banner ad

Tichomirow: Samowładca

| 12 listopada 2018 | 1 Komentarz

Nasz najpobożniejszy władca naprawdę umarł na naszych oczach śmiercią sprawiedliwego, wolny od strachu i rozpaczy. Sam powiedział nam o tym, z jakimi uczuciami wyszedł śmierci naprzeciw.

Feralnego dnia, 20. października, wypadał akurat dzień gdy nie pracował on dla swojego kraju. Poprzedzającego wieczora wciąż wydawał decyzje w sprawach państwowych, i na dokumentach z 19. października nasi potomkowie zobaczą skreślone jego ręką słowo: „Przejrzane”. 20. oznajmił swój zbliżający się koniec, uspokajając swą zapłakaną małżonkę. „Nie martw się, jestem zupełnie spokojny”. Nielicznym dany jest taki koniec: przed śmiercią nie niepokoiły go żadne lęki. Raz jeszcze Monarcha połączył się ze Świętymi Tajemnicami. Modlił się z ojcem Janem[1]. Pożegnał się ze wszystkimi, o nikim nie zapominając. Powoli nadeszła ta uroczysta minuta, i Władca, będąc przez cały czas przytomnym, zobaczył dwa światy na granicy między którymi stał. Wówczas jego słabnące spojrzenie się ożywiło, jego słabnące serce zabiło mocniej… Co przed sobą zobaczył? Jedynie wiara zdradza nam sekret ostatniego tchnienia, zaś prawosławna Rosja wierzy że świetliste anioły uniosły jego czystą duszę przed tron Boga.

Naszego cara już nie stało. I wówczas łuski opadły z naszych oczu, przed nimi zaś pojawił się zachwycający obraz wcielenia ideału wpisanego w nieśmiertelność.

Jak na obrazie wielkiego artysty, im bliżej ktoś się przygląda, tym więcej się uczy, i tak przez mnogie lata, wiele umysłów odkrywać będzie w nim coraz to nowe powołania. Obecnie jednak jasno widzimy coś, co uczynił świętym.

Przedstawimy monarchom do studiowania to, co jest szczególnie ważne w pełnieniu ich powinności, zwrócimy też naszą uwagę ku temu, co jest szczególnie ważne do zrozumienia dla ludów które wspierać powinny działania swych monarchów.

W jakim stanie umysłu zastał świat Aleksander III[2] w chwili swej koronacji?

Cały umysłowy ruch nowoczesności i cały kierunek życia politycznego przyprowadziły świat europejski i wszystko pozostające pod jego wpływem do totalnego upadku idei monarchii. Tylko w samowładztwie idea ta dojrzewa do swej szczytowej postaci, lecz zmienne koleje losu poprowadziły europejską monarchię po ścieżce absolutyzmu. Dwóch wielkich ludzi położyło fundamenty państwa chrześcijańskiego: Konstantyn[3] i Karol Wielki. Historia zdusiła jednak dzieło pierwszego i zniekształciła dzieło drugiego. Nasza epoka została powołana by być świadkiem trzeciego Władcy, który wyjaśniłby światu idee pierwszych dwóch.

„Jak ciężkim krzyżem jest moje życie” powiada w legendzie Karol Wielki, stojąc u szczytu swej potęgi i chwały. Idea chrześcijańskiego monarchy coraz bardziej upadała, będąc zastąpiona przez ideę zwykłego absolutyzmu, będącego koncentracją władzy, a nawet gorzej, bo wchłonięciem państwa przez księcia, wyrażonym żałośnie fałszywą formułą „L'Etat c'est moi[4]. W miejsce walki i w miejsce krzyża pojawia się le bon plaisir[5] króla. To zniekształcenie danej przez chrześcijaństwo idei monarchicznej mogło jedynie przywieźć monarchię ku nieuniknionej degradacji.

Upadek idei był tak głęboki, że zapomnieniu uległo jej znaczenie, jak i jej waga jako wiecznej zasady. Monarchia zaczęła być postrzegana jako forma rządu typowa dla jednego tylko okresu w rozwoju narodów. Nawet ci którzy wielbili piękno tej zasady, nie mogli się uwolnić od fałszywego przekonania, że nie jest już ona właściwa dla nas, będąc czymś co się już „przeżyło” i że nie pasuje do obecnych warunków. Odzwierciedlone to zostało w szczególny sposób w politycznej aktywności tak zwanego okresu „reform”, gdy zająwszy się tym co konieczne, zrujnowaliśmy naszą pracę stale dopasowując jej efekty do przewidywanych przyszłych ograniczeń samowładztwa i dla przygotowania ludu do przyszłej demokracji. Przekonanie, że idea monarchii jest „przeżytkiem”, wciąż jest coraz bardziej boleśnie widoczne pośród samych monarchistów, którzy, podczas panowania cesarza Mikołaja Pawłowicza[6] obawiali się zezwolić na jakiekolwiek porównanie ich zasady z zasadą zagraniczną. I za naszych dni,wiele przenikliwych umysłów, wielbiących zasadę monarchiczną, nie potrafi wyobrazić jej sobie poza określonym kontekstem starożytnym lub średniowiecznym, psując przez to lśniący ideał przyszłości pragnieniem niemożliwego powrotu do przeszłości.    

Konieczne było nadejście wielkiego człowieka, by ukazać znaczenie wiecznej zasady. Uczynił to nasz niezapomniany Władca, który pokazał całemu światu że dziś jak dawniej, bez żadnego cofania się, bez żadnej „reakcji” lub pogwałcenia „nowoczesnych” uwarunkowań jakie by one nie były, samowładca jest możliwy, i że dziś, jak zawsze, samowładca reprezentuje wyższą formę autorytetu, najbardziej mądrą i zrozumiałą dla serc ludów chrześcijańskich.

Powinniśmy zrozumieć całą wagę tego nauczania. Aleksander III nie tylko ofiarował swemu ludowi trzynaście lat dobrobytu. Nie tylko zademonstrował, że to my posiadamy najwyższą formę najwyższego autorytetu; uczynił on zrozumiałym coś nieporównanie większego, i to nie tylko wyłącznie dla nas, lecz dla całego świata.

Faktem jest, że zapomnienie o znaczeniu monarchii uczyniło ją niemożliwą dla wytrąconych ze spokoju ludów Europy. I jej niemożliwość dokładnie teraz, konkretnie rzecz biorąc we współczesnych warunkach, zagraża narodom upadkiem kultury europejskiej i ich własną dezintegracją.

W istocie, jeśli monarchia jest niemożliwa, jeśli wyższy autorytet stojący poza i ponad tym pochodzącym od ludu jest niemożliwy, to przejście ku takiemu urządzeniu społeczeństwa gdzie demokracja będzie możliwa jest nieuchronne. Wszędzie wysiłki skierowane są ku temu celowi.

Ale wedle warunków naturalnych, lud, naród, nie jest czymś jednolitym; jest to całość ułożona z wielu warstw, z wielości grup. Cała ta różnorodność i uwarstwienie są konieczne i niezbędne do życia, i im wyższa jest dana kultura, tym bardziej określone i wyodrębnione stają się te warstwy i grupy, tym bardziej zdolne się stają do walki ze sobą nawzajem. Nie mogą one jednak żyć w układzie wzajemnych napięć. Potrzebują narodowego zjednoczenia w czymś pojedynczym, stojącym ponad tymi konfliktami i odnoszącym się z równą uwagą do wszystkich interesów.

Władza pochodząca od ludu stara się zunifikować kraj w parlamencie – nędzny to wysiłek i  szybko kończący się porażką. Zamiast jedności, na poziom na którym koncentruje się władza, zostają przeniesione cała wrogość i walki obecne w narodzie, i im lepiej realizowana jest zasada przedstawicielstwa, tym więcej tych haniebnych scen zostaje przeniesionych do ośrodka władzy. Im więcej interesów jest reprezentowanych w parlamencie, tym mniej władza jest wewnętrznie zjednoczona, pomimo że to w jedności leży jej sens.

O ile potrzeba było wieków na upadek idei monarchii na Zachodzie, o tyle kilkadziesiąt lat starczyło na upadek idei rządu przedstawicielskiego. Pomimo wszystkich wysiłków, nie osiągnięto jedności. I właśnie tutaj, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się idea zniszczenia wewnętrznej złożoności samego narodu – tej złożoności, która jest źródłem żałosnych i haniebnych scen parlamentarnej niemocy. Idea totalnego zrównania zdobywa Zachód – wszystko powinno być takie samo. Gdy zaczynamy od demokracji liberalnej, nieuchronnie kończymy w demokracji socjalnej. Wszystko musi stać się równe, takie samo i bez żadnych różnic…

Oczywiście, jedność zostanie wówczas osiągnięta. Wraz z nią nadejdzie jednak śmierć kultury. O tym niebezpieczeństwie już wiadomo, Zachód nie widzi jednak innej drogi i w gorączkowym pośpiechu nakierowuje cały swój „postęp” i wszystkie swoje reformy ku czekającemu go na końcu drogi ostatecznemu celowi.

Pośród zatem takich godnych ubolewania działań autodestrukcyjnych, świat ujrzał przed sobą Aleksandra III, wraz z nim zaś zrealizował się sens jego idei.

Jak wiele wątpliwości zostaje usuniętych, gdy ktoś przyjrzy się temu wspaniałemu panowaniu! Jak wiele zapomnianych prawd ono ujawnia! Monarchia nie jest dyktaturą, ani zwyczajnym absolutyzmem. Dyktatura to spersonifikowana immanentna wola ludu, absolutyzm zaś to jej negacja. Monarchia – w jej samowładczym ideale – czasami może spełniać rolę dyktatury, jak również może, gdy to konieczne, działać odrzucając wolę ludu. Sama w sobie stoi jednak wyżej niż mogłaby jakakolwiek wola ludu. Monarchia to idea podporządkowania interesów i pragnień wyższej prawdzie.

W monarchii naród szuka uświęcenia wszystkich przejawów swojego złożonego życia, poprzez podporządkowanie ich prawdzie. Potrzebny jest do tego osobowy autorytet, ponieważ tylko człowiek posiada posiada sumienie i tylko człowiek odpowiada przed Bogiem. Potrzebny jest nieograniczony autorytet, podczas gdy każde ograniczenie władzy Cara przez lud uwalniałoby go od odpowiedzialności przed własnym sumieniem i przed Bogiem. Ograniczony restrykcjami, nie podlegałby prawdzie, ale określonym interesom, tej lub innej ziemskiej sile.

Jednakże nieograniczona i osobista natura decyzji nie są sensem monarchii, lecz jedynie warunkiem koniecznym, by wszystkie interesy społeczne, konflikty i walki pomiędzy nimi, mogły zostać doprowadzone do konsensu przed obliczem autorytetu reprezentującego tę prawdę, która jest ponad nimi wszystkimi.

To właśnie dlatego nosiciel tego ideału przyszedł na świat, wedle przekonania całego świata wyrażonego w ostatnich dniach, jako Car prawdy i pokoju. Musiał takim być, gdyż esencją monarchii jest pojednanie władzy z wyższą prawdą.

Monarcha nie rozbija społecznej struktury życia; nie niszczy żadnych różnic stworzonych przez jego różnorodność, nie niweczy wielkich ani małych, lecz nakierowuje wszystko w ten sposób, by rozwój wszystkich klas, wszystkich grup i wszystkich instytucji, żadną drogą nie naruszał prawdy. I w ten sposób daje on narodowi tą jedność której na próżno szukano w „przedstawicielstwie”, teraz zaś ma zostać osiągnięta drogą samobójczego ujednolicenia przez zrównanie.

Monarcha nie niszczy oddolnej inicjatywy, rady, zrodzonej wśród ludu myśli, ani nie neguje on woli ludu gdy taka istnieje. Jest on ponad to wszystko. Jego powołaniem nie jest niszczenie, lecz nakierowywanie. Dla niego nie ma człowieka ani mądrego ani głupiego, ani silnego ani słabego, ani większości ani mniejszości. Dla niego istnieją jedynie sumienie i prawda. Powinien widzieć wszystko, wesprze jednak jedynie to, w czym jest prawda.

Cesarz Aleksander III pokazał że monarchia w swojej rzeczywistej istocie nie jest czymś przejściowym, przestarzałym lub pasującym tylko do jednej fazy rozwoju kulturalnego, lecz że jest zasadą wieczną, jest zawsze możliwa, zawsze niezbędna, i że jest najwyższą ze wszystkich zasad politycznych. Jeśli kiedykolwiek zasada ta staje się dla jakiegoś narodu niemożliwa do urzeczywistnienia, dzieje się tak nie ze względu na rozwój jego kultury, ale przez moralną degenerację tego narodu. Tam gdzie ludzie chcą żyć wedle prawdy, samowładztwo jest konieczne i zawsze możliwe – na każdym poziomie kultury.

Będąc autorytetem opartym na prawdzie, monarchia nie jest możliwa bez religii. Bez religii, osobisty autorytet rodzi jedynie dyktaturę lub absolutyzm, jednak nie monarchię. Jedynie jako instrument woli Boga samowładca posiada swój osobisty i nieograniczony autorytet. Religia jest w monarchii potrzebna nie tylko dla ludu. Lud powinien wierzyć w Boga, tak by pragnąć podporządkować się prawdzie – samowładca potrzebuje jednak wiary jeszcze bardziej, ponieważ w sprawach państwowych jest pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludem. Samowładca nie jest ograniczony ani ludzkim autorytetem ani wolą ludu, nie posiada jednak swojej woli ani swoich pragnień. Jego samowładztwo nie jest przywilejem, lecz prostą koncentracją ludzkiego autorytetu, i jest to ciężka walka, wielka służba, i najwyższa ludzka bezinteresowność i krzyż, nie przyjemność. Dlatego monarchia zyskuje swoje pełne znaczenie jedynie w dziedziczności. Nie będzie żadnego przyszłego samowładcy, jeśli zabraknie mu woli, życzenia by dokonać wyboru pomiędzy losem cara a losem oracza, gdy zostanie mu oznajmione że ma wyrzec się siebie i przyjąć na siebie krzyż autorytetu. Nie przez wzgląd na swoje pragnienia lub zdolności, lecz przez boskie przeznaczenie zajmuje on swoją godność. I nie powinien zadawać sobie pytania czy znajdzie w sobie siłę, lecz powinien raczej być przekonanym że jeśli Bóg go wybrał, to nie ma miejsca dla ludzkich wahań.

Najwspanialsze w podporządkowaniu się woli Boga jest to, że uświęcenie naszego życia politycznego dokonuje się w idei monarchii.

W epokach gdy idea ta jest żywa i powszechna, nie trzeba być wielkim człowiekiem by godnie spełniać powołanie samowładcy. Nie wszyscy wojownicy są bohaterami, jednak w dobrze zorganizowanej armii nawet przeciętny człowiek znajduje siłę by bohatersko podbijać i bohatersko ginąć. I tak jest ze wszystkim. Wraz jednak z postępami wieku demoralizacji i porzucania idei, jedynie wielki wybrany może wskrzesić ją w ludzkich sercach. Nie ma gdzie się uczyć, ponieważ wszystko co go otacza nie pomaga mu, lecz stanowi utrudnienie. Wszystko musi czerpać z siebie, i to nie jedynie w stopniu koniecznym dla spełnienia jego obowiązku, lecz również dla oświecenia wszystkiego co go otacza. W czym by to w istocie pomogło światu, gdyby Aleksander III ograniczył się do dania Rosji trzynastu lat dobrobytu? Nosiciel idei nie jest posłany po to byśmy mogli cieszyć się dobrobytem, pozostając go niegodnymi, lecz by rozbudzić w nas dążenie do stania się godnymi idei.

Lew Aleksandrowicz Tichomirow

 

Tłumaczenie z języka angielskiego: Ronald Lasecki

Podkreślenia Autora.

Źródło:  https://souloftheeast.org/2014/02/14/autocrator/ (26.10.2018).

 

Lew Aleksandrowicz Tichomirow (1852 – 1923) – rosyjski rewolucjonista i terrorysta, zaangażowany w latach 70-tych XIX w. w ruch narodnicki, zaś w latach 80-tych w organizacji Wola Ludu (Народная воля). Gdy po zamordowaniu przez rewolucjonistów cara Aleksandra II w 1881 r., Tichomirow uciekł na Zachód, zetknąwszy się zaś tam z liberalizmem i z demokracją, zmienił poglądy na monarchistyczne i kontrrewolucyjne. W 1888 r. wyrzekł się swojej rewolucyjnej przeszłości i uzyskał przebaczenie oraz zgodę cara Aleksandra III na powrót do Rosji. Po przyjeździe do ojczyzny publikował teksty atakujące indywidualizm, parlamentaryzm, partie polityczne i liberalizm – zarówno polityczny jak i ekonomiczny. Chciał, by Rosja stworzyła i stała się ośrodkiem konkurencyjnej wobec liberalizmu ideologii wspólnotowej i kontrrewolucyjnej, dla której osnową byłaby religia. W 1905 r. opublikował swoje najobszerniejsze dzieło O państwie monarchicznym (ros. Монархическая государственность), uważane za wykład filozofii politycznej rosyjskiego carskiego samowładztwa. Po rewolucji październikowej pracował jako nauczyciel szkolny. (opr. R.L.)

 

   

 

    

 

 

 

 


[1]Tzn. Janem Kronsztadzkim (1829-1908), kapłanem związanym później z Czarną Sotnią, czczonym obecnie jako Święty w Rosyjskim Kościele Prawosławnym.

 

[2]Aleksander III Romanow, cesarz Rosji w latach 1881-1894.

 

[3]Chodzi o Konstantyna I Wielkiego, cesarza rzymskiego w latach 306-337 – pierwszego władcę rzymskiego który przeszedł na chrześcijaństwo. W Kościele prawosławnym czczony jest jako Święty.

 

[4]Fr. „Państwo to ja”. Słowa przypisywane Ludwikowi XIV (1643-1715). 

 

[5]Fr. przyjemność

 

[6]Chodzi o cara Mikołaja I Romanowa (1825-1855).

 

Kategoria: Historia, Myśl, Polityka, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. AS pisze:

    Coś mi się zdaje, że to nie powinno być tłumaczone jako Święte Tajemnice (mimo że po rosyjsku to są Swiate Tajnie – czy jakoś tak), tylko jako sakramenty po prostu. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *