banner ad

Rozważania o. Pierre’a de Clorivière z roku 1790

| 13 lutego 2014 | 0 Komentarzy

rewolucjaPoniżej przedstawiamy tekst o. de Clorivière, zmarłego w 1820 roku jezuity (po 1814 odpowiedzialnego za odbudowę francuskiej prowincji zakonu), teologa a także autora napisanych ze znawstwem komentarzy do Pisma Świętego, listów, analiz politycznych, a także biografii Ludwika – Marie Grignion de Montfort. Tekst, który prezentujemy, jest przede wszystkim analizą sytuacji katolika w porewolucyjnej Francji, jednak zaprezentowane w nim uwagi wybiegają też w przyszłość zyskując tym samym charakter – by tak rzec – profetyczny. Czas pokazał, że o. de Clorivière miał rację.

Nasze obowiązki na czas cichych prześladowań

Przypuszczamy, że na drodze zła tej rewolucji pojawi się w końcu jakaś przeszkoda (a przypuszczenie to oparte jest na badaniu Świętych Pism). Ponieważ jednak zło rozrosło się do takich rozmiarów, że bez cudownej interwencji Boga – cudu, jakiego przedtem nie widziano – nasz kraj może się już nie podnieść, i ponieważ owa przeszkoda najpewniej nie pojawi się rychło, lecz zostanie zesłana w czasach nawrócenia Żydów i niewiernych, nie będziemy mówić o niej jako o czymś niekwestionowanym. Przed zaproponowaniem jakiejś opinii na ten temat ujawnimy więc najpierw to, co jawi się stosownym w sytuacji, gdzie porządek rzeczy zgodny z duchem religii nie został jeszcze przywrócony.

 

W czasie mniej brutalnych prześladowań, w czasie których religia, a także jej wyznawcy, pozostają jednakże w stanie ucisku i cierpienia, kilka rzeczy pozostaje szczególnie ważnych.

 

By utrzymać wśród ludu chrześcijańskiego ład i czystość wiary i jednolitość zachowań, a także by uzyskać pomoc i pocieszenie dla wiernych, należy utrzymać porządek hierarchiczny. Pomaga on wspierać i szerzyć religię w kraju, ma też wielki udział w restauracji Bożego panowania i zachowania wiary u wielu. Gorliwość naszych biskupów pozwoli im wzgardzić zagrożeniami i niedogodnościami życia w ubóstwie tak, jak to czynili pierwsi uczniowie Jezusa Chrystusa. Wierni zaś, w miłości dla religii i nawet za cenę własnego życia, uznają swoje zobowiązanie do wsparcia hierarchii we wszystkim, co konieczne jest dla pełnienia posługi pasterskiej.

 

Innym ważnym problemem będzie zapewnienie temu nieszczęśliwemu krajowi dostatecznej liczby kapłanów; nie ma pracy niezbędniejszej od uświadomienia kandydatom do kapłaństwa znaczenia dbałości o jak najdoskonalsze przygotowanie się. Stanie się rzeczą konieczną robienie wszystkiego, co możliwe, by utrzymać i rozwinąć gorliwość zbawiania dusz – nie tylko zresztą wśród kleru, ale także pośród wiernych. Chrześcijanie, a w szczególności księża, winni być gotowi do poświęcenia się dla duchowej korzyści bliźnich, zwłaszcza, gdy potrzeba nagli. Jeżeli nie mają odwagi by dokonać tego poświęcenia, stają się odpowiedzialni przed obliczem Boga za postępy zła, które – przy odrobinie gorliwości – mogli zatrzymać. Niech ci, którzy czują się bardziej oddani Bogu, śpieszą okazać ów zapał – albowiem przede wszystkim dawanie przykładu zasługuje na koronę chwały. Pragnąć muszą jednak wyłącznie chwały Bożej i wykazać gotowość do cierpień. Ich odwaga winna wzrastać w miarę pomnażania przeszkód, a swoją siłę muszą znaleźć w zupełnym oddaniu się w ręce Boga. Ci, którzy obiorą cele czysto ludzkie, szukać zaś będą odpoczynku, nie będą odpowiedni do służby Bożej. Tym, co potrzebne, są robotnicy liczący tylko na Boga i bez zamartwiania się o rzeczy widzialne niezmiennie zwracający wzrok w stronę tego, co wieczne. Przedsięwzięcie jest wielkie, jeżeli zaś się powiedzie, będzie to z radością dla tych, którzy mu się poświęcili. Nie wystarczy przy tym pracować wyłącznie na rzecz obecnego pokolenia, trzeba też myśleć o kolejnych generacjach i przygotować dla nich środki, które posłużą zbawieniu.

 

Musimy uporczywie zalecać wiernym zwracanie bacznej uwagi na edukację ich dzieci. Zachowanie depozytu wiary jest od tego uzależnione, a wobec braku troski o to wszelkie inne starania są bezcelowe. Troską należy otoczyć wszystkie dzieci, obojga płci, od najmłodszych lat aż po czas, gdy będą już w pełni dojrzałe.

 

Muszą być gruntownie nauczane prawd i dowodów religii chrześcijańskiej, nie zaś zadawalać się wyłącznie pobieżnymi, rutynowymi instrukcjami – co zdarzało się nazbyt często. Jest konieczne, by dzieci, zależnie od ich wieku i ducha, dotykały czegoś z piękna i wysublimowania, godnej podziwu zgody i wspaniałości wszystkich prawd Chrześcijaństwa, a także pojęły, jak godny ubolewania jest los i ślepota tych, którzy odrzucają owe prawdy i służą kłamstwu. Wszyscy ci spośród wiernych, którzy mają po temu talenty, nie znajdą lepszego sposobu na pracę dla dobra religii i uradowania Boga, niż ofiarowanie ich w służbę nauczania młodzieży i wzbudzanie w nich chrześcijańskich uczuć, co uchroni ich od zepsucia i niedowierzania obecnych czasów.

 

Było by pożądanym dla nas wszystkich uzyskać podobny punkt widzenia, mówienia i zachowania. Staje się to możliwe wówczas, gdy wszyscy pozostajemy stale złączeni z prawdziwymi zasadami, które pozostają niezmienne i takie same dla wszystkich ludzi. Jak jednak możemy żywić co do tego nadzieję, skoro już u zarania Kościoła św. Paweł narzekał, że nawet w gronie głosicieli Ewangelii zdarzało się wielu takich, którzy się jej sprzeciwiali, którzy przedkładali własne dążenia ponad Chrystusa, a także fałszowali Słowo Boże?

 

Słabość, ludzkie wahanie, fałszywe współczucie – to przykłady, a zarazem waga autorytetu osób, które same popadły w błąd; wszystkie te elementy odseparowały wielką liczbę ludzi od prawdziwych zasad i prowadzą ich w stronę odchyleń, od których z trudem tylko będą się mogli odwrócić.

 

Ci, którzy w sposób pełny podążają ścieżką Prawdy, powinni cierpliwie podtrzymywać tych, co błądzą, by uniknąć zerwania łączności, tak długo, jak długo Kościół nie potępia ich, a ich błąd nie jest na tyle wielki, by w sposób oczywisty wieść ich na potępienie. Jednak pobłażliwość podążających za Prawdą nie może iść na tyle daleko, by tolerować błędne i szkodliwe doktryny; muszą oni odciągnąć od nich tyle dusz, ile tylko się da. Powinni szerzyć prawdziwe światło, sprzeciwiać się kłamstwu i złudzeniom, wszystko to zaś w duchu łagodności i miłosierdzia, z zachowaniem ostrożności w wybaczaniu i wychodząc naprzeciw tym, którzy wykazują pragnienie powrotu do Prawdy.

 

Prawdziwymi są te zasady, których byliśmy niezmiennie uczeni w Kościele Katolickim, te, które pozostają zgodne z doktryną Najwyższego Kapłana, te wreszcie, które bazują na solidnych i światłych powodach.

 

Ci, którzy nie trzymają się prawdziwych zasad, zezwalają na to, by rządziła nimi ich własna słabość, ich obawy, a także przykłady lub decyzje wypływające z ich naturalnych skłonności. Powstałe w ten sposób zło jest nieobliczalne: ludzie ci pozostają wprowadzeni w błąd i kontynuują działanie, które jest zgubne, poza tym podświadomie podwajają wysiłki wrogów religii. Twarda i odważna postawa była by w stanie powstrzymać zarazę, przynajmniej częściowo. Większość zawodzi przez słabość raczej, aniżeli w sposób zamierzony. Módlmy się, by ludzie ci byli w stanie przyznać się do błędu. Chcielibyśmy wybaczyć im najszybciej, jak to możliwe i z radością powitalibyśmy przemyślenie przez nich kroków, jakie podjęli, śpiesząc również z pomocą w naprawie zła wyrządzonego przez nich samym sobie i innym wiernym przez odsunięcie się od ewangelicznej prawości.

 

Niech przeszłość nas pouczy; wróg nie przestanie zastawiać swoich sideł i łączyć oszustwa z przemocą, dążąc do zmylenia i przeciągnięcia na swoją stronę tych, których rozpaczliwie chce pozyskać poprzez strach. Bądźmy pewni, że jedynym sposobem uchronienia się przed tymi przeszkodami będzie odważne i otwarte wyznanie naszego przywiązania do religii, przy równoczesnym zaakceptowaniu z góry wszelkiego cierpienia, jakie owo wyznanie może na nas sprowadzić – a nawet uznaniu go za wielkie dobro.

Cnoty niezbędne w czasie niepokojów

W czasie, gdy Kościół staje wobec furii swoich wrogów nie mniejszej od tej, jaka pojawiła się u jego zarania, w Jej dzieciach znaleźć musi się wiele cnót. Te pośledniejsze nie wystarczą, by pozostali uczniami Chrystusa; niezbędne są wielkie łaski, większe światło, proporcjonalne do mnogości widzialnych i niewidzialnych nieprzyjaciół, przed którymi muszą się bronić wszędzie, gdziekolwiek się znajdą. Jako ze celem zamierzonym przez owych nieprzyjaciół jest oczywiste zło, byli by oni zbyt słabi, gdyby nie uzbrojono ich w kłamstwo. Dzieci starożytnego węża, owijają się oni w pozornie nieszkodliwe słowa, dzięki czemu chwytają nierozważnych w sieć dwuznaczności. Nadal potrzeba wielkiego znawstwa, by rozpoznać pomiędzy tymi, którzy cieszą się opinią wypływającą z nauki lub pobożności tych, u których powinno się zasięgać rady; rozeznać to, do jakiego stopnia należy im ufać; i wreszcie – jak dalece można podążać za ich radami. Poprzez zaniechanie tego wielu bezkrytycznie wierzących ślepym radom upada wraz z nimi. Czasem nawet uważając rzeczy za złe lub fałszywe możemy ulec złudzeniu roztaczanemu przez osobisty autorytet tych, którzy je przyjmują lub ich bronią, podążać za przykładem większości, lub po prostu skapitulować w obliczu obawy przed zbyt daleko idącym wyróżnieniem się [z tłumu]. Zaczynamy wówczas wątpić: prawdy, dotąd niepodważalne, nastręczają problemów, tak więc rezygnujemy, akceptując w końcu to, co na początku budziło w nas grozę.

 

Jedynie wielkie i Boże światło, a zarazem potężna pomoc, może ochronić nas przed zagrożeniami. Co zatem winniśmy czynić by uzyskać to światło i [płynące zeń] obfite łaski? W czasach, gdy Boża Sprawiedliwość jest spychana przez wszechobecną zbrodnię, winniśmy, zgodnie z zasadą słuszności robić to, co do nas należy celem zadośćuczynienia owej Sprawiedliwości; nie wolno żywić nadziei na rozpoznanie nas przez Boga w jego miłosierdziu dopóty, dopóki sami nie wyróżnimy się przez bardziej gorliwe oddanie Jego służbie.

 

Musimy być prowadzeni chwałą Boga i miłosierdziem dla naszych bliźnich. Cnoty, jakie widać na co dzień, mogą wystarczyć do zbawienia nas samych, ale nie ocalimy innych. Jest więc niezbędnym, by zyskać większą wartość przed Bogiem za sprawą bardziej świątobliwego życia i rangi, jaką zapał oraz ufność nadadzą naszej modlitwie, a także by przywołać Boże miłosierdzie najgłębszą pogardą trybem życia, do jakiego dąży świat. Akt gorliwości Pinchasa1 zyskał ludowi przebaczenie; dzierżący kadzielnicę Aaron zatrzymał zemstę Boga; pięciu prawych ludzi mogło ocalić Sodomę…

 

W czasach prześladowań, dla chcącego przejść przez nie bez okazywania słabości, niektóre cnoty okażą szczególnie ważne. Przede wszystkim jest to więc duchowe ubóstwo – jakże mocno zalecane przez Pismo Święte. Mimo, że od wszystkich chrześcijan wymagane jest tylko oddzielenie serca od spraw tego świata, w niektórych okolicznościach musi nastąpić również rzeczywiste wyrzeczenie się go. Było to bardzo częste w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, gdy wiernych zastraszano utratą dóbr i ubóstwem w razie odmowy uczczenia pogańskich idoli. Żyjemy w czasach, gdy duch ubóstwa może być potrzebny bardziej, aniżeli miało to miejsce w trakcie wielu ostatnich stuleci. Powód jest oczywisty, a my byliśmy już świadkami początku niezbędnego poświęcenia. Jakże jednak wielu chrześcijan podążyło za sztandarem bezbożności z obawy przed doczesnymi stratami i miłością do ich własnych majątków, która panuje w ich sercach? Jest wobec tego ważne, by utrzymywać szczerą pogardę do tych dóbr, nie czyniących wszak człowieka wspanialszym; pozyskiwać je bez przywiązania, co oznacza, że musimy ćwiczyć się w pozostawaniu z dala od nich; używać dóbr z umiarkowaniem i bez stawania się niewolnikami wygody, jaką zapewniają; wiedzieć jak dbać o nie z troską, ale bez martwienia się, ponadto pozostawać w gotowości do oddzielenia się od nich bez żalu. Dobra te są niczym owcze runo, które, gdy staje się zbyt ciężkie, dobrze jest zrzucić. Dla chrześcijanina rozumiejącego i doceniającego skarb ewangelicznego ubóstwa świat nie kryje już tych samych zagrożeń, a gdy jego czas nadejdzie, zdobędzie on chwalebne zwycięstwo.

 

Chcąc pozostać wolnymi i silnymi w obliczu pokus lub sądów, musimy być nieczuli na świat i jego zaszczyty. Jest jednak prawdą, że wyniesienie, zaszczyty i godności doskonale funkcjonują wśród tych, których wyświęca Bóg. Są niezbędni w każdym społeczeństwie, stając się jego świeckimi lub duchowymi przewodnikami, dlatego też nie wolno wątpić, że Boża Opatrzność wyznaczyła niektórych do tego, by stali ponad innymi, a także, że przygotowała dla nich łaski niezbędne w tym wyniesieniu. Jeśli zatem Opatrzność udziela honorów i zaszczytów, mogą one zostać przyjęte jako równoznaczne z działaniem na chwałę Bożą i w służbie innym. Nie chcąc jednak błądzić za podszeptem dumy i domagać się czci, która może powodować nasze potępienie, nie możemy wyglądać owych godności, ani też ich pragnąć. Raczej – obawiać się ich.

 

To, o czym tu mówiliśmy, należy w pierwszej kolejności odnieść do czasów i krajów, w których religia chrześcijańska panuje. W czasach obecnych, gdzie dominuje bezbożność, schizma i herezja, porządek Opatrzności nie jest taki sam, a przynajmniej różni się co do kwestii zbawienia i funkcji świeckich. Pan odrzuca i pozostawia własnemu losowi te państwa, które zupełnie odeszły od Niego i nieomal zmusiły go do pozostawienia ich sobie samym, a także wydalenia ich spod szczególnej opieki Opatrzności. Bóg jednak nigdy nie odsuwa się od nich w sposób zupełny. Troszczy się jako Pierwsza Przyczyna i siła sprawcza wszystkiego, a także [obecny] w prawach natury. Ponieważ odeszli od światła, On pozwala, by nie zdawali sobie sprawy z popadnięcia w ciemność. Nie będzie żadnych specjalnych łask nadprzyrodzonego porządku dla urzędów i dygnitarzy w krajach, które tkwią w błędzie i religijnym roztargnieniu, i gdzie chrześcijaństwo jest prześladowane. Siły ciemności – kara zesłana przez Bożą sprawiedliwość, przewodzić będą rządom z wyborów, a celem całej machiny państwa stanie się wprowadzenie korupcji i zwątpienia, a także sprawienie, że będą one panować. Urzędy publiczne powierzone zostaną jedynie tym, którzy noszą znak Bestii, a – by powiedzieć wprost – bezbożność będzie niezbędna, podobnie jak współpraca z wszelką niesprawiedliwością. To wszystko już widzieliśmy, a jest to również to, co będziemy oglądać nadal.

 

W tych mrocznych czasach, które jednakże mienią się być czasami oświecenia, wielu ludzi odda się bez reszty uciechom ciała bez jakiejkolwiek uwagi dla spraw Boskich. To czciciele świata. Musimy trzymać się z daleka od tej niewoli pozostając bez żadnej ambicji, bez najmniejszego przywiązania do światowych dóbr, a także bez szukania przyjemności.

Walka Kościoła i współczesne błędy

Z przekazów proroctw Starego Testamentu naszkicujemy teraz kilka punktów, bardzo przydatnych do oświecenia nas i ożywienia naszej odwagi.

 

Dalekie od wywoływania w nas poczucia wstrząsu, to, co dzieje się przed naszymi oczyma, żadną miarą nie powinno jednak zaskakiwać. Nie ma miejsca nic, czego przedtem nie ogłosili by Słudzy Boży – Jego Prorocy.

 

Kościół Jezusa Chrystusa będzie porzucony, uciskany i prześladowany przez te same narody, które całe stulecia wzrastały w Jej chwale mając Kościół za Matkę i Nauczycielkę.

 

Zło, które znosi Kościół, będzie pomszczone, pomimo obłąkanych twierdzeń Jej wrogów, biorących Boże obietnice za daremne, a także wbrew rządom, których wiara w zniszczenie Kościoła pracować będzie na Jej chwałę, a ku ich własnej zgubie.

 

W końcu zaś – niezależnie od wielkich mocy danych siłom ciemności, Bóg okiełzna ich furię a wykonanie ich zamiarów będzie powstrzymane. Dokonując jednak osądu na podstawie tego, co widzimy, owo powstrzymanie nastąpi po długim okresie czasu i wielu zniszczeniach dokonanych wśród wielu ludzi.

 

Widzieliśmy już pierwszą rozprawę, w czasie której nasi pasterze z pierwszych wieków niemal jednogłośnie odrzucili to, co stało na przekór wierności naszemu Panu i Jego Kościołowi.

 

Druga rozprawa będzie daleko bardziej tragiczna, gdyż chrześcijanie, którzy odwrócą się od wiary, nie zadowolą się samym tylko wymazaniem niektórych punktów Religii Katolickiej, lecz zaatakują wszystkie w tym samym czasie. Choć było by pożądanym, by ci, którzy dzierżą depozyt wiary, zachowali tę samą stałość i doskonałą jedność, nie można oczekiwać że tak się stanie w całej rozciągłości. Ilość tych, którzy się sprzeciwią, będzie jednak zauważalna.

Obowiązki względem Prawdy

Zawsze istnieć będą – nawet wewnątrz Kościoła – ludzie stojący blisko świata i światowego myślenia, ludzie, których cała duchowa siła polega na poddawaniu w wątpliwość najbardziej wiarygodnych prawd gdy prawdy te nie są zgodne ze światowym gustem. Podobnie będą też wierni, którzy bez uprzedniego zbadania dopasują się do osądu sceptyków i szerzycieli zwątpienia. Wielu, nawet spośród tych, którzy początkowo bronili Prawdy i których opinia wpływa na osąd większości, stanie się stronnikami kłamstwa.

 

Wierny musi zawsze pamiętać o nienawiści, jaką Bóg żywi wobec błędów i stać na straży naprzeciw niewierzącym – wie bowiem doskonale, że są oni prowadzeni przez ducha ciemności. Wielokroć, zwłaszcza gdy jakiś bezbożny system zaczyna panować, tchórzliwy protekcjonizm sprawia, że zaczynamy wierzyć w bycie zmuszonymi do porzucenia zainteresowania sprawami wiary. Remedium na to będą: szczera wiara, prawdziwa pokora i wzgardzenie światem.

 

Kolejnym zagrożeniem jest porzucenie Prawdy po jej poznaniu z obawy przed złem, na jakie moglibyśmy zostać wystawieni broniąc owej Prawdy. Bronić prawdy, zwłaszcza jeżeli odnosi się ona do wiary, to bronić sprawy Bożej; poddać ją – to odsunąć się od Boga i przyjąć miejsce obok Ojca Kłamstwa. Jest to zawsze coś bardzo poważnego, a konsekwencje bywają katastrofalne: pierwszy upadek prowadzi do następnego, ten zaś, kto wierzy, że miałby sobie do zarzucenia tylko jeden fałszywy krok, bardzo szybko odkryje, że wpada w otchłań. Jest zatem niezbędne, by pozostać głęboko zdeterminowanym i nigdy nie cofać się w niczym, co dotyczy Prawdy, nadto zaś mieć za nic własny odpoczynek, interes, a nawet życie, gdy przychodzi do jej obrony.

 

Niebezpieczeństwem, zagrażającym tym, którzy uniknęli pierwszych dwóch, jest nadal ślepe podążanie za poszczególnymi autorytetami, które w czasach chaosu i prześladowań często przechylają się na stronę bliższą naszym naturalnym skłonnościom, nawet, jeżeli stoi to w sprzeczności z Prawdą. Musimy pamiętać, że Prawda pozostaje zawsze niezmienna, nie zależy od okoliczności. Coś, co kiedyś uznano za Prawdę, nie przestaje nią być tylko dlatego, że ten lub inny zmienia swoje nastawienie. Trzeba odnosić się do myślenia sprzed czasu, gdy nasz osąd został rozmyty, nie zaś do wątpliwości wzrastających, odkąd przyziemne powody i ludzkie obawy zakłóciły siłę i wolność funkcjonowania naszej inteligencji. Jeżeli rozważymy racje tych, których opinie wpływają na zniewolenie ducha, nie zaś ich liczbę, zauważymy, że są to racje dość mizerne. Co więcej – ich autorytet ulega i ostatecznie zanika przed tym, który posiada Kościół i Najwyższy Kapłan.

Powody nadziei

By zachęcić tych, którzy nadal pozostają wierni, warto przypomnieć im o Bożych obietnicach, których wypełnienie nadejdzie wraz z końcem czasów.

 

Przymierze Jezusa Chrystusa i jego Kościoła jest wieczne. On zawsze będzie z Nią jako Bóg i świętość, to on bowiem założył ją w oparciu o św. Piotra i jego następców – Jej kamieniach węgielnych. Znaki rozpoznawcze prawdziwej Oblubienicy Chrystusa zawsze pozostaną w niej obecne. Ofiara ołtarza będzie sprawowana po kres czasów a wierni, na podobieństwo orłów, gromadzić się będą wokół ciała Boga-Człowieka. Tron Piotrowy zawsze będzie ich punktem zbornym, niezależnie zaś od tego, jak wielkie staną się prześladowania, Bóg zawsze zachowa wiernych, kapłanów i Namiestnika Chrystusowego niezależnie od kraju. Gdy narody odwrócą się od niej, Kościół zapłacze z powodu tego wyparcia, ale nie przestanie być Matką wielkiej liczby dzieci.

 

Co więcej: unicestwienie schizmatyckich i heretyckich sekt, podobnie jak zupełny chaos i brak poczucia sensu, w który popadną apostaci, wspaniale wyróżni świętość Kościoła Jezusa Chrystusa.

 

Głęboka ignorancja, mrok w pewnym stopniu widoczny dla wszystkich, którzy zechcą użyć prostego światła własnej inteligencji, a wraz z nim cynizm, brak rozwagi i nieporządek, cechy charakterystyczne tych, którzy coraz dalej oddalają się od Słońca Sprawiedliwości, będą odtrutką przeciw skandalom tych czasów.

 

Gdy Kościół cierpi wskutek strat, Bóg często raczy naprawić je w sposób nadzwyczajny. To właśnie wydarzy się w czasach powszechnej rewolty. Straty Kościoła będą większe niż kiedykolwiek; zostanie ona zredukowana do stanu z dni Męki naszego Zbawiciela. Stanie się to jednak tylko po to, by potem pozwolić Jej pojawić się na nowo z jeszcze większym blaskiem, by dalej mogła głosić Panowanie Jezusa Chrystusa. Jej młodość powróci, zaś Duch Święty wyleje na nią wielkie mnóstwo darów. Żydzi otworzą w końcu oczy na Światło, będą wielbić Tego, którego tak długo odrzucali, i staną się apostołami boskości Chrystusa. Ogłoszą to niezmierzonym narodom w sposób, który da Kościołowi rozmiar większy niż kiedykolwiek przedtem. Wielka ilość Jej dzieci będzie niezrównana w świętości, a ich odwaga przejawi się zwłaszcza wówczas, gdy konieczne będzie wycierpienie przez nich okrutnych prześladowań.

 

o. de Clorivièr

Tłum. Mariusz Matuszewski

 

1 Syn Eleazara i wnuk Aarona. Kiedy Izraelici zaczęli uprawiać nierząd z kobietami Madianitów i czcić ich boga, Pinchas zabił dwójkę największych grzeszników. Dzięki temu ustała epidemia, która zdążyła już zabić 24 000 ludzi. Jego wierność Bogu została nagrodzona obietnicą, że zarówno on, jak i jego potomkowie zawsze będą kapłanami. (Wj 6,25; Lb 25; 31,6; Joz 22,13 nn.; Sdz 20,28).

 

 

Kategoria: Historia, Mariusz Matuszewski, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *