banner ad

Wywiad z Michałem I, królem Rumunii

| 11 maja 2016 | 0 Komentarzy

michal i krol rumuniiMotto:

Historyk komunistyczny jest mistyfikatorem. Przywołuje tylko te fakty, które potwierdzają jego argumenty. Kiedy już nimi dysponuje, to doskonale! Kiedy już jest ich pozbawiony, to je wymyśla. Kiedy fakty przeczą jego argumentacji, staje się okultystą”
(Michał I, Król Rumunii, 1991)

Jaki jest wkład monarchii w powstanie Rumunii?

Od dwóch tysięcy lat mój kraj żył pod rządami monarchów, najpierw w formie księstwa i, od 1881, monarchii sensu stricte. Ten stan się nie zmieniał, aż 30 grudnia 1947, kiedy obce siły, przy współdziałaniu rumuńskich agitatorów, ustanowiły reżim komunistyczny. Podczas wojny 1877-1878, przyszły król Karol I walczył o niepodległość Księstwa Rumuńskiego, którą ono ostatecznie uzyskało. Następnie to król Ferdynand ustanowił jedność narodową (1 grudnia 1918), dokonał zjednoczenia prowincji, gdzie mieszkały społeczności [lokalne] w przewadze rumuńskie.

Ani ja, ani lud rumuński, nie godziliśmy się na wojnę przeciwko ZSRR. Natomiast, co się tyczy terytoriów rumuńskich zagarniętych na mocy Paktu Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939, [nasze działanie] było uzasadnione tym, że oni nam zabrali [nasze terytoria]. Jedyny moment, kiedy ja mogłem zrobić cokolwiek, i to zrobiłem, był 23 sierpnia 1944, kiedy zmieniliśmy politykę, przerywając sojusz z Niemcami i nawiązując go z obozem Aliantów.

To, co nastąpiło, po Waszej abdykacji, wymuszonej 30 grudnia 1947, przedstawia sobą ciemną epokę w historii Rumunii?

Monarchia rumuńska zawsze walczyła o niepodległość oraz integralność ziem ojczyzny. Ponieważ ZSRR narzuciło reżim komunistyczny, wszystko upadło: nie było już demokracji; obozy koncentracyjne w całym kraju; wszyscy, którzy nie byli komunistami albo ich sympatykami, byli traktowani jako faszyści; poziom życia społecznego stał się tragiczny. Mój kraj do dzisiaj jeszcze cierpi z powodu zła spowodowanego przez te plagę.

René de Weck, minister – pełnomocnik Szwajcarii w Rumunii od 1933 do 1945, upiera się w swoim „Dzienniku” przy „nowym rządzie demokratycznym”, stworzonym przez Waszą Wysokość, jak też przy obietnicach Aliantów „respektowania niepodległości i struktur wewnętrznych Rumunii”…

Deklaracja oficjalna Mołotowa, kilka miesięcy przez sierpniem 1944, precyzowała, że ZSRR nie ma intencji zmieniania struktur mojego państwa, i nie formułowała żadnej rewindykacji terytorialnej. Byliśmy pewni, że dwóch pozostałych Aliantów – Amerykanie i Anglicy – zgadzają się z tą deklaracją. Ponadto bombowce amerykańskie latające nad Rumunią zrzucały ulotki z dokumentem przetłumaczonym na rumuński. Dobrze wiemy, co stało się następnie. Ten sam rząd demokratyczny, co do którego czynił sobie iluzje René Weck, nie trwał dłużej niż trzy tygodnie albo miesiąc. Następnie Armia Czerwona, której stan liczebny w Rumunii wzrósł do liczby miliona ludzi, przyprowadziła komunistów rumuńskich, którzy byli na uchodźstwie w ZSRR. Sowieci „skonstruowali” u nas PC, formację, która przed wojną nie miała więcej niż 800 – 1000 członków. Toteż stopniowo skomunizowali mój kraj…

A więc Alianci nie byli wierni swoim obietnicom…

Ja zbyt późno pojąłem ostateczne porozumienia Churchilla, z aprobatą Roosevelta, co do stref wpływów w Europie. W ten sposób Rumunia została podarowana w 90% Stalinowi, w zamian za 90% wpływy angielskie w Grecji. Churchill kompletnie nie pojmował ekspansjonistycznej mentalności Sowietów.

W liście adresowanym do Waszej Wysokości 25 lipca 1953, prezydent Unii Żydów Rumuńskich w Ameryce, Charles Kermer, odnosi się bardzo delikatnie do aktu, podjętego z ekstremalną odwagą, przez „Króla Wszystkich Rumunów”.

Marszałek Antonescu nie był przeciwko Żydom w ścisłym znaczeniu. On jednak akceptował pewne środki powzięte dla upokorzenia Żydów, pod presją narodowych socjalistów. Moja matka, przede wszystkim ona, miała kontakt z doktorem Fildermanem, prezesem Unii Społeczności Żydowskich w Rumunii. My próbowaliśmy zrobić wszystko, co mogliśmy, dla ochronienia Żydów. Od 23 sierpnia 1944, z całą pewnością, wszystkie żądania, jakie naziści wysuwali wobec nas, były natychmiast odrzucane. Być może dlatego ten pan napisał do mnie ten list.

Podziw dla mądrości króla Ferdynanda, który wprowadził w 1923 do konstytucji rumuńskiej pojęcie równości w traktowaniu Żydów w Rumunii…

Chodzi o artykuł, który gwarantował i wymagał równego ich traktowania. Wszyscy Rumuni byli równi. Z punktu widzenia religii i etyki, nie było u nas obywateli „drugiej kategorii”.

Dawny Wielki Rabin Rumunii, Alexandre Safran, cytuje w swoich „Wspomnieniach” Wasze imię, Królowej Matki, Rene de Wécka…

Z Wielkim Rabinem Safranem miałam wiele razy kontakt podczas okupacji nazistowskiej. Za każdym razem, gdy szykowała się jakaś niesprawiedliwość wobec Żydów, przychodził do mnie, tłumacząc sytuację. Razem z moją matką uświadamialiśmy Antonescu, jak wyglądają te działania z punktu widzenia moralnego. W tym czasie złowieszczy Eichmann często pojawiał się w Rumunii, i to on nakłaniał Antonescu do wprowadzania nieludzkiego traktowania Żydów. Z tego samego powodu skrajnie warte pożałowania było to, że kilka miesięcy po przyjściu do władzy Antonescu, organizacja pronazistowska, Garda de Fier, dała jednoznaczny sygnał ku prześladowaniu Żydów. Ale potem marszałek zrozumiał to, co mu powiedzieliśmy matka i ja, i on już nie wypełniał wszystkiego, co mu kazali Niemcy. To bardzo ważne, by sprecyzować, że nie ma żadnego Żyda rumuńskiego, który został deportowany do nazistowskich obozów koncentracyjnych. Mówi się czasem, że Żydzi rumuńscy byli wysyłani do obozów leżących np. w [okupowanej] Polsce. Faktycznie chodziło o część Transylwanii, okupowanej wtedy przez Węgrów po Dyktacie Wiedeńskim. To do tego regionu były wysyłane do obozów tysiące Żydów pochodzenia rumuńskiego.

Po Waszej abdykacji, wymuszonej, monarchia stała się głównym celem dezinformacji komunistycznej…

Mistyfikacja zaczęła się następnego dnia po naszej akcji 23 sierpnia 1944, od chwili kiedy komunistyczne dzienniki zazęły opisywać, że to PC miało całą zasługę [w walce o wyzwolenie kraju], więc komuniści ruszyli do boju. Z powodu presji wywieranej przez Aliantów – ale  Sowietów przede wszystkim – w tej grupie znaleźli się komuniści i socjaldemokraci. Z wyjątkiem niektórych banalnych informacji, komuniści wyrzucili z książek wszelkie informacje o monarchii. Natychmiast ustanowili 1 grudnia jako święto narodowe i wtedy urządzano uroczystości, ale nie wspomnieli ani słowem, ani żadną nawet aluzją o królu Ferdynandzie, pod którego berłem zostało dokonane zjednoczenie narodowe.

Jak wytłumaczyć ciszę władców zachodnich wobec Waszej Wysokości?

Wszystkie państwa zachodnie sądziły, że w momencie, gdy nawiązują kontakty dyplomatyczne z państwami komunistycznymi, nie powinny nawiązywać ich z osobami należącymi do opozycji wobec miejscowego reżimu, ze strachu, że mogłoby to być źle zinterpretowane. Być w opozycji wobec reżimu komunistycznego, demaskować go, dosadnie mówiąc prawdę, to nie było akceptowalne z dyplomatycznego punktu widzenia.

Autorzy książek na Zachodzie postrzegają Rumunię przez pryzmat wiedzy pseudohistoryków komunistycznych…

Ja bym powiedział, że jedną ze specjalności mafijnych, również bardzo skuteczną, jest opozycja wobec mnie i mojego państwa. Fałszywe stwierdzenia w 90% przypadków są na Zachodzie zbyt często akceptowane jako prawdy historyczne. Są, jestem pewien, poważni historycy na Zachodzie, ale aktualnie społeczeństwo zachodnie nie zna faktów.

Prowadziliście wieczną walkę o prawdę. Prawda przeszkadza?

Niektóre prawdy przeszkadzają bardzo. Jeśli ktoś sądzi, że on zna dokładny obraz wydarzeń i że ja, lub ktokolwiek inny, zamierzamy udowodnić mu coś przeciwnego, zaczyna się denerwować. Dostrzega, że został oszukany. Czasem prawda jest przykra, ale żadna osoba nie ma prawa jej ukryć.

Jesteście dalej, przede wszystkim po grudniu 1989, obiektem ataków i dręczenia ze strony rumuńskich autorytetów.

Te ataki zaczęły się 15 lat temu. Już po grudniu 1989, same autorytety nie rzekły nic wielkiego, będąc bardzo zajęte chwytaniem władzy w swoje ręce. Z powodu, być może, moich deklaracji i przesłań adresowanych do obywateli mojego kraju, zrozumieli, że ja nigdy nie zatrzymałem się w mojej walce na rzecz niepodległości i wolności Rumunii. Ataki zintensyfikowały się po jedynej wizycie, jaką miałem w 1992, w Päques. Byłem nie tylko wzruszony, ale zaskoczony skrajnie entuzjastycznym przywitaniem, jakie mi zgotowali Rumuni. Około miliona osób wyszło na ulice, i to po 44 latach wymuszonej separacji. Autorytety poczuły taki lęk, że za chwilę zabronili mi wstępu do mego kraju.

Dla niektórych, Jeana-Bertranda Arsitide’a, na przykład, organizuje się światowe kampanie wsparcia, czego z kolei zabrakło wobec Waszej Wysokości. Dwa ciężary, dwie miary?

Ojciec Aristide był odsunięty od władzy przez grupę wojskowych haitańskich i nowy rząd nie został uznany przez USA. Być może Aristide nie podpisał nic przed wyjazdem, podczas gdy ja musiałem podpisać akt abdykacji pod presją i szantażem. Na ulicach i w więzieniach były tysiące osób, młodych, którzy manifestowali przeciwko reżimowi komunistycznemu. Armia Czerwona była w Bukareszcie. Powiedziano mi, że jeśli nie podpiszę natychmiast aktu abdykacji, będą musieli wystrzelać tych wszystkich młodych. I ja rzeczywiście go podpisałem. Niemniej jednak wiem, że w krajach cywilizowanych podpis złożony pod przymusem jest niczym i nie ma mocy… Ze względu na Sowietów, z którymi się liczyli, USA uznały reżim komunistyczny.

Jesteście już jedynym żyjącym spośród głów państw, które sprawowały władzę w czasie II Wojny, czy będziecie świadkiem niewygodnym?

Sądzę, że jestem świadkiem, który niezwykle przeszkadza. Nie chcę o tym więcej mówić. Osobiście miałem szansę, albo nieszczęście, przekonać się o tym w czasie 1940-1947, najpierw ze strony nazistów, potem Sowietów. Dla mnie, czy doświadczyłem tego ze strony skrajnej prawicy, czy ze strony skrajnej lewicy, na jedno wychodzi. Niech mi nikt nie mówi, że te wydarzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, ponieważ ja bardzo dobrze pojmuję, to, co się wydarzyło i co miało zostać osiągnięte. I właśnie to przeszkadza: oto dlaczego dezinformacja postępuje nadal.

Jak widzi Wasza Wysokość przyszłość Rumunii?

Byłoby pięknie móc stwierdzić, że w grudniu 1989 dokonała się rewolucja; ale nie dokonała się. Dokonały się jednak zmiany, choć komunizm jako taki nie zniknął. Jest zbyt wiele partii politycznych – co przypomina okres 1945-1946 – jest wiele dzienników, ludzie mogą przenosić się za granicę. Na ulicach często się krzyczy, pisze bardzo ostre artykuły na temat rządu; młodzi, studenci, jak i dzieci, zaczynają rozumieć fundamentalną rolę monarchii w historii kraju. Jest tylu ludzi, którzy zwracają się do mnie. Otrzymuję listy od obywateli. Prawie wszyscy Rumuni dochodzą do wniosku, że zostali oszukani przez propagandę komunistyczną.

Na krótką metę, nie jestem bardzo optymistycznie nastawiony: nie doszło do żadnej wielkiej zmiany. Obecny rząd wszystko kontroluje. Dawne Securitate tylko zmieniło nazwę, jego funkcjonariusze, znani z bardzo dobrej organizacji, infiltrują wszystko. Ale to nie może trwać wiecznie. Biedny naród rumuński znalazł się w strasznym stanie, blisko połowa żyje poniżej poziomu biedy.

Na dłuższą metę, pod warunkiem, że nastąpią radykalne zmiany, można sobie wyobrazić sytuację z dozą optymizmu. Bezwzględnie konieczne jest, by myśleć o tych biednych ludziach, by zaniechać politykierstwa i poważnie zabrać się do pracy, aż mój kraj wyjdzie na prostą. Potrzebujemy technologii zachodnich. Rumuni są bardzo utalentowani, szybko się uczą. Dzisiaj przepisy są niejednoznaczne, obcokrajowcy, którzy chcą u nas inwestować, nie mają [do nas] zaufania. Tylko niewielu chce ryzykować. Jeśli sytuacja polityczna się zmieni, trzeba będzie powziąć konkretne środki, i to skuteczne, by wzbudzić [ich] zaufanie.

Rola Waszej Wysokości w Rumunii?

Monarchia rumuńska to tradycja 2 000 lat. Kraj rozwijał się tylko w ustroju monarchicznym. 45 lat komunizmu uczyniło szkody nie do ogarnięcia. W obszarze moralności, duchowości – gdzie Kościół ma do odegrania niezbędną rolę – tolerancji, szacunku do mniejszości, solidarności z bezradnymi, są wielkie luki. Należy absolutnie nauczyć się, jak funkcjonuje demokracja, i skończyć z robieniem kolejnych eksperymentów na naszych ludziach za pomocą podejrzanie „odkrywczych” teorii. Aktualna „demokracja” oparta jest w pierwszym rzędzie na demokracji sowieckiej. Ta forma „demokracji” nie przynosi ludziom absolutnie żadnych korzyści. Najnowsza historia to potwierdziła.

17 stycznia 1995, Versoix
Rozmawiał Dan Ottiger Dumitrescu/ tłum. Aleksandra Solarewicz

Oryginalny tejst: Ein Dienst der ETH-Bibliothek

ETH Zürich, Rämistrasse 101, 8092 Zürich, Schweiz, www.library.ethz.ch

Ten wydawca zastrzega wykorzystanie tekstu tylko do celów niekomercyjnych, naukowych, prywatnych.

 

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Myśl, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *