banner ad

Temat miesiąca – modernizm: J.R.R Tolkien do wnuka (list 306)

| 16 maja 2014 | 4 komentarze

tolkienPoniższe tłumaczenie obszernych fragmentów listu, napisanego przez J.R.R. Tolkiena do jego wnuka, Michaela, bardzo dobitnie ilustruje obawy tego znakomitego katolickiego pisarza w odniesieniu do zmian, których był świadkiem. Zmian – dodajmy – zachodzących także na łonie Kościoła. Muszę przy tym podkreślić, że list ten (numer 306) Tolkien skreślił w roku 1967, a więc dwa lata przed promulgatio papieża Pawła VI, wprowadzającego w życie liturgiczne Novus Ordo Missae. Pierwotnie nosiłem się z zamiarem przeanalizowania myśli Tolkiena, lecz teraz uważam to za zbędne – a nawet nie na miejscu. Tekst mówi sam za siebie. Chciałbym jedynie podkreślić aktualność Tolkienowskich słów i wniosków, zawartych w szczególności w drugiej części listu. Tak modne dzisiaj nawoływania do powrotu do tzw. 'korzeni chrześcijaństwa' rozbrzmiewają dzisiaj z samej stolicy Piotrowej. Promocja 'pierwotnej prostoty i skromności’ wśród książąt Kościoła jest również formą modernizmu, pomimo tego że odwołuje się do rzekomo świetlanej przeszłości.

 

Oddajmy głos mistrzowi.

 

(AJ)

 

Tendencje (do zmian – AJ) w Kościele są…..znamienne, w szczególności dla tych, którzy przywykli do odnajdowania w Nim pocieszenia i 'pax' w trudnych sytuacjach życia doczesnego, a nie tylko do sprowadzania Go do poziomu kolejnej areny prowadzenia konfliktów i wdrażania zmian. Ale wyobraź sobie teraz doświadczenia tych, którzy urodzili się (jak ja) pomiędzy Złotym a Diamentowym Jubileuszem (1887–1896; AJ) Wiktorii. Zostaliśmy ograbieni z obydwu zmysłów wyobrażalności bezpieczeństwa i znajdujemy się teraz ogołoceni w konfrontacji z Bożą wolą w odniesieniu do nas samych, jak i naszego położenia w czasie. 'Powrót do normalności', ów polityczny i chrześcijański dylemat – jak go kiedyś określił pewien katolicki profesor w odpowiedzi na moje ubolewanie nad upadkiem mojego świata, który rozpoczął się, kiedy skończyłem dwadzieścia jeden lat. Rozumiem również, że zarówno dla Ciebie, jak i dla mnie Kościół, który kiedyś był schronieniem, obecnie oddaje poczucie pułapki. Przecież nie ma dokąd uciec! (Zastanawiam się, czy to rozpaczliwe poczucie, to ostatnie, wiszące na włosku stadium lojalności, nie było, nawet częściej, niż jest to zapisane w Ewangeliach, odczuwalne wśród naśladowców Pana podczas Jego ziemskiego życia). Myślę że nie pozostało nam nic, jak tylko modlić się za Kościół, Wikariusza Chrystusowego i nas samych; w międzyczasie zachowując cnotę wierności, która rzeczywiście staje się cnotą, kiedykolwiek jesteśmy pod presją, aby ją porzucić”.

 

Istnieją, oczywiście, różne elementy obecnej sytuacji – przemieszane, lecz faktycznie ważne… Protestanckie w swojej esencji poszukiwanie 'prostoty' i bezpośredniości w przeszłości – które oczywiście zawiera pewne pozytywne, a przynajmniej zrozumiałe pobudki – jest błędne i doprawdy marne. A to, ze względu na to, że 'chrześcijaństwo pierwotne' nie jest dzisiaj znane, i prawdopodobnie pomimo trwających dociekań 'badawczych' w dużej mierze nadal pozostanie nieznane, jak i fakt że 'pierwotność' nie jest gwarancją wartości, co więcej, jest i była odzwierciedleniem ciemnoty. Ciężkie nadużycia były elementem chrześcijańskiego życia 'liturgicznego{C}', zarówno wtedy, jak i dziś. (Zastrzeżenia św. Pawła co do zachowań Eucharystycznych Jemu współczesnych są wystarczające jako dowód!). Co więcej, poniew 'mój Kościół' nie został skazany przez naszego Pana na statyczność lub wieczysty stan dzieciństwa; tylko przeznaczony do stanu żywotności, tak jak organizm (porównywalny z rośliną), który się rozwija i zmienia zewnętrznie w konsekwencji swojej Bożej natury i historii-szczególnych uwarunkowań świata, w jakim się znalazł. Nie ma przecież żadnego podobieństwa między 'ziarenkiem gorczycy' a w pełni rozwiniętym drzewem. Dla tych, żyjących w czasach jego rozrostu, to właśnie to Drzewo było tą rzeczą, ponieważ historia rzeczy żywej jest częścią jego bytu, a historia rzeczy niebiańskiej jest święta. Mądrzy wiedzą, że wszystko wykiełkowało z nasiona, ale próżną byłaby próba wykopania nasienia, bo ono już nie istnieje, a cnoty i moc, którą posiadało, wypełniają teraz to właśnie Drzewo. Świadome tego władze – ogrodnicy Drzewa muszą się nim opiekować, w zgodzie ze swoją wiedzą przycinać je, zwalczać stany zapalne, pozbywać się pasożytów i tym podobnych (drżąc o efekty, w pełni świadomi swoich braków w wiedzy na temat rozwoju drzew!). Jakkolwiek z pewnością wyrządzą oni krzywdę, gdy popadną w obsesję cofania się w czasie, powrotu do nasiona lub etapu przyrostu, kiedy to (jak sobie wyobrażają) było ono tak ładne i nieskażone grzechem”.

 

J.R.R. Tolkien

tłumaczył Arkadiusz Jakubczyk

 

Kategoria: Arkadiusz Jakubczyk, Społeczeństwo

Komentarze (4)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Jacek Bartyzel napisał(a):

    Czy – ze względu na dwuznaczność tego słowa w języku polskim, gdzie jedno znaczenie jest wybitnie pejoratywne – "prymitywne / prymitywność" nie należałoby raczej tłumaczyć jako "pierwotne / pierwotność"? Taki przynajmniej uzus panuje w pracach antropologicznych.

  2. Kamil Kisiel napisał(a):

    Trzeba by tekst oryginału porównać.

  3. Kamil Kisiel napisał(a):

    http://www.e-reading.ws/bookreader.php/139008/The_Letters_of_J.R.R.Tolkien.pdf

    " Because 'primitive Christianity' is now and in spite of all 'research' will ever remain largely unknown; because 'primitiveness' is no guarantee of value, and is and was in great part a reflection of ignorance ".

    Chyba lepiej będzie "pierwotność". 

  4. redakcja napisał(a):

    Dziękujemy za pomoc i zaangażowanie.

    CS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *