banner ad

Żyć – to się nie poddawać. Karolina Buczkowska o chorobie, chęci życia, historii i bohaterstwie – tylko dla MyslKonserwatywna.pl

| 15 czerwca 2018 | 0 Komentarzy

Twoje życie to jeden wielki dowód na to, że nie podawać się – to móc osiągać coraz więcej. Opowiedz proszę o swojej chorobie i tym, co daje ci siłę do tego, żeby z nią wygrywać.

Choruję na mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe, postać spastyczną. Jest to niepełnosprawność, która w moim przypadku jest wynikiem niedotlenienia podczas porodu. Dzięki systematycznej rehabilitacji osiągam postępy, które na mój wiek (mam 17 lat) są ogromne. Mogę chodzić o kulach oraz jestem w stanie zrobić kilka samodzielnych kroków. Pan Bóg stawia na mojej drodze wspaniałych ludzi, którzy mnie motywują do dalszej walki. Wspierają mnie także w finansowaniu kosztownych turnusów rehabilitacyjnych.
Często uczestniczę w różnych wydarzeniach, spotkaniach patriotycznych. Wracam z nich zawsze z energią i zapałem do pracy. Ćwiczę wtedy ze zdwojoną siłą.

Skąd u Ciebie zainteresowanie NSZ?

Zawsze interesowałam się historią. Pamiętam, że będąc jeszcze małą dziewczynką uwielbiałam piosenki żołnierskie. Później oglądałam „Czas Honoru”. Jednak główne zamiłowanie do tego tematu zawdzięczam Tadkowi Polkowskiemu. Nigdy nie zapomnę tych emocji, gdy pierwszy raz usłyszałam jego utwory – słuchał ich mój brat. Nie przepadałam za hip-hopem, ale to było coś niezwykłego. Bardzo zaciekawiło mnie, o czym Tadek śpiewa. Brat zaczął mi opowiadać o takich postaciach jak Rotmistrz Witold Pilecki i Danuta Siedzikówna ps. Inka. Od tego momentu moja fascynacja trwa. To właśnie wtedy żołnierze wyklęci weszli do mojego 12-letniego wówczas życia. W 2014 roku pojechałam na pierwszy koncert Tadka. Spotkałam się tam z bardzo miłym, zaskakującym dla mnie, przyjęciem. Nie mogłam uwierzyć, że ludzie są wzruszeni dziewczynką na wózku, która uczestniczy w wydarzeniu na cześć bohaterów. Z czasem zaczęłam coraz częściej uczestniczyć w podobnych inicjatywach. Dzięki temu poznawałam nowych ludzi, w tym działaczy Związku Narodowych Sił Zbrojnych. Stąd też moja decyzja o wstąpieniu do niego. Legitymację członkowską otrzymałam na pogrzebie Inki i Zagończyka.

Niesamowite, biorąc pod uwagę, że od nich zaczęłaś… Czego więc twoim zdaniem nie rozumieją ci, którzy uważają ich postawę za błąd?

Myślę, że problem już tkwi w błędnym rozumowaniu pojęcia historia. Duża grupa osób to pojmuje jako coś, co minęło. Nie rozumieją, że ta historia jest wciąż żywa. To właśnie przeszłość kształtuje rzeczywistość, w jakiej żyjemy. A także naszą przyszłość. Oraz ma oddziaływanie na nas samych.

A dlaczego wielu uważa postawę żołnierzy wyklętych za błędną? Z pewnością jest za to odpowiedzialna polityka czasów PRL. Komunistom szczególnie zależało, aby ci bohaterowie zostali zapamiętani jako bandyci. Co gorsza ta narracja wróciła parę lat temu. Mieliśmy okazję usłyszeć wypowiedź Joanny Senyszyn, która powiedziała, że są to harcerzyki, którzy zapomnieli, że wojna się skończyła. Do negatywnego postrzegania żołnierzy wyklętych przyczyniła się również Gazeta Wyborcza, w której Inka została porównana do hitlerowca.

Dzięki wieloletniej pracy ludzi, wielu stowarzyszeń udało się taki wizerunek odkłamać. Dziś to właśnie Inka jest ikoną antykomunistycznego powstania. Jednak walka trwa nadal, na co dowodem jest kolejna zakłamana książka Piotra Zychowicza…

Mogę prosić o komentarz do wydarzeń, związanych tzw. czarnym protestem? Wiem, że byłaś mocno zaangażowana w protest przeciw temu wydarzeniu.

To, co smuci mnie najbardziej, to kłamstwo, na jakim ten protest jest oparty. Oburza mnie ciągłe podkreślanie, że nie chodzi o aborcję, tylko o tzw. wolny wybór. Przez to niemożliwa jest merytoryczna dyskusja. Dlatego swoją osobą chciałam zwrócić uwagę na problem jakim jest niepełnosprawność, o której matki dowiadują się przy narodzinach dziecka. Bo dlaczego można mordować tych, którzy są jedynie podejrzani o kalectwo? Poraża także brak logiki: nie wolno zabijać narodzonych, co do których których mamy już stuprocentową pewność, że są kalekami, ale można zabić nienarodzonych, co do których jednie przypuszcza się, że są niepełnosprawni. 

Wulgarność, złość, zawiść to kolejne druzgocąca mnie w tym wydarzeniu rzeczy. To uwłacza kobiecej godności.

Z kolei niedawno pochowano Alfiego Evansa – dziecko, które przed śmiercią udowodniło, że dążący do jego śmierci lekarze, wsparci przez aparat państwa, nie mieli racji.

Alfie Evans stał się dla mnie symbolem cywilizacji śmierci. Jest to dla mnie obraz tego, jak nasza cywilizacja upada. Świętym obowiązkiem lekarzy jest nieść pomoc. A tymczasem lekarze, sądy robili wszystko żeby zabić tego chłopca. Dzielny wojownik udowodnił naprawdę wiele.

Jan Paweł II mówił o cywilizacji śmierci – i chyba nie można tego nazwać inaczej. Jak to wygląda z perspektywy osoby, która pokonuje swoją chorobę i zdaje się zadawać kłam wszelkim twierdzeniom orędowników tej anty-cywilizacji?

Dokładnie. Cywilizacja śmierci rozprzestrzenia się na naszych oczach. Antycywilizacja to skutek zbrodniczej polityki, której ogromnym czynnikiem jest ludzki egoizm (ubrany w piękne postulaty). Uważam, że nic tak nas nie uczy człowieczeństwa jak pomoc drugiemu człowiekowi. Rodzice niepełnosprawnych zwykle są szczęśliwi. I większość niepełnosprawnych osób chce żyć. A choroba nie odbiera im radości życia.

 

Rozmawiał: Mariusz Matuszewski

 

 

 

Kategoria: Historia, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *