banner ad

Bokhari & Yiannopoulos: Przewodnik establishmentowego konserwatysty po Prawicy Alternatywnej

| 14 marca 2017 | 2 komentarze

Od redakcji: Zamieszczamy obszerny artykuł dwóch młodych przedstawicieli nurtu prawicy alternatywnej – Alluma Bokhari i Milo Yiannopoulosa. Nie oznacza to, że identyfikujemy się czy zgadzamy z poglądami i postawami przez nich prezentowanymi. Wydaje się jednak, że ruch prawicy alternatywnej jest na tyle ważny dla polityka USA oraz generalnie dla trendów politycznych na świecie, że warto wprowadzić czytelnika w jego założenia i strukturę. Wkrótce opublikujemy, jako kontrę, tekst tych konserwatystów amerykańskich, którzy od alt – rightu się odżegnują.

 

Widmo krąży nad proszonymi obiadkami, skarbnikami i ideologami establishmentu – widmo alt – rightu. Młodzi, twórczy i nie obawiający się głoszenia herezji – to oni są dziś wrogiem numer jeden głównego nurtu konserwatystów, nienawidzeni bardziej niż demokraci czy ci paskudni pregresywiści.

Nowa prawica, znana szerzej jako alt – right, jest ruchem amorficznym. Niektórzy – w tej liczbie zwłaszcza ludzie establishmentu – twierdzą, że jest to po prostu zbiór najbardziej podejrzanych mętów, jakie nosi w sobie społeczeństwo: antysemici, rasistowscy ideolodzy białej rasy i naziści. Nie jest to jednak prawdą.

To, co wcześniej było zepchniętą w cień subkulturą, pojawiło się w blasku sceny politycznej w 2015 roku.  Choć początkowo dysponowało niewielką ilością członków, alt – right szybko ściąga na siebie uwagę młodzieńczą energią, odważną, odrzucającą stereotypy retoryką i konsekwentnie powiększa liczbę swoich zwolenników, czyniąc organizację siła polityczną, którą nie sposób zignorować.

Alt – right już w tym momencie sieje panikę tak na prawicy, jak i na lewicy, powodując zalew polemiki publicystycznej. Lewica uważa nową formację za rasistowską, natomiast prasa konserwatywna, jak zawsze bojąc się zarzutu bigoterii ze strony lewicy, również nie zostawia suchej nitki na tej młodej sile.

 W National Review można przeczytac, że zwolennicy alt – right to zgorzkniałe dzieci białych robotników, którzy czczą Donalda Trumpa, swojego "ojca Fuhrera". Betsy Woodruff z The Daily Beast zaatakowała Rusha Limbaugha za sympatyzowanie z "białymi rasistami z alt – right". Potral BuzzFeed z pewną dozą niechęci przyznał, że ruch ma "ogromne wyczucie przestrzeni internetowej", jednocześnie oskarżając go o dyskryminację "czarnych, Żydów, kobiet, Latynosów i muzułman".

Liczba artykułów, których przyczyną były emocje wokół alt – right, jest wyznacznikiem ich wpływu kulturowego. Nikt jednak, jak dotąd, nie był w stanie wyjaśnić fenomenu tego prądu bez pisania płaczliwych manifestów i rozpaczliwych odezw.

Jest to częściowo spowodowane upodobaniem do prowokacji, jakie żywi alt – right. Jest ono bowiem konglomeratem złożonym z młodych, skorych do kontestacji i przekory bywalców undergroundowych zakątków Internetu. Alt – rightowcy spotykają się na  4chanie i 8chanie. Użytkownicy tych forów – czy to zaangażowani, czy też niezaangażowani w politykę, przez lata lubowali się w młodzieńczych, prowokacyjnych psikusach. Na długo przed wyłonieniem się alternatywnej prawicy, 4channerzy uczynili sport z trollowania rodzimych mediów.

Ponieważ na naszych łamach broniliśmy już gamerów, kolejną grupę społeczną, której przypisuje się agregowanie najgorszego rodzaju ludzi, czujemy się zobowiązani do przyjrzenia się bliżej tej młodej sile, która budzi postrach u tak wielu. Czy stanowi ona jedynie powtórną falę skinheadów z lat 80., czy jest to jednak coś bardziej subtelnego?

Spędziliśmy kilka ostatnich miesięcy, próbując uchwycić w jednolitym ujęciu wciąż wymykających się, często anonimowych zwolenników alternatywnej prawicy oraz stwierdzić, za czym w istocie się oni opowiadają.

Intelektualiści

Wiele cech odróżnia alt – rightowców od tradycyjnie rasistowskich skinheadów (do których często się ich idiotycznie porównuje), ale jedna z nich wybija się nad wszystkie pozostałe: inteligencja. Skinheadzie w swojej masie byli stroniącymi od wiedzy, tępymi osiłkami kierowanymi żądzą przemocy i plemienną nienawiścią. Alternatywna prawica  stanowi grupę ludzi o dużo bardziej wysublimowanej inteligencji – i być Mozę właśnie dlatego są tak znienawidzeni przez lewicę. Są niebezpiecznie błyskotliwi.

Źródła inspiracji alt – right znajdują się u myślicieli tak róznych jak Oswald Spengler, H.L Mecken, Juliusz Evola, Sam Francis oraz przedstawiciele paleokonserwatyzmu skupieni wokół Pata Buchanana. Alt – right inspiruje się również myślą francuskiej Nowej Prawicy.

Nowoczesne alt – rightowe kondominium medialne zostało zainicjowane przez Richarda Spencera, redaktora Taki’s Magazine. Założony przez spencera portal AlternativeRight.com stał się centrum myśli alt – rightu.

W tym samym czasie powstawały inne inicjatywy, takie jak blog Steve'a Sailera, VDARE czy American Renaissance; AlternativeRight.com stało się zaś platformą eklektycznej fuzji myśli buntowników, kontestujących establishmentowy konsensus w takiej czy innej formie. Wszystkim z tych stron internetowych stawiano zarzut rasizmu.

Tak zwana “manosfera”, zaciekle walcząc z lewicowym feminizmem, szybko stała się jednym z podstawowych bastionów alt rightu. Maskulinistyczny gej, Jack Donovan, redaktor artykułów o tematyce genderowej na Albright.com, jako jeden z pierwszych forsował wcielenie maskulinistycznej filozofii do nurtu ideowego alt – right. Jego książka, zatytułowana The Way Of Men, zawiera wiele tęsknych nawiązań do utraty prawdziwych wzorców męskich we współczesnych, zglobalizowanych społeczeństwach.

Serce się kraje na myśl, że wspaniałe powołanie mężczyzny do bohaterstwa przekształciło się w wymóg stania się człowiekiem wydajnym; człowiekiem zredukowanym do tchórzliwego stworzenia, czołgającego się w nieustannym wyścigu za pieniądzem, śniącego o tym, jak mógłby oszukać innych na swoją korzyść. W tym kierunku właśnie zmierzamy.

Z kolei Steve Sailer był pierwszym, który zainicjował trend zajmowania się “bioróżnorodnością gatunku ludzkiego”. Czyni to grupa blogerów i badaczy, którzy z zapałem zgłębiają pole badawcze (jest ono zarazem polem minowym!) naukowo definiowanych różnic rasowych – w tonie mniej umiarkowanym niż były redaktor New York Times’a, Nicholas Wade.

Do alt – rightu przyznają się również izolacjoniści, działacze o sympatiach prorosyjskich i byli wyborcy Rona Paula, sprzeciwiający się zagranicznym interwencjom Stanów Zjednoczonych prawie tak mocno, jak pacyfistyczni lewicowcy, nie mogący znaleźć wspólnego języka z neokonserwatystami, mającymi większość w Partii Republikańskiej.

W jeszcze innych zakątkach Internetu, następna budząca grozę grupa przygotowuje się do przypuszczenia ataku na świecką religie establishmentu. Są to neoreakcjoniści, znani również pod skrótem #NRx.

Neoreakcjoniści wyodrębnili się niejako przy okazji, na fail uczestnictwa w dyskusjach na LessWrong.com, blogu założonym przez badacza sztucznej inteligencji Eliezera Yudkowskiego. Celem bloga była praca nad odkryciem metod, dzięki którym można by było przezwyciężać ludzką stronniczość (zwłaszcza w dziedzinie myśli politycznej i filozoficznej) za pomocą najnowszych osiągnięć nauk kognitywnych.

 LessWrong zachęca swoich członków, żeby myśleli raczej jak maszyny niż jak ludzie. Mają się oni wyzbyć autocenzury, niepokoju o zachowanie swojego statusu społecznego, troski o uczucia innych bądź też jakichkolwiek innych czynników zakłócających myślenie racjonalne. Nietrudno domyślić się, że z tego środowiska wyrosła grupa myślicieli heretyckich, niszczących wszelkie świętości – i że ich racjonalne podejście może boleśnie zmierzyć się z rządzoną przez szacunek do uczuć mentalnością współczesnego dziennikarstwa czy nawet środowisk akademickich. 

W skład tej grupy wchodzą między innymi filozof Nick Land i informatyk Curtis Yarvin, radośnie prowadząc demolkę tradycyjnego zachodniego dyskursu politycznego. Pod lupę neoreakcyjną trafiły liberalizm, demokracja i egalitaryzm.

Twierdzą, że demokracja liberalna w żadnym razie nie wykazała historycznie więcej zalet niż monarchia, egalitaryzm natomiast kłóci się wprost z wrodzoną inteligencją. Żądając od ludzi, by czuli się raczej przedstawicielami rodzaju ludzkiego niż członkami swoich grup demograficznych, całkowicie ignoruje prawidła psychologii plemiennej.

Z całą pewnością można im zarzucić zbytni pośpiech w wiązaniu faktu z wartością (istnienie psychologii plemiennej nie oznacza wszak, że powinniśmy ją promować), są to jednak pierwsze kroki nowej konserwatywnej doktryny – coś, na co wielu czekało z niecierpliwością.

KONSERWATYŚCI NATURALNI

Konserwatystami naturalnymi można opisać tę grupę ludzi, dla których publikują opisani wyżej autorzy i blogerzy. Są to przede wszystkim biali, w przeważającej większości mężczyźni, Amerykanie w średnim wieku o dość radykalnych poglądach. Przyjmują oni bez zastrzeżeń nową tożsamość polityczną, która przyznaje priorytet przede wszystkim ich własnemu interesowi demograficznemu.

 W swej myśli politycznej, nowi konserwatyści podążają za pewnym wrodzonym instynktem – tym samym, który podzielają konserwatyści z całego świata. Owe naturalne konserwatywne motywacje, odczuwane przez ogromną część ludzi, ów konserwatywny instynkt, został skrupulatnie przebadany przez psychologa społecznego Jonathana Haida. Opisał on swoje wyniki w książce wydanej w 2012 r., zatytułowanej „The Righteous Mind”.

            Konserwatywny instynkt opisany przez Haida zawiera takie komponenty, jak przedkładanie homogeniczności ponad różnorodność, stabilności ponad zmianę, hierarchii i porządku ponad radykalny egalitaryzm. Instynkt zachowywanie rezerwy wobec tego, co obce i nieznane to instynkt, który współdzielimy wszyscy – ewolucyjny strażnik chroniący nas przed nadmierną, potencjalnie groźną ciekawością – ale naturalny konserwatysta posiada go w wyjątkowej ilości. Instynktownie preferuje znany model społeczeństwa, znane normy i instytucje.

Zwykły republikanin, ze swoją gorliwą wiarą w supremację wolnego rynku, mógłby zgodzić się na zburzenie katedry i zastąpienie jej centrum handlowym, jeśliby miało to przynieść zyski. Polityka imigracyjna działa u niego według podobnego schematu: może on skalkulować sobie, że tania siła robocza przybywająca zza granicy przynosi ekonomiczne pożytki. Z drugiej strony, naturalny konserwatysta kieruje się odmiennymi instynktami: troska się przede wszystkim o zachowanie swojej wspólnoty i jej kultury.

Dla naturalnego konserwatysty pierwszorzędną wartością jest kultura, nie zaś – zysk. Ściślej mówiąc, ceni on kulturę jako najpełniejszy sposób wyrazu swojej wspólnoty. Wymarzone przez niego społeczeństwo niekoniecznie wytwarza oszałamiające PKB, ale jest w stanie tworzyć symfonie i bazyliki, a jego łonie rodzą się mistrzowie. Tendencje naturalno – konserwatywne wewnątrz ruchu alt – right wskazują na wielkość kultury zachodnioeuropejskiej, którą postrzegają jako wartościową i godną ochrony.

Rzeczą oczywistą jest, że ta troska o rozwój kultury u naturalnego konserwatysty napotyka konieczny opór w postaci regresywnej lewicy, która chce zrzucić z cokołów Cecila Rhode’a oraz Królową Wiktorię w Wielkiej Brytanii, zaś w Stanach Zjednoczonych – wymazać imię Wodorowa Wilsona z gmachu Princeton. Te usiłowania pozbawienia zachodniej historii jej największych postaci w sposób szczególny drażnią alt – right, który to ruch, oprócz dążności do zachowania kultury, skupia się również na kulcie bohaterów i reprezentowanych przez nich cnót.

Przez całe dekady lewica usiłowała usunąć z programów nauczania i obiegu kulturowego „nieżyjących, białych mężczyzn”. Dla establishmentowego konserwatysty, tego rodzaju zachowania mogą być odrobinę irytujące, lecz jest on generalnie zajęty przerzucaniem kanałów – z newsowego na biznesowy. Z kolei dla naturalnego konserwatysty, tego rodzaju kulturowy wandalizm jest okropnością nie do przyjęcia.

Choć trzeba uczciwie przyznać, że nie jest tak we wszystkich wypadkach, alt – rightowcy często zarzucają establishmentowym konserwatystom, że za bardzo boją się, by przypadkiem nie zostać nazwanym „rasistą”. Stąd też nie przeciwstawiają się wystarczająco działaniom lewicy. Oczywiście dojście do władzy Donalda Trumpa, pierwszego prawdziwie kulturowo – prawicowego kandydata od czasów Buchanana, daje nadzieję na zintensyfikowanie działań, mających w zamierzeniu chronić tradycyjny zachodnioeuropejski oraz amerykański sposób życia.

Alt – rightowcy mają nazwę dla tych establishmentowych konserwatystów, którzy troszczą się bardziej o wolny rynek niż o zachowanie zachodniej kultury, i którzy nie widzą problemu z masową imigracją, o ile służy ona celom wielkiego biznesu; ta nazwa to cuckservatives.[1]

Powstrzymanie lub przynajmniej znaczne ograniczenie imigracji jest absolutnym priorytetem dla alt – rightu. Jakkolwiek w wymiarze osobistym członkowie alternatywnej prawicy wystrzegają się bigoterii, to przeraża ich wizja demograficznego przewrotu, jaki może zafundować nam imigracja.

Alt – rightowcy nie mają utopijnej wizji ludzkiej natury: chociaż za najważniejszy uznają interes swojej grupy etnicznej, mają świadomość, że inne grupy – Meksykanie, Afrykanie, Indianie czy muzułmanie – postępują analogicznie. Ponieważ wspólnoty składają się z różnych ludzi, kultura i polityka tych wspólnot staje się wyrazem składających się na nią członków.

Często w internetowej retoryce alt – rightu napotkać można katastroficzny ton. Dzieje się tak, ponieważ członkowie ruchu instynktownie czują, że nagromadzenie się dużych, etnicznie odmiennych od siebie grup nieuchronnie prowadzi do starcia. Mówiąc krótko, wątpią oni, czy pełna „integracja” jest w ogóle możliwa. Jeśli zaś nawet możliwa, to skutki mogą być na dłuższą metę opłakane. Znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem są mury na granicy.

Intelektualiści alt – rightu odrzucają także pogląd, w myśl którego kultura jest nieodłącznie związana z daną rasą. Pewien stopień odseparowania między ludźmi jest konieczny, aby kultura mogła zostać zachowana. Meczet stojący przy angielskiej ulicy, gdzie nad każdym domem powiewa flaga św. Jerzego, według alt – rightowców nie jest ulicą ani muzułmańską, ani angielską – to oddzielenie gwarantuje odrębność.

Istnieje jeszcze bardziej subtelna argumentacja. Głosi ona, że kiedy odmienne grupy są zmuszane do współistnienia, to kultura masowa obniża się do najmniejszego wspólnego mianownika. Zamiast meczetów i angielskich domów, otrzymujemy ateizm i sztuczne stiuki. Paradoksalnie, to rozumowanie ma wiele wspólnego z lewicowym sprzeciwem do tzw. zrównywania kultur; to podobieństwo zostało zauważone przez sam alt – right.

Pozostaje kwestią sporną, czy w ciągu ostatnich dekad naturalny konserwatysta posiadał jakąś reprezentację polityczną. Od lat 80., establishmentowy republikanizm obsesyjnie skupiał się na ekonomii i polityce zagranicznej, zaciekle broniąc reaganowsko – thatcherowskiego konsensusu w sprawach wewnętrznych i realizując politykę interwencjonizmu poza granicami. W sprawach kultury i moralności, które najbardziej powinny obchodzić naturalnego konserwatystę, pole oddano w zupełności lewicy, która ma teraz monopol na uniwersytetach, w centrach rozrywki i w prasie.

Dla tych, którzy za Andrew Breitbartem sądzą, że polityka jest pochodną kultury, wysoce niewystarczająca może się wydać liczba pisarzy, ludzi mediów i polityków, którzy podzielają ten pogląd (choć Milo robi, co może).

Naturalni liberałowie wraz ze swoją sympatią dla różnorodności oraz zamiłowaniem do radykalnych zmian społecznych (pod warunkiem jednak, że są to zmiany w kierunku egalitarystycznym) – są teraz reprezentowani przez obydwie strony politycznego establishmentu. Z kolei naturalni konserwatyści zostali jakby osieroceni tak przez Republikanów, jak i partie konserwatywne w innych krajach. Zostawszy porzuceni przez swoich dotychczasowych reprezentantów, zaczynają się oni zwracać ku nowym – Donaldowi Trumpowi i alternatywnej prawicy.

Istnieją pewne uzasadnione obiekcje co do etnicznego zacięcia alt – rightu, ale trzeba przyznać, że establishmentowi konserwatyści w ogóle pomijali ten temat, teraz zaś uciekają się do brzydkich chwytów w panicznym odwrocie. Publicysta National Review, Kelvin Williamson, atakując w jednym ze świeżych artykułów wyborców Donalda Trumpa, napisał, że klasa robotnicza „zasługuje, by umrzeć”.

I choć alt – right składa się głównie z osób z wyższym wykształceniem, silnie sympatyzuje z białą klasą robotniczą, oraz – jak wynika z naszych obserwacji – ma poczucie, że noblesse oblige – szlachectwo zobowiązuje. National Review obraził nie tylko alt – right, lecz również białych Amerykanów jako takich.

Establishment – również ten rzekomo konserwatywny – pozostawał nieczuły na głosy troski tych białych wyborców, którzy obawiają się zanikania swojej kultury, bo chętnie widziałby ją w zaniku. Prawdą jest, że swoje zwycięstwo Donald Trump zawdzięcza głównie absurdalnym napaściom ze strony postępowej lewicy, ale to ogół mediów odpowiada za atmosferę, w której wykluł się alternatywny ruch prawicowy.

Przez dziesiątki lat, troska miłośników kultury zachodu była wyśmiewana i deprecjonowana jako rasistowska. Alt – right to nieuchronne następstwo takiej polityki. Nieważne, jak bardzo irracjonalne, prymitywne czy nienawistne są dla establishmentu sprawy alt – rightu, nie mogą być już dłużej ignorowane, ponieważ alt – right nie zniknie. Jak poucza nas Haidt, ich polityka jest odbiciem ich naturalnych inklinacji.

Innymi słowy, lewica nie może już zagłuszyć ich swoją nowomową ani zignorować w dyskursie, jak to czyniła przez ostatnie dwadzieścia lat, a prawica nie może snobistycznie oddalić sie w zacisze swojego zakątka i oczekiwać, że lewica zrobi to samo.

 

spolszczyła i opracowała Agnieszka Sztajer

 

 


[1] Cuckservatives – wulgarna przeróbka słowa ‘conservative’

 

 

Kategoria: Agnieszka Sztajer, Kultura, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Skanderbeg napisał(a):

    Nic odkrywczego. Pewnie czytali jakiś manifest Czarnych Szczurów z Francji.

  2. Virtus napisał(a):

    Świetny tekst – proszę o więcej.

    Wygląda na to, że "Alt – right" to jedyny obrońca kultury Zachodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *