w podlaskich szkołach to spisek Watykanu. Warto więc przy tej okazji pamiętać, że szuria nie jest związana z określonym światopoglądem, jak chciałaby lewica. Co więcej, niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że to lewica najbardziej lubuje się w oderwanych od rzeczywistości poglądach.

Jeśli odniesiemy się tu do najbardziej transparentnego przykładu w ostatnim roku, czyli pandemii Covid-19[4], osobiście nie uważam, by szurem była osoba, która neguje te czy inne obostrzenie właśnie dlatego, że to robi, lecz ze względu na sposób w jaki to robi. W gruncie rzeczy to zjawisko, czyli obrzucanie się etykietą „szura” na każdym kroku, popchnęło mnie do tych paru przemyśleń, które tutaj prezentuję w formie spisanej. Co więcej, uważam, może nieco przekornie, że to nadmierne przyklejanie tej etykiety stanowi jedno ze znamion szurii, gdyż osoba taka z poczuciem wyższości deprecjonuje odmienny pogląd bez wdawania się w sensowną argumentację. Jest to o tyle absurdalne, że sam wirus i zagrożenie jakie stanowi w momencie jego zaistnienia stanowiły wciąż zjawisko mało znane i zbadane, zaś różne rządy przyjmowały różną strategię radzenia sobie z zagrożeniem i raczej ciężko stwierdzić, że to sam fakt wprowadzenia restrykcji stanowi o ich skuteczności, a taki wariant wydają się niektórzy „łowcy szurów” wyznawać. Otóż to nie fakt ich prawnego usankcjonowania stanowi o skuteczności, ale to, czy przyczyniają się one do osiągnięcia założonego rezultatu. Podobnie szurią zdecydowanie nie jest dostrzeganie, że zbyt ostre obostrzenia, zwłaszcza w sferze gospodarczej, mogą się okazać lekarstwem gorszym od choroby. Problem więc zaczyna się wtedy, kiedy „szur” staje się niemerytorycznym argumentem, którym jedna grupa usiłuje się dowartościować poprzez utwierdzanie się w przekonaniu o wyznawaniu „tych słusznych poglądów”.

Zanim przejdę do podsumowania pozwolę sobie poruszyć jeszcze jedną kwestię, która wiąże się z tym, o czym wspomniałem na samym początku, czyli postępującą cyfryzacją naszej rzeczywistości. To już nie jest rewolucja technologiczna na miarę Guttenberga, lecz zjawisko o wiele szersze i silniejsze. Dostęp do wiedzy, zarówno tej prawdziwej, jak i tej w cudzysłowie, jest w zasadzie powszechny, każdy ma też możliwość zabrania głosu w powszechnej dyskusji na dany temat. Niestety z reguły niezbyt mądrze, ale ma. Wiedza oraz informacja stały się egalitarne, nie ma też instytucji, które by skutecznie weryfikowały fakty, by zachować merytoryczną jakość dyskusji (powstają, co prawda, portale sprawdzające podawane publicznie fakty (tzw. fact-checking), lecz pozwolę sobie wyrazić obawę, że ich siła oddziaływania jest znikoma). Uważam, że powinno prowadzić to do zmiany sposobu przedstawiania informacji na linii rząd-obywatel. Niestety, ostatni rok był modelowym przykładem, który zdaje się tego dowodzić. W efekcie wprowadzenia lub rozluźniania kolejnych obostrzeń dziś niejeden do końca nie wie co jest zamknięte, co otwarte, co wolno, a czego nie wolno, a co gorsza, trudno zrozumieć w oparciu o jakie przesłanki podejmowane są takie, a nie inne decyzje i jakie przesłanki będą prowadzić do kolejnej ich zmiany. Wydaje się więc, że w XXI wieku rząd powinien swoje decyzje, zwłaszcza kontrowersyjne, opatrywać niezbędnym komentarzem, który pełniłby nie tylko funkcję informacyjną, ale i edukacyjną. Z jednej strony mogłoby to przynajmniej częściowo ograniczyć powstawanie różnych alternatywnych narracji w oparciu o wątpliwe przesłanki, a także budować wizerunek władzy państwowej jako działającej w interesie dobra wspólnego.

Jeśli więc zapowiedziałem, że nieco inaczej definiuję pojęcie „szur”, podałem kilka definicji, które uważam za nie w pełni oddające istotę rzeczy, a następnie rozpisałem się nieco bardziej, niż się tego spodziewałem, czas najwyższy by spróbować zdefiniować pojęcie w oparciu o powyższe przemyślenia. Jakbym zdefiniował kim jest szur? Jest to osoba, która wygłasza daleko idące twierdzenia wyprowadzając je z niedostatecznej liczby wiarygodnych przesłanek. Nie posiada ponadto wiedzy w danej dziedzinie, niezbędnej do tego, by wygłaszać kategoryczne sądy w często wąskiej i specjalistycznej problematyce, w której nawet specjaliści skłonni są dopuszczać, że ich twierdzenie potencjalnie może być błędne. Często również nie posiada umiejętności weryfikacji źródeł, lecz przyjmuje je na drodze czysto uznaniowej jako potwierdzające jej tok rozumowania.

Być może ktoś uzna, że pisanie o zjawisku z pogranicza poważnej dyskusji w ogóle jest zbędne, jednak trzeba pamiętać, że to zjawisko będzie niestety narastać w wyniku coraz powszechniejszego dostępu do informacji (a więc również dezinformacji), a także, moim zdaniem, w wyniku braku dostatecznej polityki informacyjnej rządów. Dlatego warto zastanowić się nad nakreśleniem ram w jakich ogranicza się to pojęcie, aby uniknąć dalszego regresu kultury dyskusji, zwłaszcza, że już teraz nagminne jest nadużywanie oskarżenia o „szuryzm” jako argumentu, w domniemaniu, ostatecznie dyskredytującego bez konieczności udowadniania tezy adwersarza. Owszem, szury istnieją, po to zresztą próba zdefiniowania zjawiska, niemniej nie wszystko co jest zbyt radykalnie odległe od naszych poglądów kwalifikuje się do tej definicji.

 

Sebastian Bachmura

 


[2]    https://www.miejski.pl/slowo-Szur (dostęp z dn. 26.04.2021)

 

[4]    Tu pozwolę sobie zaznaczyć, że określenie „pandemia” stosować będę ze względu na niewątpliwie ogólnoświatową skalę zjawiska, nie zaś ze względu na definicję przyjętą przez tę czy inną organizację międzynarodową, które mogą być zmienne i stanowią „jedynie” prawną  definicję pandemii.

 

Kategoria: Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: