banner ad

Stożek: Automatyzacja – zagrożenie, czy szansa?

| 1 grudnia 2017 | 0 Komentarzy

Otóż coraz częściej mówi się o rozwoju technologii, która nie służy człowiekowi. Jest coraz więcej czarnych scenariuszy, że odtąd jesteśmy skazani na dochód minimalny, a ludzie bez środków produkcyjnych będą skazani na łaskę lub niełaskę właścicieli wielkich korporacji lub państwa, które może szantażować ludzi aprobatą wszelkiej maści dewiacji w zamian za jakieś ochłapy. Rysuje się również wizja społeczeństwa bezrobotnego i zdemoralizowanego, które nie konsumuje dóbr, w związku z czym spadają dochody również samych producentów.

Aby zmierzyć się z problemem wpierw go dobrze zdiagnozujmy. Otóż oczywistym problemem są  tzw. Układy („kapitalizm kompradorski” –  Michalkiewicz), ale są jeszcze inne, zdecydowanie niedoceniane zagrożenia, wynikające już nie z korupcji, czy „komunistycznych przepisów”, jak ciągle informują nas korwiniści, ale wprost z liberalizmu, który potocznie jest utożsamiany z prawicą*. Największym zagrożeniem, stanowiącym jego konsekwencję, jest kolektywizacja. Wielkie korporacje mają przewagę nad mniejszymi przedsiębiorstwami dzięki efektowi skali. Przez sam fakt, że produkują one bądź dostarczają w większej ilości usługę, generują większe zyski. Dzięki temu stać je na oferowanie niskich cen stając się bezkonkurencyjnymi. Mniejsze podmioty nie mogąc zejść z ceny tracą klientów, przez co bankrutują. To prowadzi do wywłaszczenia drobnych przedsiębiorców na wielką skalę. Mamy tu do czynienia z kolektywizacją, a ZSRR to dobre skojarzenie (dumping jeszcze ten problem pogłębia). Wywłaszczenie powoduje, że tracąc możliwość samo zatrudnienia konieczne jest szukanie pracy u kogoś innego, tracąc w ten sposób część własnej suwerenności. Problemem doby post katolickiej (rozpoczętej kapitalizmem) jest niemożność pełnego zatrudnienia (a sama praca jest tak nisko płatana, na ile zdeterminowany jest ją podjąć człowiek zdesperowany, bez perspektyw). Automatyzacja jeszcze ten problem pogłębia.

Jednak problemem nie jest technologia, tylko odejście od wartości katolickich. Brakuje solidaryzmu społecznego. Recepta? Jak pokazaliśmy wyżej, problemem są ceny, tak więc trzeba tak ustawić system, aby mniejsze przedsiębiorstwa były równie atrakcyjne cenowo dla konsumentów co te większe.

Może warto się zastanowić nad powrotem idei gildii w nowej formie? Może należy się zwrócić ponownie do idei korporacjonistycznych (nie mylić z faszystowskim korporacjonizmem – gospodarką centralnie sterowaną). Chodzi o powrót do zrzeszeń fachowców lub instytucji działających w pokrewnych branżach, które byłyby samorządne, których władze składałyby rządowi propozycje regulacji gospodarki mając na celu przede wszystkim dobro swoich najsłabszych członków, które nie są w stanie wytrzymać konkurencji. Pora zmienić myślenie kapitalistyczne oparte na konkurowaniu (tzw. pozytywny egoizm), a zacząć myśleć po katolicku o współpracy i dobru wspólnym. Jakie rozwiązania ku temu mogą być proponowane:

  1. Ustanowienie ceny minimalnej na produkty, lub usługi podobnej jakości, na tyle dużej, aby najmniejszy przedsiębiorca mógł utrzymać na godnym poziomie swoją rodzinę.
  2. Ewentualna polityka celna (również wewnątrz państwa mocno sfederalizowanego. Rolą elit jest przecież ochrona interesów najsłabszych będących pod ich opieką. Ochrona przed zewnętrzną konkurencją też się tutaj zalicza)
  3. Ewentualne rozdrobnienie największych podmiotów (dobrze sprawdzone w gospodarce zarządzanej przez ordoliberałów w RFN)

Jak wskazałem wyżej, problemem są przede wszystkim niskie ceny. Już to obserwowaliśmy u siebie w latach 90-tych (polecam „Patologię Transformacji” prof. Witolda Kieżuna), choćby w handlu, kiedy zagraniczne sieciówki (oferując tanie artykuły) co prawda trochę osób zatrudniły, ale jeszcze więcej drobnych, zaradnych życiowo sklepikarzy osiedlowych poszło z torbami. Ktoś zapyta: „skoro w interesie najmniejszych firm są wysokie ceny, to co z konsumentami”? Otóż proszę nie zapominać, że konsumenci są również producentami. W momencie, kiedy zaczną rosnąć ceny, to przecież ich zarobki również będą wysokie, dzięki czemu będzie ich stać na coraz większą własną konsumpcję, dając coraz większy zarobek innym, również własnym klientom – zamknięte koło.

Podsumowując: automatyzacja obecnie faktycznie stwarza zagrożenie poprzez zmniejszanie kosztów pracy (mniejsze podmioty bankrutują, bo nie stać ich na wprowadzenie innowacji), generując bezrobocie (zastępowanie ludzi przez automaty) i zmniejszając konsumpcję (co uderza nawet w najsilniejsze podmioty gospodarcze). Jednak jeśli powróci się do idei solidaryzmu katolickiego, to pracownik, którego zastąpią roboty będzie mógł sam założyć konkurencyjne przedsiębiorstwo. Co więcej dzięki automatom będzie mógł obniżyć koszta własnej pracy, przez co jeszcze łatwiej będzie mu zadebiutować na rynku niż to jest obecnie. Tak więc automatyzacja to zdecydowanie wielka szansa, która może podnieść znacząco bogactwo wszystkich ludzi. Nie musi ona generować bezrobocia – wręcz przeciwnie – może usprawnić jego niwelowanie, a nawet radykalnie zwiększyć samowystarczalność gospodarstw domowych (coraz łatwiej samemu wytworzyć wiele zaawansowanych produktów dzięki drukowi 3D, co w dużej mierze uniezależni nas od konieczności zakupów).

PS:

** uściślając tylko pojęcie prawica-lewica: wzięło się ono z tego, że podczas Stanów Generalnych liberałowie usadowili się po lewej (lewica) stronie króla Ludwika XVI, a konserwatyści po prawej stronie króla (prawica). Tak więc wbrew propagandzie wszyscy liberałowie i libertarianie są w gruncie rzeczy lewicą. Światopoglądowo jest to nurt buntu przeciwko tradycyjnemu katolickiemu społeczeństwu, tak jak np. komunizm, którego rzekomo libarałowie bardzo nienawidzą. Oczywiście w przypadku prawicy mamy tutaj pewne uproszczenia, wszak samo środowisko prawicy stało w obronie króla, który już nie reprezentował katolickiej monarchii stanowej, ale był władcą absolutnym, a więc reprezentował państwo w dużej mierze sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Tak więc nie była to idealna konserwatywna prawica, do której aspirujemy. Jednak to pojęcie zostało z czasem wyidealizowane stając się synonimem katolika-reakcjonisty-tradycjonalisty i dlatego obecnie się z nim utożsamiamy. 

 

Jan Stożek

Kategoria: Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *