Kirk: Friedrich Gentz w temacie rewolucji

| 21 września 2016 | 0 Komentarzy

russell-kirk-version-2Książeczka zapomniana od półtorawiecza, Origin and principles of the American revolution compared with the origin and principles of the French revolution autorstwa Friedricha Gentza została niedawno wydana w Stanach. Na decyzję o publikacji wpłynęły bezsprzecznie rewolucje naszych czasów, które nadały jej nowe znaczenie. W 1801 roku John Quincy Adams, mając zaledwie trzydzieści trzy lata, był ministrem pełnomocnym Stanów Zjednoczonych w Prusach. Adams uczył się przez całe życie. Doskonaląc swój niemiecki podczas pobytu w Berlinie, przetłumaczył z Berlin Historisches Journal (numer kwiecień-maj 1800 roku) długi artykuł o rewolucji francuskiej i amerykańskiej pióra Friedricha Gentza, wschodzącego pruskiego literata, trzy lata starszego od Adamsa. Gentz był założycielem, redaktorem i jedynym autorem tego czasopisma poświęconego ideom. To byli wyjątkowi ludzie: Adams został później Prezydentem Stanów Zjednoczonych, a Gentz, razem z Metternichem, architektem europejskiego konserwatyzmu. Adams pisał do Gentza: „każdy Amerykanin przywiązany do swojego kraju musi być wdzięczny, widząc, że z amerykańskiej rewolucji zdjęte zostaje jarzmo fałszywych poglądów głoszących jakoby miała ona swe źródło lub też przebiegała na tej samej zasadzie jak ta we Francji.”

Gentz studiował pod okiem Kanta, jednak lektura Rozważań Burke’a przekonała młodego człowieka do konserwatywnych zasad i, czując wstręt do teorii i konsekwencji rewolucji francuskiej, przetłumaczył Rozważania na niemiecki, w ten sposób po raz pierwszy wywierając wpływ na europejską politykę i budując swoją reputację. Burke głęboko wpłynął na Gentza oraz na Adamsa. Chociaż ten usiłował spełniać rolę arbitra między Burke’iem i Painem, tak naprawdę Adamsa przekonały wszystkie kluczowe argumenty Burke’a. W swoich Letters of Publicola opublikowanych w 1791 roku rozniósł Prawa człowieka Paine’a, a na francuskich rewolucjonistach nie zostawił suchej nitki, co wprawiło w oburzenie Jeffersona. Jak pisał młody Adams, Amerykanie nie wpadli w rozpadlinę radykalnej, abstrakcyjnej doktryny: „Po trzykroć szczęśliwy ludu Ameryki, którego ogłada w manierach i dostojnych zwyczajach wciąż wystarcza by, korzystając ze swych naturalnych praw, nie naruszał on pokoju i harmonii własnego kraju, którego zasady wolności religijnej nie wyrosły na gruncie obojętnej pogardy dla wszystkich religii i którego równa reprezentacja na zgromadzeniach ustawodawczych została ustanowiona na prawdziwie istniejącej pomiędzy ludźmi równości, a nie na metafizycznych wynurzeniach bujających w obłokach polityków, którzy na próżno zmagają się z niezmiennym tokiem wydarzeń i ustalonym porządkiem natury.”

Adams całkowicie zgadzał się z Gentzem i widział w eseju Gentza najcelniejszy i najdokładniejszy opis kontrastu między umiarkowaną politeją amerykańskich kolonii założonych na szacunku dla wielowiekowych praw i obyczajów, a teoriami francuskiego radykalizmu zrównującymi wszystko ze sobą. Adams uznawał, iż tylko słowo „republika” było wspólne dla tych dwóch nowych sił, przy czym republika francuska przestała już zawierać w sobie jakikolwiek pierwiastek prawdziwego rządu przedstawicielskiego. Tłumaczenie artykułu Gentza autorstwa Adamsa zostało opublikowane anonimowo w Filadelfii w tym samym, 1800 roku i nie zostało wznowione aż do roku 1955. W tłumaczeniu Adamsa wyraźnie widać jego styl, jednakże pod względem myśli i struktury w dziele Gentza można znaleźć echa Rozważań Burke’a i Historii wojny trzydziestoletniej Schillera – książek, które, ciekawym zrządzeniem losu, niepomiernie wpłynęły zarówno na Gentza jak i na autora tego artykułu w ich młodzieńczym wieku. Szaleństwo prawdziwej i bezkompromisowej rewolucji – a taką nie była amerykańska wojna o niepodległość – było tematem przewodnim myśli i działań Gentza począwszy od 1791 roku aż po kres jego życia. W 1827 roku, broniąc swej kariery przed ostrą krytyką kobiety, którą kochał, podsumował z niezwykłą szczerością zasady, które nim kierowały:

Podjąłem decyzję w dwudziestym piątym roku mojego życia. Będąc przedtem zafascynowanym nową filozofią niemiecką a także, co nie ulega wątpliwości, niektórymi rzekomo nowymi odkryciami na polu nauk politycznych, które w tych dniach, jednakże, wciąż były mi nieznane, rozpoznałem moją misję jasno i wyraźnie wraz z wybuchem rewolucji francuskiej. Najpierw poczułem, a następnie dowiedziałem się, że dzięki talentom i umiejętnościom, które natura we mnie złożyła, zostałem wezwany do obrony ustalonego porządku i dawania odporu nowinkarstwu. Ani moja pozycja społeczna, ani okoliczności czy oczekiwania w tamtym czasie, ani mój sposób życia, ani żaden rodzaj wrodzonego czy nabytego uprzedzenia, ani żaden doczesny interes nie wpłynął na ten wybór. Wszystkie moje wcześniejsze polityczne artykuły zostały napisane w czasie kiedy, całkowicie pochłonięty lekturą i nauką, nie miałem najsłabszych nawet relacji z jakimkolwiek ważnym politykiem, ani wewnątrz, ani poza krajem, gdzie żyłem. To, że niektóre z tych artykułów powinny były rozpowszechnić moje nazwisko pośród wyższych sfer, było rzeczą tylko i wyłącznie naturalną.”

Mocą swojego pióra nieznany Gentz urósł do pozycji człowieka, który pozostawał w relacjach z monarchami oraz był architektem Czwórprzymierza utworzonego po kongresie wiedeńskim. Koniec końców, nie oparł się przepotężnym siłom rewolucji, lecz wybrał, jak Katon w Utyce, przeciwstawienie się przeznaczeniu dla dobra prawdy.

Zawsze byłem świadom, że w ostatecznym rozrachunku, pomimo powagi i władzy moich przełożonych, pomimo wszystkich samotnych zwycięstw, które odnieśliśmy, duch epoki okaże się silniejszy niż my, że mimo pogardy jaką żywiłem do prasy za ekscesy, które wywołuje, nie przestanie ona ponuro panować nad całą naszą wiedzą i że podstęp, nie bardziej niż siła, będzie w stanie oprzeć się wielkiemu kołu czasu, tak jak napisałeś równie prawdziwie jak i pięknie. Jednak nie był to dla mnie powód, żeby nie wypełnić zadania rzetelnie i zawzięcie, skoro je otrzymałem. Tylko niegodny żołnierz porzuca swój sztandar, kiedy los przestaje mu sprzyjać, a ja mam wystarczająco dumy, żeby powiedzieć sobie w trudniejszych chwilach: Victrix causa diis placuit, sed victa Catoni.

Jednakże nie zawsze bitwy wygrywają silni i tak jak martwy Katon w pewnym sensie pobił Cezara, tak ideały Gentza w dwudziestym wieku trafiły na podatny grunt. Dominująca liberalna szkoła dziewiętnastowiecznych historyków przyjęła pogląd, że rewolucja francuska była szlachetnym i nieodwracalnym krokiem naprzód w stronę powszechnego panowania pokoju, oświecenia i braterstwa. Postrzegali oni amerykańską i francuską rewolucję jako praktycznie identyczny przejaw tego samego postępowego ruchu. Nawet Gladston, który gruntownie studiował pisma Burke’a, doszedł do wniosku, że Burke i jego szkoła byli w wielkim błędzie co do natury rewolucji francuskiej. Okres napoleoński, jak utrzymywali liberałowie, był tylko chwilową reakcją przeciwko siłom dobrotliwości i światła, które znalazły swój wyraz w doktrynach rewolucji francuskiej. Potrzeba było dwudziestowiecznych katastrof i ponurych powrotów tego, co Profesor Talmon nazywa „demokracją totalitarną” a Lord Percy z Newcastle „demokracją totalistyczną”, żeby przekonać liberałów, że być może coś było nie tak w pierwszych zasadach francuskich innowatorów.

Wraz z Burke’iem, a także z prezydentem Adamsem, Gentz uważał, że katastrofa z całą pewnością zostanie wywołana przez błędne mniemania Turgota, Condorceta, Rousseau i Paine’a. Ten krótki traktat zawiera istotę argumentacji Gentza, którą wypracował w ciągu całego swojego życia. Według niego, rewolucja amerykańska była – jak Burke powiedział w temacie chwalebnej rewolucji z 1688 roku – „rewolucją nie wywołana, lecz powstrzymaną”. Amerykańscy koloniści bronili swojego prawa zwyczajowego. Ich żądania i oczekiwania były skromne i oparte o prawdziwe zrozumienie natury ludzkiej i praw naturalnych. Ich fundamentalne zasady życia społecznego były konserwatywne. Francuscy rewolucjoniści, żywiąc nadzieję że na nowo zbudują naturę ludzką i społeczeństwo, zerwali z przeszłością, zanegowali historię, przyjęli teoretyczne dogmaty i w ten sposób znaleźli się pod jarzmem Monstrualnej Ideologii. Rozwaga i poszanowanie dla przeszłości przyświecały Amerykanom, którzy po prostu zachowywali i kultywowali angielską tradycję rządu przedstawicielskiego i praw osobistych; fanatyzm i próżne oczekiwania poprowadziły Francuzów do ich własnej zguby. Burke u początków rewolucji amerykańskiej, oświadczył, że koloniści próbowali zachować, nie niszczyć. Usiłowali zachować wolności zdobyte poprzez historyczne doświadczenie zamiast żądać wydumanych wolności wyczarowanych przez filozofów oderwanych od rzeczywistości. Byli „nie tylko oddani wolności, lecz wolności podług angielskich ideałów i angielskich pryncypiów. Nie da się odnaleźć abstrakcyjnej wolności, tak jak innych żałosnych abstrakcji. Wolność przysługuje bytom konkretnym.”

Raz po raz Gentz porusza kwestię głębokich różnic między amerykańskimi i francuskimi zasadami, które dwudziestowieczni akademicy zrozumieli dopiero dzięki wydarzeniom historycznym, które miały miejsce od 1776 roku. Dla przykładu: stawia naprzeciw siebie zdrowe rozumienie praw naturalnych przez Amerykanów oraz francuską iluzję abstrakcyjnych „praw człowieka”, „rodzaj magicznego zaklęcia, za pomocą którego wszystkie więzy łączące narody i ludzkość ogółem zostały beznamiętnie rozwiązane.” To jest ta francuska herezja vox populi, vox Dei niedawno poddana analizie przez Lorda Percy’ego z Newcastle w jego Heresy of democracy. Gentz podkreślał, że rzekome prawo „ludu” do wszystkiego, czego tylko zechciał, pogrzebałoby wszystkie starodawne, cenne i ciężko wypracowane prawa grup i jednostek. Tak właśnie się stało. Amerykanie pragnęli bezpieczeństwa; Francuzi, poprzez ich zbrojną doktrynę, nieodpowiedzialnej przed nikim władzy. Jako że rewolucja amerykańska była rewolucją obronną, w sposób naturalny zakończyła się w chwili, w której odparła atak, który ją wywołał. Rewolucja francuska miała charakter najbardziej brutalnej rewolucji zaczepnej, musiała więc trwać tak długo, jak tylko istniały cele do ataku, a ona sama miała dość sił, by przeprowadzać kolejne natarcia.”

Werdykt historyków, liberalnych czy konserwatywnych w swoich założeniach, skłania się teraz ku stanowisku Gentza. Jak napisał Pan Clinton Rossiter, „Amerykanie w 1776 roku byli jednymi z pierwszych ludzi w historii nowożytnej, którzy bronili, a nie pragnęli, otwartego społeczeństwa i konstytucyjnych wolności. Ich polityczna wiara, tak jak powołanie pod broń, które popierała, była zatem niespodziewanie rozumna. (…) Być może najbardziej znaczącą cechą charakterystyczną tej teorii politycznej był jej głęboko zakorzeniony konserwatyzm. Mimo iż zasady tej rewolucji mogły się wydawać radykalne reszcie świata, dla kolonistów odwoływały się w swej istocie do starodawnych wartości i szacunku dla przeszłości. (…) Teoria polityczna rewolucji amerykańskiej, w przeciwieństwie do teorii rewolucji francuskiej, nie miała na celu zbudowania świata na nowo.” Pan Louis Hartz, mimo iż w wielu kwestiach nie zgadzał się z Profesorem Rossiterem, w tej kwestii przyznaje mu rację: „Symbole ziemskiej rewolucji, Amerykanie, nie byli tak naprawdę ziemskimi rewolucjonistami. (…) Przeszłość była łaskawa dla Amerykanów, a oni o tym wiedzieli. Zamiast podburzać ich do wściekłości takiej jak u Benthama i Woltera, często tworzyła mistyczne poczucie Opatrznościowego przewodnictwa podobnego do tego u Maistre’a.”

Jeśli chodzi o Francuzów, cała ich postawa względem historii, ciągłości i umowy wiecznego społeczeństwa była absolutnie inna. Jak ujął to Taine: „Tak więc Francja, wykończona postem pod rządami monarchii, odurzona narkotykiem Umowy Społecznej i niezliczonymi innymi trunkami, nagle doznaje paraliżu mózgu. Natychmiast wszystkimi jej członkami wstrząsają drgawki z powodu nierównomiernej pracy jej zniszczonych narządów. W tym czasie przeszła już etap radosnego szaleństwa i ma wejść w stan mrocznego delirium. Popatrz jaką brawurą się wykazuje, ile jest w stanie ścierpieć, jak rozpaczliwie się stara, jaki wysiłek potrafi podjąć i jakich barbarzyństw się dopuścić, jak tylko jej przewodnicy, znajdujący się w takim samym błędzie jak ona, wskazują wroga lub przeszkodę dla jej furii.” Przenikliwy współczesny krytyk historii i polityki, Pan Daniel Boorstin w The genius of American politics dochodzi do takiego samego wniosku co Gentz: „Rewolucja amerykańska w pewien specjalny sposób była postrzegana jako zarówno apologia brytyjskiej przyszłości jak i afirmacja amerykańskiej przyszłości. Brytyjska przeszłość była zawarta w starodawnych i żywotnych instytucjach, a nie w doktrynach, a amerykańska przyszłość nigdy nie miała zostać ograniczona ramami jakiejś teorii. Rewolucja była zatem rozważną decyzją powziętą przez ludzi z zasadami; nie polegała ona na przyjęciu jakiejś teorii.” Lecz Francuzi, jak napisał Tocqueville, będąc w połowie schodów, rzucili się przez okno, by zejść na dół szybciej.

Zdawało się, że celem rewolucji jest raczej odnowienie rodzaju ludzkiego, a nie tylko zreformowanie samej Francji, co wyjaśnia dlaczego wzbudziła ona w ludziach takie instynkty jakich nie były w stanie wzbudzić nawet najbardziej brutalne rewolucje polityczne. Zachęciła do prozelityzmu i stanowiła źródło propagandyzmu. Dlatego też nabrała tego prawie że religijnego charakteru, który tak napawał przerażeniem tych, którzy go dostrzegli, czy też raczej stała się rodzajem nowej religii, co prawda niedoskonałej, pozbawionej Boga, kultu, czy wizji przyszłego życia, jednak nadal zdolnej, tak jak islamizm, napełnić ziemię swoimi żołnierzami, apostołami i męczennikami.”

Contemporary Review, nr 190 (listopad 1956), str. 283–87.

 

Russel Kirk

Tłum. Marek Kormański

 

Kategoria: Historia, Marek Kormański, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *