banner ad

Utracone dziedzictwo

| 19 maja 2014 | 1 Komentarz

ChrystusKościół katolicki od czasów swojego założenia nie wykładał żadnej doktryny społeczno-gospodarczej jako powszechnie obowiązującej. Już w Biblii możemy znaleźć fragmenty świadczące, iż ocena systemów politycznych i społeczno-gospodarczych nie leży w gestii Kościoła. Czyż to nie Jezus Chrystus powiedział: „Oddajcie cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie”? Niemniej każdy aspekty życia, w tym życie społeczne (i wiążąca się z nim gospodarka) musi opierać się na zasadach Bożych- sprawiedliwości i miłosierdziu. Dlatego już od pierwszych wieków chrześcijaństwa bogacze byli przestrzegani przed chciwością i zbytnim przywiązaniem do zdobytego majątku.

Już Klemens Aleksandryjski (150 – 215) zwracał szczególną uwagę na kwestie majątkowe („Zamożność nie wyklucza z grupy zbawionych”). Przypominał jednak, jak wiele pokus wiąże się ze wzrostem zamożności czy pogłębieniem wiedzy („Im więcej otrzymujemy wiedzy i światła, na tym większe niebezpieczeństwo wystawiamy nasze zbawienie.”). Dlatego wobec kapitalizmu każdy rozsądny człowiek powinien zachować pewien dystans. Jak mówi Juan Francisco Maria de Salud Donoso Cortes (1809-1853): „Co do parlamentaryzmu, liberalizmu i racjonalizmu, to ten pierwszy uważam za zaprzeczenie rządu, ten drugi za zaprzeczenie wolności, a ten trzeci za afirmację szaleństwa”. Hiszpański myśliciel wiernie oddaje swoiste „sąsiedztwo idei” w którym liberalizm zostaje postawiony na równi z pozostałymi symptomami zabójczego „postępu”. Z kolei zdaniem Jaime’a Luciano Balmesa y Urpii (1810- 1848) kapitaliści nie umieją dzielić się bogactwem czy dostrzegać problemy materialne innych ludzi, gdyż przed oczami migocze im jedynie własny zysk. Obydwaj myśliciele wiedzieli co mówią, tym bardziej, że można ich traktować jako spadkobierców dziedzictwa, które średniowieczna Hiszpania przekazała potomnym. A tym dziedzictwem jest m.in.: szkoła scholastyków z Salamanki, którzy już od XVI w., długo przed Adamem Smithem, tworzyli podwaliny nowoczesnej myśli wolnorynkowej.

Np. o. Juan de Mariana SI (1536 – 1624) pisał, że ratowanie budżetu powinno zaczynać się od redukcji zbytecznych wydatków państwowych i obniżki podatków! Inny hiszpański myśliciel abp Martín de Azpilcueta (1491 – 1586) zauważył, że regulacja cen jest zbyteczna w czasach obfitości, a ewidentnie szkodliwa w porze głodu. Z kolei znienawidzony przez protestantów, włoski tomista kard. Tomasz Kajetan OP (1469 – 1534) twierdził, iż sprawiedliwa cena „to taka, jaką w danym momencie może kupujący zapłacić, zakładając zwykłą znajomość rzeczy oraz nieobecność oszustwa przymusu”. Warto podkreślić okres w którym padały te słowa- XVI w, zanim myśl wolnorynkową przywłaszczyła sobie oświeceniowa banda antyklerykałów spod znaku Adama Smitha (1723-1790).

Ryba psuje się od głowy

Chociaż Kościół zapisał piękną kartę w historii gospodarki wolnorynkowej, przez działalność niektórych postaci podkreślających swój katolicyzm, środowiska liberalne przypięły mu etykietkę socjalnego skansenu, gdzie wciąż konserwowana jest dbałość o biednych, uciśnionych i nieporadnych. Źródłem takiego poglądu jest z całą pewnością zwrócenie uwagi na filozofię św. Tomasza Morusa (1478 – 1535), który przyczynę ludzkich nieszczęść upatrywał we własności prywatnej. Warto jednak nadmienić, że ten męczennik niejednokrotnie głosił poglądy odbiegające od Nauki Kościoła. W swojej pracy „Utopia” przedstawił wizję czystego socjalizmu, demokratyzmu i tolerancji religijnej, co stanowiło (i w istocie nadal stanowi) herezję. Dlatego poglądy jednego męża stanu nie mogą być równoważone z oficjalnym stanowiskiem Kościoła Świętego.

Niemniej w następnych latach, szczególnie w XIX wieku nasiliły się nastroje w swojej istocie sprzeczne z wiarą katolicką, które w znacznym stopniu dotknęły również kler. I tutaj niestety czarną kartę w swojej historii zapisali Polacy. Kierowany przez ks. Piotra Ściegiennego (1801 – 1890) Związek Chłopski o profilu niepodległościowo-antyfeudalnym był organizacją, która być może jako pierwsza starała się doprowadzić do ożenku katolicyzmu z socjalizmem, na długo przed środowiskiem ks. Gustavo Gutierreza (ur. 1928). Ks. Ściegienny zarysował własną utopię- po zwycięskiej rewolucji miały zostać utworzone osiedla złożone ze 120 rodzin chłopskich, 8 rzemieślniczych, 1 kupieckiej oraz 4 urzędniczych i nauczycielskich, gdzie oczywiście edukacja i opieka zdrowotna miały być publiczne. W swoich dążeniach ks. Ściegienny nie zawahał się zareklamować stworzonego przez siebie bełkotu jako „Złotą bullę Ojca Świętego Grzegorza XVI”.

Warto nadmienić, że poglądy prezentowane przez założyciela Związku Chłopskiego nie stanowiły wówczas żadnego novum i chętnie podpisywały się pod nim rzesze katolików, którzy pozbawieni dostępu do oficjalnych dokumentów Stolicy Apostolskiej byli zwodzeni przez fanatyków w postaci Zenona Świętosławskiego (1811- 1875) czy też „narodowego wieszcza” Adama Mickiewicza (1798-1855), którzy potrafili odwoływać się do katolicyzmu, do popularnego w Polsce kultu Maryi, aby za chwilę snuć rozważania żywcem z Saint- Simona (1760 – 1825) i oddawać się kabale.

I chociaż w XIX wieku podobne brednie wydawały się prywatną opinią niegroźnych wariatów, tak w XX w. stały się elementem nowej teologii- teologii, która w miejsce zdetronizowanego Chrystusa postawiła człowieka. Rację miał Nicolás Gómez Dávila (1913–1994) pisząc: „Głupie idee posiadają twardość granitu.”. Tyle tylko, że „głupie idee” okazały się gwoździem do trumny naszej cywilizacji.

Detronizacja Jezusa Chrystusa, będąca pragnieniem wrogów Kościoła, zrealizowana „tylnymi drzwiami” podczas Vaticanum II oznaczała oddalenie się od Prawdy, również od Prawdy w dziedzinie gospodarki i spopularyzowanie błędów, żywcem wyjętych z wypocin Karola Marksa (1818-1883). Wszakże już Ernst Junger (1895-1998) dostrzegł, że „walące się ołtarze są siedliskiem demonów.”

Tym sposobem Tradycyjna Katolicka Nauka Społeczna, stojąca po stronie własności została zastąpiona przez modernistyczne encykliki począwszy od „Mater et Magistra” (1961) Jana XXIII do „Centesimus annus” (1991) Jana Pawła II, gdzie dorobek jednostki nie jest już jego własnością, ale dobrem publicznym, co stoi w absolutnej sprzeczności z antykomunistyczną „Rerum Novarum” Leona XIII (1810-1903) czy orędziem Piusa XII z 1941 r. Jednak każdy katolik wie, że to, co jest sprzeczne z wcześniejsza Prawdą objawioną w Kościele Rzymsko-katolickim nie jest obligatoryjne. Dlatego kłamstwem nie jest twierdzenie, że katolicyzm zawsze stał po stronie własności, przeciwstawiając się jednak tzw. „grzechom liberalizmu”, a prowadzone od 50 lat próby wyparcia Prawdy pod nazwą „nowej teologii” nie mają nic wspólnego z Nauką Kościoła.

Niemniej przyczyniły się do przypięcia katolicyzmowi etykietki socjalnej przez rozmaite protestanckie „autorytety” w rodzaju Richarda Benetta, który niestrudzenie przekonuje o „socjalizmie katolicyzmu”. Co ciekawe na te brednie daje się nabrać znaczna część tzw. wolnościowców, którzy próbują tworzyć ideologię „chrześcijańskiego libertarianizmu”, będącego w istocie próbą „ochrzczenia tego, co diabelne”. Bowiem naczelna zasada libertarianizmu, zgodnie z którą można robić wszystko, byle nie szkodzić innym to nowa forma marksizmu, całkowicie sprzeczna z wolnością w ujęciu katolickim, która jest tłumaczona jako wyzwolenie od grzechu i determinacja do czynienia dobra.

Prawdziwe źródła katolicyzmu

Lekarstwem na zniewolenie może być jedynie odszukanie prawdziwych źródeł naszej wiary. To bowiem na łonie katolicyzmu po raz pierwszy dokonano gruntownej analizy mechanizmów rządzących gospodarką i znaleziono wolnościowe rozwiązania na miarę XXI wieku! To Kościół katolicki przeciwstawił się czerwonej zarazie, występującej czy to pod sztandarem ZSRR czy III Rzeszy, podczas gdy Cerkiew Prawosławna zabawiała się w infiltrację grecko-katolików, a przełożony niemieckich protestantów – „bp” Christien Ludwig Muller składał przysięgę wierności partii narodowo-socjalistycznej. I wreszcie to Kościół katolicki wydał dokumenty, które na wieki przekreślają komunizm i podkreślają rolę własności w życiu człowieka. Tyle, że liberalny świat skazał zasługi katolicyzmu na zapomnienie, przywłaszczając sobie jego niektóre osiągnięcia.

Aleksander Majewski

za prawica.net

 

Tags: , , , , , , , , , , , ,

Kategoria: Religia, Społeczeństwo

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. sniddy napisał(a):

    Panie Aleksandrze, 
    Na pewno miał Pan celne spostrzeżenia, ale mógłby Pan co nieco rozwinąć, na przykład porównanie libertarian do marksistów. Nie wiem ilu ludzi uchwyci tutaj analogię. Ja jej nie rozumiem. 

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *