banner ad

Wąs: Niewinność utracona

| 10 kwietnia 2016 | 0 Komentarzy

tarcza300_2„Lepiej jest spotkać się z niedźwiedzicą, kiedy jej dzieci wezmą: niźli z głupim, ufającym w głupstwie swoim” – mówi nieoceniona Księga Przysłów (w wersji Wujkowej 17,12). No i tak to, jakby nie spojrzeć, rzeczywiście jest. Generalnie przechodzimy nad tym do porządku dziennego (każdemu zdarza się być głupim, więc w dobrze pojętym własnym interesie staramy się być tolerancyjni); czasami jednak, kiedy wystąpi jakieś nieoczekiwane i tajemnicze „skrzyżowanie przypadków” (jak pisze poeta), głupota staje się tak mocna, tak wielka, tak skondensowana, że wydaje się tworzyć coś w rodzaju niezależnego wszechświata. I wtedy ma się tak zwany dysonans poznawczy. Człowiek współczesny znajduje się w przedziwnym położeniu dziejowym. Ze względu na nieporównywalny z przeszłością dostęp do danych, może za jednym kliknięciem zobaczyć przed sobą cała panoramę upływającego właśnie dnia. I czasem, o zgrozo, niepomny przestróg pewnego wariata, patrzy w tę otchłań. A ona patrzy w niego.

Przeglądam wiadomości z dnia dzisiejszego (jest niedziela 3 kwietnia 2016 roku). Co widzę? Manifestacja przeciw ustawie antyaborcyjnej, a na niej wielki transparent z napisem „macice wyklęte”. Przecieram oczy ze zdumienia, na moment zamykam, otwieram i patrzę znowu. Nie, niestety: to nie było przywidzenie. Zdjęcie trwa, transparent też – a na nim owo hasło. Zamykam przeglądarkę, bo mnie nagle jakaś niemoc dziwna ogarnia i idę zająć się czymś innym. Czytam sobie i piję ziółka; emocje opadły, więc mimo woli zaczynam myśleć o tym, co właściwie zdarzyło mi się zobaczyć. Im jednak dłużej myślę, tym przepastniejsze i bardziej niezgłębione staje się moje zdumienie; te szerokości, te horyzonty, te otchłanie bezdenne – czy to w ogóle może istnieć na tym szarym świecie?

Ten absurd jest tak bezkompromisowy, tak wszechogarniający, tak matematycznie wręcz ścisły, że stanowi arcydzieło. Nie wolno igrać z arcydziełem, zwłaszcza profanowi. Świadomy powagi sytuacji nie zamierzam za bardzo się tutaj wywnętrzać. Zastanawiam się tylko, od kiedy dyskusja na temat ochrony życia ludzkiego dotyczy macic? Pomijam tutaj całkowicie przerastający mój rozum problem, w jaki sposób redukowanie kobiety do jednego narządu (w zwykłych warunkach uznawane za obraźliwe) służy podkreśleniu jej godności; podobnie jest z tymi wszystkimi „sukami” czy „szmatami”, którymi feministki się z taką lubością tytułują. Pomijam też sensowność szydzenia z brutalnie mordowanych przez komunistów młodziutkich mężczyzn i (o ironio) kobiet w imię obrony tzw. „humanistycznych” wartości. To wszystko to otchłań, z którą już dawno przestałem się mierzyć (znaczy, że nie patrzę w nią, a ona we mnie też nie). Niemniej wydawało mi się, że aborcji poddaje się dzieci nienarodzone, a nie macice. I że to one, w związku z tym, powinny być w centrum zainteresowania. A jednak nie są. I o co tutaj chodzi?

Wracam do porzuconego wcześniej zajęcia w poszukiwaniu odpowiedzi. Widzę też inne obnoszone na manifestacji hasełka. Na przykład wyartykułowane kosmopolitycznie: „My pussy, my choice!” z polskim tłumaczeniem: „Moje ciało, mój wybór!”. Skądinąd znam angielski – tłumaczenie jest, by tak rzec, dosyć swobodne. Dalej napotykam, między innymi, tworki takie jak „Prawo ePiSkopatu gorsze od szariatu” albo „Normalnie nie chodzę na demonstracje, ale teraz to się wkurwiłam”. Patrzę sobie, patrzę i właściwie to przestaje się dziwić. Nie dlatego, że rozumiem – ale zwyczajnie się uodparniam. O co tu chodzi? To puste pytanie. Bo w tej cywilizacji dawno przestało o cokolwiek chodzić. Napatrzyłem się w otchłań – i rozumiem, że jest po prostu otchłanią. Niczym więcej. Tylko że i mnie jakoś dziwnie pusto.

Współczesna ideologia demokratyczna upodobała sobie szczególnie pojęcie „dialogu”. „Warto rozmawiać” słyszy się dzisiaj na każdym kroku, „trzeba rozmawiać – z każdym, o wszystkim.” Albo „możemy się różnić, ale ważne, żebyśmy umieli rozmawiać” i tak dalej, i tak dalej… (Czytelnik zna na pewno lepiej ode mnie wszystkie podobne bzdury). Mój ulubiony eseista Gilbert Chesterton napisał kiedyś, że z tak zwanym „duchem czasu” nie można iść – bo on nigdzie nie idzie. Nie ma celu. Innymi słowy: jest zwyczajnym idiotą. A z idiotą się – no właśnie – nie rozmawia: bo, cytując klasyka, „najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem zniszczy doświadczeniem”. Podobne oceany absurdu są o tyle korzystne, że pozwalają uświadomić sobie ten fakt w całej jego oczywistości. Nie z każdym warto rozmawiać i na pewno nie o wszystkim. Ktoś, kto raz bez uprzedzeń przyjrzy się podobnej demonstracji, na zawsze utraci swoją demokratyczną niewinność – i w tym wielka nadzieja. Oraz empiryczny niemal dowód na to, że, zgodnie ze słowami św. Tomasza (I, 48, 3), „Bóg jest tak potężny, iż nawet zło może obrócić na dobre”. Chwilę później Tomasz dodaje „Zaiste, nie zostałby wzniecony ogień, gdyby powietrze nie uległo rozkładowi; lew nie podtrzymałby swojego życia, gdyby nie śmierć osła”. To też dobry komentarz. Liberalizm (czy jak go tam zwał) jest chyba zasadniczo kwestią organiczną.

Ale w jednym ze mną, muszę przyznać, wygrał. Mianowicie: zmieniłem zdanie co do przyjmowania imigrantów muzułmańskich. A przyjmijmy ich – i to jak najwięcej. Może wtedy niektórym się co do „prawa ePiSkopatu” i Koranu w głowach poprzestawia.

P.S.

Czytelnik mógłby mnie zapytać, co takiego czytałem. Chciałbym odpowiedzieć, że o karlistach (pasowałoby to do całości). Niestety – nie tym razem (o karlistach czytałem wcześniej). Przeglądałem sobie encyklikę Mystici Corporis Piusa XII. W niej znalazłem zaś takie słowa: „Skłońmy raczej nasze umysły do przejęcia się słowami Leona Wielkiego, Naszego nieśmiertelnej pamięci Poprzednika, słowami pełnymi wielkiej wagi, a stwierdzającymi, iż staliśmy się przez chrzest Ciałem Ukrzyżowanego; i ową przepiękną modlitwą św. Ambrożego: 'Dźwigaj mnie, o Chryste, na Krzyżu, w którym jest zbawienie dla zbłąkanych, w którym jedynie spoczynek znajdują utrudzeni, w którym jedynie mogą znaleźć życie umarli.'”

Też ładnie.

Maciej Wąs

Kategoria: Myśl, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *