banner ad

„Sissi”, czyli tysiąc sześćset dwudziesty trzeci sonet o Giewoncie

| 20 stycznia 2018 | 1 Komentarz

Jak zauważyłam, niewielu jest w stanie myśleć o żonie cesarza Franciszka Józefa w oderwaniu od filmu z Romy Schneider w roli głównej. Sama obejrzałam go kilka lat temu, nie mając jeszcze pojęcia o "prawdziwej" Elżbiecie Bawarskiej. Jednak inaczej odbiera się takie opowieści, mając już podstawowe pojęcie na temat funkcjonowania monarchii i roli władcy w państwie. W świetle faktów, czarująca Sissi była dziwaczką i anorektyczką, skłonną do depresji.

Słynny film w reżyserii Marischki opowiada o miłości, zaręczynach i małżeństwie Elżbiety Bawarskiej i cesarza Franciszka Józefa. Kim w świetle owego utworu była Sissi? To najlepiej wyraża się w scenie, w której panna Elżbieta ostentacyjnie wypuszcza gołębie hodowlane z klatki, aby dać im wolność, którą sama tak ceni. Ona sama, zaręczając się z Franciszkiem Józefem, trafi wkrótce na dwór wiedeński, znany z surowej etykiety…

Filmowe losy Elżbiety Bawarskiej mają udowodnić widzowi, jak okrutny był dwór, i świat arystokracji w ogóle, dla tej niepodległej natury.  Życie Sissi w cesarskiej rodzinie stanowi jedną wielką walkę o swobodne wyrażanie uczuć. Rzeczywiście, w Wiedniu młoda Elżbieta doświadczyła wielu przykrości, nie mniej, irytujące jest przedstawianie jej wyłącznie jako ofiary własnej teściowej.  Arcyksiężna Zofia (Vilma Thimig – Degischer) w tym filmie uosabia fatum, a ja akurat darzę ją sympatią: to kobieta, która trzeźwo patrzy w przyszłość. Wydaje się  rozumieć, że dziecinna Elżbieta nie nadaje się do tak reprezentacyjnej funkcji, jaką ma żona następcy tronu Imperium. Ona, Zofia, już wcześniej wybrała dla syna żonę: starszą siostrę Elżbiety, Helenę (zwaną Nene), która jest opanowana i poukładana. No ale Franciszek zdecydował inaczej…

Po "Sissi" obejrzałam dwie pozostałe części – "Sissi, młodą cesarzową" i "Sissi, losy cesarzowej" (mam nadzieję, że nie mylę tytułów – już mi się roi w oczach od ekranizacji losów Elżbiety Bawarskiej i wariacji na temat). Ciekawe jest zestawienie utworu fabularnego z dokumentami epoki. Obejrzałam kilka filmów dokumentalnych. Wynika z nich, że Elżbieta była to osoba cierpiąca na gruźlicę, depresję, i zabijająca smutek podróżami. Jako cesarzowa i królowa, przejawiała wrażliwość na ludzkie nieszczęście, ale egocentryzmu miała w sobie więcej, niż by sobie tego życzyli jej liczni wielbiciele. Miała obsesję zachowania urody, odchudzała się na okrągło, w pewnym momencie na jej dietę składało się tylko mleko i pomarańcze, i katowała się ćwiczeniami fizycznymi. Po 30., czy 40. roku życia (co za różnica) nie pozwalała się fotografować, bo nie mogła zaakceptować, że jej cera nosi znamię upływu czasu.

Dlaczego legendą nie została bohaterska Zyta, żona cesarza Karola? Piękna, odważna, walcząca o przetrwanie rodziny, ba, dynastii? Bo Zyta, że sparafrazuję wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, na pewnym etapie "była dzielna szczawiowa, barchanowa żona".

Film, nakręcony przez Ernsta Marischkę, jest ładny i zajmujący. Romantyzmu dodają urocze krajobrazy Bawarii oraz Austrii. Główni bohaterowie będą zawsze  młodzi, mili i zakochani po uszy, teściowa – czarownica w końcu umrze, a przyjaciele Węgrzy oddadzą hołd swojej królowej. Opowieść ma konwencję "Baśni o śpiącej królewnie", a to ma wzięcie. Cokolwiek jeszcze wyjdzie na jaw odnośnie Sissi, i tak górę weźmie legenda. Powstaną nowe filmy, książki i analizy dotyczące "nowoczesnej, wolnej" kobiety. Mnie w tym miejscu przypomnina się wesoły wiersz z przełomu XIX i XX wieku:

(…)
Z dali płynie ton smętny fujarki juhasa,
Z kosodrzewu blask bucha, z ognia dym się wije,
Cicho by było, gdyby Giewont stał jeszcze w kącie,

A tak?… szarzeje w mroku granitowa masa
I można za ten pewnik oddać nawet szyję:
Znajdą cię i opiszą znów biedny Giewoncie!

Franciszek Mirandola: "Tysiąc sześćset dwudziesty trzeci sonet o Giewoncie"

Aleksandra Solarewicz

"Sissi, młoda cesarzowa", reż. E. Marischka, Austria 1955; "Sissi – młoda cesarzowa", 1956; "Sissi – losy cesarzowej", 1957

Tags: , , ,

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Recenzje

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Julia napisał(a):

    Ja mam ochotę dodać plus tej, skąd inąd niezbyt mądrej, za to bardzo popularnej Sissi. Otóż – nie lubiła Czechów (i słusznie!), natomiast – zgodnie z sugestią swego węgierskiego nauczyciela tańca – wpłynęła na małżonka – imperatora – aby wprowadził do nazwy monarchii przydomek "węgierska".

    Dodam, już nie jako plus, że ta szczególna dbałość Elżbiety o wygląd zewnętrzny została "uwieczniona" także po jej śmierci, gdy jedna z dam dworu, opisując pośmiertny wygląd cesarzowej podkreślała, iż "ciało jej miało wygląd młodej dziewczyny". Cóż – trochę mało, jak na zasługi cesarskiej małżonki. A może jeszcze ta "zasługa" że darzyła miłością Grecję i tam rónież zbudowała sobie pałac (ze względu na grużlicę – można to zrozumieć).

    Nie mniej – zgodzę się z autorką artykułu, że niewątpliwie pozytywną postacią w tej rodzinie była właśnie cesarzowa Zyta. I że do dziś – nie jest ona ani znana ani, tymbardziej, popularna. Może warto zainteresować się tą postacią?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *