banner ad

Wywiad z bp. Bernardem Fellayem z okazji 25. rocznicy święceń biskupich

| 15 czerwca 2013 | 0 Komentarzy

mszatrydenckaW związku z 25. rocznicą święceń biskupich, których abp Marceli Lefebvre udzielił 30 czerwca 1988 r. czterem członkom Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, w majowo-czerwcowym numerze amerykańskiego dwumiesięcznika „The Angelus” ukazał się wywiad z bp. Bernardem Fellayem, przełożonym generalnym FSSPX, jednym z grona duchownych, którzy otrzymali wówczas sakrę. Poniżej prezentujemy treść wywiadu.

 Konsekracje biskupie

Jaka była pierwsza reakcja Waszej Ekscelencji na wiadomość, że decyzją abp. Lefebvre’a znalazł się w gronie kapłanów, którzy mają otrzymać sakrę?

– Po pierwsze pomyślałem, że musi być ktoś inny, lepszy ode mnie – „jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich!” Kolejna myśl dotyczyła moich kolegów-księży, braci w kapłaństwie, „pro fratribus” (łac. ‘za braci’), bo jest oczywiste, że to wielki krzyż. To kwestia poświęcenia się dla innych.

Czy Wasza Ekscelencja pamięta towarzyszące mu emocje i stan umysłu w dniu 30 czerwca 1988 r., po otrzymaniu sakry z rąk abp. Lefebvre’a?

– Nie pamiętam zbyt wiele, jeśli chodzi o moje własne uczucia i emocje. To, co pamiętam, to to, jak bardzo całe zgromadzenie było zelektryzowane. Atmosfera była wprost naładowana elektrycznością. Niczego podobnego nie doświadczyłem przez całe moje życie. To właśnie zapamiętałem. Tak było podczas tej uroczystości i po jej zakończeniu; wielka radość i nic poza tym. To było zapierające dech w piersiach.

W swojej Podróży duchowej abp Lefebvre opisał wizję, jaką miał w katedrze w Dakarze. Czy konsekracje dokonane w 1988 r. nie wydają się Waszej Ekscelencji jej spełnieniem?

– Chciałbym powiedzieć, że – co może być zaskakujące – nie łączę tych dwóch wydarzeń. Nie sądzę, żeby coś je łączyło. Nie uważam, żeby posiadanie [przez Bractwo] biskupów było bezpośrednio związane z naszą posługą. Ma to jedynie zapewnić nam przetrwanie. Nie stanowi to sedna naszej działalności, bo jest nim formowanie kapłanów według Serca Jezusowego – właśnie to jest najważniejsze.

To prawda, że bez biskupów nie mielibyśmy księży – ale z pewnością [posiadanie przez Bractwo biskupów] nie stanowiło [najbardziej] istotnego elementu naszej działalności. Jest to istotne dla naszego przetrwania, ale nie dla charakteru naszej posługi. Oczywiście, spoglądając na wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w naszym apostolacie i na sytuację Kościoła, na kwestię biskupów należy spojrzeć w nowym świetle!

Arcybiskup Lefebvre starał się podkreślać nadzwyczajny charakter swojej decyzji o udzieleniu święceń biskupich, a także, w celu odróżnienia tego od aktu schizmatyckiego, wyraźnie zaznaczał, że nie usiłuje przekazać jakiejkolwiek jurysdykcji, a jedynie to, co wiąże się z mocą święceń. W ciągu ostatnich 25 lat niejednokrotnie odnoszono się z dezaprobatą do wyboru jednego z biskupów na urząd przełożonego generalnego, twierdząc, że wskazuje to na uroszczenie jurysdykcji biskupiej. Czy Wasza Ekscelencja może wyjaśnić, dlaczego taki argument jest błędny i dlaczego wypełnianie posługi przełożonego generalnego nie wiąże się z żadnymi pretensjami do posiadania jurysdykcji biskupiej?

– Po pierwsze, dlaczego abp. Lefebvre nie chciał wówczas – w czasie konsekracji – aby biskup pełnił urząd przełożonego generalnego? Specjalnie w tym celu, aby ułatwić porozumienie z Rzymem. Gdyby przełożonym generalnym był biskup, to podlegałby on rzymskim „sankcjom” (chodzi o ekskomunikę, rzekomo ciążącą na abp. Lefebvre’rze, bp. de Castro Mayerze i czterech nowo konsekrowanych biskupach – przyp. tłum.), co czyniłoby dyskusje dużo trudniejszymi niż gdyby był nim wtedy np. ks. Schmidberger.

Taką decyzję w oczywisty sposób dyktowały okoliczności; nie była to zasada. Była to kwestia ostrożności. Nie został sformułowany zakaz na przyszłość, zabraniający biskupowi zostać przełożonym generalnym.

Musimy jednak rozróżnić dwa rodzaje jurysdykcji. Istnieje normalna, zwyczajna władza przełożonego generalnego nad członkami instytutu – i jest też zwyczajna jurysdykcja biskupia (nad swoją diecezją – przyp. tłum.). Jako biskupi nie mamy teraz jurysdykcji zwyczajnej, ale ja, jako przełożony generalny, posiadam władzę innego rodzaju. Te dwie jurysdykcje nie są tożsame.

W duchu abp. Lefebvre’a

Czy Wasza Ekscelencja ma jakieś szczególne wspomnienie dotyczące abp. Lefebvre’a, którym byłby skłonny się podzielić?  

– Z jednej strony zapamiętałem jego prostotę i zdrowy rozsądek, z drugiej – jego sposób postrzegania rzeczy, zawsze nadprzyrodzony. On zawsze oglądał się na Boga. To był oczywisty przypadek człowieka prowadzonego przez modlitwę, przez wiarę i w jedności z Bogiem. Dla niego było czymś normalnym i oczywistym, że w każdym działaniu należy być zjednoczonym z naszym Panem.

W jaki sposób Wasza Ekscelencja pielęgnuje w seminarzystach i księżach tego charakterystycznego dla abp. Lefebvre’a wyjątkowego ducha kapłańskiej pobożności, poprawności doktrynalnej i kontrrewolucyjnego działania?

– Przede wszystkim staramy się podtrzymać więź seminarzystów – na ile to tylko możliwe – z samym abp. Lefebvre’em: jego głosem, jego nauczaniem, jego książkami itd. Dysponujemy nagraniami jego konferencji dla alumnów. Francuzi mają pod tym względem przewagę, ale pracujemy nad tłumaczeniami, aby wszyscy klerycy mieli do nich dostęp. W języku angielskim niektóre zostały już zebrane w formie książek: They Have Uncrowned Him (wyd. polskie Oni Jego zdetronizowali, Warszawa 1997), Priestly Holiness (Świętość kapłańska) i The Mass of All Time (Msza wszech czasów).

Po drugie, staramy się wprowadzać i stosować w seminariach środki dane nam przez Arcybiskupa: organizację, plan studiów czy choćby wykłady przez niego przygotowane. Określił, czego mają dotyczyć i jak mają być prowadzone. Na przykład nasza nauka filozofii i teologii, tak jak zalecił Kościół, opiera się na nauczaniu św. Tomasza [z Akwinu]. Abp Lefebvre przykładał wyjątkową wagę do studium dokumentów Magisterium: kursu, podczas którego wykłada się naukę zawartą w encyklikach wielkich papieży XIX wieku aż po Piusa XII i [omawia] ich walkę z wprowadzaniem do Kościoła i społeczeństwa zasad Oświecenia. Wciąż widzimy znakomite owoce takiej formacji.

Wydarzenia po roku 1988

Jakie zmiany, na dobre i na złe, były dla Bractwa najważniejsze od czasu konsekracji z 1988 r.?

– Nie wiem, czy zaszło tak wiele zmian. Staliśmy się nieco starsi, choć nadal jesteśmy młodym zgromadzeniem. Teraz w naszych szeregach znajdują się starsi kapłani, a w 1988 r. takich nie było. To, można powiedzieć, zmiana zewnętrzna. Mieliśmy wówczas czterech biskupów, a teraz mamy trzech. To kolejna zmiana, jednak nie jakaś wielka czy zasadnicza. Posiadamy więcej domów w większej liczbie krajów, ale to nie tyle zmiana, ile normalny rozwój naszego dzieła.

Pozostajemy wierni linii nakreślonej przez abp. Lefebvre’a. Jeśli spojrzy się na ostatnie kilka lat, to [warto sobie przypomnieć, że] abp Lefebvre powiedział w 1988 r., iż Rzym zwróci się do nas w pięć do sześciu lat po konsekracjach. Trwało to niemal 24 czy 25 lat, a sytuacja jeszcze nie dojrzała do rozwiązania. Zmiany w Kościele, oczekiwane przez abp. Lefebvre’a, powrót [do zdrowego nauczania], jeszcze nie nadeszły. Ale jest jasne, że jeśli [rządzący Kościołem] nadal będą szli drogą, którą teraz idą, to zniszczenia będą coraz większe i pewnego dnia będą musieli zawrócić. I wówczas ponownie zwrócą się do nas.

Z drugiej strony – spójrzmy na to, co wydarzyło się w ostatnich latach: przyznanie, że „stara” Msza nie została zakazana, ​​zniesienie rzekomych ekskomunik nałożonych w 1988 r. i wpływ na Kościół, jakiego nigdy wcześniej nie mieliśmy! Nie wspominając już o rosnącej krytyce soboru, nawet w Rzymie, poza kręgami Bractwa, co w tej skali jest stosunkowo nowym zjawiskiem.

Środki konieczne dla rozwoju

Czy Wasza Ekscelencja może wymienić te dzieła i dokonania, których realizacja w ciągu ostatnich 25 lat nie byłaby możliwa, gdyby nie doszło do konsekracji?

– To proste: od chwili konsekracji biskupi FSSPX wyświęcili więcej kapłanów niż było ich wówczas. Jest zatem oczywiste, że biskupi są konieczni dla rozwoju dzieł Bractwa. Bez biskupów bylibyśmy społecznością wymierającą. Są niezbędni, abyśmy mogli kontynuować pracę. Udzielają również sakramentu bierzmowania, powołując żołnierzy Chrystusa do walki za Boga i Jego królestwo. Wreszcie, nie możemy zaprzeczyć ich oddziaływaniu na cały Kościół, po to, aby Tradycja mogła odzyskać swoje prawa.

Niektórzy krytycy Bractwa wskazują na fakt, że żadna ze wspólnot związanych z komisją Ecclesia Dei, poza Campos, nie ma własnego biskupa. Twierdzą zatem, że konsekracje były zbędne, skoro te wspólnoty mimo to istnieją. W jaki sposób różnica pomiędzy historią Bractwa i wspólnot Ecclesia Dei w ciągu minionych 25 lat dowodzi – dziś jeszcze wyraźniej niż w 1988 r. – prawdziwości osądu abp. Lefebvre’a, że wyznaczony dla Bractwa i pochodzący z jego szeregów biskup jest konieczny nie tylko dla przetrwania FSSPX, ale również dla zachowania możliwości wypełniania jego misji?

– Po pierwsze, wszyscy członkowie wspólnot Ecclesia Dei rozumieją, że gdybyśmy nie mieli biskupów, to ich wspólnoty by nie istniały. Bezpośrednio lub pośrednio zależą one od istnienia Bractwa. To jest niezwykle jasne. Co więcej, owoce ich pracy apostolskiej są całkowicie zależne od dobrej woli miejscowych biskupów, którzy bardzo mocno ograniczają wszelkie trwałe pragnienie urządzenia życia na prawdziwie katolicką, tradycyjną modłę,  utrudniając apostolat w tej dziedzinie. Wspólnoty Ecclesia Dei są zobowiązane do mieszania [zdrowej nauki] z nowościami II Soboru Watykańskiego, rzeczami światowymi i novus ordo. To jest wielka różnica pomiędzy Bractwem a zgromadzeniami Ecclesia Dei.

Widzę, że niektóre zgromadzenia Ecclesia Dei znajdują się coraz bliżej nas. Z pewnością nie wszystkie, ale część tak.

W latach poprzedzających konsekracje siły abp. Lefebvre’a wyczerpywały się, gdy przemierzał on świat jako jedyny tradycyjny biskup (z wyjątkiem bp. de Castro Mayera, który ograniczał działalność głównie do terenu swojej diecezji). Ostatecznie postanowił wyświęcić czterech biskupów, a nie jednego. W ciągu ostatnich 25 lat liczba tradycyjnych wiernych wzrosła, lecz, niestety, liczba biskupów w Bractwie zmalała do trzech. Czy trzech biskupów wystarczy do prowadzenia dzieła Tradycji? Czy nie trzeba teraz konsekrować kolejnych biskupów?

– Rzeczywiście, od 2009 r. w Bractwie jest tylko trzech biskupów, ale dajemy sobie radę. Tak więc jest jasne, że trzech biskupów to wciąż wystarczająca liczba. Nie istnieje nagła ani wielka potrzeba wyświęcenia kolejnego biskupa.

Z pewnością musimy zadawać sobie to pytanie odnośnie do przyszłości, nawet jeśli w tej chwili nie zachodzi taka konieczność. Moja odpowiedź jest bardzo prosta: gdy tylko znów wystąpią okoliczności takie jak te, które doprowadziły abp. Lefebvre’a do podjęcia takiej decyzji, my również przedsięweźmiemy podobne środki.

Inicjatywa w sprawie normalizacji

Choć abp Lefebvre zawsze podtrzymywał pragnienie osiągnięcia pokojowych relacji z Rzymem, to konsekracje zapoczątkowały kolejną fazę wrogości wobec Bractwa i jego prześladowań przez władze rzymskie. Co najmniej w ciągu ostatniej dekady Wasza Ekscelencja próbował zaradzić tym aktom wrogości i prześladowaniom tak, aby w żaden sposób nie naruszyć pryncypiów, jakimi Bractwo kieruje się w swojej działalności. Przynajmniej do tej pory wysiłki te nie przyniosły pożądanego rezultatu. Jak Wasza Ekscelencja uważa, dlaczego – pomimo jego dobrej woli – tak się dzieje?

– Przede wszystkim chciałbym podkreślić fakt, że inicjatywa normalizacji (tj. nadania Bractwu statusu kanonicznego – przyp. tłum.) wyszła z Rzymu, a nie od nas. To nie ja zrobiłem pierwszy krok. Chciałem sprawdzić, czy sytuacja pozwoli na uczynienie kolejnych, przy zachowaniu naszej tożsamości. Takie okoliczności oczywiście jeszcze nie nastały.

Dlaczego? Otóż władze [rzymskie] nadal trzymają się niebezpiecznych i trujących zasad, które zostały wprowadzone w Kościele w czasie soboru. To jest powód, dla którego nie możemy posunąć się dalej. Nie mam pojęcia, ile czasu będziemy jeszcze potrzebować lub jak wiele cierpień będzie naszym udziałem do tej chwili (powrotu do rozmów z Rzymem – przyp. tłum.). Może dziesięć lat, może więcej, a może mniej. Wszystko jest w rękach Boga.

Czy Wasza Ekscelencja pozostaje otwarty na próby nawiązania kontaktu przez Rzym, a w szczególności przez nowego Ojca Świętego?

– Oczywiście, że pozostaję otwarty! To jest Kościół Boży. Duch Święty wciąż może ominąć przeszkody wprowadzone w Kościele po II Soborze Watykańskim. Jeśli Bóg zechce uczynić rzeczy prostymi, wówczas to zrobi. Pan Bóg wie, kiedy to się stanie, ale my musimy być na to zawsze przygotowani. Całkowite i prawdziwe rozwiązanie może nadejść tylko wtedy, gdy władze [Kościoła] znów podejmą wysiłki w tym kierunku.

Jakich znaków możemy wypatrywać, aby przekonać się, czy wśród rzymskich władz nastąpił lub zaczyna następować powrót do Tradycji?

– Bardzo trudno określić, gdzie się to rozpocznie. W przypadku papieża Benedykta mogliśmy obserwować przede wszystkim wielki znak dotyczący liturgii oraz inne usiłowania, które nie były już tak zdecydowane. To wszystko działo się w obliczu silnej opozycji. Oczywiście, dziś nic z tego już nie pozostało. Ale zmiany z pewnością muszą przyjść z góry.

Niektóre mogą rozpocząć się od dołu, przyjść ze strony biskupów, kapłanów i wiernych związanych z novus ordo, którzy chcą wrócić [do Tradycji Kościoła]. Myślę, że taka tendencja już daje o sobie znać, choć nie jest jeszcze zbyt silna. Nie jest jeszcze powszechna, ale z pewnością stanowi ważny znak. Głęboka zmiana musi pochodzić z góry, od papieża. Może przyjść z kilku stron, ale z pewnością będzie się charakteryzowała umieszczeniem Boga i naszego Pana Jezusa Chrystusa we właściwym miejscu w Kościele, w samym jego centrum.

Zakładając, że nawrócenie rozpocznie się od góry, w Rzymie, w jaki sposób będzie przebiegać praca nad przywróceniem [do Tradycji] całego Kościoła?

– Bardzo trudno powiedzieć. Teraz, jeśli nic się nie zmieni, może to oznaczać wewnętrzne prześladowania i wielkie walki w samym Kościele, jak to miało miejsce w czasach arianizmu. Jeśli jednak wydarzy się coś innego, np. jeśli nastąpią prześladowania [z zewnątrz] i wtedy papież powróci do Tradycji, sytuacja może być zupełnie inna. Pan Bóg wie, w jaki sposób sprowadzi Kościół z powrotem na właściwą drogę.

Co można zrobić, aby przyśpieszyć powrót do Tradycji?

– Modlić się i czynić wyrzeczenia! Każdy powinien wypełniać obowiązki swego stanu, podsycać nabożeństwo do Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny i modlić się na różańcu. Jeśli chodzi o różaniec, to jestem otwarty na nową krucjatę.

Co Wasza Ekscelencja powie tym, którzy twierdzą, że planował on (lub nadal planuje) kompromis w sprawie soboru i z posoborowym Kościołem?

– To jest zwykła propaganda pochodząca od ludzi, którzy chcieli podzielić Bractwo. Nie wiem, skąd biorą te pomysły. W oczywisty sposób wykorzystali oni bardzo delikatną sytuację, jaka miała miejsce w ubiegłym roku, aby oskarżyć przełożonego generalnego o rzeczy, których nigdy nie uczynił ani nawet nie miał takiego zamiaru. Nigdy nie miałem zamiaru narażać na szwank dobro Bractwa.

Niemniej, należy zadać sobie pytanie: kto skorzysta z podziału w Bractwie, jeśli nie jego wrogowie? Ci, którzy dzielą Bractwo, stosując swą dialektykę, powinni zastanowić się, dlaczego robią to, co robią. Mam tutaj na myśli bp. Williamsona i księży, którzy za nim podążają.

Patrząc na ostatnie lata, czy jest coś, co Wasza Ekscelencja zrobiłby inaczej?

– Och, z pewnością. Zawsze jesteśmy mądrzejsi po walce niż przed nią. Bardziej bym podkreślił to, co zawsze mówiłem, choć nie sądzę, że było konieczne, aby to czynić: każda umowa, niezależnie od jej rodzaju, zawsze byłaby opatrzona warunkiem sine qua non, że nie będzie kompromisu [doktrynalnego]. Nie ma mowy. Zachowamy naszą tożsamość. Ona czyni nas katolikami, a my chcemy nimi pozostać.

Z pewnością chciałbym – zresztą już to zrobiłem – poprawić komunikację. Byłem sparaliżowany tzw. przeciekami. Dziś zorganizowałbym to inaczej.

Poza relacjami z Rzymem, jakie są nadzieje Waszej Ekscelencji na kolejne ćwierćwiecze dla Bractwa i dla Kościoła?

– To, że Kościół, w ciągu tych najbliższych 25 lat powróci do swojej Tradycji, abyśmy mogli zobaczyć, jak na nowo rozkwita.

Co Wasza Ekscelencja chciałby polecić zarówno księżom, jak i wiernym świeckim jako odpowiednie dla uhonorowania i upamiętnienia dwudziestopięciolecia sakry?

– Aby uhonorowali naszego drogiego Arcybiskupa, próbując naśladować jego cnoty, jego piękną pokorę, jego ubóstwo, jego roztropność i jego wiarę. Poza tym, żeby studiowali nauczanie abp. Lefebvre’a, aby móc zrozumieć pryncypia, którymi się kierujemy: miłość do naszego Pana, do Kościoła, Rzymu, Mszy św. i Niepokalanego Serca Maryi.

(źródło: sspx.org, 8 czerwca 2013)

za rebelya.pl

Kategoria: Religia, Społeczeństwo, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *